- Wygląda na to, że dobiliśmy targu, panie Malik. - powiedział z uśmiechem Ted, podnosząc się i pochylając nad stołem, żeby uścisnąć rękę Zaynowi, który też od razu wstał. Był od niego wyższy o głowę. Potrząsnęli swoimi dłońmi i skinęli do siebie formalnie.
- Świetnie robi się z panem interesy, panie Turner. - Zayn przeniósł swój wzrok na mnie. Stanęłam i zajęłam się zbieraniem swoich notatek, próbując ignorować jego chłodne spojrzenie. - Panno Greene. - kątem oka dostrzegłam jego wyciągniętą rękę w moją stronę. Wywróciłam oczami i podałam mu swoją. Przytrzymał ją chwilę dłużej i znowu poczułam ten przepływ, obecny przy każdym naszym dotyku. Cofnęłam swoją dłoń wcześniej, niż by sobie tego życzył, po czym zauważyłam, że jest mu przykro z tego powodu.
- Mark zabrał wasze rzeczy do hotelu. Życzę powodzenia na przyszłość, panie Turner. - Zayn uśmiechnął się grzecznie do Ted'a, ale to nie był ten piękny uśmiech, który już zdążyłam pokochać.
- Nie wiem jak mam panu dziękować, Panie Malik! To wielki zaszczyt! - o mój Boże, Ted. Weź się ogarnij.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panie Turner. Mogę zapewnić, że pański biznes będzie miał wspaniały start. - Zayn podszedł do drzwi, a za nim ruszył Ted. Ja oczywiście zostałam w tyle.
- Re? Jakbyś zdążyła dzisiaj, byłoby miło. - Ted uniósł jedną brew. Zaczerwieniłam się i przewróciłam oczami. Dupek.
- Wpadnę po drodze do hotelu, zobaczyć jak się zaaklimatyzowaliście. - powiedział Zayn, na co fuknęłam pod nosem. Momentalnie spoczęły na mnie dwie pary oczu i marzyłam tylko o tym, żeby zapaść się pod ziemię.
- Przepraszam, miałam coś w gardle.
Ted potrząsnął głową z dezaprobatą.
- Lepiej będzie jak już pójdziemy. - mój szef zamachał ręką, pospieszając moje ruchy.
Umieściłam papiery w walizce Ted'a i obchodząc wielki stół, ruszyłam w stronę drzwi. Kiedy się przy nich znalazłam, Zayn chwycił mnie za nadgarstek, pochylając się lekko nade mną i zatrzymując mnie w miejscu. Oddech uwiązł mi w gardle.
- Zadzwonię do ciebie później. Nadal jestem na ciebie wkurwiony. - wyprostował się, akurat w momencie, gdy Ted spojrzał przez swoje ramię, sprawdzając, czy za nim idę.
Z trudem przełknęłam ślinę i zmusiłam się do szerokiego uśmiechu.
- Do następnego razu, panie Malik. - rzuciłam zaczepnie, a na jego usta wkradł się przebiegły uśmiech.
- Panno Greene, przyjemnie było znowu panią widzieć. - formalnie skinął głową, na co pospiesznie wyszłam z jego biura. Oby jak najszybciej znaleźć się poza jego gabinetem. A nawet całym tym budynkiem. Ted zauważył moje nagłe przyspieszenie, ale z uwagi na swoje wychowanie postanowił już się nie dopytywać.
***
- Jezu! Re! Spójrz tylko na ten apartament! - Ted szeroko otworzyłam usta, skanując penthouse. Zayn zarezerwował mi pierdolony penthouse! Upuściłam torebkę w miejscu, w którym stałam i ruszyłam przez ogromne pomieszczenie, rozglądając się na boki.
Wnętrze było umeblowane wyjątkowo nowocześnie. Przydymione, ciemne odcienie złota idealnie komponowały się z brązowymi ścianami. Aksamitnie miękki, puszysty, biały dywan na środku. Och, Boże. Mogłabym tak stać i gapić się na to wszystko godzinami. Przepiękny żyrandol podwieszony pod sufitem rozświetlał całe wnętrze. Na ścianie dostrzegłam obraz, który był tak dopracowany najmniejszymi detalami, że można byłoby pomyśleć, że to fotografia. A widok. O mój Boże, ten widok. Zapierający dech w piersiach.
Jak na razie dostrzegłam dwie sypialnie, a jedna większa do drugiej. Ale była jeszcze jedna. Przeszłam przez salon, prosto do wielkich, podwójnych drzwi. To będzie mój pokój. Boże, to miejsce, aż wrzeszczy luksusem.
Pokój do którego zmierzałam, jak się domyślałam, był sypialnią. Podwójne drzwi ustąpiły, kiedy popchnęłam drewnianą powłokę. Przede mną pojawiły się dwustopniowe schodki, prowadzące do królewskich rozmiarów łoża. Uśmiechnęłam się i zsunęłam ze stóp swoje szpilki. Wzięłam rozbieg i ruszyłam w stronę przepięknego łóżka, posłanego milionem poduszek, które poburzyłam, gdy tylko między nie wpadłam.
- Ale fajnie! - rzuciłam podekscytowana.
- Musiałaś mu się spodobać, skoro wynajął ci penthouse, Re. Mój pokój jest piętro niżej. To twoja karta. - usiadłam, a plastikowy prostokącik, rzucony przez Ted'a uderzył w moje czoło. Zachichotał pod nosem, na co dostał ode mnie poduszką.
- Hej! To nie moja wina, że podniosłaś się akurat, kiedy ją rzucałem! Jesteś taka podatna na wypadki, Re.
- Urodziłam się niezdarą. - wzruszyłam ramionami.
Ted uśmiechnął się połowicznie, po czym usiadł na łóżku. Miałam ochotę go z niego skopać, ale jakimś cudem się powstrzymałam.
- Chcę ci podziękować. Za wszystko, Re. Naprawdę dużo mi pomogłaś i kiedy się tu przeprowadzisz... - wzruszył ramionami - Nie wiem, co ja zrobię. - o kuźwa. Nadchodzi poważny Ted.
- W porządku Ted. Na serio, to była fajna, ale dość wyboista droga. - odpowiedziałam szczerze.
- Wiesz, myślałem, żeby powierzyć ci ten interes.
Westchnęłam głośno.
- Nie, Ted. Masz teraz kasę. Możesz wykombinować naprawdę wielkie rzeczy.
- Nie mogę wykombinować nic, bez twoich pomysłów. Spierdoliłem wszystko, nawet naszą przyjaźń i nie chcę narazić na szwank reszty firmy, przez moje głupie decyzje.
- Przynajmniej zastanów się nad tym co robisz. Twój ojciec podarował ci tę kawiarnię, więc się nią opiekuj. Ja będę się zajmować jedną tutaj, pamiętasz? - uśmiechnęłam się pocieszająco - Wiesz, że nie dałabym rady całkiem jej przejąć i użerać się z własnym biznesem.
Uniósł brew z wyrazem powątpiewania na twarzy.
- Re, jestem pewien, że całkiem dobrze poradziłabyś sobie z prowadzeniem własnej kawiarni. Zwłaszcza znając twoją niewyparzoną buzię.
Przewróciłam oczami, w sumie to lepiej nadawałabym się na prezesa, niż na kogoś kim prezes mógłby pomiatać.
- Przemyśl to Ted. - kiwnęłam głową i poklepałam go po ramieniu.
- Masz rację. I tak wiem, że nawet gdybym zaoferował ci to oficjalnie, to byś odmówiła.
Skinęłam potakująco głową i uśmiechnęłam się pod nosem.
- Lepiej już pójdę. Muszę obejrzeć swój pokój. Zobaczymy się później. Wychodzę wieczorem, chcesz iść ze mną? - zapytał zatrzymując się jeszcze przy głównych drzwiach.
- Właściwie to James i Amber przyjeżdżają dzisiaj wieczorem, więc nie mogę. Przepraszam. - telefon zaczął wibrować, ukryty w moim staniku. Zakłopotana uśmiechnęłam się do Ted'a, ale on chyba nie usłyszał. Kurwa, czemu to jest takie głośne.
- W porządku, i tak umówiłem się z kilkoma znajomymi. - wzruszył ramionami i wyszedł. Zwinnym ruchem wydobyłam komórkę ze stanika i odebrałam.
- Halo?
- Cześć, Maleńka. Już nie mogę się doczekać, aż się zobaczymy. - któż to, kurwa, jest? Z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, na myśl przyszedł mi Zayn, ale takie gadki nie są w jego stylu. Och!
- James! Kiedy będziecie? Mam penthouse!
- Cholera jasna! Jakim cudem możesz se na to pozwolić?!
- No wiesz, to podróż biznesowa, więc... - wypaliłam dumna z siebie. Nie mogłam się powstrzymać.
- Kurwa! Nieźle! Wyjeżdżamy za jakieś pół godziny. - wyczułam, że się uśmiecha.
- Nie mogę się doczekać, kiedy was zobaczę! Zaczynam się tu sama nudzić. - mimo, że nadal jestem oszołomiona tym całym apartamentem - Powiedz Amber, żeby zabrała ze sobą sukienki. Wychodzimy wieczorem!
Telefon zaczął wibrować, na co zmarszczyłam brwi.
- James? Poczekaj, ktoś do mnie dzwoni.
- Wporzo, Maleńka. I tak muszę kończyć. Zadzwonię, jak już będziemy w Londynie. Powiem Amber, kiedy wyjdzie spod prysznica. Kocham cię, Maleńka!
- Ha! Pa, James. - rozłączyłam się i zdałam sobie sprawę, że telefon wibrował, bo dzwonił do mnie Zayn. Kurwa.
Zastanawiałam się, czy odebrać, czy nie. W głowie dźwięczał mi jego głos "Zadzwonię do ciebie później. Nadal jestem na ciebie wkurwiony.".
Serce przyspieszyło, kiedy telefon nie przestawał brzęczeć. Po czterech sygnałach, w końcu postanowiłam odebrać. Nacisnęłam zieloną słuchawkę, ale nie odezwałam się. Jemu też zajęło to chwilę.
- Victoria. - moje imię wypowiedział łagodnie. Zbyt łagodnie i zaczęłam rozmyślać nad tym, czy nadal jest na mnie zły.
- No? - głos mi zadrżał.
Odetchnął głośniej i wyobrażałam sobie, jak właśnie przeczesuje włosy palcami, w geście pełnym frustracji.
- Jak się masz? - rzucił spiętym głosem.
Momentalnie zmarszczyłam brwi. Co?!
- W porządku.
- To dobrze.
O co ci chodzi, Malik? Czemu zachowujesz się tak dziwnie?
- Panno Greene, nie odpowiedziała pani na moje wcześniejsze pytanie.
Och.
- Jakie pytanie?
- Na moje zaproszenie, Victoria. Bardzo chciałbym, żebyś zjadła dzisiaj ze mną kolację.
Kolację? Zapomniałam o tym. Ale co z Amber i James'em?
- Um... Oddzwonię do ciebie.
- Jakiś problem, Victoria?
- Muszę do ciebie oddzwonić, Zayn. Przepraszam. - rozłączyłam się nie mówiąc już nic więcej i potarłam dłonią czoło. Powinnam iść?
Wybrałam numer Amber. Wiedziałam, że będzie kąpać się ze swoim Malik Cellem.
- Halo?
Miałam rację, bierze prysznic. W sumie to trochę krępujące.
- Amber.
- Re, co się dzieje?
- Nic. Ja..Um... Zayn, chce żebym zjadła z nim dzisiaj kolację.
- No i po co mi o tym mówisz? Zgodziłaś się?
- Nie. Bo przecież wy przyjeżdżacie.
- O nas się nie martw, Re. Idź na ten obiad z Panem Bogatym.
wywróciłam oczami.
- No, ale wy przecież mieliście przyjechać do Londynu specjalnie dla mnie. - zmarszczyłam czoło.
- No i nadal przyjeżdżamy, Re. Znając ciebie, chyba nie masz zamiaru zostać u niego na noc.
- Prawda, ale to nie zmienia faktu, że będę się źle czuła. To tak jakbym was wystawiła do wiatru.
- Re! Boże, dziewczyno. Przestań się nami przejmować. Zobaczymy się, jak wrócisz. Pamiętaj, że jesteś teraz o wiele mądrzejsza. Zmieniłaś się. Jeśli zrobi coś co ci się nie spodoba... Wiedz, że ja zawsze tu jestem.
- Wiem. Dziękuję za to. - uśmiechnęłam się i opadłam na królewskich rozmiarów łóżko. Przysięgam, że zmieściłoby się tam z czworo ludzi.
- Ok, stara. Jestem pod prysznicem, a telefonowi nic nie jest! Zajebiście!
- Tak, gadałam chwilę temu z James'em. Mogę pożyczyć sukienkę? - zapytałam grzebiąc jednocześnie w mojej torbie z ubraniami. Kurwa, wszystko co spakowałam, to ciuchy na co dzień, jeansy i koszulki.
- Jasne! Przywiozę wszystkie swoje kiecki. Ok, Re. Kończę. Niedługo wyjeżdżamy i już nie mogę się doczekać, aż się zobaczymy!
- W porządku. Dzięki jeszcze raz.
- Nie ma sprawy. Musimy zrobić z ciebie laleczkę! Co i tak nie powinno zająć nam dużo czasu. Kocham cię, pa!
- Nara. - rozłączyłam się i odetchnęłam pełną piersią. Nie bardzo chciałam dzwonić do Zayna. Zamiast tego, postanowiłam wysłać mu SMS'a.
Jak zwykle, odpowiedź przyszła natychmiastowo. Ten telefon chyba był do niego przyspawany.
Nie odpisałam. Szybko przebrałam się w jeansy i t-shirt i postanowiłam zadzwonić po obsługę. Nie byłam głodna, ale miałam ochotę na trochę wina. Zaraz jednak odłożyłam słuchawkę hotelowego telefonu. Nie. Nie mogę. Rachunek będzie mnie kosztował fortunę. Z powrotem opadłam na łóżko. Co ja będę robić, do czasu aż przyjadą James i Amber? Nudzi mi się bardziej, niż myślałam.
Mogłabym iść na zakupy, ale nie mam pieniędzy. Może mogłabym rozejrzeć się po Londynie, ale pewnie zgubiłabym się zaraz i nie wiedziałabym jak wrócić. To wszystko jest takie skomplikowane i frustrujące. Ale mimo tego, nie mogłam przestać myśleć o dzisiejszym wieczorze. Znowu spotkam się z Zaynem, mimo, że sama sobie wcześniej tego zakazałam. Jestem przerażona, ale przede wszystkim podekscytowana. Nadal się dziwie, że mnie w ogóle zaprosił.
Usłyszałam pukanie do drzwi i serce mocniej mi zabiło. Kto to? Na pewno nie Ted, bo on ma dodatkową kartę do mojego pokoju. Zsunęłam się z łóżka i ruszyłam do wejścia. Uchyliłam je powoli i wyjrzałam przez małą szczelinę, między płytą a framugą. Och, to Mark. I jakiś równie dobrze zbudowany, ubrany i wypacykowany mężczyzna, stojący obok niego.
- Panno Greene, mam nadzieję, że wszystko w porządku. - odezwał się Mark.
- Tak, dziękuję. - uśmiechnęłam się, czując się dobrze w jego towarzystwie. Po co przyszedł?
- Panno Greene, chciałem pani przedstawić, to jest Blaise. - wskazał ręką na faceta stojącego obok.
- Pozdrowienia, panno Greene. - pozdrowienia? To jakiś kosmita? Pozdrowienia, przybywam w pokoju. Uśmiechnęłam się sama do siebie i zdałam sobie sprawę, że obaj mi się przypatrują. Gdyby tylko wiedzieli, o czym myślałam.
- Miło cię poznać, Blaise. - ładne imię. Uśmiechnął się, a moje serce przestało bić. Jezu. Czy wszyscy w Londynie, którzy pracują dla Zayna, muszą być tacy piękni?
- Pan Malik, zaaranżował Blaise'a, jako kierowcę, do pani dyspozycji na cały dzień, gdyby chciała pani gdzieś wyjść. - wyjaśnił Mark.
- Och, w porządku. Cóż, my...Ja nie będę nigdzie wychodzić, na razie. Ale nie jestem pewna co do Ted'a. - odpowiedziałam, poprawiając się w pół zdania.
- Bardzo dobrze, panno Greene. Blaise będzie stacjonował w pobliżu apartamentu pana Turner'a, gdyby zmieniła pani zdanie.
- Ok, dzięki Mark. Um, mam pytanie.
- Proszę pytać o cokolwiek sobie pani życzy, panno Greene.
- Um, jak nazywa się ten hotel?
To samo rozbawienie zabłyszczało w jego tęczówkach, kiedy pierwszego wieczoru, wzięłam siostrę Zayna, za jego dziewczynę. O, nie... Nie mów mi tylko, że...
- MHH. Malik Heritage Hotel, proszę pani. - chyba sobie, kurwa, jaja robisz. To jego hotel? Co jest jeszcze jego? Mój kibel? Jezu, ten koleś mnie osacza.
- W porządku. - starałam się pozbyć irytacji z tonu mojego głosu. - Dziękuję, Mark. - skinęłam głową w kierunku Mark'a i do jego towarzysza - Dzięki, Blaise.
- Panno Greene. - oboje formalnie kiwnęli głowami, gdy zamykałam drzwi.
Serio, muszę poszukać więcej informacji na temat Zayna. Skoro jest tak dobrze przez każdego znany, to musi coś być na jego temat w Internecie. Wydaje się, jakby wszystko dookoła należało do niego. To frustrujące.
***
Ruszyłam z powrotem wgłąb pokoju, a potem do ogromnej łazienki. Zaczęłam rozglądać się na boki. Wszystko było białe. Wszystko. Marmurowa posadzka. Przesadnie duża toaleta. Szeroki zlew z wielkim lustrem zawieszonym nad nim. Po mojej prawej stronie dostrzegłam ścianę pokrytą szarymi, żłobionymi płytkami. Nie miałam pojęcia, że można zrobić coś takiego w łazience, ale ku mojemu zdziwieniu, to pasowało całkiem nieźle.
Prysznic znajdujący się w rogu pomieszczenia, był duży i prostokątny, z dwiema przeszklonymi ścianami od podłogi, aż po sam sufit. Zajmował prawie pół ściany i jestem pewna, że spokojnie zmieściłoby się tam czworo ludzi. Ja sama mogłabym się tam położyć. Zaczęłam o tym myśleć, może faktycznie powinnam spróbować. Uśmiechnęłam się zawadiacko i uchyliłam szklane drzwi. Wślizgnęłam się do środka i rozłożyłam na wykafelkowanej posadzce. Stopy nawet nie dotykały drugiego krańca prysznica. A może to ja po prostu jestem taka niska?
Wróciłam do swojej sypialni i zatopiłam się w morzu miękkiej pościeli. Było mi tak wygodnie. Och, tak wygodnie, że mogłabym usnąć. Sen... Brzmi dobrze. Mogę się trochę zdrzemnąć.
***
Obudziłam się zdezorientowana. Gdzie ja jestem? A, tak. W hotelu. Zapomniałam. Ale zaraz zdałam sobie sprawę z tego co mnie obudziło. Mój telefon wibrował jak szalony, na szafce nocnej. Warknęłam pod nosem i odebrałam.
- Halo?
- Maleńka! Jesteśmy w Londynie! Gdzie jesteś?
Och, to James!
- Jestem w Malik Heritage Hotel. W penthousie.
- Cholera! Malik Cell, Malik Hotel. Szczęściarz z niego. Zobaczymy się niedługo. Na razie, Maleńka.
- Nara. - rozłączyłam się i poczułam nagły przypływ podekscytowania. Weszłam do salonu i włączyłam wielki, płaski telewizor wiszący nad kominkiem elektrycznym. To miejsce jest takie kosztowne. Z jakiegoś powodu, zaczęłam rozmyślać nad kawiarnią.
Jakich kolorów mogłabym użyć, przy malowaniu wnętrz? Mogłam zabrać ze sobą laptopa. Muszę sobie kupić jakiegoś nowego. Jezu. Potrzebuje tylu nowych rzeczy. Nawet mojej szafie przydałoby się małe odświeżenie. Zdałam sobie sprawę, że trochę odbiegam od tematu i myślami znowu wróciłam do kawiarni.
Powinnam wybrać coś ciepłego i przytulnego, coś co zachęci ludzi do powrotu. Coś przyjaznego. Kominek elektryczny to w sumie dobry pomysł. Nieźle sprawdzałby się także w zimowe dni. Och, jakże cieszę się, że Ted poprosił mnie o tego typu pomoc. Nie przypuszczałam, ze to mi się tak spodoba. Może być z tym niezła zabawa. Usłyszałam pukanie do drzwi i serce podskoczyło mi z uradowania. Nareszcie przyjechali!
Otworzyłam drzwi i zamarłam. Starałam się wymusić na moich ustach, żeby ułożyły się w uśmiech. W progu stał Zayn. To dziwne.
- Panno Greene, wygląda pani na zdziwioną. - przekręcił głowę w bok, ale wyraz jego twarzy był obojętny.
- Może dlatego, że jestem. - odpowiedziałam nieśmiało.
- Mówiłem, że wpadnę po drodze, prawda? - uniósł brew i zrobił krok do przodu. No tak, ewentualnie pozwolę wejść właścicielowi.
- Nie będę tu długo, panno Greene. - wszedł do środka i spojrzał w górę, na ogromny żyrandol.
- Naprawdę? Um, James i Amber mają pojawić się niedługo. - jakby go to interesowało.
- James? - powtórzył z dezaprobatą - Kto to James?
- Mój przyjaciel. - uniosłam brew, kiedy zaczął wzrokiem wypalać dziurę w mojej skórze.
- Przyjaciel. - prychnął - Jasne.
Co to miało znaczyć?
- Nie mogę doczekać się dzisiejszego wieczoru, panno Greene. - zrobił krok w moją stronę, na co momentalnie się cofnęłam.
- Tak, na pewno będzie miło. - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Re! - usłyszałam głośne pukanie do drzwi i coś na kształt głosu James'a. - Maleńka! Otwieraj!
Zayn zmrużył oczy, a w jego tęczówkach błysnął chłód. Kurwa. Nie od razu podeszłam, by im otworzyć, bo wzrok Zayna praktycznie przykuł mnie w miejscu.
- Masz zamiar otworzyć? - jego głos przeciął powietrze niczym najostrzejszy z noży. Jezus, przerażający jest.
Z wahaniem uchyliłam drzwi. Zaraz przepłynęli przez nie Amber i James. Dziewczyna zaczęła się rozglądać z szeroko otwartą buzią, chłonąc piękno wnętrza. James wyglądał jak zwykle. Uśmiechał się pod nosem w ten swój dobrze przećwiczony, lekko bezczelny sposób. Szeroko rozchylił swoje ramiona i już wiedziałam o co może chodzić Zaynowi.
- Re! - krzyknął chłopak, oplatając mnie długością swoich rąk i przyciągając do siebie.
- James! - odpowiedziałam nieskładnie. Prawie czułam, jak Zayn robi mu krzywdę swoim wzrokiem. Odsunęłam się szybko i spojrzałam w jego stronę. Stał w bezruchu jak zaklęty, nawet okiem nie mrugnął. Po prostu tam stał i patrzył na James'a. Jego idealnie zarysowana szczęka lekko się napięła. Klatka piersiowa opadała i unosiła się ciężko, a na twarzy przez ułamek sekundy zagościła irytacja.
- Amber! - uśmiechnęłam się, gdy mnie przytuliła. Oboje z James'em wpatrywali się w Zayna ze zdziwieniem.
- Um, James to jest Zayn, Zayn to James. - uśmiechnęłam się nieśmiało, czując dokładnie niezręczność sytuacji, wypełniającej pomieszczenie.
- Jak leci, stary? - James zgiął rękę w łokciu i podniesioną wystawił w stronę Zayna, żeby przywitać się z nim w mniej formalny sposób. Ten w odpowiedzi zmarszczył brwi i przekręcił głowę na bok, wyciągając przed siebie dłoń.
James wyglądał jakby nie wiedział co ma robić, ale po chwili chyba zdał sobie sprawę, że Zayn nie jest typem człowieka, z którym przywitasz się po gangstersku. Uścisnęli sobie ręce, co trwało, moim zdaniem, dłużej niż powinno. Spojrzałam na James'a, był zdezorientowany osobą Zayna.
- Miło mi cię poznać. - rzucił oschle Zayn.
James popatrzył na mnie z góry i skrzywił się w lekkim grymasie.
- Zrobiłem coś nie tak? - szepnął. Szybko popatrzyłam na Zayna, mając nadzieję, że nie usłyszał.
Potrząsnęłam głową.
- Nie, miał ciężki dzień w pracy. - skłamałam.
- Ej Zayn! To jest twój hotel? - zapytała Amber, wciąż wpatrując się w żyrandol.
- Panno Coventry, zgadza się. - odpowiedział, ale brzmiał jakby rozmawiał z jednym ze swoich pracowników. Jezu, Malik, weź się uspokój.
- Zajebiście. - rzuciła dziewczyna - Piękny jest ten żyrandol.
- Bardzo piękny. Został sprowadzony z Francji w zeszłym roku. - odparł z dumą Zayn.
- Super. - Amber uśmiechnęła się podekscytowana.
- Maleńka, gdzie są nasze pokoje? - zapytał James.
- Um, tam po prawej. Macie dwa pokoje do wyboru. - zakołysałam brwiami, uśmiechając się do niego wymownie.
- Ja wezmę najlepszy. - mrugnął do mnie i skinął głową w stronę Zayna, który nadal patrzył na niego z dystansem - Nara, Zayn!
Oboje z Amber pognali w stronę pokoi, jak dzieci słyszące dzwonek na przerwę w szkole, zostawiając mnie sam na sam z Zaynem. Głośno przełknęłam ślinę, a gdy na niego spojrzałam przekręcił głowę w bok.
- Nie ufam mu. - bąknął.
Westchnęłam i przewróciłam oczami. On serio mówi o James'ie?
- Jezu, Zayn. Już wiesz co miałam na myśli, mówiąc "zaborczy"?
- Pogadamy o tym dzisiaj wieczorem. - jego głos był poważny, ale rysy twarzy złagodniały, kiedy dostrzegł jak wzdrygnęłam się na jego słowa. - Siódma trzydzieści, Re. Nie zapomnij. - szybko zrobił krok do przodu i przyparł mnie do powierzchni drzwi. Nie zareagowałam, jakbym zrobiła to do tej pory. Można powiedzieć, że trochę się już do tego przyzwyczaiłam. Ale nadal, moje serce zaczęło walić jak oszalałe, kiedy sie zbliżył.
- Przestań przygryzać wargę, Victoria. - wyszeptał. Chwycił moją twarz w obie dłonie, ale nie przysunął się, ani na milimetr bliżej. - Załóż dzisiaj coś ładnego, Re. Wydaje się jakbyś nie nosiła nic innego, oprócz jeansów. - pociągnął za jedną ze szlufek i przyciągnął mnie do swojego ciała. - Sukienka byłaby idealna. - oblizał usta i lekko cmoknął mnie w policzek.
- Nara, Maleńka. - uśmiechnął się do mnie, na co zmrużyłam oczy. Czy on właśnie to powiedział? Zachichotałam cicho. To takie niezaynowe.
Zaczerwieniłam się, kiedy usłyszałam jego śmiech w odpowiedzi na moją reakcję. I ten uśmiech. Och, jest taki piękny. Prawie zapomniałam, jak przytłaczający może być. Zaraz, ja wcale nie chcę sobie o tym przypominać. Sięgnął ręką obok mojej głowy i otworzył sobie drzwi. Odsunęłam się, żeby umożliwić mu wyjście. Chwycił mój nadgarstek i podniósł dłoń do swoich ust, całując jej zewnętrzną stronę, po czym skinął formalnie głową. Zamknęłam za nim drzwi, ale serce nie zwolniło swojej pracy. Zayn potrafi być taki trudny do zrozumienia.
Potarłam palcami czoło i opierając się o chłodną ścianę, zjechałam w dół i usiadłam na podłodze.
- Re? - to Amber - Wszystko w porządku?
- Tak, tylko jestem teraz trochę zdezorientowana. - pomachałam sobie dłonią przed twarzą, jakbym chciała coś od siebie odgonić.
- Jesteś pewna, że chcesz dzisiaj do niego iść? Bo po tym co widziałam, wydaje mi się, że się nieźle napalił. - ostrożnie podeszła do mnie i usiadła na przeciwko.
- To tylko kolacja. - wymamrotałam.
Westchnęła, nie kupiła tego. W sumie jej się nie dziwię. Ja też bym nie uwierzyła. A więc widziała nas? Ciekawe jak wyglądam przy nim w tego typu sytuacjach.
- Już rozumiem co miałaś na myśli, mówiąc, że jest gwałtowny. - wyszeptała.
Skinęłam głową, zgadzając się z nią w każdym calu. Jest gwałtowny, ostro pogrywa, co tylko bardziej komplikuje ten dziwny związek, relację, jakkolwiek by tego nie nazwać. Jeśli zrobi dzisiaj wieczorem jakiś krok... Jezu, gdyby nie moja przeszłość, pieprzyłabym się z nim tego samego dnia, kiedy się poznaliśmy. Poczułam wilgoć na policzku i szybko otarłam łzę. Dlaczego ja? Czemu tamtej nocy, akurat padło na mnie?
- Re! Nie! Ty nigdy nie płaczesz. Błagam cię, tylko nie płacz. - oplotła mnie ramionami, a ja wtuliłam się w nią mocniej, kiedy poczułam jak moje ciało przeszedł dreszcz. Och, Boże, nie płakałam już przez tak długo. Proszę, przestań. Nie płacz.
- Nie chcę żebyś płakała. Słuchaj, wrócisz od Zayna i ruszamy w miasto. Zabawimy się trochę. Zrobimy powtórkę z wczoraj. Ale na razie musimy wybrać dla ciebie, jakąś sukienkę, na dzisiejszy wieczór.
Skinęłam głową i wzięłam głęboki oddech. Nie płaczemy, Re! Jesteś silna!
Westchnęłam pod nosem i pokiwałam głową, zgadzając się na jej propozycję.
- Do roboty!
____________________________________________________________
Kolejny rozdział pojawi się w sobotę :)

