Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 32.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 32.. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 września 2013

Rozdział 32.

Przypominam tylko, że kursywa to wspomnienie :)
____________________________________________________

Usłyszałam jakiś słaby dźwięk. Może to moja komórka? Mam nadzieję, że nie, bo byłam zbyt zmęczona, żeby się nawet ruszyć. Sygnał jednak nie ustawał i po dłuższej chwili postanowiłam jednak odebrać telefon. Sięgnęłam na szafkę nocną i chwyciłam brzęczące urządzenie. Od razu oślepiła mnie jasna poświata bijąca od wyświetlacza. Skrzywiłam się lekko, westchnęłam głośno i przycisnęłam telefon do ucha. Momentalnie się wybudziłam, gdy usłyszałam głos dzwoniącego.
- Obudziłem cię? - jego charakterystyczny akcent wyrwał z sennego otępienia moje ciało i wszystkie zmysły, budząc stado motyli w moim brzuchu. Nikomu jeszcze nie udało się w tak krótkim czasie przywołać mnie do życia z mojego snu, który bardziej podobny był do jakiejś śpiączki. Tylko on był w stanie sprawić, że byłam taka szczęśliwa i to zaraz po przebudzeniu. Jego głos.
Zayn.
- Um, tak, ale nic nie szkodzi. - przygryzłam wargę sięgając do włącznika lampki stojącej na szafce nocnej. 03:32. Ło, serio było wcześnie, za wcześnie.
- Przepraszam Victoria, zapomniałem o różnicy czasu. - odparł lekko rozbawionym, nie wiem czym, głosem. No jasne, że zapomniał. 
Ziewnęłam w odpowiedzi i z powrotem opadłam na wysłużone łóżko, uśmiechając się do siebie. Przypomniałam sobie jego beztroskie, chłopięce zachowanie chwile przed tym, gdy wybrał się w podróż powrotną do Londynu. A z czego ja się tak cieszę? Nigdy nie byłam pierwsza do wstawania, nienawidziłam, gdy ktoś przerywał mi mój błogi sen. 
- Jesteś w domu?
- Byłem przed chwilą. Mam trochę pracy w biurze. 
- Już pracujesz? - zapytałam zdziwiona.
- Staram się jak tylko mogę. 
Och, on robi sobie kiedykolwiek jakieś przerwy, kiedy mnie z nim nie ma?
- Muszę przyznać, jesteś pracusiem. Jestem pełna podziwu. - zażartowałam.
- Kiedy o tobie myślę, strasznie się rozpraszam. 
- Rozpraszasz? - ja mogłabym powiedzieć to samo - W takim razie, powinien pan wracać do pracy, Panie Malik.- rzuciłam zaczepnie i przygryzłam wargę. Och, Boże... Czułam się jak jakaś zakochana gówniara.
- Panno Greene, muszę pani przypominać kto tutaj jest szefem? - momentalnie zachłysnęłam się powietrzem, ale po chwili przypomniałam sobie, że ostatnimi czasy Zayn lubi pożartować. Właściwie brzmiał jakby się ze mną droczył, jakbym go czymś rozbawiła. 
- Z pańskimi szczegółowo wyklarowanymi karami, jestem w pełni świadoma kto jest tutaj szefem, proszę pana. - odparłam takim samym tonem jak on. Powstrzymałam się od chichotu, przygryzając dolną wargę, a gdy usłyszałam jak bierze głęboki oddech, niemal podskoczyłam z podekscytowania. 
- A ja jestem w pełni świadomy, że właśnie przygryzasz wargę, mam rację? 
- Nie. - prychnęłam sarkastycznie, uwalniając dolną wargę spomiędzy zębów. Skąd on może wiedzieć?
- Wiesz jak to na mnie działa. - szepnął ochryple.
Och.
- Jesteś sama? - wypalił nagle.
- Jasne, że jestem sama, jest wpół do czwartej nad ranem. - przewróciłam oczami.
Zamilkł na chwilę.
- Chciałabym, żebyś tu była. - wymamrotał.
Głośno przełknęłam ślinę. Nie bardzo pomaga mi uporać się z moimi uczuciami.
- A ty, jesteś sam? - zapytałam zawstydzona.
- Tak. I marzę o tym, żeby wziąć cię właśnie na moim biurku, Victoria. Ale niestety, wydaje mi się, że seks przez telefon będzie musiał wystarczyć. 
O, mój Boże! Co?! Chce uprawiać seks przez telefon? A co ja mam do cholery niby mówić?
- Oddychaj. - odezwał się Zayn, a w jego głosie usłyszałam nutę podniecenia.
- Jeszcze nigdy nie robiłam tego przez telefon. - bo jestem beznadziejna i niedoświadczona.
- Nie przeszkadza mi to. Powiedz mi, co masz na sobie? - zapytał.
Przygryzłam wargę zerkając na moją przydużą koszulkę. Och tak, Zayna na pewno to podkręci. Zanim zdążyłam otworzyć usta, żeby się odezwać, usłyszałam jakiś przytłumiony głos w tle, po drugiej stronie rozmowy. Coś jak Leigh, mówiąca przez jakiś głośnik. 
- Może wrócimy do tego kiedy indziej? - powiedziałam, gdy Zayn odchrząknął cicho.
- Bardzo podoba mi się ten pomysł, panno Greene. Mam ważne spotkanie z panem Niocholasem Cowellem. - och, wrócił biznesmen. Wydęłam usta niezadowolona.
- Och, w porządku, um... - co mam mu jeszcze powiedzieć? "Miłej zabawy"? - Powodzenia. - przewróciłam oczami. O, mój Boże, to było głupie.
Nie odezwał się przez kilka sekund, ale po chwili w końcu podziękował i szepnął.
- Przesłałem ci kontrakt mailem. Nara, Maleńka. - jego słowa sprawiły, że mój żołądek zaczął wykonywać jakieś dziwne manewry, łącznie z fikołkami.
Westchnęłam pod nosem i włożyłam telefon pod poduszkę, próbując ponownie zasnąć. Moja myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół Zayna i tego co wydarzyło się w przeciągu tego tygodnia. 
Jeśli zacznę teraz myśleć o tym kontrakcie, to chyba zwariuję. Co ja mam robić? Jest za wcześnie na tego typu rzeczy. Ludzie się na serio na coś takiego godzą? To się zdarza w normalnym życiu? Nawet nie chciałam poznać odpowiedzi. To legalne? Wzruszyłam ramionami. Za dużo myślę na ten temat.
A może nie? Zaczęłam zastanawiać się, czy znajdę coś na ten temat w internecie. Szybko chwyciłam swojego laptopa z biurka i z powrotem wskoczyłam pod ciepłą pościel, czekając aż urządzenie się uruchomi. Co ja właściwie chcę znaleźć? A może powinnam poszukać jakichś informacji o Zaynie? Przecież to nic złego. Nie chodzi o to, że mu nie ufam, tylko po prostu, dobrze byłoby upewnić się z kim właściwie negocjuję związek seksualny. 
Siedziałam i wpatrywałam się w migający na monitorze kursor. Zamarłam w miejscu widząc logo e-maila, skaczące po ekranie i oznajmiające nową wiadomość od Zayna. Zignorowałam ją. Jeszcze nie teraz.
Zaczęłam od jego imienia. Zayn Malik. Nic specjalnego jednak się nie pojawiło. Zero. Null. Pustka. Nada. Jedyne czego się dowiedziałam to, że jest ambasadorem UNICEFu i posiada jeszcze kilka mniejszych, bądź większych hoteli i firm, których nazwy obiły mi się o uszy, ale ze względu na moje postrzeganie ludzi bogatych, postanowiłam je ignorować. Mimo wszystko to, co Zayn zrobił dla ludzi w Afryce, było bardzo inspirujące i hojne, biorąc pod uwagę sumę jaką im przekazał. Dlaczego nie powiedział mi, że jest ich ambasadorem?!
Pokręciłam głową i jednak zdecydowałam się na przeczytanie maila. Nie wiem czemu, ale strasznie się denerwowałam.


***

Reszta dnia przebiegła mi dość szybko. Mój ojczym, Dan, wrócił z pracy wcześniej tego ranka, dobrze było go znowu zobaczyć. Mój brat pracował, więc umówiłam się z Mandy na małe zakupy. Miałam nadzieję, że one odwrócą moją uwagę od tego nieszczęsnego kontraktu. Nie miałam kontaktu z Zaynem od momentu, kiedy zadzwonił do mnie nad ranem. Głównie dlatego, że postanowiłam go ignorować z powodu tej umowy. Dzwonił już kilka razy, ale nie odbierałam, zdecydowałam się w końcu wyłączyć telefon. Ten kontrakt był jakby wołaniem do przebudzenia. Zayn nie jest jakimś romantycznym bohaterem, który swoją miłością zmiecie mnie z ziemi. To sekspert wolący zatyczki analne i wibratory, zamiast mieczy. 
Ale przecież nie mogłam ignorować go przez cały czas.
Mam już dość. Gdybym nawet spróbowała odjeść, to przecież będę tęsknić za nim jak cholera. Sam jego głos sprawia, że czuję się szczęśliwa. To, że od czasu do czasu zdarzało mi się myśleć o nas jak o prawdziwej parze, zdawało mi się tylko coraz bardziej żałosne. Jasno powiedział, że nie jest zdolny do miłości, więc po ja się w ogóle staram? Sama się proszę o zawód miłosny.
- Wiesz, że gapisz się na gazetę Forbesa już od jakichś dziesięciu minut? - prawdopodobnie dlatego, że na jej okładce jest Zayn, z podpisem "Młody i Niebezpieczny Miliarder". Westchnęłam pod nosem i przeniosłam wzrok na Mandy.
- Sorry, znalazłaś to czego chciałaś? - wymamrotałam zmęczona - Ja zapłacę.
- Czekaj, to Zayn?! Och, ma naprawdę ładne oczy. - przerwała mi wyraźnie rozkojarzona.
Była bardziej zainteresowana okładką gazety, niż ubraniami które trzymała w ręku. Momentalnie pociągnęłam ją za rękę, odciągając od stojaka z gazetami. Ruszyłyśmy do kas, gdzie już fałszywie uśmiechała się do nas brunetka. 
- To wszystko? - bąknęła sprzedawczyni, na co Mandy skinęła głową. Jeszcze raz przeczesała wzrokiem wszystkie rzeczy, które dla siebie wybrała. 
- 79 dolarów i 90 centów. - zajrzałam do portfela i wyjęłam na ladę studolarówkę. 
- Reszta też należy do ciebie. Przyda ci się. - uśmiechnęłam się ciepło do mojej siostry wręczając jej torbę z ubraniami i pieniądze. Mandy przyglądała mi się uważnie, niemal wypalając dziurę w mojej twarzy, swoim ciekawskim wzrokiem. 
- Co?! - prychnęłam.
Mandy zatrzymała się w półkroku i zmarszczyła czoło. 
- Wyglądasz na zdenerwowaną. - wymamrotała.
- Sorry, wszystko jest okej. Jesteś głodna? Ja jestem, chodź, zjemy coś. - przyspieszyłam, starając się znaleźć jakąś kawiarnię. Moja siostra szła tuż za mną, lekko zdziwiona moim nagłym wybuchem. Cholera, co jest ze mną nie tak?!
- Możemy iść do Blue Cafe? Mają tam te dobre...
- Taa, jasne, prowadź. - przerwałam jej w połowie zdania.
Dziewczyna posłała mi dziwne spojrzenie, ale zaraz ruszyła w stronę Cafe Blue, czy jakkolwiek to się nazywało. Centrum handlowe było ogromne, a do tego jego Mandy co jakiś czas zatrzymywała się przy swoich znajomych, żeby się przywitać, czy uciąć krótką pogawędkę. W końcu, dotarłyśmy do kawiarni. Mandy zajęła się zamówieniem, więc kiedy poszła do lady, ja wyjęłam na stolik swój telefon i włączyłam go. Momentalnie zaczęły napływać wiadomości od Zayna i Amber.
Jako pierwszego, otworzyłam SMSa od Amber, przyjaciółki zawsze na pierwszym miejscu, tak? 


Odpisałam zdając jej małą relację z tego co zdarzyło się w przeciągu ostatnich 24 godzin, pomijając oczywiście temat kontraktu i informacji o wylocie Devona do Londynu. Wzdrygnęłam się w duchu, kiedy sobie o tym przypomniałam. Nienawidzę Devona. Wysłałam jej wiadomość i zobaczyłam jeszcze trzy SMSy od Zayna, pięć nieodebranych połączeń i jedną wiadomość na poczcie głosowej. Wszystkie z pytaniami typu: "ignorujesz mnie?", "przeczytałaś kontrakt?". 
Zaczynał działać mi już na nerwy, więc lekko roztrzęsioną dłonią podniosłam komórkę do ucha, by wysłuchać jego wiadomości. 
"Byłoby miło z twojej strony, gdybyś miała włączony telefon, gdy będę chciał się z tobą skontaktować. Z jakiegokolwiek powodu zdecydowałaś się mnie ignorować, proszę, miej chociaż przyzwoitość wysłać mi SMSa z wiadomością gdzie jesteś, Victoria. Devon nadal jest w Ameryce, co mnie niezmiernie martwi. Nie umiem radzić sobie z tego typu uczuciami, ani ich kontrolować. Zadzwoń do mnie."
Martwi się o mnie. Wzruszyłam ramionami i niepewnie wybrałam jego numer. Odebrał momentalnie, pierwszy sygnał nie miał nawet szansy wybrzmieć do końca. Aż do tej chwili nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymuje oddech. Proszę, nie złość się. Proszę, nie bądź zły.
- Victoria. - jego głos był łagodny, przyjazny i taki ciepły. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie jest zły?
- Hej. - bąknęłam nieśmiało.
- Hej.
- Przepraszam, nie ignorowałam cię. Po prostu potrzebowałam trochę czasu na przemyślenie paru spraw. 
Odetchnął z ulgą.
- Martwiłem się o ciebie. 
- Wszystko u mnie w porządku. - uśmiechnęłam się lekko i utkwiłam swój wzrok w Mandy, która akurat zajmowała miejsce na przeciwko mnie. 
- Jak ci mija dzień? - zapytał.
Głośno przełknęłam ślinę.
- Dobrze. Jestem z moją siostrą. A jak tam spotkanie z panem Nicholasem Cowellem?
- Bardzo owocne. Zadzwonię do ciebie później, Victoria. Twoja siostra mogłaby być lekko zaniepokojona, słysząc jednostronną rozmowę, której temat chciałbym poruszyć. 
Zachichotałam pod nosem i poczułam się tak, jakbym prawie mogła zobaczyć jego uśmiech. Zrobiłabym wszystko, żeby tylko móc go teraz zobaczyć.
- Okej. Och, czekaj! Devon ciągle jest w Ameryce? - wymamrotałam.
- Tak, Victoria. W Kalifornii. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję. 
- Dziękuję.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Nara, Maleńka. 
Rozłączyłam się z uśmiechem na twarzy. Mandy przyglądała mi się cały czas skonsternowana, zdziwiona, zaciekawiona? Pewnie ja też tak wyglądam, kiedy przebywam w obecności Zayna.
- Zamówiłam na wynos, bo chwilę temu napisała do mnie Mama. Mamy wracać do domu. - wyjaśniła Mandy, a ja skinęłam tylko głową. Nie bardzo mnie to interesowało. Chciałam po prostu wrócić do domu.
Chwilę później do naszego stolika podeszła kelnerka z zamówieniem. Odebrałyśmy od niej zapakowane jedzenie i ruszyłyśmy w drogę powrotną, nowiuśkim samochodem, który pożyczył mi Zayn. Nie zatrzymam go, nie ma takiej mowy. Ale całkiem przyjemnie się go prowadziło, muszę przyznać. Przypomniałam sobie o Roofie'm. Stęskniłam się za nim. Tamten samochód sprawiał, że wszędzie czułam sie jak w domu. 
- Możesz podrzucić mnie jutro do szkoły? Tym samochodem?  - zapytała Mandy, wyjmując zakupy z tylnego siedzenia auta. 
- Musisz się wszystkim tak popisywać? - wymamrotałam otwierając przed nią drzwi wejściowe do domu. 
- No tylko spójrz. To taki fajny wóz. Warto się nim chwalić. Proszę! Tylko jutro! - rzuciła błagalnym tonem. Ugh! Przestań błagać. Zamilkłam na chwilę i poczułam wibrację w kieszeni. Wyjęłam swój Malik Cell i zauważyłam nową wiadomość od Zayna.


- Dobra, zawiozę cię Mandy. - rzuciłam lekko rozkojarzona, zmierzając prosto do swojego pokoju. Pytania, które przewijały się w mojej głowie były dość bezpośrednie, ale było ich tak dużo, że nie wiedziałam od czego mam zacząć. Nie lepiej byłoby to przedyskutować osobiście? Argh, walić to. 






Westchnęłam głośno. Od tego wszystkiego zaczęła mnie boleć głowa.


Telefon zawibrował ponownie i spodziewałam się wiadomości od Amber, ale tym razem również był to Zayn.


Dlaczego on nie może być po prostu normalny?! Czemu nie może wywalić tego kontraktu do śmieci i spróbować być ze mną w jakimś normalnym związku? Tylko tego chcę. Ale ta jego wiadomość. "Jeśli ci to nie odpowiada, nie podpisuj i każde z nas pójdzie swoją własną drogą.". Wcale mi to, kurwa, nie odpowiada, ale nie chcę żeby odszedł. Możemy wymyślić coś innego? Albo chociaż spróbować?
Wzdrygnęłam się na dźwięk głosu mojej Mamy, wołającej mnie na lunch. Zamknęłam oczy i nacisnęłam "wyślij". Pozbyłam się wszystkich moich myśli, upychając je w koszu, dokładnie tam, gdzie wyląduje moje serce, jeśli zdecyduję się nie podpisywać kontraktu.


W ogromnym zamyśleniu podniosłam z talerzyka swojego croissanta. Moją głowę okupowały tylko myśli związane z tym kontraktem, no ale przecież taki też miałam plan, prawda? Może gdybym zgodziła się na to, żeby Zayn został nie stresowałabym się aż tak i byłabym trochę szczęśliwsza. Takim oto sposobem cały czas byłam rozkojarzona i nie mogłam nawet skupić się na rozmowie z własną matką. 
- Tori? Victoria? - aż podskoczyłam, gdy moja Mama użyła mojego pełnego imienia. Popatrzyłam na nią skonsternowana, bo nigdy tego nie robiła.
- Wszystko w porządku, Skarbie?
- Tak, dlaczego pytasz? - uśmiechnęłam się lekko, próbując przekonać zarówno ją, jak i moją siostrę, że nic nie zaprząta moich myśli. Chwyciłam szklankę z chłodną wodą i upiłam orzeźwiającego napoju.
- Nawet nie tknęłaś swojego chleba bananowego, kochanie, a przecież tak bardzo go lubisz. - kobieta przechyliła głowę w bok, przypatrując mi się ze współczuciem.
Z poczuciem winy spuściłam wzrok na zimny już chleb, który został mi podany jakieś 10 minut temu. 
- Nie bardzo jestem głodna, Mamo.
- Nie zjadłaś nic odkąd wyjechał Zayn, Tori. Musisz jeść. Samo picie ci nie wystarczy. - odparła tonem, którego używają tylko matki. Była zła, ale starała się zachować spokój. 
- O, mój Boże! Mamo! Skoro już mowa o Zaynie, to widziałyśmy go na okładce Forbesa. - niemal krzyknęła Mandy, uśmiechając się szeroko do Mamy.
- Forbesa? - uniosła jedną brew i wróciła wzrokiem na moją siostrę - Imponujące. - dodała po krótkiej chwili, ale wiedziałam, że wcale nie jest pod wrażeniem. Bardziej było jej mnie szkoda. Zakochałam się w miliarderze. Zayn owinął mnie sobie wokół palca i już bałam się tego, co stanie się, gdy mu się znudzę. Moja Mama ma już wyrobie zdanie na temat tych, którym tak dobrze się powodzi, a głównym tego powodem jest to, że kiedyś też zadłużyła się w jakimś bogatym gościu. Raz opowiedziała mi tę łzawą historyjkę zanim położyłam się spać. 
Jaka matka, taka córka. 
Moja sytuacja była chyba jednak trochę inna, bo nie wydaje mi się, żeby związki seksualne odbywały się także w czasach jej młodości. Obsypywał moją Mamę prezentami i całym tym luksusem, aż wreszcie zdała sobie sprawę, że niewiele ma to wspólnego z prawdziwą miłością. 

"Chodziło tylko o pożądanie i luksusowy tryb życia. Im więcej czasu spędzaliśmy razem, tym bardziej miałam go dość. On był jak huragan, a ja byłam tylko mżawką. Miłość może całkiem ogłupić dziewczynę, Tori. A pieniądze są najlepszym przyjacielem mężczyzny. Taka kombinacja nie wróży nic dobrego i prowadzi zazwyczaj do autodestrukcji. To dzieje się, gdy najmniej się tego spodziewasz. A kiedy potrzebujesz go najbardziej, ani się obejrzysz i już go nie ma."

- Rozmawiałaś dzisiaj z Zaynem, Tori? - zapytała moja Mama, wyrywając mnie z zamyślenia.
- No..
- I co tam u niego? - kontynuowała powoli mieszając swoją herbatę.
- Wszystko dobrze. Pracuje, jak zwykle.

***

Zadaniem dnia, było dla mnie tylko wstać. Po tym, jak podrzuciłam Mandy do szkoły i około dwudziestu nastolatków obśliniło mój samochód, miałam już dość. Cieszyłam się wyjeżdżam, ale mimo to będę tęsknić za Mamą i jej opowiastkami o bogatym chłopaku, z którym się kiedyś spotykała. Próbowała wepchnąć mi do głowy stereotypowe schematy o ludziach, którym się dobrze powodzi, ale postanowiłam nadal patrzeć na wszystko z otwartym umysłem.
Gdy wróciłam ze szkoły Mandy, wskoczyłam do domu tylko na chwilę. Zabrałam swoją walizkę i Adama i postanowiłam wyciągnąć go jeszcze na małą kawę. Oświadczył, że przyjeżdża do Londynu w przyszłym tygodniu. Jestem prawie pewna, że to właśnie wtedy Amber wraz ze swoimi braćmi, Jeremy'm i Taylerem lecą na Cypr. Biedny Adam.
Gdy wróciłam do domu, szybko pożegnałam się z Mamą i Danem. Zostawiłam również mały liścik i naszyjnik dla Mandy. Pamiętałam, że nie mogła oderwać od niego wzroku, kiedy mijałyśmy sklep jubilerski. Dzięki nadmiernej hojności Zayna i tego, że oddał mi pieniądze za bilety lotnicze, mogłam pozwolić sobie również na zakup diamentowego naszyjnika dla Mamy. 
Adam patrzył na mnie z szeroko otwartą buzią, gdy wyjmowałam walizkę z bagażnika, po czym wręczyłam mu kluczyki. Będę tęsknić za tym autkiem, ale postanowiłam oddać je Adamowi. Był taki szczęśliwy, gdy powiedziałam że może go zatrzymać, że prawie wyrosły mu skrzydła. Ciekawe tylko, co na to Zayn. Ostatni raz przytuliłam mojego brata i skierowałam się do sali odlotów. Wręczyłam bilet odprawiającemu i w sumie nawet się tego spodziewałam, zostałam poprowadzona do osobnej sali, a z niej już do prywatnego samolotu Zayna, który tylko czekał, aż wsiądę na pokład. Cały czas rozmyślałam nad tym co stało się poprzedniego wieczora. Mam nadzieję, że nie był bardzo zły.
Ten cały kontrakt działał mi na nerwy i nie umiałam pozbyć się go z mojej głowy. Ostatnia rozmowa z Zaynem nie skończyła się tak, jakbym sobie tego życzyła. Zapytałam go o Emmę i o to, jak zaczął się ich romans. Chciałam tylko wiedzieć coś więcej o ich przeszłości i o tym, czemu Zayn tak dziwnie postrzega związki i seks. Nadal wzdrygałam się na samą myśl, że mięli romans. Nie chciał mi nic powiedzieć! Czemu? Podczas gdy cały czas naciskałam, by uzyskać od niego jakąś odpowiedź, mój poziom frustracji wzrósł tak bardzo, że miałam ochotę zacząć się na niego drzeć, ale sie powstrzymałam. Przysięgam, że się powstrzymałam.

Odebrałam telefon poirytowana, zdenerwowana i lekko wściekła. Nie odezwałam się, milczałam czekając na niego. 
- Victoria? - zaczął głosem oddającym moje emocje.
- Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?! - bąknęłam.
- Bo nie muszę opowiadać ci o swoich prywatnych sprawach i życiu osobistym. Już chyba ci to mówiłem. 
Zamachnęłam swoją ręką w powietrzu.
- To działa w obie strony! Zdaje mi się, że ja zdradziłam ci swój największy sekret!
Westchnął poirytowany.
- Tak, tylko, że zrobiłaś to z własnej, nieprzymuszonej woli.
Zaczerpnęłam głęboki oddech, w myślach odliczając do trzech.
- To nie fair!
- Życie nie jest fair, Victoria. 
Przewróciłam oczami. 
- Jeśli wszystkim czego ode mnie oczekujesz jest szczerość i zaufanie, to czemu jak nie mogę wymagać tego od ciebie?
- Ufam ci, i jeśli dobrze sobie przypominam, to zawsze byłem z tobą szczery. 
- Nie byłeś szczery w temacie Emmy.
- Byłem, Victoria. Ale nie zdradzę ci żadnych informacji o naszej przeszłości. Przestań być uparta i daj już spokój.
- Ja chcę tylko wiedzieć.
- Re.
Westchnął ponownie i warknął gardłowo. 
- Ty i ja nie mamy nic wspólnego z Emmą. Ona jest już przeszłością. Jest tylko dobrą znajomą. Odpuść.
- Powiem ci, że kurewsko trudno jest odpuścić w zaistniałej sytuacji. - odparłam niskim głosem.
- Sama to sobie, kurwa, utrudniasz, Victoria. - wypalił przez zaciśnięte zęby.
- Jest szansa, ze powiesz mi kiedykolwiek?
- Nie! - syknął, a jego złość odbiła się echem nawet w moim pokoju - Musisz to przeboleć!
Fuknęłam poirytowana i rozłączyłam się. Po prostu się rozłączyłam. Byłam taka wściekła!
Dlaczego nie pozwala mi poznać ich przeszłości? Przecież nie może być, aż tak zła. Nic nie będzie już gorsze od tego popierdolonego kontraktu. Telefon zaczął wibrować w mojej dłoni, a gdy spojrzałam na wyświetlacz, zobaczyłam identyfikator Zayna. Odrzuciłam połączenie i wróciłam do pakowania swojej walizki, ale po chwili brzęczenie rozległo się ponownie. Wiadomość. Właściwie dwie. Zanim zdecydowałam się je otworzyć, odetchnęłam głęboko i przysiadłam na skraju łóżka. 




~~~~~~~

Obudziłam się, gdy blond stewardessa poinformowała mnie o lądowaniu. Cholera jasna! Już jesteśmy w Londynie? Wyjrzałam przez małe okienko obok mnie, i dostrzegłam powoli powiększające się miasto pod nami. Tak. To bez wątpienia Londyn. Serce zaczęło mi bić szybciej. Jedyne o czym myślałam, to to w jaki sposób będzie zachowywał się Zayn, kiedy się ze mną zobaczy. Będzie bardzo zły? To czekanie i niepewność przyprawiało mnie o mdłości.

____________________________________________________________
Hej, sorry, za zwłokę. Wynikły nieoczekiwane problemy. 
Niestety moja siostra się rozchorowała, ale nie chcę wchodzić w szczegóły.
Postaram się jakoś Wam wynagrodzić to czekanie.
I dziękuję wszystkim za miłe słowa na tt i przepraszam
tych, którzy niezamierzenie poczuli się urażeni. 
Po prostu jestem trochę zdenrwowana sytuacją i martwie się o młodą, więc... 
Oks. C'ya <3 
a i jeszcze niespodzianka KLIKAJĄC MASUJESZ ZAYNA PO JAJKACH.