Zayn otworzył drzwi od strony pasażera i wyciągnął do mnie dłoń. Z zasady bym jej nie przyjęła, ale samochód miał tak niskie zawieszenie, że nie miałam wyjścia. Szpilki nie ułatwiały sytuacji. Niezgrabnie wygramoliłam się z środka, chwiejąc się lekko, aż w końcu, przy pomocy Zayn'a, przybrałam prostą postawę.
- Cóż za wdzięk, panno Greene. - uśmiech zamajaczył na jego ustach, kiedy wpatrywał się we mnie z góry. Zatrzasnął drzwi nie odrywając ode mnie wzroku. Drażni się ze mną? Mam nadzieję.
- Twój samochód nie jest przystosowany dla nieskoordynowanych ruchowo. - wymamrotałam.
- Celna uwaga. Może w takim razie, zacznę częściej używać tego auta, panno Greene. - puścił mi oczko, na co odwróciłam wzrok.
- Miało być bez tego formalnego gówna, pamiętasz? - rzuciłam.
Pochylił się w taki sposób, że nasze twarze dzieliły zaledwie dwa centymetry. Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy zobaczyłam jak kolor jego oczu zmienia barwę na ciemniejszą. Jego zapach momentalnie mnie obezwładnił. Jestem pewna, że jego przedawkowanie będzie przyczyną mojej śmierci.
- Wolałbym, żebyś nie zwracała się do mnie takim tonem, Victorio. - powiedział cichym, ostrzegawczym głosem.
Opuszkami palców pogładził mój policzek. Znowu te iskry pod skórą. Chwilę wpatrywał się w moje usta, by zaraz przenieść wzrok na moje oczy.
- Taka niewinna. - szepnął, co wprawiło mnie w osłupienie. Odsunął się ode mnie. Zbyt szybko. Moje ciało prawie błagało, żeby tylko znowu mnie dotknął. Co to, do cholery, ma znaczyć?
- Chodź.
Zrobił krok w stronę wejścia, ale zatrzymał się by chwycić mnie za rękę. Sama się zdziwiłam, kiedy mu ją podałam. Znowu czułam ten dziwny, niewytłumaczalny przepływ jakiegoś prądu. Kiedy otworzył drzwi, uderzył mnie zapach nasion espresso. Chłodne powietrze wypełniało pomieszczenie. Nienawidziłam zimna. Wzdrygnęłam się, kiedy ruszyliśmy w stronę wysokiej lady. Zatrzymał się przy niej, marszcząc brwi i wpatrując się we mnie z góry.
- Co? - zapytałam zdezorientowana.
- Usiądź przy oknie. Ja zamówię. - wiedziałam, że to bardziej polecenie, niż prośba - Herbata?
Pokiwałam głową i bąknęłam coś na kształt "tak". Nie patrzył na mnie. Jego oczy skupione były na kobiecie za blatem. Spojrzałam na nią. Wyglądała mi znajomo. Gdzieś już ją widziałam, ale gdzie? Podniosła głowę do góry i zauważyła Zayn'a. Aż usta lekko rozdziawiła.
To ta laska, która przed klubem gapiła się na Zayn'a. No tak! Wiedziałam, że skądś ją kojarzę.
Przeskanowała jego sylwetkę i z wdziękiem ruszyła w jego stronę. Zajęłam miejsce zaraz przy oknie. Usiadłam na krześle i zdjęłam marynarkę przerzucając ją przez oparcie. Wszystkie damskie spojrzenia skupione były tylko i wyłącznie na Zayn'ie. Ta za ladą zmarszczyła czoło, nadal bacznie się w niego wpatrując. Chyba coś ich kiedyś łączyło.
Odetchnęłam głęboko spoglądając za okno i podziwiając urocze widoki, tej części Bradford. Aż podskoczyłam, kiedy ktoś zapukał w szybę. Dwa chłopaczki posyłały mi głupkowate miny w akompaniamencie buziaczków lecących w moją stronę. Przewróciłam oczami. Idioci. Już miałam poczęstować ich środkowym palcem, kiedy jak na komendę obaj zbledli. Wyglądało to co najmniej tak, jakby się zesrali w portki. Serio. Jeden z nich zaczął się cofać powoli, jakbym, nie wiem, bronią do niego mierzyła. Ten drugi stał jak wmurowany. Po kilku sekundach zerwali się z miejsca i pobiegli w jakimś kierunku. Dziwne.
- Nie mogę zostawić cię nawet na chwilę, żebyś się przyciągała męskich spojrzeń.
Wzdrygnęłam się, przekręcając na krzesełku, by zobaczyć do kogo należy głos. Och. No jasne. Bankowo, to Zayn ich wystraszył.
- Przeszkadza ci to? - po raz kolejny użyłam jego własnych słów. Bo mogłam.
Usiadł na przeciwko mnie, badając mnie przeszywającym spojrzeniem.
- Tak, Victorio. Przeszkadza.
Cholera.
- Czym się zajmujesz, poza tym, że pracujesz w Java Hut? - w jego pytaniu wyczułam jakby wyzwanie. Rozparł się na krześle, sprawiając że wyglądało na o wiele wygodniejsze, niż było w rzeczywistości. Kiedy spotkaliśmy się wzrokiem, zawstydzona odwróciłam głowę.
- Jestem na ostatnim roku studiów na Uniwersytecie w Bradford. - więc powinnam siedzieć w domu i pilnie się uczyć, zamiast być tutaj i musieć znosić twój przeszywający wzrok.
- Masz 21 lat? - zapytał.
Kiwnęłam głową, mając nadzieję na skończenie tematu.
- W tym roku kończysz 22?
Znowu przytaknęłam.
- Co zamierzasz robić po skończeniu studiów? - czemu zadajesz mi te pytania?!
- Razem z Amber planujemy przeprowadzić się do Londynu. Ale najpierw chcę odwiedzić moją rodzinę w Ameryce. - lekko zdenerwowana przygryzłam wargę, kiedy skinął głową. Posłał mi wymowne spojrzenie na co momentalnie uwolniłam dolną wargę. Cholera.
Wyprostował się na krześle, ukazując szerokie ramiona i postawną sylwetkę. Jest po prostu zbyt przystojny! To jakieś szaleństwo! Przeniósł wzrok na kobietę za ladą. Widziałam jak napina szczękę. Dziewczyna zmarszczyła brwi i spuściła głowę.
- Kim ona jest? - zapytałam. Moje usta serio potrzebują jakiegoś filtra, czy coś. Muszę przestać paplać co mi ślina na język przyniesie.
- Stara znajoma, na temat której nie chcę rozmawiać, panno Greene. - rzucił ostrym tonem. Ok, czyli wracamy do panny Greene. - Przepraszam, Victorio. Nie powinniśmy tu przychodzić.
- Jest w porządku. - wymamrotałam. Posłał mi skonsternowane spojrzenie, ale zaraz szybko wrócił do swojej niezmiennej, pokerowej twarzy.
- Bardzo ciężko cię rozgryźć. - wyznał przekrzywiając głowę w bok, jakby starał się przyjrzeć mi pod innym kątem.
Zmarszczyłam brwi.
- Jak to? - naprawdę chcę znać odpowiedź?
Uśmiechnął się lekko, ale jego oczy pozostały niewzruszone. Tak bardzo chciałabym znowu zobaczyć ten jego pełny uśmiech.
- Potrafię przejrzeć ludzi, panno Greene. - zamilkł na chwilę - Ale ty wydajesz się kwestionować moje umiejętności, co jest bardzo frustrujące. - wyglądał jakby był lekko poirytowany.
- Chce pan przeprosin, panie Malik? - zapytałam chłodno.
Uśmiechnął się, ukazując idealnie białe rzędy zębów. I oto jest! Przestałam oddychać. Serio jest przystojny. Nikt nie powinien wyglądać, aż tak dobrze. Ale kiedy się odezwał... poczułam coś w środku. Przepłynęło przeze mnie jakieś erotyczne napięcie. Coś zaczęło skrzyć w samym centrum mojego ciała.
- Panno Greene... nie zdaje sobie pani sprawy z połowy rzeczy, które chciałbym od pani.
Przygryzłam wargę, czując się poddenerwowana jego przenikającym spojrzeniem. Linia jego szczęki zarysowała się wyraźnie i zdałam sobie sprawę, że wpatruje się w moje usta.
- Na przykład ta twoja warga. Nie masz pojęcia, jakie to dekoncentrujące. Proszę cię, przestań, Victoria. - Wpatrywał się we mnie niezmiennie, gdy zwilżyłam usta językiem i opuściłam wzrok na nerwowo splecione palce. Serce przyspieszyło, a policzki momentalnie oblały się różem. Niepewnie założyłam kosmyk włosów za ucho.
- Herbata i Flat White. - uśmiechnięta dziewczyna podeszła do naszego stolika z dwoma kubkami. Aż do wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego z jakim zdenerwowaniem obsługuje Zayn'a. Postawiła przede mną herbatę, a kawę podsunęła pod chłopaka.
- Dzięki. - bąknęłam.
- Dziękuję, Rebecca. - wymamrotał.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panie Malik. - odpowiedziała. Zaczerwieniła się, kiedy posłał jej półuśmiech, by po chwili wrócić wzrokiem na mnie. Z trudem przełknęłam ślinę. Proszę, odejdź Rebecco. On nie jest tobą zainteresowany.
- Powiedz mi, czemu nie lubisz kawy, skoro pracujesz w kawiarni? - wyglądał na lekko zdeprymowanego. Upiłam łyk herbaty. Nie najlepsza jaką piłam, ale może być.
- Praca w Java Hut ma swoje minusy. Zapach jakby nieco zniszczył moje zmysły. - zmarszczyłam nos, a on znowu się uśmiechnął. Piękny, przepiękny, zapierający dech w piersiach uśmiech.
- Racja. - podniósł kubek do ust, mocząc je w gorącym napoju. Nadal nie spuszczał ze mnie wzroku. Wzięłam głęboki oddech, żeby doprowadzić się do porządku, ale to wcale nie było takie proste. Zwłaszcza, kiedy on siedział na przeciwko mnie. - Ta kawa nie jest tak dobra, jak twoja. - to miał być komplement, czy żart?
- Um, dzięki. - zmarszczyłam brwi, popijając herbatę, która właściwie z każdym łykiem stawała się smaczniejsza.
- Lubisz stosunki międzyludzkie?
Zakrztusiłam się herbatą i odstawiając kubek na stolik, zachichotałam nerwowo. Dobrze słyszałam? Powiedział stosunki? Czy...
- Cieszę się, że rozbawiło panią moje pytanie, panno Greene. Miałem na myśli stosunki towarzyskie. Nie seksualne. - poczułam minimalny wzrost odwagi i podniosłam wzrok na Zayn'a. Przyglądał mi się uważnie. Jedna ręka spoczywała luźno na jego kolanie, a palcami drugiej pocierał delikatnie swoje wargi. Chyba starał się powstrzymać uśmiech.
- Przepraszam. J...ja. Jestem myślami gdzieś indziej. - bo gapisz się na mnie jakbym była jakimś zbiegiem.
- Więc od razu doszłaś do wniosku, że chodzi mi o stosunki seksualne? - uniósł brew i wyglądał jakby rzucał mi jakieś nieme wyzwanie. W jego oczach błysnęło rozbawienie. Znowu się ze mną drażni?
- Powiedziałeś stosunki, więc jasne, że od razu na myśl przyszło mi coś seksualnego.
Uśmiechnął się pod nosem i wreszcie wyglądał na swój wiek.
- Cieszę się, że myślisz o mnie pod kątem erotycznym, panno Greene. - i znowu ten piękny, pełny uśmiech. Aktualnie to właśnie był mój ulubiony widok.
Odetchnęłam głęboko, starając się ze wszystkich sił powstrzymać wykwit głupiego, szerokiego uśmiechu na mojej twarzy. Oddychaj, Victoria. Oddychaj.
Wyciągnął rękę i pociągnął mnie delikatnie za brodę, uwalniając dolną wargę z pomiędzy moich zębów. Zwinnie pochylił się nad stolikiem, a gdy się odezwał, jego głos był niski i ochrypły.
- Skoro już zeszliśmy na tematy seksualne, to wiedz, że z przyjemnością przygryzłbym tę twoją wargę.
Serce stanęło mi w miejscu. Jasna cholera!
Ponownie rozsiadł się na krzesełku, jakby to, co powiedział przed chwilą było zdaniem wypowiadanym przez niego codziennie.
Zaczęłam wiercić się na swoim miejscu, czując się niekomfortowo po jego bezprecedensowym podejściu. Wytrącił mnie z równowagi i dodatkowo, zdaje się tego nie zauważać. Dopiłam resztkę napoju i zebrałam się na odwagę, żeby w końcu się odezwać.
- Powinnam już iść.
- Victoria, odpręż się. - powiedział.
Przygryzłam wargę i momentalnie ją uwolniłam. Muszę pozbyć się tego nawyku. Patrzył na mnie niewzruszony, popijając swoją kawę. Oblizał usta, gdy pianka osadziła się nad jego górną wargą. Mrugnął do mnie i uśmiechnął się pod nosem, zmuszając mnie do samotnego radzenia sobie z sytuacją.
- Wybacz na sekundkę. - wyjął swój Malik Cell i przyłożył go ucha. Jego głos nie brzmiał już tak miękko i łagodnie.
- Malik. Emma nie będę z tobą teraz rozmawiał. Przestań! - jego obojętna twarz w jednym momencie zalała się irytacją, a w jego oczach widziałam emocje, które starał się zwalczyć. Jakimś cudem udawało mu się zachować pokerową maskę. Wsunął telefon do kieszeni. Przygryzłam wargę, kiedy jego złość stała się niemal namacalna. Oddech miał krótki i urywany. Wpatrywał się we mnie tymi zimnymi, zawładniętymi chłodem oczami. Zauważyłam jak błysnęły, kiedy skupił się na moich ustach i zdałam sobie sprawę z tego co robię. Szybko uwolniłam dolną wargę, zanim zdążył się odezwać. Z trudem przełknęłam ślinę.
- Onieśmielam cię? - zapytał. Czemu go to tak interesuje?
Jeśli miałabym być szczera to, że mnie onieśmielał, to stanowcze niedopowiedzenie. Zamiast prawdy, wybrałam jednak milczenie. Odwróciłam głowę, by uniknąć widoku jego brązowo-miodowych oczu i z całych sił starałam się zwalczyć chęć przygryzienia wargi. Tak bardzo się denerwowałam. Kiedy ponownie na niego spojrzałam, wzrok miał już nieco łagodniejszy, jednak wciąż tak samo intensywny. Starał się mnie rozpracować. Lekko pocierał palcem wskazującym swoje usta. To rozpraszało, chciałam żeby przestał. Westchnął głęboko, jakby znalazł odpowiedź w mojej ciszy. Wyciągnął portfel i rzucił na stolik banknot pięćdziesięciofuntowy. Wstał i wyczekująco wystawił dłoń w moją stronę. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Wychodzimy?
- Panno Greene, jeśli sobie dobrze przypominam, to chciała pani iść. - znowu ten formalny ton.
Czemu nagle czuje smutek? Głośno przełknęłam ślinę i wstałam lekko zszokowana, chwytając jego rękę. Znowu ten prąd. Odwrócił głowę w moją stronę, jakbym to ja była powodem tego niezrozumiałego przepływu między naszymi dłońmi.
- Panie przodem. - powiedział i otworzył przede mną drzwi.
- Dzięki. - gdy tylko znalazłam się na zewnątrz, od razu z powrotem chwycił moją rękę. Wzięłam głęboki oddech, zaciągając się świeżym powietrzem. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek poczuję się tak dobrze z powodu tylko oddychania. Krótką podróż do auta spędziliśmy w całkowitej ciszy, z czego się nawet cieszyłam. Otworzył mi drzwi i gestem ręki wskazał, żebym wsiadła do środka. Zrobiłam jak kazał, dość nieporadnie, ale jednak. Widziałam rozbawienie w jego oczach, kiedy przechodził na drugą stronę auta.
***
Nie byłam pewna gdzie jedziemy. Fakt, że została mi jeszcze godzina, do momentu rozpoczęcia mojej zmiany w kawiarni, kazała mi myśleć, że zawozi mnie właśnie tam. Myliłam się. Zatrzymał się przy moim podjeździe. Wpatrywał się we mnie, kiedy ja uparcie kierowałam swój wzrok przed siebie. Nie ruszyłam się, bo i tak wiedziałam, ze drzwi są zamknięte. Wysiadł i przeszedł z przodu samochodu. Z ogromnym wdziękiem. Nawet nie musiał się starać, miał to chyba w genach. Westchnęłam cicho, czując tę dziwną potrzebę w środku. Potrzebę, aby nadal przebywać w jego towarzystwie. Ale nie mogłam. Drzwi się otworzyły i przy pomocy Zayn'a dość powabnie wysiadłam z samochodu. Zdziwiło mnie to, jak bez najmniejszego trudu wyciągnął mnie z środka, delikatnie ciągnąc za rękę.
- To była wielka przyjemność, przebywać w twoim towarzystwie, Victorio. - Zayn uśmiechnął się szeroko i poczułam, że chyba zaraz zemdleję. Głośno przełknęłam ślinę. Jest zbyt piękny, żeby go opisać.
- Dzięki za...um... herbatę. - uśmiechnęłam się słabo, czując większe zdenerwowanie tym, że teraz jesteśmy jakby bardziej sami.
Oblizał usta, rozpraszając mnie momentalnie. Brązowe oczy nie opuszczały mojej twarzy i byłam pewna, że widzi jak na mnie działa. Pochylił się lekko, tak że nasze spojrzenia spotkały się na tym samym poziomie. Chłodny błysk rozświetlił jego tęczówki.
- Mam nadzieję zobaczyć się z panią w Londynie, panno Greene. - formalnie skinął głową i właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że pewnie widzę go po raz ostatni. Nie miałam pojęcia co mam powiedzieć. Naprawdę chciałam się z nim pożegnać, nawet mimo tego, że tak cholernie mnie onieśmielał? W jakiś niewytłumaczalny sposób czułam się przy nim bezpiecznie. No ale jednak... ten koleś, aż krzyczał zwiastującymi kłopotami. Zamknął drzwi samochodu i przyglądał się, jak idę po ścieżce do swojego domu. Stanęłam przy drzwiach i odwróciłam się w jego stronę.
- Um... Chcesz wejść do środka? - zapytałam niepewnym głosem.
Uśmiechnął się i nie był to jeden z tych chłodnych uśmieszków, które tak często mi posyłał. Ten był przyjazny i wprost nie mogłam uwierzyć, że pochodzi od niego.
- Panno Greene, z ogromną przyjemnością, ale jestem świadom, że za kilka dni zdaje pani ważne egzaminy. Ostatnim czego bym chciał, to przeszkadzać. - formalny Malik, witamy z powrotem. Mentalnie wywróciłam oczami.
- Jeśli dobrze pamiętam z przeprowadzonego wczoraj rekonesansu, jesteś całkiem dobry w pisaniu. - skąd się wziął ten nagły przypływ pewności siebie? Z trudem przełknęłam ślinę. Po co w ogóle chcę spędzać czas z tym onieśmielającym kolesiem?
- Twój rekonesans jest dość poprawny, jednak Victorio... po tych dwóch dniach, kiedy miałem okazję przebywać w twoim towarzystwie, zdążyłem zauważyć, że bardziej zdolna jesteś do nauki w odosobnieniu. - wyglądał na zrelaksowanego, opierając się o maskę swojego samochodu i przyglądając mi się uważnie. Na ułamek sekundy przygryzłam wargę, aby odwrócić swoją uwagę od jego palącego wzroku, ale udało mu się to dostrzec. Rzucił mi wymowne spojrzenie, ale równie szybko wrócił do swojej poprzedniej postawy. Co jest takiego rozpraszającego w przygryzaniu wargi? Tym razem to on to zrobił, jakby chciał odpowiedzieć na moje niewypowiedziane pytanie. No, muszę przyznać. To w jaki sposób to robił, było cholernie rozpraszające i poczułam się niepewnie. Zdałam sobie sprawę z tego, że się na niego gapię, kiedy zaśmiał się cicho. Wyprostował się, prezentując swój pełny wzrost. Powoli zaczął iść w moją stronę, z każdym krokiem zmniejszając dystans między nami.
- Nie łatwo to znieść, prawda panno Greene? To twoje przygryzanie wargi, jest cholernie rozpraszające i niezmiernie denerwuje mnie to, że nie jesteś moja. - spojrzenie znowu miał chłodne. Co on właśnie powiedział?!
- Dotrzymam ci towarzystwa jeszcze przez pół godziny, ale potem muszę iść. - uśmiechnął się arogancko. - Wiesz, muszę zająć się swoją firmą. - dodał lekko rozbawionym tonem.
- Firmą? Nie miałam pojęcia, że masz jakąś firmę. - rzuciłam sarkastycznie.
Uniósł brew, a jego oczy wesoło błysnęły.
- Droczy się pani ze mną, panno Greene?
- Przeszkadza to panu, panie Malik? - uśmiechnęłam się pod nosem, na co pokręcił głową i widziałam, że stara się zwalczyć wkradający się na jego usta uśmiech. Och... Któż by pomyślał, że będę flirtować z Zayn'em.