- Cześć Mark. - uśmiechnęłam się zmieszana, a on skinął głową uśmiechając się lekko, ale przyjaźnie.
- Dzień dobry, panno Greene. - odpowiedział formalnie.
Uśmiech powoli zszedł z mojej twarzy.
- Proszę cię, mów mi Re.
- Oczywiście, Re. Mogę wziąć twój bagaż?
- Dziękuję, dam sobie radę.
Zmarszczył czoło i przez chwilę wyglądał na zagubionego, jakby nie wiedział jak ma na to zareagować. Przygryzłam wargę, a on poprowadził mnie w stronę wyjścia, gdzie czekało już na nas znajome, czarne Audi SUV. Mark szybko otworzył przede mną tylne drzwi i odebrał ode mnie walizkę. Podczas gdy ja mościłam się na wygodnym siedzeniu, on pakował moje rzeczy do bagażnika. Zamknął drzwi po mojej stronie i w ułamku sekundy wskoczył na miejsce kierowcy.
Jechaliśmy w kompletnej, ale przyjemnej ciszy przez centrum Londynu. Posępna pogoda oddawała mój nastrój. Tak jak bardzo chciałam już zobaczyć Zayna, tak bardzo się denerwowałam. Jeśli nadal jest na mnie zły, to jestem w niemałych tarapatach. Byłam bliska, by poprosić Marka, żeby zabrał mnie z powrotem na lotnisko, żebym mogła wrócić do Mamy. Albo, co było bardziej realistyczne, powiedzieć mu, żeby odstawił mnie do mojego nowego domu, gdzie pewnie czekała na mnie Amber. Tęskniłam za nią.
Samochód zwolnił, a nas otoczyła ciemność. Zatrzymał się przy wjeździe na parking podziemny i pomógł mi wysiąść z auta. Odprowadził mnie do windy i gdy już stałam w jej środku, czekając na zasunięcie się płyty, Mark zastopował ją dłonią i zwrócił się do mnie.
- Przyniosę twoje bagaże na górę. - powiedział ciepłym tonem.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się w odpowiedzi, a on wystukał kod na panelu windy. Gdy ta zaczęła się powoli zamykać, zasalutował, a ja wybuchnęłam cichym chichotem na jego widok. Dzięki niemu lekko się rozluźniłam, ale gdy zdałam sobie sprawę z jaką prędkością porusza się winda, zaczęłam znowu czuć się niepewnie. Jechała zbyt szybko. Nie mogłam się ruszyć. Stałam w miejscu jak sparaliżowana. Rozległ się dźwięk oznajmiający dotarcie na docelowe piętro, a po chwili moim oczom ukazały się szerokie i wysokie, mahoniowe drzwi. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do nich, po czym bardzo powoli je uchyliłam.
Serce podskoczyło mi do gardła i nie mogłam wydusić z siebie głosu, co dopiero mówić o poruszeniu się. Po krótkiej wewnętrznej walce, zrobiłam kilka kroków do przodu i zamarłam w pół ruchu, gdy ciężka powłoka za mną się zamknęła. Jego zapach całkowicie rozproszył moje poczucie pewności, kolana mi zmiękły, gdy tylko wdarł się w nozdrza. Wnętrze wyglądało tak, jak je zapamiętałam. Rozejrzałam się wokół siebie i dostrzegłam niewielkie obrazy, z którymi już byłam zaznajomiona. Przede mną były trzystopniowe, mahoniowe schodki prowadzące do głównej części przestronnego salonu. Postać, w idealnie skrojonym garniturze, stała przy olbrzymim na całą ścianę oknie i gwałtownie przeczesywała swoje włosy palcami. Odwrócił się powoli i stanął twarzą do mnie. Wyobrażałam sobie jak to mogłoby wyglądać. Ja biegnąca prosto w jego rozłożone ramiona, a on ciasno oplatający mnie w talii w powitalnym, ciepłym uścisku. Nie ruszyłam się, nie mogłam. Nadal się na mnie złościł?
Cieszyłam się, że go widzę. Naprawdę się cieszyłam, ale nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
- Porozmawiamy później, Daniel. - wymamrotał do słuchawki, a ja tylko na dźwięk jego głosu, jakoś cudownie się uspokoiłam. Zdjął marynarkę ze swoich szerokich ramion i przewiesił ją przez oparcie jednego z krzeseł jadalnianych. Chwilę później powędrował tam też jego krawat.
Zayn odłożył swoją komórkę na stół i ruszył w moją stronę. Seksowny, pewny siebie, onieśmielający i z tego co zdążyłam zauważyć, nieźle wkurzony. Z przyzwyczajenia zrobiłam krok w tył, a determinacja na jego twarzy sprawiała, że z trudem łapałam kolejne oddechy. On też wyglądał na zatroskanego. Coś się stało? Czemu wygląda tak niepewnie? Linia jego szczęki była wyraźnie zarysowana, a z ciemnych oczu biło czyste pragnienie. Jego włosy były strasznie poburzone, pewnie dlatego, że przeczesywał je niezliczoną liczbę razy w nerwowym geście. Och, kocham jego włosy!
Momentalnie przyciągnął mnie do swojego ciała i przycisnął do najbliższej ściany. Oplótł moje włosy o swoją dłoń i powoli pociągnął za nie, zmuszając mnie bym podniosła głowę. Wszystko działo się tak szybko, że z trudem łapałam oddech, gdy oderwał się od moich ust. Chęć, potrzeba, desperacja, złość, nie wiem co właściwie wyczułam w tym pocałunku, ale byłam wyraźnie oszołomiona. Powtórzył swój ruch, językiem zgłębiając tajniki wnętrza moich ust.
Odsunął się lekko, ale nadal pozostawał bardzo blisko mnie. Jego tors ciężko unosił się przy moim ciele. Oparł swoje czoło o moje, ale ciągle wyczuwałam jego napięcie, które sprawiało, że również ja nie czułam się zbyt komfortowo.
- Coś nie tak? - zapytałam, gdy tylko udało mi się odzyskać oddech.
Potrząsnął głową. Och, brawo, Re. Musiałaś wypalić z jakimś beznadziejnym pytaniem.
- Cieszę się, że cię znowu widzę. - szepnął. Jego głos był zdenerwowany i na tyle chłodny, że ciężko było mi uwierzyć w prawdziwość jego słów.
- Ciągle się na mnie złościsz? - starałam się brzmieć na pewną siebie, ale to było dalekie od rzeczywistości.
- Nawet nie masz pojęcia. - odparł gorzko.
Głośno przełknęłam ślinę.
- Przepraszam. - powiedziałam zawstydzona. Spuściłam wzrok, bo jego ciemne, onieśmielające oczy były zbyt dużym wyzwaniem. Wolałam stać z nisko zwieszoną głową, niż mierzyć się z jego karcącym spojrzeniem. Palcem wskazującym powoli przejechał po linii mojej szczęki, a gdy dotarł do podbródka uniósł go lekko do góry, podnosząc moją głowę. Wpatrywał się we mnie z góry swoimi przenikliwymi tęczówkami, na co wzdrygnęłam się lekko.
- Nie musisz przepraszać. - powiedział zbyt przymilnym tonem. Zmarszczył brwi, gdy w pomieszczeniu rozległ się dźwięk jego wibrującego telefonu, porzuconego na stole w części jadalnej. Rzucił wzrokiem w tamtą stronę, po czym ponownie spojrzał na mnie, wzdychając gardłowo.
- Idź na górę, do swojego pokoju. - polecił.
Do mojego pokoju?!
- Pierwsze drzwi po prawej. - po tonie jego głosu, wiedziałam, że to nie była prośba, tylko rozkaz. Nie miałam innej możliwości, więc ruszyłam w stronę schodów.
Przez kilka sekund stał jeszcze przy ścianie, gdzie chwilę wcześniej zawzięcie się całowaliśmy, podczas gdy ja wbiegałam po schodach, jakby goniło mnie stado rozwścieczonych byków. Z desperacją chciałam jak najszybciej opuścić tę ogromną przestrzeń i dostać się na górę, gdzie chociaż przez chwilę mogłam pobyć sama. Weszłam do środka pokoju, który mi wskazał i zdałam sobie sprawę, że to właśnie tutaj po raz pierwszy braliśmy wspólny prysznic. To było jakoś w zeszłym tygodniu? Nie mogę sobie przypomnieć. Wnętrze było pięknie zaaranżowane. Podobnie jak w salonie, było tu duże okno sięgające od podłogi do samego sufitu, ukazujące zapierający dech w piersiach widok na Londyn. Musi lubić te swoje widoki. Usiadłam na brzegu miękkiego łóżka, zdejmując swoje buty. Zdecydowałam się zadzwonić do Amber. Nie odebrała jednak, więc wysłałam jej wiadomość.
Nacisnęłam "wyślij" i sekundę później dobiegł mnie dźwięk zamykanych drzwi, a po nim odgłos kroków. Prawie fizycznie wyczuwałam jego chłodną aurę, ale postanowiłam udawać, że go nie widzę. Skasowałam dopiero co wysłaną wiadomość chwilę przez tym, gdy Zayn wyjął mi telefon z dłoni i rzucił go gdzieś za siebie. Pierwsza myśl to jak poważne szkody wywołał w mojej komórce ten upadek, ale zaraz przypomniałam sobie, że przecież to Malik Cell i pewnie gówno zrobione jest z jakiegoś tytanu.
Nie chciałam na niego spojrzeć. Uparcie wpatrywałam się w swoje nerwowo splecione palce. Zdawałam sobie sprawę z tego, że przygryzam wargę, ale byłam zbyt zestresowana. Nie miałam pojęcia co ma zamiar zrobić tym razem. Palcem wskazującym powoli przejechał po linii mojej szczęki, po czym uniósł moją twarz do góry, delikatnie chwytając za podbródek. Ciemny wzrok Zayna spoczął na mojej szyi, gdy z trudem przełknęłam ślinę. Zauważył moje zdenerwowanie i sam nieco się zrelaksował.
- Oddychaj. - szepnął i łagodnie pogłaskał mnie po policzku. Chwilę później lekko pociągnął za moją brodę, uwalniając dolną wargę spomiędzy zębów.
- Wykończysz mnie z tym przygryzaniem wargi, Victoria.
Ugh, nie lubię go takiego. Zrobiłabym wszystko, żeby tylko przestał zachowywać się w ten sposób. Nie znałam tego człowieka, który stał przede mną, ale wiedziałam czego chce i wiedziałam, że chce tego natychmiast.
- Masz ochotę się pobawić? - czarny humor zabłyszczał w jego tęczówkach, które rozświetlone były pożądaniem.
Pobawić?!
Powoli skinęłam głową, ale to nie było wystarczająco przekonujące ani dla niego, ani nawet dla mnie samej. Pragnęłam go, ale nie wtedy kiedy zachowywał się tak jak teraz. Wzięłam głęboki oddech i odepchnęłam od siebie wszystkie ponure myśli. W ułamku sekundy rzuciłam się na niego, w tamtym momencie już nic mnie nie obchodziło.
Nasze usta spotkały się w mgnieniu oka. Był zaskoczony moim nagłym wybuchem, ale zareagował szybko odpowiadając na moje ruchy. Oplótł mnie ramionami i chwilę zajęło mi, zanim zdałam sobie sprawę, że leży na mnie, przyciskając mnie do łóżka. Skupiłam się tylko na nim, odcinając się od reszty świata, gdy jego usta żwawo wędrowały w dół mojej szyi. Całował, lizał, czasem przygryzał moją skórę, a to wszystko odbijało się i rozchodziło echem po moim podbrzuszu. Na pewno zostanie mi kilka śladów, jeśli wessie się w moją skórę odrobinę mocniej.
Ściągnął swoją koszulę zaraz po tym, jak pozbawił mnie mojej i od razu w oczy rzucił mi się jego nowy tatuaż. Jego widok rozproszył mnie na moment, ale wróciłam do rzeczywistości zaraz, gdy poczułam jego usta na swoim ciele. Odpiął mój stanik, kierując się pocałunkami w dół mojego brzucha. Zrobiło mi się zimno, ale szybko okrył mnie swoim ciałem.
Zaczęłam się trochę niecierpliwić, kiedy bardzo powoli rozpiął guzik moich jeansów i rozsunął suwak. Zwinnym ruchem pozbył się moich spodni, a ja zostałam już tylko w majtkach. W jego oczach błyszczał głód, śmiałość i niepohamowana dzikość, gdy delikatnie przywarł ustami do mojego znamienia, powodując wybuch dreszczy rozchodzący się po całym ciele.
- Nie masz pojęcia, jak długo na to czekałem. - wyszeptał Zayn, a moje hormony i biedne serce od razu zaczęły wariować.
- Jak bardzo cię pragnąłem. - kontynuował, zostawiając mokre pocałunki tuż nad moją kobiecością. Wiłam się pod nim, błagając by zrobił coś więcej. Wygięłam biodra w górę, prosząc o najmniejszy choćby dotyk, ale on tylko uśmiechnął się pod nosem i przycisnął moje ciało z powrotem do materaca, napierając dłonią na moje biodro.
- Jest pani tak bardzo niecierpliwa, panno Greene. - robił z tego prawdziwą ucztę.
Przygryzłam wargę, gdy pochylił się nade mną, by pocałować mnie w usta, ale sekundę później rozległo się pukanie do drzwi. Nie wiedziałam kto był bardziej wkurzony, Zayn czy ja. Irytacja na jego twarzy wzrosła widocznie, gdy niemal fizycznie zaczęłam odczuwać jego budującą złość.
- Kurwa. - warknął pod nosem.
Podniósł się i podszedł do drzwi. Ja w tym czasie chwyciłam jego koszulę i weszłam do łazienki, zanim jeszcze zdążył je otworzyć. Wyjrzałam zza rogu, obserwując jak seksowny Zayn z nagim torsem i cholernie sfrustrowanym nastrojem wita Marka w mniej niż przyjazny sposób. Ten jednak wydawał się obojętny jak zwykle.
- Jakiś problem? - zapytał Zayn wyraźnie poirytowany.
- To pilne. Pańska matka czeka na pierwszej linii. - odpowiedział Mark kompletnie spokojnym i pewnym siebie głosem. Odwrócił się i odszedł, a Zayn podążył zaraz za nim. Naciągnęłam na siebie koszulę Zayna i wyszłam do pokoju, po drodze zbierając z podłogi mój telefon. A gdzież on polazł? W takim momencie? Ekran mojej komórki zamigotał, oznajmiając przyjście nowej wiadomości od Amber.
Uśmiechnęłam się lekko, ale zaraz zostałam wyrwana ze swojego świata, przez Zayna, który z powrotem pojawił się w pokoju. Wyglądał na przejętego. Ubrany był w białą koszulkę,czarną skórzaną kurtkę i jeansy, tego samego koloru. Poruszał się bardzo szybko. Schylił się i chwycił moje spodnie, rzucając je w moją stronę.
- Zakładaj. Wychodzimy.
Co?! Trochę się pogubiłam. O co tutaj chodzi?
- Już, Victoria. - posłał mi karcące spojrzenie.
- Co się dzieje? - zapytałam.
- Nieważne! Pospiesz się po prostu. - gwałtownie przeczesał swoje włosy palcami, nie spuszczając przy tym wzroku z ekranu swojego telefonu.
Zmarszczyłam czoło naciągając na siebie jeansy. Zaczęłam odpinać jego koszulę, którą założyłam w między czasie, ale powstrzymał mnie, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę drzwi. Mam iść bez stanika i w jego koszuli? Zayn wręczył mi moje vansy, a ja zaczęłam niepokoić się coraz bardziej. Dobrze, że chociaż o moich butach pamiętał.
- Dzięki. - bąknęłam, ale pomógłby mi, gdyby przestał mnie za sobą ciągnąć, może wtedy miałabym możliwość ich założenia.
Milczenie przeciągnęło się, aż do momentu, gdy siedzieliśmy już w aucie. Nie byłam pewna, czy ponowić swoje pytanie, ale strasznie wkurzało mnie to, że był taki zdenerwowany i pochłonięty czymś, o czym nie wiedziałam. Co się, do kurwy nędzy, dzieje?!
- Możesz mi powiedzieć o co chodzi? - wymamrotałam poirytowana.
Westchnął głośno i pokręcił głową. Przewróciłam oczami w odpowiedzi i skupiłam się na widoku za oknem. Patrząc na ulice Londynu, które mijaliśmy, coś przyszło mi na myśl. Jedziemy do szpitala? Cholera jasna! Ktoś miał wypadek? Co się stało? Tak wiele pytań, na które nie mam szans uzyskać odpowiedzi.
Samochód zatrzymał się w miejscu, a Zayn momentalnie z niego wyskoczył. Też chciałam otworzyć swoje drzwi, ale kurwa były zamknięte. W końcu Zayn łaskawie postanowił mi je otworzyć i wyciągnął w moją stronę dłoń, żeby pomóc mi wysiąść. Nie przyjęłam jej i zsunęłam się z wysokiego siedzenia o własnych siłach. Popatrzył na mnie z lekkim rozbawieniem i irytacją w jednym, po czym chwycił moją rękę i ścisnął ją lekko, prowadząc mnie w kierunku wejścia głównego do szpitala.
Kobieta w średnim wieku, siedząca za biurkiem w recepcji, zaczęła mierzyć wzrokiem Zayna od góry do dołu. Zaczerwieniła się, gdy podeszliśmy bliżej i posłała nam krótki, ciepły uśmiech.
- Mogę państwu jakoś pomóc? - zapytała drżącym głosem.
- Na którym oddziale leży Emma Donaldson? - rzucił szybko Zayn.
Emma?! Co?! Stałam tam z lekko rozchylonymi ustami wpatrując się tępo w Zayna. Nie usłyszałam nic więcej z ich wymiany zdań, bo byłam zbyt zszokowana. Cóż się stało Emmie?!
- Dziękuję. - bąknął zdenerwowany Zayn i nawet na mnie nie patrząc, pociągnął mnie w stronę wind. Staliśmy w środku, otoczeni dziwaczną muzyczką, a między nami nie było nawet najmniejszego przepływu energii, którą wyczuwałam zazwyczaj. Nic. Oboje byliśmy za bardzo skupieni na swoich własnych myślach, żeby zainteresować się sobą nawzajem. Emma? W szpitalu? Mimo, że bardzo jej nie lubię, mam nadzieję, że wszystko z nią w porządku.
Metalowe drzwi rozsunęły się, a my znaleźliśmy się w środku pomieszczenia wypełnionego zabieganymi ludźmi. Pielęgniarki chodziły to w jedną, to w drugą stronę z naręczami aparatury do mierzenia rytmu serca, defibrylatorami i torebkami wypełniony krwią dla pacjentów. Na jakim oddziale my właściwie jesteśmy? Przy recepcji siedziała kobieta, a nad nią stał jakiś mężczyzna, oboje uważnie wpatrywali się w monitor komputera przed sobą. Widziałam rosnące poirytowanie Zayna, był wkurzony faktem, że ktoś ośmiela się go ignorować. Tamta dwójka w sumie wyglądała jak para, ale nieważne. Po kilku sekundach Zayn złapał mały dzwonek stojący na drugim końcu lady i potrząsnął nim złośliwie i uporczywie, po czym odrzucił go na swoje miejsce. Posłałam mu schmurzone spojrzenie.
Dwójka ludzi za blatem popatrzyła na nas z poczuciem winy i jakby lekko zszokowana jego nagłym, kompletnie zbędnym wybuchem. O co mu chodzi?!
- Och, przepraszam najmocniej. Mogę w czymś po..- zaczęła dziewczyna, ale Zayn przerwał jej wpół zdania.
- Emma Donaldson. Gdzie ona jest? - syknął przez zaciśnięte zęby.
Jezu, weź się uspokój.
- Pan jest z rodziny? - zapytał mężczyzna stając w obronie swojej koleżanki.
Usta Zayna ułożyły się w cienką linię.
- Mogę prosić pańskie nazwisko? - powiedziała łagodnie kobieta.
- Zayn Malik. - rzucił zniecierpliwiony.
Z jakiejś teczki wyciągnęła zapisaną kartkę papieru, ale nie udało mi się nic z niej odczytać.
- Przykro mi, proszę pana. Pańskie nazwisko nie figuruje na liście odwiedzających. - odparła w końcu.
- Proszę sprawdzić jeszcze raz! - Zayn momentalnie spiorunował ją wzrokiem, na co nawet jej opiekuńczy towarzysz wydał się lekko przestraszony. Zawahała się i podniosła wzrok na swojego kolegę, który w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami. Biorąc głęboki oddech opuściła z powrotem wzrok na kartkę, a po chwili nieśmiało spojrzała na Zayna.
- Przepraszam faktycznie...
- Gdzie jej pokój? - przerwał jej rozdrażniony.
- Trzecie drzwi po prawej, wzdłuż tego korytarza po lewej stronie. - odpowiedziała momentalnie, wskazując dłonią kierunek. Zachowywała się jakby była jakimś szeregowym, a Zayn jej dowódcą. Popatrzyła na mnie przepraszająco.
- Proszę pani, mogę prosić, ugh... nazwisko?
- Ona jest ze mną. - wciął się Zayn swoim chłodnym i poważnym głosem.
- Nie, w porządku. Po prostu posiedzę w poczekalni...
- Och, nie. Nie posiedzisz. - uniósł jedną brew i posłał mi wymowne spojrzenie. Ścisnął moją dłoń i przyciągnął mnie bliżej swojego ciała.
- Będę w poczekalni. Ich możesz sobie zastraszać ile wlezie, ale ja nie mam zamiaru tego tolerować. - wyszeptałam surowym tonem, wyszarpując swoją dłoń z jego uścisku.
- Nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości, Victoria. - rzucił ostrzegawczo.
Momentalnie przeszły mnie ciarki, gdy dotarły do mnie jego słowa. Głośno przełknęłam ślinę, a on chwycił mnie za rękę, kciukiem lekko pocierając knykcie moich palców, po czym zwrócił się w stronę dwójki zszokowanych lekarzy za biurkiem.
- Ona jest ze mną.
- Przykro mi, proszę pana. Potrzebuję jej nazwiska... - zaczął oponować mężczyzna, ale Zayn już ciągnął mnie za sobą w kierunku pokoju Emmy. Po co chce, żebym z nim szła?! Czym ja się tak przejmuję? Wszystko z nią w porządku? Moje nerwy były całkiem w strzępach.
Spojrzałam przez małe okienko do sali, gdzie leżała Emma. Nie byłam w stanie rozpoznać posiniaczonej i zakrwawionej osoby, która tam leżała. O, mój Boże. Co się stało? Miała zabandażowaną głowę, a jej oczy były strasznie opuchnięte. Jedną z rąk miała w gipsie. Zaczęłam się o nią martwić, poczułam się nawet lekko winna, nie wiem czemu.
Weszłam do środka, czując się jak grzesznik w kościele. Głos uwiązł mi w gardle. Zayn szedł ciągnąc mnie za sobą, a jedyne co czułam, to chęć ukrycia się za jego sylwetką.
- Emma? - jego głos był miękki, wypełniony bólem. Zbliżyliśmy się na tyle, że byłam w stanie w całej okazałości zobaczyć jej poszkodowane ciało.
- Zayn? - odparła słabo. Łatwo było poznać, że nawet próba mówienia sprawia jej ogromną trudność i ból.
- Jestem tu, Emma.
- Och, Zayn. - jęknęła z wdzięcznością, a jej głos niemal przypominał zranione zwierzę. Moje własne serce mnie zdradziło. Poczucie winy i współczucie, tylko to wtedy zaprzątało moją głowę. Co jej się, kurwa, stało?
- Co się stało? Powiedz mi. Kto ci to zrobił? - zapytał łagodnie Zayn. Usiadł na krześle obok łóżka i delikatnie chwycił jej dłoń, a ja poczułam nagłe ukłucie zazdrości.
- T..Taylor. - wymamrotała z trudem.
Co?! Jej były mąż, Taylor? Pobił ją?!
Powoli i w wyraźnych bólach przechyliła głowę na bok i spojrzała na mnie. Jeden z jej policzków pokryty był opatrunkami, natomiast drugi znaczyły okropne, purpurowe siniaki.
- Victoria? - lekko zmarszczyła brwi, siląc się na uśmiech. Od samego patrzenia mnie bolało, proszę przestań się uśmiechać.
- Cześć. - odparłam cicho, niepewnie i z pewnością niezdarnie.
Zayn spojrzał na mnie ponad swoim ramieniem i znowu poczułam się, jakbym przerywała im jakieś osobiste spotkanie.
- B..bardzo miło z twojej s..strony, że przyszłaś. - wyszeptała ochryple. Serce ściskało mi się na samą myśl o jej stanie. Jej niebieskie oczy pozbawione były wyrazu i codziennego blasku. Nie umiałam jednak odgonić od siebie wizji dłoni Zayna, którą delikatnie oplatał jej palce. Nie odpowiedziałam jej nic, zamiast tego po prostu się uśmiechnęłam. Nie miałam w sumie innego wyboru.
- Zabije go, kurwa. - warknął Zayn.
- Nie. - rzuciła błagalnie Emma.
- Czemu niby nie?! Kurwa! Popatrz na siebie, Emma! Zdajesz sobie sprawę z tego, gdzie jesteś? - wybuchnął, mimo wszystko starając się zachować niski ton. Wolną dłonią przeczesał gwałtownie swoje włosy.
Nie mogłam dłużej znieść ich widoku, więc odwróciłam się na pięcie, ale tak szybko jak to zrobiłam, tak szybko zostałam powstrzymana przez Zayna. Kurwa mać!
- Gdzie idziesz? - spiorunował mnie wzrokiem, a ja zamarłam w miejscu.
- Odetchnąć świeżym powietrzem. - pisnęłam cicho.
Zmarszczył czoło.
- Weź ze sobą Marka.
Przewróciłam oczami tak wymownie, że chyba sięgnęły najwyższych podwoi niebios.
- Ale..
- Przestań, Victoria.
Popatrzyłam na niego, a potem skupiłam swój wzrok na Emmie.
- Uważaj na siebie. - bąknęłam, a ona uśmiechnęła się w odpowiedzi. Zayn popatrzył na mnie poirytowany. Do kurwy nędzy! Cóż zrobiłam nie tak tym razem?! Wkurzona wyszłam z pokoju, zostawiając ich samych. Byłam bliska napadu furii. Minęłam poczekalnię, gdzie miałam siedzieć i ruszyłam prosto do wind. Chwilę później stałam już przed budynkiem szpitala, ciesząc się chłodną, londyńską bryzą. Zrelaksowałam się, ale tylko na moment. Nawet nie wiedziałam, gdzie jest Mark.
Zadzwoniłam do Amber. Odebrała po kilku sygnałach, a ja byłam bliska tego, żeby całkiem się rozkleić.
- Re! - krzyknęła ożywiona i wyraźnie uszczęśliwiona. Od razu poprawił mi się humor, ale nadal przejmowałam się Emmą, Zaynem i tymi jego pierdolniętymi nastrojami.
- Amber?
- Re? - jej ton natychmiast uległ zmianie. Teraz brzmiała na zatroskaną i zaciekawioną. Och nie, jestem aż tak oczywista? - Co się dzieje?
- Nic. - jestem tylko przytłoczona tym wszystkim - Tęsknię za tobą.
- Ja za tobą też, Skarbie.
- Co robisz? - zapytałam.
- Rozpakowuję się. Gdzie ty jesteś? Słyszę jakieś samochody.
- Jestem w szpitalu.
- O kurwa! Co się stało? Wszystko w porządku? Co się sta...
- Ze mną wszystko dobrze. Chodzi o um... znajomą Zayna. - kopnęłam kamyk leżący na chodniku i ruszyłam wzdłuż ławek ustawionych przed wejściem.
- A z nim wszystko okej?
Strasznie mnie wkurwia.
- Tak, ma się dobrze.
- Brzmisz na przybitą. - powiedziała cicho - Jesteś pewna, że wszystko w porządku?
- Tak. - odpowiedziałam krótko. Gula w moim gardle zaczęła rosnąć i nie wiedziałam jak długo jeszcze będę w stanie powstrzymać się od płaczu. - Zadzwonię do ciebie później. - mój głos się załamał, dając jej idealną wymówkę do zaczęcia wypytywania na temat czemu płaczę i czy płaczę. Rozłączyłam się szybko unikając dalszej rozmowy.
Schowałam twarz w dłoniach, próbując zapanować nad rozszalałymi myślami. Chciałam wrócić do domu i zobaczyć się z Amber, ale oczywiście Zayn miał inne plany. Ma już kontrolę nad wszystkim co robię?! Kurwa, potrzebuję czasu żeby ochłonąć, bo wciągnęłam w to wszystko za dużo emocji. Po chuj mnie tu ze sobą przywlekł?! Po co ja tutaj? Duszę się przez niego!
- Re. - podskoczyłam, gdy zobaczyłam Marka stojącego przy moim boku, wyciągającego w moją stronę chusteczkę. Uśmiechnęłam się smutno, gdy poczułam piekące łzy w kącikach oczu i wzięłam ją od niego.
- Dziękuję. - zakwiliłam ocierając mokre strużki spływające po moich policzkach. Byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów. Zaczęłam łkać niekontrolowanie, gdy doszłam do momentu, w którym nie byłam już w stanie zapanować nad moim głosem. Moja klatka unosiła się ciężko i opadała, gdy głęboko zachłystywałam się powietrzem. Dlaczego tak ryczę? Nawet nie pamiętam powodu tego całego płaczu.
Po kilku minutach wreszcie się uspokoiłam, ale nadal lekko się jąkałam. Mark kręcił się w pobliżu, ale cały czas miał na mnie oko. W pewnej chwili zamarł w miejscu i zniknął gdzieś w głębi parkingu, co nieco mnie zdziwiło.
Ktoś zajął miejsce tuż obok mnie. Bazując na pięknym zapachu tego popierdolonego, przystojnego mężczyzny, to musiał być Zayn. Postanowiłam nie zwracać na niego uwagi. Nawet nie spojrzałam w jego stronę. Po tym krótkim załamaniu nerwowym byłam nieźle wkurwiona. Poirytowana zaplotłam ręce na piersiach, ale na szczęście wykazał się inteligencją i nie próbował mnie dotknąć. No i dobrze.
- Będziesz mnie teraz ignorować? - zapytał. Och, niespodzianka! Nadal jest zły!
- Ciężko cię ignorować, kiedy się tak zachowujesz.
- Co to ma niby znaczyć? Patrz na mnie, kiedy ze mną rozmawiasz, Victoria. - wymamrotał.
Nie posłuchałam go, zamiast tego wstałam i ruszyłam w stronę zaparkowanego Audi SUVa. Mark czekał już przy samochodzie i akurat otwierał dla mnie drzwi.
Wdrapałam się na siedzenie i przysunęłam najbliżej swoich drzwi, jak tylko mogłam, gdy Zayn mościł się na siedzeniu obok.
- O co chodzi? - zapytał.
- Naprawdę nie mam ochoty na rozmowę.
Westchnął pod nosem, gdy Mark siadał właśnie na miejscu kierowcy. Było mi go szkoda. On codziennie musiał znosić zachowanie Zayna.
- Prosto do domu, Mark.
- Właściwie... - zamilkłam, kiedy Zayn popatrzył na mnie z góry z całkowicie kamiennym wyrazem twarzy - Chcę jechać do siebie do domu.
- Dlaczego?
- Bo dawno nie widziałam Amber. - odgryzłam się poirytowana.
Nie sprzeciwił się, więc odetchnęłam z ulgą. Na serio spodziewałam się jakiejś kłótni.
- Mark, do domu Victorii, proszę.
- Tak jest, proszę pana.
- Dowieziemy twój bagaż najszybciej jak to będzie możliwe. - powiedział, jak mi się wydawało, urażony Zayn.
Krótka podróż do mojego domu przebiegła w kompletnej ciszy. Widziałam jak niepewny był, za każdym razem kiedy spoglądał w moją stronę. Chciał coś powiedzieć, ale tego nie zrobił, co przyjęłam z wyraźną ulgą. Gdy dotarliśmy pod mój dom, Zayn otworzył przede mną drzwi, ale tym razem nie wyciągnął do mnie ręki. Pewnie wiedział, że i tak zignoruję jego gest. Zamiast tego lekko podtrzymał mnie za łokieć, a ja od razu poczułam znajome ciarki rozchodzące się pod skórą, wywołane jego dotykiem.
- Dzięki. - bąknęłam. Niespodziewanie chwycił moją dłoń i podszedł ze mną do drzwi wejściowych. Gdy się zatrzymaliśmy, odwrócił się w moją stronę, a ja wstrzymałam oddech.
- Powiesz mi co cię męczy? - zapytał z obojętnym wyrazem twarzy, ale jego oczy przepełnione były napięciem. Wyglądał na zmartwionego.
- Byłoby miło, gdybyś uprzedził mnie, że to Emma jest w szpitalu. Po prostu się tego nie spodziewałam. - wymamrotałam.
Przeczesał dłonią swoje włosy i westchnął głośno.
- Przepraszam. Powinienem był ci powiedzieć.
- No, powinieneś. - zmarszczyłam brwi i zaczerpnęłam głęboki oddech - Wszystko z nią w porządku?
Skinął głową, ale wyglądał jak mały zagubiony chłopiec po środku pustyni.
- Jest jednak coś jeszcze... Płakałaś. Dlaczego?
- Skąd wiesz? - moje usta znowu zaczęły żyć swoim własnym życiem, nie kłopocząc się brakiem przyzwolenia mojego mózgu.
- Zdradziły cię oczy, Victoria. Powiedz mi, dlaczego? - delikatnym gestem pogładził mnie po policzku, po czym założył za moje ucho pasemko włosów.
Niepewnie przygryzłam dolną wargę.
- Twoja złość, Zayn.. To przytłaczające, ja... - zamilkłam próbując znaleźć odpowiednie słowa.
- Wiem. - potrząsnął głową sfrustrowany. - Przepraszam. Minęły dwa dni, Victoria. Potrzebuję cię.
Chyba chciałeś powiedzieć, że potrzebujesz seksu.
- Jestem tu Zayn. Jestem dokładnie przy tobie i na razie nigdzie się nie wybieram. - rzuciłam lekko poirytowana - Muszę iść.
- Nie, czekaj. - chwycił mnie za rękę, ale zawahał się, gdy tylko rozchylił usta, żeby coś powiedzieć. Zamiast tego, oplótł obiema dłońmi moją twarz i pocałował mnie żarliwie. Zachwiałam się lekko na nogach, ale przycisnął mnie do swojego ciała, pomagając złapać równowagę. Jak przy pomocy czarodziejskiej różdżki, o wszystkim zapomniałam. Tak jakby rzucił na mnie jakiś magiczny urok! Całkowicie mu się poddałam i chciałam jeszcze więcej. Jak on to robi?! Chciałam się sprzeciwić, ale nie byłam w stanie. Należałam do niego, a on należał do mnie. Nie przeszkadzało mi, że to tylko chwilowe. Wszystkie wady zostały mu zapomniane.
________________________________________________________
JOŁ ŁARAP JEA!
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ W PIĄTEK.
Nie wiem co mam napisać więcej, gdyż nic się nie dzieje w fandomie i nuda i nawet nie chce mi się nic wymyślać głupkowatych żartów, ani nic...... :/
Cóż, więc pozdrawiam, mam nadzieję, ze się podobało i takie tam :)
C'YA. DO PIĄTKU.

