Po kilku długich minutach, wreszcie postanowiłam zwlec się z materaca. Takie rzeczy, w ogóle, dzieją się na porządku dziennym? Jakiś bogaty koleś wparowuje do knajpy, zapoznaje się z Bogu ducha winną panną, a po krótkim okresie znajomości, zabiera ją do Kalifornii, gdzie decyduje się zwierzyć jej z meandrów swojego życia seksualnego. I o czym ja mam teraz myśleć? Bo dał mi tyle tematów, że sama nie wiem od czego zacząć. W głowie mam już całą listę, wszystko posegregowane, ale przeskakuję ciągle z jednej rzeczy na drugą, no bo jak?
No to zacznijmy, po pierwsze spotyka się z Devon'em, a mnie nadal ta sytuacja nie wydaję się łatwa do przełknięcia. Dwa, jest za bardzo wymagający, powinnam przecież móc robić wszystko na co tylko mam ochotę. I właśnie tak zrobię! I tak wyjdę i nie ma możliwości, żeby mnie powstrzymał. Trzy, nigdy nie miał dziewczyny? Dlaczego?! Ponieważ cztery, był w 17 związkach seksualnych?! Podliczył też Emmę? Pięć, jest adoptowany i powiedział, że od momentu, kiedy wzięłam jego siostrę za jego dziewczynę, chciał przelecieć mnie tak, że nie usiadłabym na dupie. Sześć, chciał przelecieć mnie tak, że nie usiadłabym na dupie. Siedem, z pewnością chce, żebym została numerem 18., czyli chce spróbować ze mną związku seksualnego. A ja tego chcę? Osiem, powiedział, że nie jest zdolny do miłości. Co to w ogóle znaczy? No i wreszcie, dziewięć, powiedział, że tego typu związek nie jest tym, czego się spodziewam. Tak wiele niejasności...
Telefon zaczął brzęczeć na mojej szafce nocnej. Och, idealne wyczucie czasu. Przecież wcale nie byłam pochłonięta moimi rozterkami, czy coś.
- Halo? - bąknęłam.
- Hej, hej, Skarbie! Jak tam leci? - och, to Amber.
Jest tyle spraw o których mam jej do powiedzenia, ale nie wiem czy mogę, nie wiem też, czy chcę.
- Amber! Dobrze wszystko. - głośno przełknęłam ślinę - A co u ciebie? Tęsknię za tobą. - rzuciłam marudnym tonem i akurat w tym momencie drzwi do mojego pokoju otworzyły się.
- Ja też tęsknie! Przewiozłam już większą część naszych rzeczy do Londynu, musimy je tylko rozpakować w naszym nowym mieszkaniu. A teraz siedzę w Bradford i pracuję, jak zwykle z resztą, cholera jasna. Jak tam pan Rządziciel? Przekaż mu podziękowania za te ciężarówki przewozowe, dzięki nim uwinęłam się z prawie wszystkim tylko dwoma kursami.
Pan Rządziciel stoi właśnie na końcu łóżka, spocony jak jakiś wariat. Och, wygląda seksownie. Chyba skończył właśnie ćwiczyć, bo jego włosy są o wiele bardziej poburzone i mokre, niż zwykle. Małe kropelki potu zaczęły ściekać po jego skroni, ale szybko wytarł je ręcznikiem, zawieszonym na karku.
- Rozpakujemy się, kiedy wrócę. I tak, um... U niego też wszystko okej. Przekażę mu. - wymamrotałam niewyraźnie.
Swój wzrok wlepiałam tylko i wyłącznie w Zayna. Miał na sobie szare dresy, które nisko zwisały na jego biodrach i podkoszulkę, tego samego koloru, z tymże materiał na jej środku pociemniał od potu, który błyszczał na jego ciele.
- Okej? Tylko okej? - Amber niegrzecznie wyrwała mnie z moich obserwacji.
- Amber. - bąknęłam - Zadzwonię do ciebie później.
- Nie! Czekaj, jest z tobą?
- Um, no. - czułam, że zaczynam się czerwienić, więc szybko przeniosłam wzrok z Zayna i zaczęłam wgapiać się w swoją pościel.
- Dobra, w takim razie zostawię was samych. Kocham cię, Skarbie. - zachichotała.
- Ja ciebie też, Skarbie. - zaśmiałam się pod nosem i podniosłam wzrok na Zayna, który wpatrywał się we mnie skonsternowany.
Odrzuciłam telefon gdzieś na bok i ponownie skupiłam się na nim. Jest stanowczo zbyt dobry w ukrywaniu swoich emocji.
- Dzień dobry, panno Greene. Mam nadzieję, że spała pani dobrze? - złapał dłońmi za końce ręcznika, przewieszonego przez jego szyję i wpatrywał się we mnie z góry.
Mięśnie na jego rękach naprężyły się, gdy rozprostował ramiona. Och, jest taki seksowny.
- Tak, dzięki. - to znaczy, tak jakby.
- Jak się czujesz? - jego rysy złagodniały.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się lekko, zakładając zabłąkane pasemko włosów za ucho.
- Z kim rozmawiałaś przez telefon? - zapytał.
- Z Amber.
- I jak się miewa panna Coventry? - przechylił głowę na bok, cały czas mi się przypatrując.
- W porządku. - zmarszczyłam brwi.
Przysiadł na końcu łóżka, a ja momentalnie zostałam odurzona jego zapachem. Mieszanka Zayna i jego potu, to ciężki, oszałamiająco atrakcyjny zapach. Nigdy nie przypuszczałabym, że spodoba mi się jakikolwiek zapach potu, ale jak widać Zayn potrafi mnie zaskakiwać.
- Mamy wiele spraw do przedyskutowania.
- Tak. - skinęłam głową.
- Cały czas będziesz mi odpowiadała półsłówkami? - ponownie przechylił głowę w bok, jakby to miało poprawić mu widoczność. Zaczerwieniłam się nieziemsko.
- Nie.
Zmarszczył czoło.
- Chcesz uciec?
Uciec? Nie bardzo jakoś mam na to ochotę. Nawet biegać nie potrafię.
- Powiedziałam ci przecież, że nie mam zamiaru odejść. - szepnęłam.
- Wiem. - wstał i wyciągnął do mnie rękę - Weź ze mną prysznic. - rzucił.
Och, czas na prysznic! Z Zaynem! Tak! Momentalnie chwyciłam jego dłoń, a on stał jakby zszokowany moim nagłym podekscytowaniem. W sumie ja sama się zdziwiłam. Wolną ręką zdjął sobie ręcznik z karku i odrzucił go gdzieś na bok.
- Jest pani tak samo pogmatwana jak ja, panno Greene. - uśmiechnął się ciągnąc mnie w stronę łazienki.
- Czyżby? - odparłam zaczepnie - Ćwiczyłeś? - zapytałam, gdy otworzył drzwi.
- Nie, mam tylko tendencję do nadmiernego pocenia. - wypalił sarkastycznie, przeciągając swoją koszulkę przez głowę. Och, bezczelny drań.
Każdy, nawet najmniejszy mięsień na jego plecach stał się widoczny, gdy wyciągnął rękę, by włączyć wodę pod prysznicem. Łazienka wyglądała tak samo, jak ta w Londynie. O wiele za duży prysznic, ściany pokryte szarą glazurą. Pomieszczenie było strasznie przestronne, ale miało jeszcze jedno dodatkowe wejście. Za drugimi drzwiami znajdowało się gigantyczne jacuzzi, bez problemu mieszczące coś koło ośmiu ludzi.
- No właśnie tak mi się wydawało, nie wyglądasz na maniaka ćwiczeń fizycznych. - odgryzłam się z uśmiechem.
Zaśmiał się pod nosem.
- Nie, zdecydowanie nie jestem maniakiem ćwiczeń fizycznych. To serio problemy z poceniem. - zawiesił dwa ręczniki na wieszaku obok wejścia pod prysznic i zdjął swoje dresy. Kocham sarkastycznego Zayna.
- To niezbyt atrakcyjne. - powiedziałam, gdy znowu stał ze mną twarzą w twarz.
- Tak samo jak ta koszulka, Skarbie. Ręce do góry. - przeciągnął materiał przez głowę, gdy uniosłam swoje ręce.
Przygryzłam wargę, kiedy zdejmował ze mnie ubranie, zostawiając mnie całkiem nagą. Instynktownie chciałam zakryć się rękoma, ale był szybszy. Z trudem łapałam oddechy, kiedy zbliżył się nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. Mocniej chwycił mnie za nadgarstki i odsunął je od moich piersi.
- Nie wstydź się, Victoria. Widziałem już cię nago. Masz przepiękne ciało. - cmoknął mnie w szyję i zrobił krok w tył, żeby swobodnie pozbyć się swojej bielizny. Nadal czułam się strasznie niekomfortowo stojąc przed nim, jak mnie Pan Bóg stworzył.
Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą do środka wielkiego prysznica.
- Chodź, nie jest gorąco. - uśmiechnął się pod nosem.
- Jesteś pewien? Bo ostatnio, jak tak mówiłeś, to prawie spłonęłam żywcem. - niepewnie weszłam do środka, sprawdzając ręką temperaturę wody. Momentalnie cofnęłam dłoń, gdy parząca ciecz obiła się od mojej skóry.
- Nie! Jest za gorąca! - odwróciłam się i wyszłam spod prysznica.
Pisnęłam, gdy poczułam jak ręka oplata moją talię, wciągając mnie z powrotem do środka.
- Przykręć to trochę, proszę cię. - wydusiłam, gdy gorąca woda kaskadami oplatała moją skórę. W płucach zabrakło mi powietrza.
Zaśmiał się cicho nie dorywając ust od mojej szyi. Wolną ręką sięgnął do kranu i dostosował temperaturę wody do takiej, w której byłam w stanie wytrzymać. Jego tors był tuż przy moich plecach i momentalnie poczułam jakiś dziwny przypływ pożądania. Sięgnął po płyn do kąpieli, ustawiony na półce wbudowanej w jedną ze ścian i wycisnął małą ilość na swoje palce. Przez chwilę rozcierał gęstą ciecz w swoich dłoniach, a gdy uformowała się pachnąca piana, przeniósł je na moją szyję, masując ramiona, pewnymi wprawnymi ruchami. Och, jego palce naprawdę działają cuda.
- Amber kazała ci podziękować. - wymamrotałam.
- Za co?
- Um... Za te ciężarówki transportowe.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Victoria. - szepnął wprost do mojego ucha.
- Czemu wcześniej nie powiedziałeś mi, że jesteś adoptowany? - zapytałam, ale wcale nie byłam pewna, czy chcę wiedzieć. Wnioskując z płynnego ruchu jego dłoni, nie miał nic przeciwko.
- Nie czułem takiej potrzeby. Jeśli mam być szczery, to myślałem, że wiesz. - wycisnął więcej żelu na swoje dłonie i rozsmarował go na moim dekolcie i piersiach, tworząc przyjemnie pachnącą pianę.
- Nie wiedziałam. - wzruszyłam ramionami starając się skupić na czymś poza jego rękami.
Przeniósł je w moje włosy, magicznymi palcami, masując skórę mojej głowy. Och, z pewnością już to kiedyś robił. Ma zbyt wyszkolone dłonie.
- O czym myślisz? - usłyszałam konsternację w jego głosie - Skończone. - odwrócił mnie twarzą do siebie. Jego górujący wzrost całkowicie przejął nade mną kontrolę.
- Mam mętlik w głowie. - przyznałam cicho.
Chciałam go umyć. W duchu, wydęłam usta jak mała, niezadowolona dziewczynka, kiedy zaczął myć sobie głowę, po czym zajął się resztą swojego ciała. Jednak z całą pewnością skorzystałam z jego zamkniętych oczu, gdy spłukiwał sobie włosy. Och, jego mięśnie napinały się z każdym ruchem jego rąk. To zaczynało mnie strasznie kręcić.
- Co masz na myśli, mówiąc, że masz mętlik? - zapytał wyrywając mnie z mojego własnego świata.
- Wiesz o czym mówię. - bąknęłam, próbując zawiesić wzrok gdziekolwiek, byle tylko nie na Zaynie. Spojrzałam na swoje palce, ale w ułamku sekundy znowu wpatrywałam się w niego. Jezu, no nie ma bezpiecznego miejsca, żeby go nie wiedzieć.
- Dałem ci wiele do myślenia, prawda? - otworzył swoje oczy i oplótł mnie w talii przyciągając do siebie, po czym przeczesał swoje włosy palcami.
Potaknęłam głową, przełykając swoje zażenowanie.
- Chcę, żebyś była moja. - szepnął.
Przygryzłam wargę, a on momentalnie pociągnął lekko za mój podbródek.
- Nie wydaje mi się, żebym dała radę być w tym... seksualnym związku. - wyznałam niepewnie.
- Nawet nie spróbowałaś. Chcę poznać twoje granice. - odparł.
W jaki sposób? Pieprząc mnie tak mocno, jak tylko potrafi, aż całą mnie posiniaczy? Nie wydaje mi się.
- Daj temu szansę. Nie myśl o tym za dużo. Możemy zacząć powoli, a jak już się trochę przyzwyczaisz, dogadamy sprawy biznesowe i trochę się pobawimy. - uśmiechnął się pod nosem, a jego źrenice od razu się rozszerzyły.
- Sprawy biznesowe? - powtórzyłam ironicznie - Musiałeś koniecznie wykorzystać akurat taki dobór słów?
Uśmiechnął się szeroko, a z uwagi na to, że był to jego popisowy, ale jakże rzadki pełny uśmiech, moje nerwy gdzieś uleciały.
- Pomyśl o tym, intensywnie, Maleńka. - przebiegły uśmieszek wymalował się na jego ustach - Mogę doprowadzić cię do szaleństwa. - wyszeptał erotycznym tonem tuż do mojego ucha, co od razu poczułam tam na dole. Jak on mi to robi?
- Co się stanie, jeśli odmówię? - zapytałam cicho.
Zayn momentalnie zastygł w bezruchu, a po kilku sekundach odsunął się ode mnie na wyciągnięcie ręki.
- Wtedy to się nie uda. - szepnął. Jego jabłko Adama poruszyło się wyraźnie, gdy przełknął ślinę. Oczy mu pociemniały i od razu pożałowałam, że w ogóle go zapytałam.
Między nami zapanowała cisza, staliśmy tylko wpatrując się wzajemnie w siebie. Woda spadająca z prysznica, była jedynym dźwiękiem, który nas otaczał. Z trudem przełknęłam ślinę. Powiedz coś, Re!
- A jeśli się zgodzę? Jest do tego jakiś regulamin? - miałam nadzieję, że dostrzeże sarkazm w moim głosie, odnośnie tych jego wcześniejszych "spraw biznesowych". Przygryzłam wargę.
- Tak. - przechylił głowę w bok.
Czekaj, co?! Na serio jest jakiś regulamin?!
- Są jakieś zasady? - uniosłam brew.
Potakująco skinął głową. Znowu żartuje?
- Jaja sobie robisz, czy co?
- Nie ma we mnie, ani krzty ironii, Victoria. Ostrzegałem cię, że ten typ relacji seksualnych, w których się znajdowałem, nie ma wiele wspólnego z tym czego się spodziewasz. - zmarszczył czoło i zamknął dystans między nami. Długim palcem wskazującym przejechał po moim policzku i linii szczęki. Odetchnęłam głośno. Ma rację, ostrzegał mnie. Te związki seksualne wcale nie wyglądają tak, jak się tego spodziewasz.
- Jakie są zasady? - wyszeptałam.
Wyprostował się i zakręcił wodę.
- Chodź. Ubierzesz się i wtedy ci pokażę. - och, a akurat zaczynał mi się podobać ten prysznic. Zayn zrobił się jakiś nieobecny i formalny. Tak jakby to było dla niego czymś w rodzaju spotkania biznesowego.
- Victoria. - rzucił poirytowany, czekając aż wyjdę ze szklanego pomieszczenia.
Chwycił jeden z białych ręczników, który przygotował wcześniej i otulił nim moje ciało. Chwilę później drugi z nich zawiązał sobie na biodrach. Przeczesał palcami swoje włosy, rozpryskując chłodne krople na wszystkie strony.
Przebrałam się i momentalnie poczułam się żywiej. Weszłam do dużego salonu. Zayn siedział przy stole, jadł śniadanie i czytał jakąś gazetę. Szybko się przebrał. Miał na sobie doskonale dopasowany garnitur. Przygryzłam wargę, niepewnie ruszając w stronę jadalni. Zajęłam miejsce na przeciwko niego i wzrokiem przejechałam po małym bufecie, który został rozłożony po środku stołu.
- Hej. - uśmiechnęłam się nieśmiało, kiedy spojrzał na mnie znad swojej gazety.
- Hej. - puścił mi oczko i uniósł jedną brew - Masz mokre włosy. - zrobił karcącą minę.
Przewróciłam oczami.
- Wysuszyłam je ręcznikiem.
- Mam nadzieję, że się nie przeziębisz. - rzucił przez zaciśnięte zęby, wyraźnie poirytowany.
Jezu, zluzuj majty, Malik.
- Nie martw się. Nie zarażę cię.
- To najmniejsze z moich zmartwień, Victoria. Nie chcę, żebyś chorowała w najbliższym czasie. - westchnął i wyglądał na rozdrażnionego. Gestem ręki wskazał na jedzenie leżące na stole.
- Głodna? Nie wiedziałem na co masz ochotę.
- Nie bardzo. - bąknęłam.
- Bardzo dobrze w takim razie, panno Greene. - głęboko zaciągnął się powietrzem przez rozszerzone nozdrza, a linia jego szczęki momentalnie się zaostrzyła. Nie musiałam zgadywać, był wkurzony. Czułam się nawet trochę głupio, bo zamówił to wszystko dla mnie, a ja nic nie tknęłam. Zdecydowałam się w końcu nalać sobie soku. Wystarczy mi.
- Więc... aarh... jakie są te zasady? - zapytałam z wahaniem.
Zayn uśmiechnął się pod nosem, kiedy spotkaliśmy się wzrokiem. Pierwszy raz od dłuższego czasu się zaczerwieniłam.
- Jaka pani niecierpliwa, panno Greene.
Zayn sięgnął przed siebie i wyjął plik kartek z jakiegoś skoroszytu. Pochylił się nad stołem i podał mi je. Zaczęłam uważnie skanować wzrokiem pierwszą z nich. Warunki podstawowe?!
- Czy to jest kontrakt?! - zmarszczyłam czoło, w kompletnej konsternacji, kiedy spojrzałam na drugą stronę. Zasady?! Naprawdę są jakieś zasady?!
- To może być kontrakt.
- Okej, czyli co ja właściwie czytam?
- Warunki podstawowe i zasady. Jeśli sobie życzysz, możesz ominąć warunki podstawowe. - przewrócił oczami.
Nienawidzę, jak ktoś przewraca oczami! Poza tym nie wydaje mi się, żebym była w stanie zapoznać się z tym w jego obecności.
- Przeczytasz to? - zapytał.
- Teraz?
Zmarszczył czoło.
- Nie, Victoria. W przyszłym roku.
Już otworzyłam usta, żeby się odgryźć, ale dałam za wygraną, bo wyglądał już na nieźle poirytowanego.
Przewróciłam stronę i powstrzymałam się od spojrzenia na Zayna. To wszystko wyglądało dla mnie jak jakiś pieprzony kontrakt!
- Zaraz, zaraz... Wymierzenie kary?! - zszokowana popatrzyłam na Zayna, który uważnie mi się przyglądał.
- Nie mam zamiaru sprać cię na kwaśne jabłko, jeśli o to ci chodzi. - odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
Odłożyłam papiery na stół i przygryzłam wargę. Nerwowo sięgnęłam po szklankę i wypiłam tyle soku ile tylko byłam w stanie. Był odświeżający i przyjemnie chłodny.
- Przestań przygryzać wargę. - rzucił niezadowolony, a ja momentalnie zastosowałam się do jego polecenia. Zwłaszcza po ledwo co skończonej lekturze.
- Odejdziesz? - zapytał chłodno, ponownie odkładając swoją gazetę.
Zmarszczyłam czoło i posłałam mu wymowne spojrzenie.
- Ile razy jeszcze mnie o to zapytasz?! Przecież powiedziałam, że nie.
Uniósł brew lekko zaskoczony i chyba urażony moich wybuchem.
- Z uwagi na twoją niewinność, nigdy nie spodziewałbym się, że zostaniesz. - zmrużył oczy, uważnie wpatrując się w moja twarz.
Nie odpowiedziałam. Moje myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół tych całych zasad, które przed chwilą przeczytałam. Ćwiczenia? Nie! Posłuszeństwo? Nie! Ubrania? Nie! Na serio myśli, że się do nich zastosuję? Jeśli się na to zgodzę, to, jak to ujął, będę "karana" co dwie minuty. To głupie!
- To jest kontrakt? - ponowiłam wcześniejsze pytanie.
- Tak jak już powiedziałem, to może być kontrakt.
- Niewiele to pomocne. - zmarszczyłam brwi.
- A myślisz, że to mogłoby funkcjonować jako kontrakt? - przechylił swoją głowę w bok.
- Tak. To wygląda dla mnie jak kontrakt. Słowo "umowa", dla jasności, występujące w paragrafie drugim pod warunkami podstawowymi, wydaję mi się, być przykrywką dla innego.
Uśmiechnął się lekko i widziałam iskierki rozbawienia w jego oczach.
- Bardzo rozsądnie operuje pani słowami, panno Greene. Według ciebie, jakiego wyrazu przykrywką, jak to ujęłaś, jest słowo "umowa"? - uniósł brew, a jego wzrok aż pociemniał.
- "Kontrakt", oczywiście. - pokręciłam głową, jakbym miała do czynienia z kimś opóźnionym w rozwoju - Występują tutaj też inne słowa, które bez wątpienia dają mi jasno do zrozumienia, że mam do czynienia z czymś w postaci wiążącego kontraktu.
- Dlaczego nie złożyłaś podania o pracę w mojej firmie? - zmarszczył czoło.
- Zayn! Zmieniasz temat!
- Frustrujące, wiem, bo robisz to samo. Tak, Victoria. To jest kontrakt, ale do ciebie należy decyzja, czy nadal nim będzie.
- To nie ma żadnego sensu! Wiem, że to kontrakt, bo tu jest napisane... - urwałam i podniosłam papiery, skanując je poszukiwaniu potrzebnego mi dowodu - O, tu! "Obie strony zgodnie oświadczają, że wszystko co wydarzy się na mocy tej umowy, odbędzie się za zgodą drugiej strony, będzie poufne, oraz bla bla bla...". To poufne? Więc to kontrakt. Nie rozumiem, jak ja mam zdecydować o tym, czy to będzie kontrakt, czy nie.
- To twój wybór. Jeśli zgodzisz się zostać moją partnerką, czego pragnę od chwili, kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem, będziesz mogła go podpisać i stworzyć zasady dla nas obojga, co, nie ukrywam, byłoby dla ciebie bezpieczniejsze, albo zostawić to tak jak jest. Przy tego typu związkach, wiele ryzykujesz, jeśli nie masz ustalonych żadnych zasad. Po jakimś czasie może zrobić się nieprzyjemnie.
- Nieprzyjemnie? - nie spodziewałam się, że użyje takiego słowa.
- Wiesz... Tryskająca krew, wylewające się wnętrzności... - uśmiechnął się zadowolony z siebie, a ja przechyliłam głowę w bok, zastanawiając się, czy on znowu żartuje.
Zmarszczył czoło i przeczesał palcami swoje włosy.
- Złamałem już zbyt wiele moich zasad, odkąd cię poznałem, Victoria.
Przygryzłam wargę i z powrotem spuściłam wzrok na kartki leżące przede mną. To co przeczytałam, jakoś nie wskazuje na to, żeby naruszył któreś ze swoich "przepisów". Może jeszcze jakieś przede mną ukrywa? A właściwie to w ogóle, po co mu jakiekolwiek reguły?!
- Po co ci te zasady?
- Bo lubię mieć kontrolę. - zmarszczył brwi - Już ci to mówiłem.
- Dlaczego mam przeczucie, że jest ich więcej? - zapytałam.
- Bo jest. - wzruszył ramionami.
- Gdzie są? - szepnęłam. Naprawdę chcę je przeczytać?
Zayn zamrugał kilkakrotnie i wyglądał na skonsternowanego, ale szybko wrócił do naturalnego wyrazu twarzy. Z notatnika wyjął kolejne kartki papieru i właśnie w tamtej chwili poczułam wielką potrzebę krzyknięcia, żeby po prostu podał mi cały ten cholerny skoroszyt!
- To nieco bardziej naświetli ci sprawę, kim dla ciebie jestem i czego od ciebie oczekuję. - jego oczy pociemniały, gdy niepewnie wzięłam od niego zapisane kartki.
Nagle podniósł się od stołu, a ja popatrzyłam na niego zdziwiona. Gdzież on idzie?
- Mam jeszcze jedno spotkanie, zanim zobaczę się z panem Andersonem, Victorio. Wrócę za jakieś pół godziny. Chcę, żebyś zastanowiła się nad tym wszystkim, kiedy mnie nie będzie. Szczegóły możemy przedyskutować, kiedy wrócę. - z wdziękiem obszedł stół i podszedł do mnie, składając na moich ustach krótki, ale intensywny pocałunek. Kiedy się odsunął z trudem łapałam powietrze.
- Napisz mi SMS'a, jeśli będziesz chciała o coś jeszcze zapytać. Możesz liczyć na to, że będę z tobą szczery do bólu.
Kiwnęłam głową.
- Dobra, nie baw się tam zbyt dobrze. - rzuciłam zaczepnie.
Uśmiechnął się lekko i mrugnął jednym okiem.
- Nie masz się o co martwić, Victoria. Nara, Maleńka.
Uśmiechnęłam się, a on spojrzał na swój zegarek i przywołał Mark'a. Po kilku sekundach, podczas których kompletował zawartość swojej aktówki, która chwilę później została przekazana ochroniarzowi, oboje ruszyli w stronę drzwi, zostawiając mnie sam na sam z tym... czymś. Wyprostowałam się na krześle, wyciągając szyję i zerkając na drugi koniec stołu, gdzie siedział Zayn. Niestety zabrał ze sobą skoroszyt, z którego wyjmował dla mnie te wszystkie kartki. Westchnęłam i wróciłam wzrokiem na te, które trzymałam w dłoni. Role? Jak role do odgrywania? Nie łapię tego.
Okej? Co ja właśnie przeczytałam, do chuja?
***
- No, ja też mam taką nadzieję. James też jest z tobą, czy tylko Ruby? - zapytałam, przekładając komórkę do drugiego ucha.
- Tylko Ruby. James ma wpaść wieczorem.
- Ach, no tak. Też chcę wyjść gdzieś dzisiaj, ale Zayn mi nie pozwala! - szybko sprawdziłam czas na telefonie i z powrotem przycisnęłam go do ucha - Gadam z tobą już prawie przez godzinę! Muszę kończyć, zanim całkiem zbankrutuję.
- Dobra, w takim razie zadzwonię do ciebie później. I nie słuchaj Zayna, przecież nie rządzi twoim życiem.
Zamrugałam kilkakrotnie i nie odezwałam się ani słowem.
- Re?
- Zadzwoń do mnie później. - wymamrotałam.
- Wszystko w porządku, Re?
- Tak. - bąknęłam.
- Ej, serio, jakby coś, to wiesz, że zawsze możesz mi powiedzieć. - powiedziała cicho.
- Wiem, dzięki, Amber. Um, zadzwoń później.
Słyszałam głośne westchnięcie po drugiej stronie linii.
- Okej, zadzwonię. Do zobaczenia!
- Pa. - odetchnęłam głęboko i odrzuciłam telefon na łóżko.
Chwyciłam porozrzucane po materacu kartki papieru i uprzednio zwijając je w rulon, wcisnęłam do tylnej kieszeni jeansów. Przeczytałam je już chyba jakieś 20 razy. Nie mogłam już nawet jasno myśleć...
- Victoria.
- Kurwa mać! - aż podskoczyłam. Gwałtownie odwróciłam się i zobaczyłam Zayna stojącego w progu mojego pokoju. Przyłożyłam dłoń płasko do piersi i zachichotałam sama do siebie. - Weź się tak nie skradaj! - zaczerpnęłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się lekko, gdy zobaczyłam cień rozbawienia na jego twarzy.
- Przepraszam, Victoria. - przygryzł wargę, obluzowując swój krawat. Oczy, aż świeciły mu się od wyraźnej chęci roześmiania.
- Jak długo tu jesteś? - zapytałam, uspokajając się w duchu.
- Dopiero wszedłem. - odpowiedział.
Och, coś za cichy jest. Nie podoba mi się to.
- Jak tam poszło, errm... spotkanie?
Zmarszczył czoło, ale dostrzegłam lekkie zdziwienie, jakby nie spodziewał się usłyszeć ode mnie takiego pytania.
- Dobrze. Może właśnie patrzysz na nowego właściciela The One Hyde Park Building. - uniósł jedną brew.
- Och, naprawdę? Tego w którym masz swoje mieszkanie? - zmrużyłam oczy uważnie mu się przyglądając.
- Mówiłem ci, że pewnego dnia będzie mój. - odparł z dumą i wielkim uśmiechem na twarzy. Podszedł do mnie powoli z przebiegłym błyskiem w oku, co przywiodło mi na myśl pytanie, czy ma zamiar mnie dotknąć. Ale nie zrobił tego. No, nie całkiem.
- Spodziewam się, że przeczytałaś zasady i warunki? - podniósł na linię mojego wzroku kartki, które wyciągnął z tylnej kieszeni moich spodni.
- Ach... Tak. - przygryzłam wargę.
- I? - zrobił krok do tyłu, przejeżdżając wzrokiem po papierach, by za chwilę ponownie skupić się na mojje twarzy.
- Chciałam o coś zapytać.
Wyprostował się i chwycił mnie za rękę.
- Chodź, przedyskutujemy to poza sypialnią. Może chociaż to powstrzyma mnie o przelecenia cię tu i teraz.
Och.
- Więc, o co chcesz zapytać? - wypalił, zanim jeszcze usadowiliśmy się na białej kanapie w salonie.
A, o co ja nie chcę zapytać?! Byłoby szybciej.
- Więc, um... - wahałam się i byłam strasznie zdenerwowana. Dlaczego?
- Oddychaj, Victoria. - delikatnie chwycił mnie za brodę i lekko ją podniósł w efekcie czego, spojrzeliśmy sobie prosto w oczy - Oddychaj. - powtórzył bezgłośnie, a ja westchnęłam, opuszczając wzrok na nerwowo splecione palce.
- Cóż, mam właściwie kilka pytań... - rzuciłam półgłosem.
- Tak też się spodziewałem. - uśmiechnął się lekko, kiedy podniosłam na niego wzrok. Znowu się ze mną drażni.
Poirytowana, przewróciłam oczami i wyszarpnęłam kartki papieru z jego ręki. W ułamku sekundy zmroził mnie wzrokiem i chwycił za nadgarstek. Wzdrygnęłam się, przestraszona jego nagłym gestem. Wpatrywałam się w niego szeroko otwartymi oczami i dokładnie zauważyłam, jak jego źrenice się rozszerzyły. Kiedy się odezwał, jego głos był starannie wyważony, niski i śmiertelnie poważny.
- Uważaj na to, jak się zachowujesz, Victoria. Nie jesteś, aż taka niewinna, na jaką starasz się wyglądać. - zmrużył oczy, w których zabłyszczały nieprzyjemne iskry.
To dobrze znane mi uczucie onieśmielenia, ponownie wypełniło całe moje ciało. Spory kawałek czasu minął, odkąd ostatni raz tak się przy nim poczułam. Z trudem przełknęłam ślinę, a on apatycznie puścił moją rękę. Podniosłam się lekko i odsunęłam od niego, na bezpieczną odległość, zapobiegając temu, że znowu mnie dotknie. Ale znając jego i jego zamiłowanie do dotykania, to i tak go nie powstrzyma.
Nerwowo przygryzłam dolną wargę i skupiłam się na swoich splecionych dłoniach. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że włosy opadają mi na twarz i czerpałam z tego wszelkie korzyści. Wszystko, byle tylko uniknąć jego przeszywającego spojrzenia. Nie mogłam zdobyć się na odwagę, żeby ponownie się odezwać. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułam się tak niepewnie w jego towarzystwie. Czasem sprawia, że czuję się jak małe dziecko.
- Victoria, rozmawiaj ze mną. - usłyszałam poirytowanie w jego głosie - Spójrz na mnie.
Z wahaniem podniosłam na niego wzrok, a wyraz jego twarzy momentalnie złagodniał.
- Pytaj. - szepnął.
Westchnęłam i przerwałam nasz kontakt wzrokowy.
- Naprawdę myślisz, że się do tego nadaję?
- Nie. Ale mogę cię podszkolić. Tu chodzi tylko o przyjemność.
Zmarszczyłam brwi.
- No to, w takim razie, o co chodzi z tym całym karaniem? - jakoś ciężko mi dostrzec w tym przyjemność - To, co dałeś mi do przeczytania, brzmi trochę jak... - urwałam i ułożyłam usta w dzióbek po jednej stronie mojej twarzy.
- Jak co? - wyglądał na rozbawionego. Ciekawe czym.
- Um... BSMSD, czy coś takiego. - wzruszyłam ramionami, jakby to był najnormalniejszy w świecie temat do rozmów.
Wybuchnął śmiechem, racząc mnie tym swoim przepięknym uśmiechem.
- BDSM? - zachichotał pod nosem.
- No, to. - uniosłam brew.
- Więc widzę, że zrobiłaś małe rozeznanie. - ciągle widziałam iskierki rozbawienia, tańczące w jego tęczówkach. No cóż innego mogłam robić, jak go nie było? - Nie, Victoria. Mówiłem ci, że nie kręci mnie pranie tyłków. Lubię seks. Ostry seks, ku ścisłości, ale pozbawiony elementów BDSM. - uśmiechnął się połowicznie, ale szybko wrócił do kamiennego wyrazu twarzy.
- No, ale te rzeczy, są jednak trochę podobne do tego całego BDcoś tam.
Przechylił głowę w bok, uważnie mi się przypatrując.
- Jesteś bardzo domyślna, Victorio. Masz oko do detali i całkiem mi się to podoba. - poprawił się na kanapie, siadając głębiej.
Jego lewa ręka zawieszona była oparciu sofy, tuż przy moich plecach. Jedną nogę założył na kolano, opierając się o nie kostką. Prawym łokciem podpierał się o podłokietnik kanapy. Palcem wskazującym delikatnie masował swoją dolną wargę, cały czas, przy tym, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Kontynuuj. - rzucił, wskazując na mnie gestem ręki, po czym wrócił do rytmicznego pocierania swojej wargi, co skutecznie mnie rozpraszało i wytrącało z równowagi.
Zamrugałam kilkakrotnie, wyrzucając sobie, że powinnam to już zostawić tak jak jest, ale niestety, było jeszcze tyle rzeczy, które chciałam wiedzieć. Niezbyt dokładnie opowiedział mi o tym całym karaniu. Na pewno mnie nie spierze na kwaśne jabłko, jak już powiedział, ale chciałabym wiedzieć, co właściwie miał na myśli. Posłuszeństwo? Serio spodziewa się, że będę wykonywała wszystkie jego polecenia?!
- Chcesz, żebym zwracała się do ciebie "proszę pana", albo "panie Malik"? - uniosłam brew, a on skinął głową.
- Wolałbym "proszę pana". - uśmiechnął się pod nosem i puścił mi oczko i właśnie wtedy przypomniałam sobie o pierwszym zdaniu, które do mnie powiedział, kiedy się poznaliśmy. Podoba mi się, jak mówisz do mnie "pan". Och, no to już wiem, czemu wtedy to powiedział.
- Dlaczego? - zapytałam.
- To redukuje zażyłość między nami. - sposób w jaki siedział, sprawiał, że ta kanapa wyglądała na niesamowicie wygodną.
Okej.
- Jakiego rodzaj kary stosujesz? - zmarszczyłam czoło, nagle czując się nieswojo.
- Improwizuję. Mogę ci teraz coś pokazać, żebyś miała jakiś przykład.
- Um, może jednak nie. - głośno przełknęłam ślinę, jeszcze bardziej wgniatając się w oparcie, co spotkało się z jego cichym śmiechem.
- Victoria, takie jest moje zadanie, jako lidera. Mam ci zaprezentować wszystko i nauczyć cię, jak spełniać moje potrzeby. W zamian, ja zadowolę ciebie, w sposób, który wyda mi się odpowiedni dla nas obojga. - wyjaśnił, prostując się na sofie.
- A jeśli nie zgodzę się na coś, czego sobie zażyczysz? - zapytałam.
Zmarszczył brwi, wyglądając na sfrustrowanego.
- Wtedy będziemy musieli wyklarować coś, na co zgodzimy się oboje. - pokiwał głową - Rozumiem, że na razie nie jesteś do tego skłonna, z uwagi na twoją fobię bycia dotykaną, ale mogę pomóc ci to przezwyciężyć. - chwycił moją dłoń i ścisnął ją lekko - Naprawdę chciałbym, żeby to się udało.
- Dobra, rozumiem. Ale wracając do twoich, eech, 17 związków.. Dlaczego one się nie udały?
- Mówiłem ci, przecież. Wszystkie odchodziły. - przewrócił oczami.
- Każda z nich odeszła?
- Cóż, no nie każda. - wzruszył ramionami - Po prostu, kilka z nich nie spełniało moich oczekiwań.
Uniosłam brew.
- A co z tymi, które odeszły nie z twojej woli?
Westchnął głośno, wyraźnie poirytowany.
- Mówiłem ci już, że nie łatwo czasami ze mną wytrzymać.
I on myśli, że ja z nim wytrzymam?! No, nie wydaje mi się.
- Słyszałeś kiedyś o przyjaciołach od seksu? Bo wydaje mi się, ze to byłoby o wiele prostsze, niż to co prezentujesz mi tutaj.
- Preferuję właśnie to, co prezentuję ci tutaj. - popatrzył na mnie wymownie, z naciskiem powtarzając moje słowa. - To daje mi kontrolę. I eliminuje uczucia.
Uczucia?!
- Okej, chyba już skończyłam. - szepnęłam, nagle podnosząc się z kanapy.
Popatrzył na mnie z dołu lekko skonsternowany.
- Skończyłaś z czym?
- Um... z tym całym wypytywaniem. - potarłam dłonią czoło. Chyba nie jestem w stanie myśleć jasno.
- Odejdziesz? - wyszeptał tak cicho, że prawie go nie usłyszałam.
Kiedy moje usta się otworzyły, utknęłam między odpowiedzią i zastanawianiem się nad nią. Na serio zaczęłam się nad tym zastanawiać, bo to wszystko z czym dzisiaj się zapoznałam było takie dziwne i ... nienormalne? Nie miałam bladego pojęcia nawet, że tego typu kontrakty w ogóle istnieją.
- Proszę pana. - Mark wymownie odchrząknął.
Zayn zastygł w pół ruchu i spojrzał na swojego ochroniarza.
- O co chodzi, Mark? - rzucił. Witamy z powrotem, panie Formalny Malik.
- Pan Anderson będzie oczekiwał pana na poziomie drugim, w restauracji. - Mark na prawdę dobrze wyglądał w tym swoim garniturze. Spokojnie mógłby być jakimś prezesem. Zaczęłam zastanawiać się, czy wie o tych wszystkich relacjach seksualnych Zayna. Pewnie tak.
- Dziękuję, Mark. - odparł chłodno Zayn.
- Proszę pana. - ochroniarz skinął głową i popatrzył na mnie życzliwie, po czym zniknął za drzwiami. A może to, co błyszczało w jego oczach to współczucie? Nie wiem. Ale zaraz moje myśli skupiły się wokół tego, co w danym momencie było dla mnie najistotniejsze.
Devon jest tutaj, cholera jasna! Kurwa mać! O, Boże. Mój oddech przyspieszył samoistnie, kiedy moja głowa zaczęła drążyć jeden temat. Błagam, niech to będzie tylko sen. Proszę, proszę, proszę! Mocno zacisnęłam oczy, powtarzając w myślach jak mantrę, że to tylko straszny koszmar. Nie, nie. Nie!
- Re. - Zayn wstał z kanapy i pochylił się nade mną chwytając moją twarz, między swoje dłonie.
- Otwórz oczy, Skarbie. Spójrz na mnie. - czułam jak opiera się o mnie swoim czołem - Otwórz oczy. - szepnął.
- Nie mogę tutaj być. - wydusiłam ledwo łapiąc oddech. Rozchyliłam powieki i napotkałam jego łagodne, złoto-brązowe tęczówki.
- Wolałbym, żebyś była tutaj. Dzięki temu, nie będę musiał się zastanawiać, gdzie jesteś, jak mnie nie będzie, Victoria. Dla twojego bezpieczeństwa i mojego spokoju. - pocałował mnie w czubek głowy i głęboko zaciągnął się powietrzem - Oddychaj. - szepnął ciepło i oplótł mnie ramionami.
Pochylił się znowu i kciukiem pogładził mój policzek. Stałam w bezruchu, a on zmarszczył brwi.
- Mogę cię pocałować? Ciebie, a nie tę sparaliżowaną strachem dziewczynę?
Zaczerpnęłam urywany oddech i lekko skinęłam głową, a on nieco pochylił swoją głowę. Jego palce cały czas gładziły mój policzek, zanim delikatnie przycisnął swoje usta do moich. Jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki zapomniałam o tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Niepewnie zaplotłam mu ręce na karku, a po chwili zanurzyłam je w jego miękkich włosach. Nasze usta współpracowały ze sobą w idealnej harmonii. Czerpał wszelkie korzyści z dostępu, który mu dałam, rozchylając wargi i pomrukując w jego usta. Doświadczonymi ruchami języka, odkrywał zakamarki moich ust, zacieśniając uścisk swoich rąk, wokół mojej talii.
Jedną dłoń wplótł w moje włosy i pociągnął za nie, odrywając się od pocałunku. Skrzywiłam się lekko, ból był znośny, ale to jego przeszywające, pożądliwe spojrzenie... Oboje z trudem łapaliśmy oddechy, kiedy niechętnie uwolnił moje włosy.
- Kurwa mać, Victoria. - wydusił w końcu.
Czułam żądzę przelewającą się przez moje ciało. Jeszcze nigdy, chyba, nie pragnęłam go tak bardzo. Był mi potrzebny, niezbędny. Właśnie tak to wygląda? Moje hormony szaleją w swoim własnym świecie.
- Wrócimy do tego? - szepnął - Muszę iść. - cmoknął mnie w czoło i zanim mogłam pochylić się w jego stronę i zaciągnąć się jego zapachem, on już zdążył dojść do drzwi. Nie!
Nie byłam w stanie kontrolować swojego oddechu. Serce niemal wyrywało się z piersi. Chcę go! Natychmiast!
- Victoria. - zatrzymał się w chwili, gdy już miał zamykać za sobą drzwi. Jego oczy nadal płonęły żywym podnieceniem. - Nie wychodź z tego budynku. Nara, Maleńka. Już nie mogę doczekać się, kiedy cię rozbiorę.
__________________________________________________________________
Któraś z Was, piękne dziewoje napisała pod ostatnim rozdziałem (przepraszam, ze bezimiennie, ale nie pamiętam, wybacz<3), że lubiła czytać moje notki pod, lub przed rozdziałami, więc dziś coś wyskrobałam i takie małe ogłoszenia (napisałabym parafialne, ale to opowiadanie jest tak erotyczne, że aż nie chcę mieszać w to instytucji kościelnych lolz), które naświetlą Wam sprawy, te najbardziej dla Was inetresujące.
Kolejny rozdział pojawi się w poniedziałek, lub we wtorek, GDYŻ w niedzielę wraca moja siostra po miesięcznej nieobecności i że tak powiem LET'S GET DA PARTY STARTED! :)
Czuję, że muszę to napisać, PONIEWAŻ już wiem, ze w komentarzach będzie mnóstwo o tym, także... Umowa, którą Zayn zaprezentował Re jest oczywiście bardzo podobna do tej występującej w "Pięćdziesiąt twarzy Greya", bo na pewno Was zdziwię, ALE TO OPOWIADANIE JEST INSPIROWANE TĄ KSIĄŻKĄ! WOW! Cóż za surprise! XD Więc skoro już sama to napisałam, to chyba nie ma potrzeby wspominać o tym w komentarzach, które uwielbiam czytać i czytam każdy jeden z nich i starsznie Wam za nie dziękuję :) x
NO TO C'YA HORNY BITCHEZ.
nIE BYŁO SEKSU, BUUU :( I KNOW.
ale jeszcze się tu naczytacie. Możecie mi zaufać LULZ.








