Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 08.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 08.. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 8.

Bałam się wejść do środka, bo wiedziałam, że zaraz zostanę zasypana gradem pytań. Ciekawska natura Amber weźmie górę. Po cichu zamknęłam za sobą drzwi, ale kiedy się odwróciłam, już stała przede mną. Z rękami założonymi na klatce piersiowej i stopą wystukującą miarowy rytm, wpatrywała się we mnie przenikliwie. Wyglądała jak jakaś matka, która właśnie złapała córkę, wymykającą się chyłkiem z domu i teraz czeka na wyjaśnienia. Cholera. Aż do tego momentu nie zdawałam sobie sprawy z tego, że wstrzymuję oddech.
- Więc... Co tam się dzieję, między tobą, a panem Malikiem, panno Greene? - zapytała złośliwie. Przewróciłam oczami i przeszłam obok niej. - Powiedz mi! Błagam!
- Nic żeśmy nie robili. - wymamrotałam idąc w stronę kuchni.
Nasze mieszkanie nie było szczytem marzeń, ale całkiem dobrze się nam tu żyło. Ot, normalny domek z dwoma sypialniami. Kuchnia nie była zbyt duża, ale mi to odpowiadało. I tak byłam jedyną osobą, która umiała tutaj gotować.
- No weź! Przecież widziałam! Jak weszłam to wyglądaliście tak, jakbyście zaraz mięli się pocałować!
- No cóż... Tak się nie stało. - wzruszyłam ramionami.
Byłam wdzięczna, że nie może zobaczyć mojej twarzy. Bez najmniejszego trudu, przejrzałaby moje kłamstwo. W końcu odwróciłam się do niej. Zmarszczyła brwi, jakbym podwędziła jej jedno, zakazane ciastko. Pochyliła się opierając o wysepkę kuchenną i uniosła jedną brew. Znałam tę minę. Ma mnie. Uciekając od jej podstępnego wzorku i przeciągając moment, wyznania przeze mnie prawdy, odwróciłam się i upiłam łyk wody. Po prostu oddychaj, Re.
- Nie wierzę ci. Masz zamiar jeszcze się z nim spotkać?
- Nie. - włożyłam kubek do zlewu i z powrotem spojrzałam na nią. Mam nadzieję, że ta woda trochę mnie uspokoi. Ciągle mam problem z dojściem do siebie, po tym cholernym pocałunku.
- Czemu nie? Wygląda na zainteresowanego. - przekręciła głowę w bok, mierząc mnie uważnie.
- Nie.
- Re! - krzyknęła głosem pełnym pretensji.
- Nie! - potrząsnęłam głową i z zacięciem ruszyłam po schodach, do swojej sypialni, ignorując jej dokuczliwy ton.
Zamknęłam za sobą drzwi i przywarłam plecami do ich chłodnej powierzchni. Głośniej westchnęłam, kiedy spojrzałam na łóżko. Jego czarna marynarka nadal tam leżała. Wcześniejsze  wydarzenia zaczęły wirować, jak rozszalałe w mojej głowie. Pocałował mnie. I to był pierwszy raz, kiedy się nie sprzeciwiłam. Przeniosłam wzrok na gitarę. Przedmiot skrywający wspomnienia dotyczące nocy, której straciłam swoją niewinność. Z trudem przełknęłam ślinę i usłyszałam wibrację mojego telefonu. Leżał na komodzie, gdzie zostawiłam go wcześniej. Zmarszczyłam brwi i podniosłam go, przyciskając do mojego ucha. Kurwa, miałam zadzwonić do Ted'a.
- Halo? - proszę nie bądź Ted'em, proszę nie bądź Ted'em!
- Victoria, na prawdę musisz zacząć przedstawiać się swoim imieniem. - mój mózg przestał funkcjonować. Zayn.
Zdałam sobie sprawę, że przygryzam wargę, na szczęście mnie nie widział. Krew w żyłach zaczęła krążyć mi szybciej, a kolana tak jakoś dziwnie zmiękły. Powoli podeszłam do łóżka. Opadłam na materac starając się pozbierać do kupy. Dzwoni do mnie! Głośno przełknęłam ślinę.
- Przepraszam, przyzwyczajenie... - wymamrotałam niewyraźnie, wgapiając się w sufit i próbując zwalczyć uśmiech. Po co dzwoni? Czekaj, czemu ja się uśmiecham? Amber pojawiła się w środku, chłodno skanując zaistniałą sytuację. Najpierw przez kilka sekund opierała się o ścianę, a chwilę później przysiadła przy moim boku lekko unosząc lewą brew. No to teraz jestem jeszcze bardziej zdenerwowana.
- Bardzo ciężko pozbyć się starych nawyków, panno Greene. - Zayn ponownie przykuł moją uwagę do rozmowy na linii. Prawie wyczuwałam ten jego uśmieszek, a może to tylko moja wyobraźnia...
Amber wyszarpnęła telefon z mojej dłoni i szybko przełączyła rozmowę na głośnik. Wyszczerzyła szeroko zęby i popatrzyła na mnie podejrzliwie. Doskonale wiedziała z kim rozmawiam.
- ... pospieszyć. Wyjeżdżam jutro wieczorem i chcę się  jeszcze z tobą zobaczyć. - głośno przełknęłam ślinę. Cholera. Chce się ze mną spotkać? Amber wymownie szturchnęła mnie w ramię, kiwając głową jak szalona.
- Zgódź się. - szepnęła konspiracyjnie.
- Uh... - przygryzłam wargę i nerwowo zerknęłam na wyświetlacz telefonu. - Um... Brzmi nieźle, Zayn, ale mam jutro pracę. - zawahałam się. Kurwa.
- Nie masz. - odpowiedział pewnym głosem. Skonsternowana spojrzałam na Amber. Wyglądała tak samo jak ja, nie miała pojęcia co się dzieje.
- Wydaje mi się, że jednak mam.
- Nie, panno Greene. Nie ma pani. Załatwiłem już to.
Amber posłała mi mały uśmieszek.
- Och, czyli spodziewałeś się, że się zgodzę? - zapytałam lekko się z nim drocząc. Przygryzłam wargę, żeby powstrzymać uśmiech malujący się na moich ustach. Amber, za to poszerzyła swój. Jezusiu, wyglądała jak nastolatka, która właśnie na szkolnym korytarzu usłyszała najnowsze plotki.
- Drażni się pani ze mną, panno Greene? - już wiedziałam, że się uśmiecha, ale mogłam to sobie jedynie wyobrażać, co mnie lekko zasmuciło.
- Tak mi się wydaje, panie Malik. - odpowiedziałam. Jego onieśmielająca aura wciąż była wyczuwalna, ale odkąd rozmawialiśmy przez telefon, to wszystko wydawało się jakieś łatwiejsze. Może następnym razem powinnam wcisnąć mu na głowę papierową torbę, żeby uniknąć tego przenikliwego wzroku.
- Odbiorę cię o 10:00. - czekaj! To ja już nie mam tu nic do powiedzenia? Będzie sobie tak po prostu ustalał, kiedy po mnie przyjedzie? Już miałam mu się postawić, ale zwalczyłam tę palącą chęć. I tak bym nic nie wskórała.
- 10:00, tak jest. - bąknęłam w odpowiedzi.
- Dobrze. - zamilkł na moment, jakby czekał, aż Amber przestanie skakać po łóżku. - Witam, panno Conventry, jestem pewien, że jest pani z panną Greene. - obie szerzej otworzyłyśmy oczy, kiedy na siebie popatrzyłyśmy. Amber zamarła w miejscu i usiadła na materacu, jakby ktoś zmusił ją do tego siłą.
- Słyszę panią w tle, panno Conventry. - odpowiedział jak gdyby nigdy nic, na nasze niezadane pytanie. Westchnęłam cicho, wpatrując się w wyświetlacz telefonu. Skąd wiedział, że to ona? Dobry jest.
- Cześć Zayn. - bąknęła Amber. Była nieco zszokowana. No tak, Amber... On bardzo dobrze zna się na tym całym swoim gównie.
- Jak się pani ma, panno Conventry? - zapytał, na co uniosłam brew. Jej zapytał, a mnie to już nie. Pfff.
- Dobrze, a ty? - dziewczyna posłała mi rozbawione spojrzenie i uśmiechnęła się pod nosem.
- Wszystko w porządku, dziękuję. Wybacz mi proszę, Victorio, ale muszę już kończyć. Nie mogę doczekać się jutrzejszego spotkania. - znowu brzmiał formalnie.
- Tak, ja też. - czyżby?
- Dowiedzenia panno Conventry, Victorio. - głośno przełknęłam ślinę.
- Pa! - rzuciła śpiewnie Amber.
- Do jutra. - wymamrotałam i po drugiej stronie linii zapanowała cisza. Odetchnęłam z ulgą i zostałam mocno przytulona przez moją przyjaciółkę. Kiedy znowu usłyszałam jego głos, poczułam ciarki w dole kręgosłupa.
- W rzeczy samej, do jutra.
- Jestem z ciebie taka dumna! - krzyknęła Amber. Ściskała mnie z wielką siłą i miałam poważne problemy, żeby zaczerpnąć powietrze.
- Amber! Złaź ze mnie! - zaczęłam się wiercić i wreszcie odpuściła. Chwyciła mnie za ramiona i lekko mną potrząsnęła. Była wyraźnie podekscytowana.
- Przepraszam, chodzi o to, że to pierwszy raz, kiedy widzę jak z kimś flirtujesz! Jeszcze nigdy wcześniej cię takiej nie widziałam! - uśmiechnęła się tak szeroko, że aż mnie zabolały policzki.
- On nawet mówi na ciebie Victoria! Czemu ja nie mogę tak cię nazywać?
- Bo jest zbyt uparty, żeby przyswoić Re. - wymamrotałam lekko poddenerwowana.
- Moja kruszyna dorasta. - skubnęła mój policzek i wyglądała jakby zaraz miała się popłakać. Zmarszczyłam brwi.
- To nie jest śmieszne, Amber. - wymamrotałam. Rysy jej twarzy nieco złagodniały. O nie. Nie byłam gotowa na kolejną pocieszającą gadkę na temat rzeczy, które zdarzyły się lata do tyłu. Mimo, ze to było dawno temu, nadal mnie to przeraża. Będę musiała żyć z tym, do końca moich dni.
- Nie bój się... Jestem pewna, że Zayn zrozumie, jeśli oczywiście zajdziesz z nim do tego etapu. - klepnęłam ją w ramię. Zazwyczaj w taki sposób  starała się rozładować napiętą sytuację. Przeważnie działało, ale nie dziś. Zauważyła niepewność na mojej twarzy i momentalnie ucichła. Czułam spokój bijący od niej, kiedy tak mi się przyglądała.
- To się już więcej nie powtórzy. Obiecuję. Teraz jesteś silniejsza. - posłała mi pocieszający uśmiech, na co w odpowiedzi skinęłam głową. Mam nadzieję, że się nie myli.

***

Gdybym nie musiała się uczyć, moje myśli kręciłyby się wokół całkiem czegoś innego. Fakt, że Zayn mnie pocałował uporczywie wracał do mojej głowy. Cała sytuacja sprawiła, że nawiedzały mnie coraz to nowsze scenariusze tego, co może wydarzyć się jutro. Ale najbardziej dręczyły mnie pytania. Pytania na które nie uzyskałam odpowiedzi. Gdzie wychodzimy? Gdzie pójdziemy? Ile czasu spędzimy razem? Znowu mnie pocałuje?
Pocałunek.
Dłoń bezwiednie powędrowała do moich ust. Palcami zaczęłam lekko pocierać, ich miękką powierzchnie. Przypomniałam sobie, jak jego wysoka, silna sylwetka przyparła mnie do drzwi i uśmiechnęłam się. 
Potrząsnęłam głową. Przestań myśleć o tym, w taki sposób, Re!
Jedyną rzeczą, która mnie przerażała, były jego oczy. Przytłaczające tęczówki rozganiające jego ciepłą aurę. W jego spojrzeniu było coś, czego już nigdy nie chciałabym widzieć. Chłód. Brak emocji. Nie mam pojęcia co to takiego. Czułam ciarki na samą myśl o tym. 
Z zamyślenia wyrwał mnie znajomy głos, dobiegający z pierwszego piętra. 
- Re! Ruby i Jess przyszły! - usłyszałam krzyk Amber. Upuściłam na łóżko kartki papieru i długopis i zwlekłam się z materaca. Szybkim krokiem podążyłam w dół schodów. Wolałam nie ryzykować biegu, bo moje dwie lewe nogi gwarantowały długi czas rekonwalescencji na wózku inwalidzkim. 
Dotarłam do ostatniego stopnia i oplotłam rękami Jess.
- Re! - zapiszczała. Uśmiechnęłam się i odsunęłam lekko, kiedy zaczęła przyglądać mi się z uśmieszkiem wymalowanym na ustach. 
Od kiedy przeniosły się do Londynu, nie widziałam ich już jakiś miesiąc. Kolejny powód do cieszenia się przeprowadzką.  
Zmierzyłam wzrokiem moją przyjaciółkę. Urosły jej włosy i teraz, piękne, blond loki doskonale wpasowywały się w kanony kobiet pracujących u Zayna. Pasowałaby tam jak ulał.
- O co chodzi z tym chłopakiem? - zapytała. Jej niebieskie oczy uważnie obserwowały moją reakcję. Przygryzłam wargę i spojrzałam na Amber z udawanym wyrzutem. No jasne, że już zdążyła powiedzieć im o Zaynie.
- O nic. - odpowiedziałam bardziej spiętym głosem, niż to miałam w zamiarze. Zdenerwowanie ukryłam pod maską uśmiechu, ale zdałam sobie sprawę z tego, że się rumienię. Cholera. 
Jess popatrzyła na mnie podejrzliwie, kiedy swoją uwagę przeniosłam na Ruby. Uwielbiałam, kiedy nas odwiedzały. Tak bardzo się od siebie różniły, pod tymi samymi względami. Jess, była tą głośniejszą. Przypominała mi Amber. Obie były bardzo gadatliwe, ale nienaturalnie milkły w towarzystwie osób, których nie darzyły sympatią. Ruby, była tą cichszą. Ale wszystkie doskonale wiedziałyśmy, że w towarzystwie, które dobrze zna już nie jest taka spokojniutka. 
- Przygotowałyście się już do egzaminów? - zapytała Jess, kiedy obie z Amber opadły na kanapę. Po chwili dołączyłyśmy do nich z Ruby.
- Nie. Ja nawet się jeszcze nie zaczęłam uczyć. - wzruszyła ramionami moja współlokatorka. - Tak samo Re. Jest zbyt zajęta Zaynem. - dodała zaczepnie. Schowałam twarz w dłoniach, kiedy znowu poczułam znajome pieczenie na policzkach.
- Zejdź z tematu. - powiedziałam cicho. Komitywa Amber i Jess wprawiała mnie w niemałe zakłopotanie. Wiedziałam, że zaraz zaczną sypać się niewygodne pytania. Amber doskonale wiedziała jak niekomfortowo czuję w tym temacie, mimo to, postanowiła kontynuować. 
- Och, wspominałam już, że to on jest twórcą bardzo drogich Malik Cells? - przerzuciła woje blond włosy za jedno ramię i uśmiechnęła się pod nosem wracając do tematu Zayna. - Koleś jest bogaty jak jasna cholera! Byłyśmy dzisiaj rano u niego w biurze. Tak się cieszę, że poszła ze mną Re. Sama bym tam chyba umarła. - Amber zamilkła na chwilę i odwróciła się w moją stronę, jakbym nagle przerwała jej wypowiedź - Serio! Nie miałam zielonego pojęcia, jak formalna możesz być, Re. - wyglądała na wyraźnie zaciekawioną i jak mi się wydawało podekscytowaną.

***
- następnego ranka-

Ledwo i z wahaniem otworzyłam oczy. Promienie słońca, przedzierające się przez żaluzję, wybudziły mnie z błogiego snu. Jedyne co pozwalało mojemu rozbieganemu umysłowi, na chwilę relaksu. Obróciłam się na drugi bok i starałam jeszcze na chwilę zamknąć oczy, ale było za późno. Rozum wziął górę nad zaspanym ciałem. Mruknęłam niezadowolona i zwlekłam się z łóżka. Zaryzykowałam spojrzenie na zegarek w komórce. 
9:45. Świetnie. Jak zwykle, jestem spóźniona do pracy. Nogi zwisały mi jeszcze z łóżka, kiedy ziewnęłam głośno. Ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki, pięciominutowy prysznic i wciągnęłam na siebie firmowy, czarny top i jasne, obcisłe jeansy. Zwykło, jak zwykle. Wyjrzałam przez okno i oceniłam pogodę na lekkie zachmurzenie. Jest możliwość, że się rozpada? Kto wie. Otworzyłam szafę, żeby wyjąć swój płaszcz przeciwdeszczowy i wtedy uderzyło mnie to, że przecież nie idę dzisiaj do pracy. Podbiegłam do łóżka i chwyciłam telefon, żeby sprawdzić, która godzina. 10:01. Cholera. 
Jak na zawołanie, usłyszałam pukanie do drzwi. Kurwa! To Zayn.
Pośpiesznie zdjęłam z siebie firmową koszulkę i wrzuciłam do kosza na pranie. Wzrokiem przeczesałam moją garderobę w poszukiwaniu jakiejś w miarę dobrze wyglądającej bluzki. Wszystko było takie.... wypłowiałe i blade. Mogłam poprosić wczoraj Amber, żeby mi coś pożyczyła. Ona miała mnóstwo kolorowych rzeczy. Teraz już nie miałam na to czasu. 
- Kurwa! - zaklęłam pod nosem. W myślach skanowałam zawartość mojej szafy. Co mogłoby pasować do moich jasnych jeansów? Nigdy nie byłam dobra w dobieraniu ubrań. Otworzyłam szafkę i zaczęłam przeglądać koszulki. Biała? Nie. Niebieska z napisem, którego nawet nie umiem odczytać? Nie. Agrh... To istna mordęga. 
- Chyba się gdzieś spieszysz. 
Podskoczyłam. Serce waliło mi jak oszalałe z uwagi na to, że jak zwykle byłam spóźniona. Dodatkowo przyspieszyło, kiedy usłyszałam za sobą ten głos. A kiedy zdałam sobie sprawę, że to Zayn, to już całkowicie, chyba przeszłam jakiś atak serca. Odwróciłam się do niego.  Oddech uwiązł mi w gardle. Miał lekki zarost, który sprawiał, że wyglądał na jeszcze bardziej niecierpliwego człowieka no i ta jego przytłaczająca aura. Jego fryzura... zwyczajnie-poburzone-i-nastroszone-w-jakiś-dziwny-sposób-seksowne włosy. Przez ułamek sekundy wyglądał na rozbawionego, ale wrócił do swojego normalnego wyrazu twarzy, gdy tylko spotkaliśmy się wzrokiem. Znowu ta chłodna postawa, której tak często doświadczałam w ciągu dwóch ostatnich dni. Była tak wyrazista, że prawie mogłam jej dotknąć. Wydawało mi się, że jest spięty, ale po chwili doszłam do wniosku, że zazwyczaj tak wygląda, więc to pewnie jego naturalna postawa. Miał na sobie czarną, skórzaną kurtkę, spod której wystawała biała koszula i po raz pierwszy, od kiedy go poznałam, czarne jeansy. Wyglądał prawie zwyczajnie. Ale w tej jego zwyczajności kryła się jakaś piękna niewiadoma. Tak, to idealny sposób, żeby go opisać. 
Po chwili, która dla mnie trwała jak długie godziny, znalazłam w sobie odwagę, żeby się odezwać. 
- Ach, cześć... - i właśnie wtedy zdałam  sobie sprawę z tego, że znowu stoję w samym staniku. Kurwa!
Złapałam koszulkę leżącą na szafce i zakryłam nią swój tors. Zayn uśmiechnął się w odpowiedzi. Umrę jeśli jeszcze raz zobaczę ten uśmiech.
- Panno Greene, naprawdę podobają mi się pokazy, które ma pani do zaoferowania. - rzucił jak gdyby nigdy nic. Popatrzył na mnie wymowniej i nie wiedziałam o co mu chodzi, do momentu, aż zdałam sobie sprawę z tego, że przygryzam wargę. Zapamiętać! Muszę przestać przygryzać wargę!
- Jestem pewna, że tym razem, moje drzwi były zamknięte. - odwróciłam się do niego plecami i przeciągnęłam materiał przez głowę. Kiedy wróciłam do swojej poprzedniej pozycji, jego twarz ponownie nie kryła żadnego wyrazu.
- W rzeczy samej, panno Greene. - powiedział głosem przepełnionym napięciem. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Serce zaczęło bić mi szybciej, kiedy zaczął iść w moją stronę. Proszę, tylko bez całowania. Moje serce już większego szoku nie wytrzyma. Przygryzłam wargę, a on momentalnie pociągnął lekko za moją brodę. Z trudem przełknęłam ślinę. Jest tak blisko.
- Uwielbiasz się ze mną drażnić. To wpędzi mnie do grobu. - wymamrotał niewyraźnie i spojrzał mi prosto w oczy. Czułam na twarzy jego gorący oddech, kiedy nieco pochylił swoją głowę. Mój głos... Zaraz, jaki głos? Nie było mowy o żadnym głosie, kiedy Zayn znajdował się w pobliżu. Nie umiałam wtedy wydusić z siebie żadnego słowa. Wydaje mi się, że ta papierowa torba, byłaby faktycznie dobrym rozwiązaniem.