Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 25.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 25.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 25.

Ciemno-brązowe ściany, które mnie otaczały, zdawały się mnie przytłaczać i niemal wchłaniać do środka. Nie dawałam już rady siedzieć w tym pokoju hotelowym, zadręczając się sytuacjami, które przydarzyły mi się odkąd poznałam Zayna. Był teraz z nim. Z facetem, który zniszczył moje życie. Ale nie tylko nad tym myślałam, martwiłam się faktem, że ciągle nie poradziłam sobie z tą sprawą i nadal mnie to niepokoiło. Minęło już jakieś półtorej godziny, a on nadal był na tym spotkaniu, razem z nim. W tym samym pokoju, oddychając tym samym powietrzem. To normalne? Muszę się stąd wydostać. Wyjść gdzieś. Natychmiast!
Przebrałam się w coś bardziej amerykańskiego i odpowiedniego do panującej tu pogody. W Kalifornii nastały aktualnie straszne upały. Wyglądałabym jak jakaś podejrzana terrorystka, jeśli jako jedyna wyszłabym w długich jeansach. Zdjęłam swoją koszulkę i zaczęłam przekopywać się przez ubrania w walizce, których jeszcze nie zdążyłam wypakować. Po krótkiej chwili wyłowiłam krótkie spodenki z wysokim stanem. Minął już kawałek czasu, odkąd miałam je na sobie po raz ostatni. Sama byłam zaskoczona, że nadal są na mnie dobre. Zanim się zorientowałam, byłam już za drzwiami. Upewniłam się, że zabrałam ze sobą swój klucz, który Zayn schował w swojej szafce nocnej. Jest beznadziejny w ukrywaniu rzeczy, no chyba, że myślał, że go posłucham i na serio się stąd nie ruszę.
Ale zaraz zaczęłam się zastanawiać co zrobi, jeśli wróci i mnie tu nie zastanie. Nie, na bank uda mi się wrócić zanim to spotkanie dobiegnie końca. Ja chcę tylko zaczerpnąć świeżego powietrza i wyrwać się z tego przytłaczającego budynku. Zatrzymałam się w półkroku, kiedy dostrzegłam kogoś stojącego przy windzie. Blaise? Co on tu, do cholery, robi?! Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w jego stronę, z duszą na ramieniu, jakbym popełniała jakiś ciężki grzech. Gdy pojawiłam się w zasięgu jego wzroku i wyciągnęłam dłoń, żeby nacisnąć przycisk przywołujący windę, momentalnie mnie powstrzymał.
- Proszę pani, pan Malik wydał mi jasne polecenie, żeby zatrzymać panią w budynku. - wypalił z kamiennym wyrazem twarzy.
Z trudem napełniłam płuca powietrzem i ze wszystkich sił próbowałam się uspokoić. Zwilżyłam usta i przechyliłam głowę na bok, cały czas się mu przypatrując.
- Naprawdę? - uniosłam brew, a on głośno przełknął ślinę. Och, czyżbym go onieśmielała?
- Tak, proszę pani.
- Widzisz tu gdzieś teraz pana Malika? - zapytałam grzecznym tonem.
- Nie, proszę pani.
- Więc myślę, że najlepiej będzie, jeśli pozwolisz mi wyjść. - uśmiechnęłam się łagodnie.
Zakołysał się na stopach, dłonie splecione miał za plecami i sam w sobie również wyglądał trochę onieśmielająco, gdy wyprostował się, podnosząc głowę do góry i wlepiając wzrok przed siebie.
Pewnie zrobił to specjalnie, żeby mnie wystraszyć. Podziałało, muszę przyznać, ale i tak to nic w porównaniu z onieśmielającym Zaynem. Właściwie to przecież mogę się postawić Blaise'owi.
- Nie mogę tego zrobić, proszę pani. - odparł niewzruszonym tonem.
- Proszę cię, mów mi Re. - bąknęłam poirytowana.
- Tak jest, proszę pa...um..Re. - poprawił się w pół zdania.
- Blaise, jeśli poproszę cię, żebyś mi towarzyszył, zrobisz to? Jestem pewna, że będę z tobą bezpieczniejsza, poza tym oboje będziemy mieli kontakt z Zaynem. On kazał mi zostać w tym budynku, nic nie wspominał o penthousie. Chciałabym rozejrzeć się po hotelu. - proszę cię zgódź się, błagam, powiedz tak - Pójdziesz ze mną, proszę?
Na serio zaczął się nad tym zastanawiać, a ja już w duchu przygotowywałam się na jego odmowę.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Re. - zaraz, co? Chyba muszę go poprosić, żeby powtórzył. Czy on się właśnie zgodził?! Odwrócił się na pięcie i jednym naciśnięciem odpowiedniego guzika, przywołał windę. Naprawdę mnie pozwoli mi wyjść?!
Drzwi windy zasunęły się, a ja utknęłam w tym metalowym pudełku z Blaise'm. Świetnie, nie całkiem w ten sposób wyobrażałam sobie realizację mojego planu, ale przynajmniej wydostałam się z tego głupiego pokoju. Wyciągnęłam broszurę, którą zabrałam ze stołu w jadalni, pierwszego dnia, którego przyjechaliśmy. Przypomniałam sobie, że miałam ją przeczytać, gdy zdecydowałam się opuścić apartament. Dobrze, że to zrobiłam bo inaczej nie miałabym pojęcia gdzie iść. W hotelu były trzy sale kinowe, dwa pokoje do zabaw dla dzieci i trzy baseny z dwoma jacuzzi na parterze. Dość dużo rekreacyjnych rzeczy do robienia, ale jedyne o czym marzyłam, to tylko żeby wydostać się z tego przytłaczającego miejsca.
- Lubisz windy? - zapytałam Blaise'a, który stał obok mnie i nie odzywał się ani słowem.
Momentalnie zmarszczył brwi i popatrzył na mnie z góry kompletnie skonsternowany, ale ta ekspresja zniknęła z jego twarzy w ułamku sekundy i zaczęłam zastanawiać się czy czasami mi się to nie przewidziało.
- Tak, proszę pani.
Znowu powiedział do mnie per pani. Zmarszczyłam czoło i szybkim gestem ręki, nacisnęłam wszystkie ponumerowane guziki znajdujące się w windzie, uważając tylko by nie wybrać drugiego piętra. Popatrzyłam na niego z dołu i posłałam mu szeroki uśmiech. W jego oczach błysnęło rozbawienie. Och, czyli jednak może się wyluzować? Zanim dotarliśmy na parter, w międzyczasie dosiadło się do nas tylko dwoje ludzi. Zrobiłam krok do przodu i wyszłam do znajomego, przestronnego lobby. Było tam dość ciemno i mahoniowo, jeśli to w ogóle ma jakiś sens. Podłoga ułożona była z kremowego marmuru, a ściany skąpane były w odcieniach bordo z mahoniowymi wstawkami. W jakiś dziwny sposób, to wszystko wydawało się razem nieźle współgrać.
- Dokąd, proszę pani? - zapytał Blaise, kiedy oddaliliśmy się nieco od windy.
Proszę pani?! Tylko spróbuj powiedzieć tak do mnie jeszcze raz!
Odwróciłam od niego wzrok i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Kiedy namierzyłam wzrokiem wielkie drzwi wejściowe, z trudem powstrzymałam się, żeby przez nie nie wybiec. Zamiast tego obrałam na cel w basen. Nie uszłam nawet kroku, kiedy usłyszałam znajomy, piskliwy głos. To nie może być prawda...
- Tori! Jasna cholera, to naprawdę ty! - Elena?! Szerzej rozpostarłam powieki, kiedy zaczęła biec w moją stronę. Jej, kiedyś, złote włosy, już nie były złote. Teraz były głęboko czekoladowego koloru, który zdawał się dobrze współgrać z jej karnacją. Nadal miała długie, tyczkowate nogi, ale wyglądała całkiem inaczej. Rozłożyła ramiona i przyciągnęła mnie do siebie w ciasnym uścisku, a ja tylko stałam tam jak wbita w ziemię.
- Elena? - szepnęłam.
- To ja! Tak! Elena! - uśmiechnęła się szeroko, a ja z uwagi na to, że właśnie tak ją zapamiętałam, jako wesołą i ciepłą osobę, odpowiedziałam jej tym samym.
- Co ty tu robisz? - zapytałam, próbując przełknąć swoje zdziwienie.
- Czekam na Devona. Ma spotkanie z jakąś ważną szychą. Nie zapowiadało się zbyt miło. Zwłaszcza, że bufon przyleciał tu specjalnie z Londynu. - skrzywiła się. Och, była całkiem nieświadoma tego, że znam Zayna i nawet całkiem mi się to podobało. Ale zaraz, ona nadal jest z Devonem? Niedobrze mi. Nie. Nie. Nie!
- Och, tak. - przełknęłam ślinę i podniosłam wzrok na Blaise'a. Rzetelnie skanował całe pomieszczenie, rozglądając się na boki, tak jak to robi każdy rasowy ochroniarz.
- Więc... Co ty tu robisz? Czemu nie powiedziałaś, że będziesz w Kalifornii?! - posłała mi przyjaznego kuksańca w bok i ponownie oplotła mnie ramionami - Tęskniłam za tobą!
- Ja za tobą też! - zrobiłam zbolałą minę, a ona powtórzyła mój grymas.
- Zdecydowanie powinnyśmy się umówić. Jestem pewna, że Devon się ucieszy, kiedy cię spotka!
Moje oczy bezwiednie podwoiły swoje rozmiary, a ona popatrzyła na mnie skonsternowana. Kurwa! Kurwa!
- Aach, jestem trochę zabiegana. Jutro jadę do Detroit, zobaczyć się z mamą, więc raczej nie będę miała czasu. - z trudem przełknęłam ślinę. Nie! Na pewno nie mam zamiaru spotykać się z tym bydlakiem.
- Nie, serio, po tym jego całym spotkaniu możemy gdzieś wyskoczyć, wypić razem kilka drinków.
Drinki? Razem? Z Devonem? Nie!
- Naprawdę nie dam rady. - nerwowo przygryzłam dolną wargę.
- Och, no nareszcie! Jest!
Z trudem nabrałam powietrza. O kurwa, o kurwa, o kurwa.
- Żarcik. To nie on. Ale przysięgam, że koleś wyglądał dokładnie jak on. Sorry, fałszywy alarm.
W myślach wyobrażałam sobie jak przywalam jej z liścia. Gdyby tylko znała te jebaną prawdę!
- Nadal ze sobą jesteście? - zapytałam niepewnie.
- Zakochani mocniej niż kiedykolwiek! - wyrzuciła z dumą.
Powstrzymałam się od prychnięcia. On jest pieprzonym dupkiem, a ona zasługuje na kogoś znacznie lepszego. Telefon zaczął wibrować w mojej kieszeni. Włożyłam do niej rękę i wyjęłam komórkę. Cholera! To Zayn! Spotkanie musiało się skończyć. Z lękiem wsunęłam swój Malik Cell z powrotem do kieszeni jeansów i ignorując buczenie, udawałam, że nic się nie dzieje. Po chwili telefon przestał wibrować i wreszcie mogłam odetchnąć pełną piersią.
- No to wracając do tematu, co cię tu sprowadza? Jak tam Anglia? - Elena przerzuciła swoje włosy przez jedno ramie. Och, wszystko bym oddała, żeby mieć tak piękne włosy jak ona.
- Anglia w porządku. Klimat nieco chłodniejszy niż tu, ale już zdążyłam się przyzwyczaić.  - zadygotałam w duchu, przypominając sobie swoje pierwsze dwa miesiące w Anglii. To było niezłe sprowadzenie na ziemie. Musiałam wydać wszystkie swoje oszczędności na ciepłe kurtki i jeansy. I tak oto właśnie zaczęła się moja mania kolekcjonowania spodni.
- To dobrze, zatrzymałaś się tutaj? - telefon znowu zaczął mi wibrować. Jezu.
- Tak. - posłałam jej uśmiech.
- Panie Malik. - zamarłam w miejscu i odwróciłam głowę w stronę Blaise, ale rozmawiał przez telefon - Tak, proszę pana. - zamknął oczy i niemal w bólach niepewności wręczył mi swoją komórkę.
- Zayn? - zapytałam szeptem, a ochroniarz skinął potakująco głową. Uraczyłam go lekkim uśmiechem, ale nie wydawał się rozbawiony sytuacją. Też jest na mnie wkurzony? Kurwa!
Przygryzłam wargę i odebrałam od niego urządzenie. Serce waliło mi jak oszalałe. W duchu odliczyłam do trzech i przycisnęłam telefon do ucha.
- H..halo? - powiedziałam piskliwie.
- Victoria. - cholera! cholera! - Gdzie. Ty. Kurwa. Jesteś. - jego głos był niski. Zbyt niski i miałam wrażenie, że z trudem hamuje swój temperament.
- Jestem w holu. - bąknęłam. Podniosłam wzrok na Elenę, która przyglądała mi się skonsternowana, osłupiała, zaskoczona?
Usłyszałam westchnięcie po drugiej stronie linii, a może to było zduszone warknięcie?
- Z kim jesteś? - zapytał głosem pozbawionym emocji.
- Z Blaise'm i um...
- Z kim, Victoria?! - Jezu, weź się ogarnij.
- Z Eleną. Z Blaise'm i Eleną. - odpowiedziałam półgłosem, a on ze świstem zaciągnął się powietrzem.
- Z Eleną?! Dziewczyną Devona?! - mówił coraz głośniej. Marzyłam o tym, żeby zapaść się pod ziemię.
- Tak. - pisnęłam cicho.
- Jezu, Victoria! Zdajesz sobie sprawę z tego, jak mało dzieli cię, kurwa, od tego, żeby cię zobaczył?! Spotkanie się już, kurwa, skończyło! Właśnie jest w drodze na dół! Idę po ciebie!
Z trudem przełknęłam ślinę, gdy po drugiej stronie linii usłyszałam nagle sygnał oznaczający przerwane połączenie. Jest wściekły, na prawdę wściekły i serio nie chciałam mieć z nim teraz do czynienia. Jeśli ciągle był na drugim piętrze, to jest już pewnie w windzie. Zaraz tu będzie. Ale jeśli był w penthousie to trochę mu to zajmie. No a z drugiej strony Devon. Nawet nie chcę myśleć o tym, że mogę się z nim zobaczyć. Jestem taka głupia! Mogłam po prostu zostać w tym pieprzonym pokoju. Czemu zawsze muszę być taka uparta! Dlaczego?!
Wzięłam głęboki oddech i oddałam telefon Blaise'owi, powstrzymując się od skarcenia go wzrokiem, za odebranie tego zasranego telefonu. Elena wyglądała na skonsternowaną, przyglądając mi się z przechyloną na bok głową.
- Wszystko okej? - zapytała.
- Tak. - Jak cholera nie jest okej!
Kiwnęła głową i uśmiechnęła się.
- To twój ochroniarz? - wskazała na Blaise'a i zmarszczyła brwi.
- Nie całkiem. - odpowiedziałam z nerwowym uśmiechem i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu, skupiając się na windach. Każdy dźwięk oznajmiający przybycie windy, wydawał się echem odbijać w mojej głowie. Nie mogłam jasno myśleć, przerażona faktem, że jestem od krok od spotkania Devona i Zayna. Jezu, powinnam iść, albo po prostu schować się za Blaise'm w jakimś ciemnym rogu, żeby nikt mnie nie widział.
Mój oddech był niespokojny i Elena też to zauważyła. Byłam bliska załamania nerwowego. Czułam się jakbym zaraz miała dostać ataku paniki.
- Jesteś pewna, ze wszystko w porządku? Blado wyglądasz. - przyłożyła dłoń płasko do mojego czoła, uważnie skanując moją twarz. - Jesteś rozpalona. Chcesz trochę wody?
Pokiwałam przecząco, cały czas rozglądając się na boki.
Usłyszałam wesołe piśnięcie Eleny i moje oczy samoistnie wylądowały znowu na mojej znajomej. Zrobiłam krok do tyłu, potem kolejny i kolejny, aż poczułam jak moje serce wyrywa się z piersi. Kurwa mać! On tu jest! Stoi dokładnie przede mną, ściskając Elenę, kompletnie nieświadomy mojej obecności. To wszystko wyglądało tak niewinnie, ale ja znałam jego prawdziwe oblicze. Ona nie miała o nim pojęcia. Wyglądali na szczęśliwych, ale on był pierdolonym wcieleniem zła.
Wyglądał tak samo. Był prawdopodobnie tego samego wzrostu co Zayn. Muskularny, ale mimo to chudy. Ciemne włosy i te palące, zielone oczy. Zapach, którego przez tak długi czas starałam się pozbyć z mojej głowy, z powrotem wbił się w moje nozdrza. Zapach, przypominający o zdarzeniu, które chciałam za wszelką cenę zapomnieć.
Och, Boże. To jakieś szaleństwo. Słabo mi. Dlaczego? Potarłam swoje czoło, chwiejąc się na nogach. Ktoś chwycił mnie za łokieć. Nie musiałam podnosić wzroku, żeby wiedzieć kto to. Jego zapach momentalnie mną zawładnął i w jakiś magiczny sposób, nieco się uspokoiłam. Doskonale wiedziałam, że nie jestem w stanie na niego spojrzeć, bez zawstydzenia na mojej twarzy. Jego dotyk sprawił, że przeszły mnie ciarki.
Chciałam skupić się na czymkolwiek, byle nie na Zaynie. Był na mnie wkurwiony. Na mnie, albo na Devona. Nie wiem. Jedyne czego byłam pewna to to, że mój największy koszmar stoi przede mną.
- Panie Malik. - Jezu! On mówi! Devon się odezwał! Do Zayna?! Zadrżałam i spuściłam wzrok na nerwowo splecione palce. Nie dam rady. Chyba zaraz zemdleję.
- Panie Anderson. - akcent Zayna zawibrował w moich uszach, kiedy chłodno odpowiedział Devonowi, po czym całkowicie skupił się na mnie.
Chwycił mnie mocno za dłoń i stanął przede mną, opiekuńczo zasłaniając mnie swoim ciałem. Poczułam momentalny wzrost jego typowego nastawienia. Przytłaczająco onieśmielająca aura, była wyraźna i ciężka. Przygryzłam wargę i odwróciłam wzrok od jego szerokich pleców. Zauważyłam Marka. Był poirytowany i sfrustrowany, ale próbował to ukryć. Posłał mi krótkie spojrzenie, po czym zaczął wpatrywać się w punkt przed siebie, zaciskając usta w cienką linię.  Och, on też jest wkurwiony! Zjebałam sprawę, co nie?
- Jakieś wątpliwości odnośnie naszego spotkania, panie Anderson? - zapytał Zayn napiętym i surowym tonem.
- Nie, proszę pana. - na dźwięk głosu Devona znowu poczułam ciarki na całym ciele. Wszędzie rozpoznałabym ten lekko włoski akcent, rolujący się z jego języka. Tego jebanego języka, który wpychał mi gardła! Zacisnęłam dłonie w pięści i nie zdawałam sobie sprawy, że ściskam Zayna, do momentu, aż spojrzał na mnie skonsternowany, ponad swoim ramieniem, po czym wrócił wzrokiem na Devona. Było mi szkoda Eleny. Stała pewnie po samym środku tego kotła, panikując, że jakiś przystojniak w garniturze groźnie mierzy jej chłopaka.
- To dobrze. Sugerowałbym odebrać dzisiaj uniform śmieciarza i swoją pracę zacząć jutro o czwartej.
Śmieciarza?
- Tak jest, proszę pana.
- Czwartej rano, panie Anderson. Panna Thompson zostanie awansowana na menadżera. Jeżeli coś podobnego wydarzy się jeszcze kiedykolwiek, wie pan, jakie czekają na pana konsekwencje. - ostrzegł Zayn śmiertelnie poważnym tonem. Zadrżałam.
- Rozumiem, proszę pana. - odpowiedział Devon, a ja dostrzegłam nutę arogancji w jego głosie.
Przygryzłam wargę i spuściłam wzrok. Mój strach nagle został zastąpiony złością. Byłam wściekła.
- Proszę mi wybaczyć, nazywam się Zayn Malik. - odezwał się już nieco łagodniej Zayn, wyciągając dłoń do Eleny.
Zapanowało krótkie milczenie, kiedy jak się domyśliłam Devon szeptał swojej dziewczynie na ucho, kim jest mężczyzna, który właśnie jej się przedstawił.
- Jestem Elena, miło cię poznać, Zayn. - nie musiałam na nią patrzeć, żeby wiedzieć, że jest pod wrażeniem człowieka, który stoi przed nią. Zalotny tembr jej głosu zdradzał wszystko.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Eleno. - Zayn zacieśnił uścisk wokół mojej dłoni, kiedy próbowałam wydostać swoją rękę.
- Tori... Przepraszam, Zayn, ale czy moja przyjaciółka się za tobą chowa? - zapytała dziewczyna z wyraźnym rozbawieniem. Moje oczy szerzej się otworzyły.
Zayn poruszył się lekko i spojrzał na Blaise'a. Przez kilka sekund wymieniali między sobą jakieś porozumiewawcze, nieme sygnały, po czym ochroniarz odszedł na bok. Zajęło mi chwilę, zanim zorientowałam się, że stoję już całkiem na widoku Eleny i Devona. Ich oczy wędrowały ze mnie na Zayna. Nie miałam zamiaru ponieść wzroku na Devona.
- Tori! Z pewnością powinniśmy się dzisiaj gdzieś umówić! Jak za starych, dobrych czasów! - uśmiechnęła się. Starych czasów? Nie!
- Skarbie, pamiętasz Tori, no nie? W liceum była moją najlepszą przyjaciółką! - no jasne, że mnie, kurwa, pamięta.
Kiedy wreszcie odważyłam się podnieść wzrok, Devon przypatrywał mi się uważnie przez lekko przymrużone powieki, jakby o czymś rozmyślał. Może zastanawiał się kim jestem. Nie wiem, ale wyglądał na zdezorientowanego. Po kilku sekund otworzył usta, a ja instynktownie zacieśniłam swoją dłoń wokół dłoni Zayna. Devon miał kamienny wyraz twarzy, to przerażające, że mój widok nie wywołał w nim żadnych emocji.
Jego sylwetka przyprawiłaby każdego rzeźbiarza o wybuch radości, gdyby przyszło mu wyrzeźbić jego postać. Wyraźnie zarysowane usta, surowy nos i te intensywnie zielone oczy sprawiały, że wyglądał bardzo atrakcyjnie. Te oczy, jedynie one, lekko zmrużone, przedzierały się przez niewzruszoną postawę.
- Przepraszam Eleno, ale spieszymy się z Victorią, już jesteśmy spóźnieni. - Zayn przejął kontrolę i chwała mu za to!
- Och, okej. Świetnie było cię znowu zobaczyć, Tori! - zrobiła krok w moją stronę i objęła mnie ramionami. Chwilę zajęło mi, zanim odpowiedziałam na jej uścisk. Pachniała nim. Odsunęła się w końcu i stanęła przy boku Devona.
- Dziękuję za poświęcony czas, panie Malik. - rzucił Devon, cały czas nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panie Anderson. Eleno. - Zayn skinął głową do nich obojga. Wysoki chłopak zrobił krok do przodu, na co instynktownie się cofnęłam.Wpatrywał się we mnie a jego wzrok w ułamku sekundy się zmienił, jakby jego oczy odsłoniła jakaś niewidzialna tarcza, ukazując palącą siłę, która pozbawiła moje płuca cennego powietrza. Intensywność jego spojrzenia, była niemal namacalnym odzwierciedleniem pulsującej w jego żyłach energii.
- Tori? Minęło trochę czasu... - wyciągnął do mnie rękę, eksponując onyksową spinkę do mankietów i drogo wyglądający zegarek.
- Tak. - syknęłam, ignorując konsternację wymalowaną na twarzy Eleny i odmówiłam uściśnięcia jego dłoni. Niewzruszony, cofnął swoją rękę i włożył ją do kieszeni spodni. Gapił się na mnie jakby odgrywał w swojej głowie wszystko, co zdarzyło się kiedyś. Niepewnie podniosłam na niego wzrok i w ułamku sekundy poczułam jak Zayn lekko pociągnął mnie za rękę. Od razu przeniosłam na niego swoją uwagę i doświadczyłam tego jak lodowatym spojrzeniem mierzy Devona.
- Do następnego razu, panie Anderson. - odezwał się w końcu, a jego głos brzmiał bardziej sztywno, niż kiedykolwiek.
Devon skinął głową i wyprostował się w miejscu, jedną ręką oplatając talię Eleny. Pomachała do mnie na odchodne z wyraźną konsternacją, która nie mogła opuścić jej twarzy.
Podeszliśmy do wind w kompletnej ciszy. Tuż za nami, jak dwa cienie, podążali Mark i Blaise. Aż do tej chwili nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymuję oddech. Zayn, kciukiem delikatnie masował knykcie moich palców, aż w końcu metalowe drzwi rozsunęły się z charakterystycznym dźwiękiem. Głęboko zaciągnęłam się powietrzem, gdy weszliśmy do środka. Jeszcze się nie odezwał, więc może mi odpuścił i nie mam się o co martwić. Ale to spotkanie z Devonem, nadal na mnie oddziaływało, wywołując ogromne zdenerwowanie.
Zayn przypomniał mi o swojej obecności, mocniej ściskając moją dłoń. Jego siła wydawała się większa w tak małej przestrzeni, promieniując namacalną energią i seksualnym magnetyzmem, który spowodował, że zaczęłam niespokojnie kołysać się na stopach. Mój oddech stał się tak samo nierówny, jak bicie mojego serca.
Kiedy spojrzałam na Zayna, z kamienną twarzą wpatrywał się w metalowe drzwi windy. Poprzez obecność Blaise'a i Marka, iskry które zazwyczaj towarzyszyły naszemu dotykowi, były trochę mniej wyczuwalne, ale jakimś cudem, wciąż na mnie działały. Był zły. Poznałam po jego spiętej sylwetce i idealnie zarysowanej linii szczęki, gdy zaciskał swoje zęby w kompletnej irytacji.
- Przestań. - bąknął. Jedno słowo. Tylko to jedno słowo, wystarczyło, żebym poczuła ciarki rozchodzące się po całym moim ciele.
Znowu zrobiło mi się słabo, gdy opuściłam wzrok na swoje stopy. Przytłaczająca aura Zayna, jakoś nie bardzo pomagała mi uspokoić się po tym całym zajściu z Devonem. Wydawało mi się, że zaraz zemdleję. W mojej głowie było za mało miejsca, żeby pomieścić i uporać się z tym wszystkim co się dzisiaj stało. Oczy powoli zaczęły mi się zamykać. Złapałam się za głowę, gdy poczułam, że zaczynam odpływać. Światło.... Co się dzieje?
- Victoria?!
Zayn?
Ciemność... Sen.

***

Czułam delikatne usta przy mojej skroni, czole, policzku. Uniosłam rękę i ociężale odsunęłam od siebie natrętne wargi. Chciałam spać. Sekundę później, znowu je poczułam. Miękkie usta...
- Re.
Mruknęłam niezadowolona i chciałam obrócić się na drugi bok, ale nie mogłam. Zmarszczyłam czoło i lekko rozchyliłam powieki. Zayn patrzył na mnie z góry, obojętnym, jak zwykle, wzrokiem. Jak na upartą przystało, z powrotem zamknęłam oczy, próbując wrócić do cudownego snu. Starałam się jednak zmienić pozycję, ale jego uścisk wokół moich ramion, tylko się zacieśnił, przytrzymując mnie w miejscu.
- Musisz się obudzić, Re. - wymamrotał poirytowany - Nie wystawiaj teraz na próbę mojej cierpliwości.
Cholera, jeszcze jest zły? Przygryzłam wargę, ale nadal nie otworzyłam oczu. Nie chciałam widzieć tego, jak gapi się na mnie karcąco. Po kilku sekundach jednak się przemogłam i rozchyliłam powieki, siadając niepewnie. Puścił moje ramiona i wyprostował się nagle, jakby chciał się ode mnie odsunąć.
- Jadłaś? - odezwał się w końcu.
Potrząsnęłam przecząco głową.
Popatrzył na mnie, jak na małe dziecko, które nieźle narozrabiało i wstał. Chwilę zajęło mi, zanim zdałam sobie sprawę z tego gdzie jestem. Salon w penthousie. Jak ja się tu znalazłam?
- Zemdlałaś. - zmarszczył czoło, w małym stopniu odpowiadając na moje niezadane pytanie  - Musisz jeść, Victoria.
- Przepraszam. Nie byłam głodna. - szepnęłam.
Zmarszczył brwi, ale nie robił już żadnych uwag.
- Wszystko w porządku? 
Kiwnęłam głową.
- Jesteś pewna? - zapytał półgłosem.
Czemu tak bardzo interesuje się tym, jak się czuje? Zastanawiałam się nad tym jeszcze chwilę, gdy zdałam sobie sprawę, że pewnie chodzi mu o to spotkanie z Devonem. Nigdy nie przypuszczałam, że po takim czymś, będę się czuła dobrze. Gdyby mnie tam wtedy dotknął, jestem pewna, że krzyknęłabym tak głośno, że usłyszeliby mnie w sąsiednim stanie, ale ku mojemu własnemu zdziwieniu, czułam się w porządku. To znaczy, do momentu, w którym znowu mi o nim przypomni. 
- Tak, wszystko jest okej, tylko już o nim nie wspominaj. Proszę. - wymamrotałam. Zayn skinął głową i na moment zamknął oczy, a jego sylwetka wyraźnie się rozluźniła.
Westchnął pod nosem i palcami przeczesał włosy. 
- Nadal jestem na ciebie wkurwiony.
Głośno przełknęłam ślinę i zdjęłam swoje nogi z kanapy, opierając je o podłogę. Niepewnie wstałam i podniosłam na niego wzrok. Dlaczego jest taki zły? Tylko to, że nie zostałam w pokoju, nie jest wystarczającym powodem do tego, żeby się tak na mnie złościł. Za bardzo przyzwyczaił się do tego, że zawsze dostaje czego chce. To strasznie frustrujące.
- A ja jestem wkurwiona na ciebie. 
Zmarszczył czoło.
- A czymże ja zasłużyłem sobie na twój gniew? - zapytał, zaplatając swoje ręce na klatce piersiowej. Jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie z taką intensywnością, że jeszcze chwila i upadłabym z powrotem na podłogę.
- Zostawiłeś mnie samą w tym cholernym penthousie. Cóż miałam innego do roboty? Chciałam wyjść tylko na kilka minut! - odparłam podniesionym tonem, ale powstrzymałam się od krzyku.
Zmrużył oczy, nie spuszczając ze mnie wzroku, ale nie odezwał się ani słowem. Może udało mi się wygrać tę kłótnie? Zdjął marynarkę i przewiesił ją przez oparcie kanapy, po czym spojrzał na swój zegarek. Która właściwie jest godzina?
- Idź się przebrać. Wychodzimy na kolację.
- Al...
- Teraz. Victoria. - wycedził niskim głosem - Na twoim łóżku leży sukienka, którą przyniósł ci Mark. Jest w twoim rozmiarze. Chcę, żebyś ją założyła.
Na mojej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, na co lekko uniósł swoje brwi, spod których przewiercały mnie na wylot pociemniałe tęczówki.
O, cholera. Bez zbędnych komentarzy, czy uwag odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do mojego pokoju. Byle jak najdalej od niego. Serce waliło mi jak oszalałe, kiedy znalazłam się za zamkniętymi drzwiami swojej sypialni. Opierając się o chłodne drewno osunęłam się na podłogę, wypuszczając wstrzymywany oddech. Wszystkie wydarzenia z dzisiejszego dnia zaczęły wirować w mojej głowie. Ten dziwaczny kontrakt, Devon, omdlenie, Zayn. Po prostu nie mogłam sobie dać rady z tym wszystkim. Nawet nie wiem czemu zemdlałam. Przecież nie byłam głodna.
Która jest godzina? Jak długo byłam nieprzytomna? Pocierając dłonią czoło, wstałam i podeszłam do łóżka. Sukienka leżała przepięknie rozłożona na moim materacu. Chwyciłam ją za końce i uniosłam do góry. Pierwsze co o niej pomyślałam, to to, że jest krótka. No jasne, że krótka, czego innego mogłam się spodziewać. Kiedy jednak przyłożyłam ją do swojego ciała i ruszyłam do łazienki, by przejrzeć się w lustrze, okazało się, że sięga zaledwie kilka centymetrów nad kolano. Cóż, i tak nie lubiłam sukienek. Ta była biała i miała jedno ramiączko. To sukienka na jedno ramię? Nie znam się na modzie! Fuknęłam pod nosem i z powrotem skierowałam się do swojego pokoju. Prawie podskoczyłam, kiedy w drzwiach wejściowych zobaczyłam Zayna. Czegóż on znowu, kurwa, chce?!
Usiadł na krawędzi łóżka i gestem ręki wskazał, żebym do niego podeszła. Ze zbyt dużym wahaniem usiadłam w dość sporej odległości do niego, mając nadzieję, że moja pozycja sprawi, że będzie błagał mnie, żebym się do niego zbliżyła, a co za tym idzie, zapomni o tej całej swojej złości, którą aktualnie do mnie czuje. Kiedy w końcu się odezwał, muszę przyznać, że pytanie, które wydostało się z jego ust, było ostatnią rzeczą, której się spodziewałam.
- I co myślisz o zasadach? - przechylił głowę w bok, kiedy złapaliśmy kontakt wzrokowy.
Siedziałam skonsternowana przez kilka długich sekund, ale w końcu zmusiłam się, żeby odpowiedzieć. 
- Myślę, że są ... dziwne. - szepnęłam.
Odetchnął głośno, a jego usta ułożyły się w cienką, prostą linię.
- Co ty na to, żebym zaproponował ci dwumiesięczny okres próbny?
- Okres próbny? - zapytałam powtarzając jego ostatnie słowa.
Skinął głową.
- Chcę, żeby to się udało. Chcę ciebie. - jego oczy wypełniły się czystym pożądaniem.
Chce mnie? Zamknęłam oczy i westchnęłam cicho.
- Dwumiesięczny okres próbny? - powtórzyłam znowu.
- Tak, Victoria. - zmarszczył czoło, ale powstrzymał się od wyraźniejszego ukazania swojego poirytowania. Dlaczego pyta mnie o to tak wcześnie i jaki cudem wyparowała z niego ta cała złość, która była tak bardzo widoczna, jeszcze chwilę temu. Całkiem się w tym wszystkim pogubiłam.
Dwa miesiące to zdecydowanie za długo. Miesiąc zresztą też. Nie wydaje mi się, że mogłabym wytrzymać to wszystko, nie wspominając już o konieczności znoszenia samego Zayna. Jest stanowczo zbyt wymagający.
- A co powiesz na miesięczny okres próbny? - rzuciłam nieskładnie
Zamknął oczy i odetchnął głęboko. Kiedy je otworzył, mój wzrok momentalnie napotkał jego. Skrzywiłam się niepewnie. Powinnam dostać nagrodę za ciągłe doprowadzanie go do szału, bez nawet większego starania. 
- To zbyt krótki okres czasu, Victoria. Dwa miesiące? Proszę. Wiem, że tego chcesz. Już by cię tu nie było, gdybym nie miał racji. 
No i miał rację. To znaczy, tak jakby. Ale tego typu związek przyjaciół od regularnego bzykanka, nie jest w najmniejszym stopniu "normalny". Jest najzwyczajniej dziwny.
- Okej, mogę spróbować.
- Naprawdę? - zamrugał kilkakrotnie, przypatrując mi się ze zdziwieniem, złością, konsternacją? Nie wiem, był zbyt stateczny, żebym mogła ocenić.
Skinęłam głową, czując jak twarz zaczyna mi płonąć. Jego wzrok momentalnie się ożywił, a tęczówki wypełniły surowym pożądaniem. O, kurwa. Od razu chciałam krzyknąć, że zmieniam zdanie, ale było już za późno.
- Dobrze. - wstał nie zmieniając wyrazu twarzy - Załóż sukienkę. Zaraz wrócę. - jego głos krył w sobie coś dziwnego, chłód wysyłający ciarki do najskrytszych zakamarków mojego ciała. Wykorzystywał to przeciwko mnie. Wiedział, że nie sprzeciwię mu się, gdy używa wobec mnie tego tonu. Był zbyt onieśmielający, żebym mogła mu się postawić i on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Drań!
Kiedy zamknął za sobą drzwi, szybko rozsunęłam suwak z boku sukienki i zdjęłam z siebie koszulkę i stanik. Przeciągnęłam materiał przez ciało i założyłam pojedynczy pasek na ramię. Szarpiąc się trochę z niesfornym strojem, wydostałam się ze swoich spodenek i pociągnęłam sukienkę w dół na nogi, po czym szybko jeszcze poprawiłam jej górę. Była wygodna, ale ten miękki materiał na mojej skórze, powodował, że czułam się dziwnie. Spojrzałam w lustro i szczerze zdumiałam się swoim odbiciem.
Mark miał dobry gust. Była krótka, ale nie za bardzo. Skromne zdobienie przy dekolcie wyglądało uroczo. Nigdy nie przypuszczałabym, że będę miała na sobie coś takiego. Wyszłam z łazienki i dostrzegłam Zayna siedzącego, jak poprzednio, na brzegu łóżka. Przyglądał mi się z kamiennym wyrazem twarzy. Przechylił lekko głowę skanując uważnie moje ciało. Jedną ręką podparłam się o ścianę i ściągnęłam skarpetki ze swoich stóp, po czym wrzuciłam je do swojej otwartej walizki.
- Pięknie wyglądasz. - uśmiechnął się lekko i wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam ją, a on rozchylił swoje nogi, w efekcie czego, w ułamku sekundy znalazłam się między nimi. Oddech uwiązł mi  w gardle, gdy spojrzał na mnie z dołu. Mocniej wczepiłam palce w jego ramiona, kiedy zauważyłam jak jego źrenice się rozszerzają. 
- Zamknij oczy, Victoria. - polecił miękkim głosem.
Zrobiłam jak kazał, marszcząc czoło.
- Jeśli otworzysz je bez mojego pozwolenia, zostaniesz ukarana.
Co?! Ja się na to nie pisałam! 
- Przestań przygryzać wargę. - warknął.
- Mówiłam ci, że nie kręcą mnie perwersyjne klapsy. - szepnęłam, kiedy jego dłonie sunęły w górę moich ud.
- Wiem. - odparł, a w jego głosie usłyszałam nutkę humoru.
Jego palce zaczepiły się o tasiemkę moich majtek i pociągnęły je w dół. Nie! Nie ruszę się nigdzie bez bielizny!
- Wyjdź z nich, skarbie. Podnieś nogi, po kolei. - zrobiłam, jak powiedział, podtrzymując się jego ramion i podnosząc najpierw prawą, potem lewą nogę.
- Ta bielizna może wydać cię trochę dziwna w dotyku, ale z uwagi na twoją wrażliwość, dyskomfort nie powinien stanowić problemu. - lekko poklepał mnie po lewej kostce - Do góry. - uniosłam najpierw lewą stopę, potem prawą. Wsunął je wzdłuż moich nóg, przez kolana, uda, aż wreszcie materiał dotarł do bioder, opinając moją skórę. Skrzywiłam się lekko, gdy poczułam niewielką wypukłość w majtkach, które właśnie mi podarował. To trochę dziwne uczucie, ale nie bardzo się nad tym zastanawiałam. To trochę tak, jakbym miała tam włożoną wkładkę higieniczną, albo podpaskę. 
- Jak się czujesz? - zapytał.
Przygryzłam wargę.
- Okej, wszystko jest w porządku. - zmarszczyłam brwi skonsternowana. 
- Dobrze. Otwórz oczy i idź do salonu po moją marynarkę. 
Zdziwienie zawładnęło moją twarzą, kiedy rozchyliłam powieki. Jego twarz, jak zwykle nie wyrażała zbyt wielu emocji, ale w jego tęczówkach, chyba dostrzegłam cień rozbawienia. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do salonu. Kiedy tylko tam weszłam poczułam nagłą falę przyjemności rozlewającą się po moim ciele. Coś wibrowało niestrudzenie przy mojej kobiecości. Mocno chwyciłam ręką oparcie kanapy, kiedy moje ciało zaczęło drżeć. O, Boże! Nagle wibracja ustała, a ja skupiłam się tylko na mojej ciężko unoszącej się i opadającej klatce piersiowej. Co to było, do chuja? Kiedy otrząsnęłam się z szoku, poczułam surową przyjemność rozlewającą się w moich żyłach, nogi lekko mi drżały. Czułam, że jestem... wilgotna?!
Szybko chwyciłam marynarkę Zayna i ruszyłam z powrotem do swojego pokoju, gdzie na mnie czekał. Zanim mu ją wręczyłam, posłałam mu pytające spojrzenie spod przymrużonych oczu.
- Dziękuję, Victoria. - wstał i pokazał mi małego pilota, którego trzymał w dłoni - Wezmę to. - odebrał ode mnie swoją marynarkę, podczas gdy ja stałam i wpatrywałam się w małe urządzenie, wyraźnie nim zaintrygowana. Pilocik był czarny z miniaturowym panelem sterowania na przedniej ściance. Zauważyłam cztery poziomy. Gdy zobaczył na czym tak bardzo skupione jest moje spojrzenie, uśmiechnął się pod nosem.
- Bezprzewodowy wibrator, Maleńka. - puścił mi oczko i dłonią objął moją kobiecość. Czy ja mam na sobie...? Nie! Wibrator bieliźniany?! Nie! 
- Doprowadzę cię do szaleństwa. Ciesz się swoją karą. 
Karą?! O kurwa!
_____________________________________________________________
Kochani, strasznie przepraszam, jeśli coś w tekście jest nie tak, serio, za cholerę nie mogłam się dzisiaj skupić. Nie wiem, co mi jest xD męczyłam ten rozdział i męczyłam. W ogóle nie miałam weny i tak jakoś, to z pewnością nie jest moje najlepsze tłumaczenie i jest mi źle, że je wstawiam, ale nie chcę, żebyście czekali. 
Kolejny rozdział pojawi się w czwartek. :) 

Mam do Was jeszcze jedną małą prośbę. Przyjaciółka poprosiła mnie na twitterze o pomoc, żeby z kolei pomóc jej przyjaciółce w pewnym konkursie. Jest jeden haczyk, pomóc będą mogli jedynie ludzie, którzy mają konto na chomikuj.pl 
Tu macie wszystko wytłumaczone KLIKNIJ NIGGERKU I POMÓŻ KOLEŻANCE :)

Także tego :) No... To do następnego rozdziału! Xx