Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 22.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 22.. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 22.

Chłodne kalifornijskie powietrze uderzyło w moją twarz, kiedy drzwi w końcu się otwarły. Zayn chwycił moją dłoń i poprowadził mnie do wyjścia, jak zwykle nie wykazując większych emocji. Przeniósł na mnie wzrok.
- Panie przodem. - uśmiechnął się połowicznie, a mi momentalnie zrobiło się gorąco.
Wyjrzałam na zewnątrz i wszystko z powrotem wróciło do normy. Błękitne niebo, błyszczące, jasne słońce. Było naprawdę gorąco. Brakowało mi tej pogody. Trójka biznesmenów stojących z boku, machała do nas, ciepło nas witając. Po obu ich stronach zauważyłam jeszcze dwie kobiety. Jeden z tych facetów wyglądał dość znajomo. Czarne włosy, palące, zielone oczy, wyglądające na jaśniejsze niż były w rzeczywistości, ale tylko dzięki kolorowi ciemnych włosów. Już go gdzieś widziałam, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie.
Serce momentalnie podskoczyło mi do gardła. To Devon. Z trudem przełknęłam ślinę i zauważyłam, że Zayn przygląda mi się skonsternowany. Pocieszająco ścisnął moją dłoń, ale moje ciało nadal było jak sparaliżowane. Nie mogłam się ruszyć. Wzrok skupiłam tylko i wyłącznie na sylwetce Devon'a. Dlaczego?! Dlaczego on tutaj jest?!
Zayn zaczął iść przed siebie, sukcesywnie ciągnąc mnie za sobą.
- O co chodzi? Coś nie tak? - szepnął.
Zaschło mi w ustach i nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Z trudem przełknęłam gulę, która uformowała się w moim gardle i w końcu podniosłam wzrok na Zayna.
- To Devon. - bąknęłam cicho, wskazując brodą najwyższego mężczyznę pośród stojących.
Najgorszy koszmar właśnie się ziścił. Spotkałam Devon'a. Wyczułam jak całe ciało Zayna spina się momentalnie, ale powstrzymał się od natychmiastowego spojrzenia w miejsce, które mu wskazałam. Podszedł bliżej grupki, a ja chcąc nie chcąc podążyłam za nim. Serce zaczęło walić mi jak oszalałe, kiedy mózg odtwarzał wydarzenia z tamtej nocy. Nie. Nie!
- Panie Malik. - na dźwięk jego głosu przeszły mnie ciarki. Głos Devon'a, Chciałam wyrwać się z uściska Zayna, ale nie mogłam. Z trudem łapałam oddech.
Devon uśmiechnął się, a mi zrobiło się niedobrze. Wyglądał tak samo, z tym że był wyższy. Dużo wyższy. Prawdopodobnie był teraz tego samego wzrostu co Zayn. Wyciągnął przed siebie rękę, czekając aż Zayn ją uściśnie. Głośno przełknęłam ślinę i wsunęłam się za plecy Zayna, kiedy puścił moją dłoń.
- Pan Anderson. - podał rękę Devon'owi. Kilka sekund później odsunął się na bok i pociągnął mnie przed siebie, tak że znajdowałam się na głównej linii wzroku Devon'a. Ten od razu zmrużył swoje oczy i zaczął mi się przyglądać. Jego chciwe tęczówki skanowały moje ciało. Zayn objął mnie jedną ręką, dodatkowo ściągając na mnie uwagę. Nie! Co się, do cholery, dzieje? CO?
- Panie Anderson, to moja asystentka, panna Victoria Greene. - asystentka? Nie powinno mnie TU w ogóle być! - Udawaj. - szepnął, a ja z trudem przełknęłam ślinę.
Devon wyciągnął przed siebie rękę i przechylił głowę w bok. On serio spodziewał się, że uścisnę mu dłoń po tym co mi, kurwa, zrobił?!
- Tori? - uśmiechnął się przebiegle.
Znam ten uśmiech. Wzięłam głęboki oddech, nie robiąc nic, poza wpatrywaniem się w jego dłoń. Oderwałabym mu ją i rozerwała na kawałeczki. Nienawidzę go.
Z drżącym sercem podałam mu swoją, a on przyciągnął mnie do siebie. Dostałam zawału, kiedy na jego twarzy pojawił się ten złowieszczy, pełen pewności siebie uśmieszek. Pochylił się bliżej, kiedy ja starałam się od niego odsunąć. Złapał mnie za drugą rękę i próbował pocałować w policzek. Nie! Nie! Nie! On nie ma zamiaru się odsunąć. Pochylając się jeszcze bardziej, jego usta znalazły się tuż przy moim uchu.
- Oddałbym wszystko, żeby zerżnąć cię tu i teraz. - jęknęłam, starając się wyrwać z jego uścisku. Nie. Dlaczego Zayn na to pozwala?!
- Victoria! - obudziłam się całkiem zdezorientowana, ciężko dysząc z przeświadczeniem, że moje serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
Chłodne spojrzenie Zayna utkwione było w mojej twarzy. Był skonsternowany i wyraźnie zaciekawiony. Zimny pot zrosił moje czoło. Głośno przełknęłam ślinę, pospiesznie skanując przestrzeń wokół siebie. Jestem w samolocie. Wszystko jest w porządku. Mocno zacisnęłam dłonie na podłokietnikach fotela i podniosłam wzrok na przejętego Zayna.
- Miałaś koszmar. - szepnął.
Uspokoiłam powoli oddech, kiedy z moich ust wyrwał się pojedynczy szloch. Oczy zaczęły wypełniać się słonym płynem, ale szybko wytarłam je zewnętrzną stroną dłoni. Myślałam, że mam już za sobą te sny, ale jak widać nie.
- Co się stało? - zapytał cicho.
Potrząsnęłam głową.
- Nie pozwól, żebym spotkała się z Devon'em. - wymamrotałam.
Niepewnie podniosłam na niego wzrok i zauważyłam, że aż cały zesztywniał. Sięgnął po moją dłoń, ale z jakiegoś powodu ją cofnęłam. Zmarszczył brwi, ale szybko wrócił do swojej naturalnej postawy.
- Nigdy. Bardziej prawdopodobne byłoby to, że zabiłbym go na miejscu, zanim pozwolił mu zbliżyć się do ciebie. - zmarszczył czoło, opuszkiem kciuka wycierając łzę z mojego policzka. Nie chciałam wymigiwać się od jego dotyku, ale musiałam spokojnie pomyśleć, ale to nie było możliwe, gdy czułam jego miękką skórę.
Ale to co powiedział... To miało mnie pocieszyć? Bo raczej mnie przeraziło. W jego ustach brzmiało to dosyć prawdopodobnie.
Cicho pociągnęłam nosem.
- Wiesz jak wygląda?
Skinął głową. Och.
Oboje siedzieliśmy w kompletnej ciszy, podczas gdy ja starałam się otrząsnąć ze swojego snu. Czemu w ogóle mi się śnił? Czemu znowu mam koszmary z nim w roli głównej, do kurwy nędzy?!
- Jesteśmy na miejscu. - Zayn uśmiechnął się pocieszająco. Pochylił się lekko, żeby mnie pocałować, ale zastygł w miejscu, kilka milimetrów od mojej twarzy, czekając chyba na pozwolenie. Wstrzymałam oddech, kiedy się odsunął. Był tak blisko.
- Oddychaj, Victoria. Zaufaj mi, proszę cię. - wyglądał na wyraźnie zaniepokojonego. Powoli kiwnęłam głową. To tylko Zayn. On mnie nie skrzywdzi... Tylko od czasu do czasu wystraszy na śmierć. Rozproszył moje myśli cmokając mnie w usta, ale po chwili dała o sobie znać jego dominująca natura i pogłębił pocałunek. Kiedy w końcu oderwał się od moich warg, odetchnął z trudem i irytacją, a jego oczy błysnęły triumfem.
- Chodź, wylądowaliśmy. - bąknął cicho.
Zmarszczyłam brwi i przetarłam wilgotne policzki spoglądając przez małe okienko obok mnie. Najpierw czułam wahanie. Miałam nadzieję, że może Devon'a jednak nie ma w Kalifornii, przynajmniej na czas mojego pobytu tutaj. Cały czas będę się tak zachowywać? Mam nadzieję, że nie. Zapomnij o tym, Re.
Nadal było słonecznie.
- Która jest godzina?
- Po piątej, Victoria.
- W Ameryce, czy w Londynie? - zmarszczyłam brwi. Przez jak długo spałam? Ostatnie co pamiętam, to przygotowanie do wzbicia się w powietrze.
- W Ameryce. Chodź. - wstał na równe nogi, całkiem górując nade mną wzrostem, kiedy podniosłam się z fotela.
Wyciągnął rękę w moją stronę, a ja przygryzłam wargę. Niepewnie odwzajemniłam jego gest, czując jak kciukiem delikatnie pociera knykcie mojej dłoni.
- Spokojnie. - wyszeptał - Nie zrobię ci krzywdy, Re.
Zayn lekko ścisnął moją rękę prowadząc mnie w stronę drzwi, gdzie stała już jego osobista, blond stewardessa z szerokim uśmiechem na twarzy. Kiedy namierzyła mnie wzrokiem w jej oczach dostrzegłam zaniepokojenie. Zrobiłam krok na zewnątrz i zdałam sobie sprawę, że zaraz zmiażdżę dłoń Zayna. Rozejrzałam się po otwartej przestrzeni i zauważyłam tylko Mark'a parkującego właśnie czarnego Saaba 2013 PhoeniX'a. Jak to możliwe?! Do sprzedaży wychodzą dopiero w przyszłym roku?!
- Przypuszczam, że to twój samochód? - uniosłam brew zakładając pasemko włosów za ucho. Strasznie wietrznie tu, Jezu.
- Tak, chyba można tak to ująć. - uśmiechnął się do mnie na ten swój piękny, chłopięcy sposób.
- Coś masz z tymi samochodami z niskim zawieszeniem. - bąknęłam półgłosem.
Ponownie się wyszczerzył, ukazując całą biel swoich zębów.
- Tylko jeśli chodzi o ciebie, Victorio. Chodź.
Poprowadził nas do drogiego, luksusowego wozu i już na sam jego widok, wiedziałam, że będę miała niemałe problemy z wejściem do środka. Kiedy przyszło co do czego zadziwiłam i siebie i Zayna bez trudu wślizgując się na swoje miejsce, co skomentował tajemniczym uśmieszkiem. Zamknął drzwi i po chwili zajął miejsce obok mnie, moszcząc swoją smukłą sylwetkę z gracją godną podziwu. Wszystko wychodziło mu tak ładnie i w ogóle nie sprawiało mu problemów.
Uniósł moją dłoń do swoich ust i cmoknął jej zewnętrzną stronę. Jego oddech odbił się od mojej skóry.
- Witaj w Kalifornii, Maleńka.

***

Malik Heritage Hotel niewiele różnił się od tego w Londynie. Chociaż może był trochę większy i nie był zbudowany z cegły. Pewnie dlatego, że to Kalifornia, gdzie zawsze jest ciepło, nie to co wiejący chłodem Londyn. Ale w środku było tak samo, z tymże wszystko było większe i przestronniejsze. Jak zwykle, Zayn zajął penthouse, który był istnym duplikatem tego, który znałam. Włochaty, biały dywan, kominek elektryczny, łazienki. To wszystko było o wiele za duże jak dla jednej osoby. Plusem jednak było to, że mieliśmy widok na plażę.
Jedyne co wytrąciło mnie z równowagi to to, że Zayn wybrał już swój stały pokój. Cztery sypialnie. W której będę spała ja? Mam nadzieję, że będzie tak samo niezła jak ta w Londynie. Jakiś mężczyzna przyniósł nasze bagaże i postawił w drzwiach wejściowych, kiedy my rozglądaliśmy się po apartamencie. Wybrałam sobie pokój, z dala od tego zajmowanego przez Zayna, bo nadal nie byłam pewna co do tego jego dzielenia z kimś sypialni. Właściwie to mogłam go o to zapytać.
Podniosłam swoje walizki, a obok mnie momentalnie zmaterializował się Mark. 
- Gdzie zanieść te bagaże, proszę pani? - zapytał. Szybki jest.
- Do mojego pokoju, proszę. Zaprowadzę cię. - uśmiechnęłam się i podziękowałam mu, zanim ruszyliśmy przez salon, wprost do drzwi znajdujących się najbliżej telewizora zawieszonego na ścianie.
Otworzyłam je przed nim, a on wniósł moje rzeczy do środka. 
- Dziękuję, Mark.
- Nie ma za co, proszę pani. - formalnie skinął głową.
- Proszę cię, po prostu mów mi Re. - przygryzłam wargę taszcząc jedną z toreb na ogromne łóżko. Poczułam nagłą potrzebę wskoczenia na nie, no ale Mark nadal był w środku.
- Oczywiście proszę pa..Uh, Re. - wyglądał na skonsternowanego, ale szybko wrócił do swojego normalnego wyrazy twarzy.
- Dziękuję, Mark. - zachichotałam, kiedy zauważyłam jak kąciki jego ust lekko zadrżały.
- Coś jeszcze, Re? - zapytał.
Jeej! Nazywa mnie Re!
- Nie, dzięki, Mark. - pożegnał się i wyszedł, a ja zaczęłam się rozpakowywać.
Postanowiłam napisać SMS'a do Amber, dając jej znać, że wylądowaliśmy bezpiecznie. W Bradford jest pewnie coś koło 23:00, ale znając ją będzie jeszcze na nogach. Pewnie jest w Londynie z Ruby i Jess. Miały zająć się rozpakowaniem pudeł, które już zdążyłyśmy tam przewieźć. Wracając do rozpakowywania! Powinnam zająć się swoją walizką. Ciekawe jak długo tu zostanę? Zaraz, to nie jest czasem ten hotel gdzie pracuje Devon? Upuściłam swoje ubrania na ziemię i usłyszałam jak Zayn wszedł do pokoju. Przeniosłam na niego wzrok, kiedy akurat pochylał się by podnieść upuszczone przeze mnie rzeczy.
- Dzięki. - bąknęłam, odbierając je od niego i kładąc na łóżku.
Och, przebrał się. Znowu miał na sobie ten swój czarny, dopasowany garnitur i wyglądał jak wyluzowany-ale-bardzo-zaciekły dyrektor przedsiębiorstwa. Podniosłam na niego oczy, a on przyglądał mi się uważnie, wyraźnie skonsternowany. To znaczy chyba, nie bardzo umiem rozpoznawać jego emocje. Przygryzł wargę i lekko zmarszczył czoło, na co spuściłam wzrok i skupiłam się z powrotem na swojej walizce. Czułam jego zapach. Był taki oszałamiający. Mój ulubiony zapach...
- Jak długo tu zostanę? - zapytałam niepewnym głosem, przerywając tę niezręczną ciszę i podnosząc kolejną porcję ubrań.
Usta Zayna ułożyły się w cienką, prostą linię, jakby pytanie, które mu zadałam było najtrudniejszą rzeczą, na którą przyszło mu kiedykolwiek odpowiedzieć. 
- Zależy. Jak długo chcesz zostać? - przechylił głowę w bok z kamiennym wyrazem twarzy. Och, daje mi możliwość wyboru?
- Nie wiem. Jestem tu po to, żeby być w Detroit, pamiętasz? - wymamrotałam wzruszając ramionami.
- Nie mam problemów z pamięcią, Victoria. Pamiętam. Możesz wybrać się tam w piątek, jeśli takie jest twoje życzenie. - popatrzyłam na niego przez krótką chwilę, ale szybko spuściłam wzrok na swoje palce.
Piątek? Dwa dni z nim. Cóż, przez większość czasu będzie pracował, no i te jego irytujące rozmowy telefoniczne też nie odpuszczą ani na moment. Jak on to wytrzymuje? Robi sobie w ogóle czasem jakieś przerwy?
- Ok, może być. - skinęłam głową i westchnęłam cicho.
Uśmiechnął się zawadiacko i zaczęłam zastanawiać się co mu chodzi po głowie. Tego nigdy nie wiesz.
- Dobry wybór, panno Greene. - szepnął.
Ponownie skinęłam głową, a on zrobił krok w moją stronę. Odwróciłam się od niego i zajęłam się swoją walizką, ale cały czas byłam skupiona na tym co robi. Opuszki jego palców pogładziły skórę mojej szyi, kiedy odgarnął moje włosy za jedno ramię. Jego usta zakradły się na linię mojej szczęki. Moje serce momentalnie podwoiło swoją pracę. Czułam się jakbym brała udział w jakimś maratonie. Zaczerpnęłam urywany oddech, kiedy zębami przejechał po mojej szyi.
- Co ty na to, żebyśmy wrócili do tego, co zaczęliśmy w samochodzie? - powiedział nie odrywając ust od mojej skóry.
Mocno zacisnęłam oczy, kiedy powolnie przycisnął swoje krocze do mojego tyłka, ukazując swoje podniecenie ukryte w opiętych spodniach. Jego dłoń zjechała wzdłuż mojej talii. Przygryzłam wargę i powoli odwróciłam się twarzą do niego, robiąc krok do tyłu. Położyłam rękę na jego torsie i najdelikatniej jak umiałam odsunęłam go od siebie. Z trudem przełknęłam ślinę, kiedy wpatrywał się we mnie z góry, nie wyrażając żadnych emocji.
- Ja..um. Cały czas staram się przywyknąć do tego wszystkiego. - wymamrotałam, niepewna tego jak zareaguje. Dlaczego tak się boję?
Kiwnął głową i zmarszczył czoło. Och, kolejna zmiana nastroju. Tym razem to ja zmarszczyłam czoło.
- Tego wszystkiego? - brzmiał na skonsternowanego. Nie wie o co mi chodzi?
- Um.. Tego twojego... dotykania. - odparłam z wahaniem w głosie.
- Dotykania? - powtórzył jakby pierwszy raz w życiu słyszał takie słowo.
Nieśmiało kiwnęłam głową i spuściłam wzrok na nerwowo splecione palce.
- Spójrz na mnie. Nadal nie lubisz być dotykana? - popatrzyłam na niego, a on przechylił głowę w bok z wyraźnym mętlikiem wypisanym na twarzy. - Myślałem, że tę fobię mamy już za sobą. - bąknął sam do siebie.
- Nie o to mi chodziło...
- No to o co? Powiedz mi, Victoria. Muszę to wiedzieć. - zamrugał i oblizał usta. Niepewnie wyciągnął rękę w moją stronę, ale zatrzymał ją w połowie drogi, prawdopodobnie przypominając sobie, co właśnie powiedziałam. Tak. Bardzo lubi się dotykać.
- Nie rozumiesz... - wymamrotałam.
- Zaufaj mi, Victoria. Jestem pewien, że potrafię zachować otwarty umysł. 
I jak na zawołanie, jego telefon zaczął dzwonić. Odetchnęłam w duchu, kiedy przelała się przeze mnie fala ulgi. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jaka jestem spięta, dopóki nie rozluźniłam się wewnętrznie. Zmarszczył czoło i westchnął głośno. Po krótkiej chwili wyjął komórkę i chyba po raz pierwszy zwrócił najpierw uwagę na to, kto dzwoni. Wyraz jego twarzy momentalnie się zmienił, zmieniając go nie do poznania, odciągając od tego chłopaka, przy którym zaczynałam czuć się komfortowo. Biznesowy Malik powrócił. Popatrzył na mnie z góry apatycznie i tak, jakbym była jakimś nieproszonym gościem. Ok, to było nieuprzejme. Może powinnam wyjść ze SWOJEGO pokoju, żeby dać mu nieco prywatności?
Kiedy się odezwał, ten pomysł wydał mi się bardzo, bardzo dobry. Aż krew zagotowała mi się w żyłach.
- Emma. . . Dotarliśmy bezpiecznie, dziękuję za troskę. - niepokój błysnął w oczach Zayna, kiedy dostrzegł moją twarz.
Rozmawia z nią! Prychnęłam pod nosem i minęłam jego wysoką sylwetkę. Nie mam zamiaru przysłuchiwać się tej konwersacji. Dzięki Bogu, że nie próbował mnie zatrzymywać. Pewnie woli gadać z tą babą niż ze mną, popieprzoną dziewuchą, która została zgwałcona i przez to nie lubi być dotykana.
Weszłam do salonu, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Tak naprawdę chciałam wyjść na zewnątrz. Pospacerować po Kalifornii i przewietrzyć umysł. Skoro już jestem, w moim mieście rodzinnym, mogłabym odwiedzić kilku znajomych, gdybym tylko znała ich adresy. Mogłabym też iść na zakupy, ale nie mam kasy. Cóż, teraz mam. Ale cztery tysiące funtów z tych pięciu, nie są nawet moje. 
Zayn w ogóle pozwoliłby mi wyjść? Jest taki zaborczy. Drzwi od mojej sypialni zamknęły się i momentalnie przeniosłam wzrok na Zayna, jakbym kierowała się jakimiś wewnętrznymi instynktami. Jego oczy były ciemne i skupione na mnie, jakbym była jego celem zbrojnym. Zatrzymał się w miejscu i zmarszczył brwi. Wyciągnął telefon i od razu przyłożył go do ucha. Tym razem już nie kłopotał się sprawdzeniem, kto próbuje się z nim skontaktować. Przeniosłam wzrok za okno. 
- Malik! - rzucił autorytatywnym głosem, który niemal odbił się echem po pomieszczeniu  
- Tak. . .Teraz?
Popatrzyłam na niego, ale był skupiony wyłącznie na rozmówcy. Wyglądał nawet na trochę bardziej zaaferowanego. To przez Emmę? Zawsze jest wkurzony po rozmowie z nią.
- Za minutę będę na dole. - rozłączył się i spojrzał na mnie. 
- Muszę zobaczyć się z menadżerem obsługi restauracji. - wymamrotał poirytowany wsuwając telefon do kieszeni.
Poluzował swój krawat, kiedy całkiem odwróciłam się w jego stronę. Między nami był tak duży dystans, że to aż dziwne. Zebrałam z sukienki jakiś niewidzialny pyłek, a on cały czas uważnie przyglądał się wszystkim moim gestom.
- Niedobre jedzenie? - zapytałam.
Kąciki jego ust lekko zadrżały, ale powstrzymał się od uśmiechu. O co mu chodzi?
- Chyba można tak to ująć. - odparł oschle - Wrócę za kilka minut. Nie powinno mi to zająć dużo czasu. Przeszedł obok mnie, ale zatrzymał się w połowie drogi, w geście pełnym frustracji przeczesując swoje włosy. Skonsternowana zmarszczyłam czoło, kiedy mocno zagryzł swoją dolną wargę i odwracając się na pięcie, ponownie ruszył w stronę drzwi. Czemu zachowuje się tak dziwnie? Już kiedyś go takiego widziałam. Wtedy, kiedy byliśmy w muzeum sztuki. Wyglądał jakby kłócił się sam ze swoimi myślami. To co robi, jasno daje mi do zrozumienia co sobie o mnie myśli. Powinnam? A może lepiej nie?
- Zayn. - w duchu zakneblowałam się swoją własną dłonią, którą najchętniej wepchnęłabym do buzi, żeby powstrzymać swoje niewyparzone usta. Odwrócił się i spojrzał na mnie. 
Jego oczy były puste i skonsternowane. Był głęboko zamyślony. Chyba się domyślam dlaczego się tak zachowuje. Obraził się o to, że nie pozwoliłam mu się dotknąć w tamtym momencie? Przygryzłam wargę, a on stał tam seksowny, przystojny, bardzo przystojny. Jest zbyt idealny.
Z trudem przełknęłam ślinę. Moje usta rozchyliły się częściowo, przygotowane na wypowiedzenie słów, które zżerały mnie żywcem od środka. 
- Nie dostanę buziaka na pożegnanie? - ponownie przygryzłam wargę, znajdując się niemal w szoku, kiedy w na jego twarzy dostrzegłam ulgę. Oddychaj, Re. Oddychaj. Starałam się opanować, widząc zwycięstwo wymalowane w jego oczach.
Rozluźnił się wyraźnie i podszedł do mnie z przytłaczającą pewnością siebie. W duchu przygotowywałam się na to, co ma w zanadrzu. Mogłam stwierdzić po samym jego wyglądzie, po mocno napiętej linii jego szczęki. Jego oczy ciemniały z każdym kolejnym krokiem, który stawiał w moim kierunku. Bez wahania oplótł mnie rękami i przyciągnął do swojego ciała. Westchnęłam cicho, podtrzymując się jego naprężonego przedramienia, gdy w ułamku sekundy przywarł do mnie ustami.
Serce w klatce piersiowej waliło mi jak oszalałe. Jego język przejął kontrolę nad moimi ustami, a jego dłoń pewnie ściskała moją pupę, czerpiąc wszelkie korzyści z mojej bezbronności, którą sama podarowałam mu na złotej tacy. Wplotłam palce w jego piękne, miękkie włosy. Stanowczym gestem chwycił mnie za twarz i przerwał pocałunek. Oboje z trudem łapaliśmy oddechy. Na moment oparł swoje czoło o moje, po czym cmoknął je delikatnie.
- Co ty ze mną wyprawiasz, Victoria. - powiedział cicho z wyraźnym akcentem. Tak dobrze, znowu słyszeć ten bradfordzki akcent. 
- Powinieneś iść. - bąknęłam próbując poskładać się do kupy.
Kiedy podniosłam na niego wzrok, wyglądał na spokojnego. Uśmiechał się lekko.
- Apodyktyczna panna Greene. - szepnął rozbawiony.
Zachichotałam cicho, a jego oczy złagodniały. Miał takie ciepłe spojrzenie... Uwielbiałam takiego Zayna. 
- Piękny dźwięk. - ucałował kącik moich ust.
Usłyszałam jak ktoś odchrząkuje, a po chwili rozpoznałam głos Mark'a.
- Proszę pana. 
Zayn zareagował momentalnie prostując swoją sylwetkę. Przeniósł wzrok na Mark'a stojącego w drzwiach wejściowych. Och, wow! Zmiana nastroju!
- Mark, o co chodzi? - głos Zayna od razu nabrał formalnego wyrazu, a ja poczułam ciarki w dole kręgosłupa.
- Pan Kendrick pana oczekuje. - odpowiedział ochroniarz, niepewnie kołysząc się na stopach.
- Tak. Już schodzę na dół. Dziękuję, Mark. - odparł Zayn odprawiając go.
- Proszę pana. - skinął głową i wyszedł.
- Zaraz wracam. - powiedział Zayn nie zmieniając formalnego tonu.
Moje oczy były szeroko otwarte, kiedy kiwnęłam głową.
Pocałował mnie w policzek i pełen gracji ruszył w stronę drzwi, ale zanim je otworzył, spojrzał jeszcze na mnie przez ramię. 
- Nara, Maleńka. - puścił mi oczko i uśmiechnął się tak jak tylko on potrafi, szeroko i pięknie. Niech że ktoś mu zrobi zdjęcie, kiedy tak się uśmiecha! Kiedyś muszę to zrobić, na pewno.