Po naszym ostatnim pocałunku w ogóle nie mogłam zasnąć. Chciał wtedy zostać, ale gdybym się zgodziła, następnego dnia rano musiałabym zmierzyć się z bolącą waginą i kacem moralnym, że tak szybko uległam jego urokowi. Twardo obstawiałam przy swoim. Nie zgodziłam się by u mnie nocował. Nie bardzo wiedział jak ma zareagować na moją odmowę, ale z uwagi na to, że nadal byłam na niego wściekła postanowił nie naciskać. Poczułam się o wiele pewniej stawiając na swoim, ale gdy tylko zostałam sama pogrążyłam się we łzach, bo w głębi duszy chciałam go mieć przy sobie. Zayn jest samolubnym mężczyzną, a ja nienawidzę faktu, że zakochałam się w nim jak kretynka.
W głowie mi się już kręciło od tego całego natłoku myśli. Z pewnością za bardzo analizowałam pewne rzeczy. Obawiałam się lekko stanem Emmy i tym, jak intensywnie Zayn się nią opiekował. To znaczy, w jakimś tam stopniu, bo wiadomo jak to u Zayna jest z okazywaniem uczuć. Frustrowało mnie to, że ukrywa przede mną tak wiele informacji na temat związku z Emmą, ale nie mogłam na nim nic wymusić, bo był zbyt uparty. A może powinnam porozmawiać z Emmą? Ale sama, bez uporczywego odczucia, że stoi za mną popieprzony koleś, który patrzy na mnie spode łba, obserwując każdy najmniejszy ruch. Może faktycznie właśnie tak powinnam zrobić? Poza tym, ona i tak nie bardzo jest się w stanie ruszać, więc nie ma zagrożenia, gdy wymsknie mi się jakaś mała złośliwość. Muszę się tylko zastanowić nad tym jak daleko zajdzie ta rozmowa i ile Emma będzie łaskawa mi powiedzieć. No i ile z tego potem przekaże Zaynowi.
- Re! Przesyłka do ciebie. - usłyszałam z dołu krzyk Amber.
Było zbyt wcześnie. Warknęłam pod nosem i zwlokłam się z łóżka. Chwilę później stałam już przy drzwiach wejściowych. Listonosz uważnie skanował mnie wzrokiem od góry do dołu, a ja aż trzęsłam się z zimna. Koleś był dość niski, no może tylko kilka centymetrów wyższy ode mnie. Podstawił mi jakieś papiery do podpisania, co z ociąganiem w końcu zrobiłam, a on zaśmiał się pod nosem. Pewnie dlatego, że wyglądałam jak chodzące nieszczęście. Cóż, dopiero co wstałam.
- Um, proszę to po prostu przynieść. - wymamrotałam przecierając zaspane oczy i ziewając w międzyczasie.
- Eee, nie wydaje mi się, żeby ta przesyłka nadawała się do przechowywania w domu. - odpowiedział lekko rozbawiony.
- Co?
- Niech pani sama zobaczy. - uśmiechnął się wręczając mi kluczyki.
Kurwa, co?! Kluczyki do samochodu?!
- Och, to też jest dla pani. Jakiś chłopak, twierdzący, że jest pani starym znajomym prosił bym to pani przekazał. - wzruszył ramionami z przepraszającym wyrazem twarzy podając mi list - Nie powinienem tego robić, to niezgodne z procedurami, bo nie został nadany oficjalnie, ale gość wyglądał całkiem serdecznie i chyba mu zależało, więc...
- Dzięki. - rzuciłam nie bardzo zwracając uwagę na to co mówił. Ściągnęłam skarpetki i wyszłam przed dom. Na naszym nieproporcjonalnie małym podjeździe stał matowo-czarny Saab 2013 PhoeniX. Jeden rzut okiem i wiedziałam od kogo jest ta "przesyłka". Kurier zagwizdał głośno, wyrażając tym samym zachwyt nad autem, co pewnie zrobiłby każdy mężczyzna.
- Ślicznotka... Lepiej będę się już zbierał. Trzymaj się, kochaniutka.
- Taa... - bąknęłam nadal w półśnie - Ty też się trzymaj, kochaniutki. - zaakcentowałam ostatnie słowo i ruszyłam z powrotem do domu, gdzie przywitała mnie Amber zbierająca szczękę z podłogi. Och, cudnie.
- Zayn kupił ci ten samochód? - zapytała z szaleńczą ciekawością wyglądając przez okno.
Zaspana kiwnęłam głową i skupiłam się na liście, który trzymałam w rękach.
- To też od niego?
Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem. Pewnie tak. - rozdarłam kopertę i wyciągnęłam z środka kartkę. Kluczyki razem z niepotrzebnym papierem powędrowały na stolik. Zaczęłam czytać, a Amber przez cały czas uparcie zaglądała mi przez ramię.
Kurwa mać!
- Devon?! - Amber po raz kolejny zbierała koparę z podłogi - Skąd on, do chuja, wie gdzie mieszkamy?! To znaczy, gdzie ty mieszkasz?
- Nie wiem?! To nie zostało nadane na poczcie, Devon dał to temu listonoszowi. Tak chyba mówił ten koleś...
- O co mu chodzi z tymi tarapatami?! Myślałam, że już dawno pozbyłaś się go ze swojego życia.
Nie odpowiedziałam.
- Co się stało w Ameryce? - zapytała podpierając rękę o biodro i unosząc wymownie brwi. Tryb bezwzględna jędza w pełni aktywowany. - Co tak nagle znowu go do ciebie przywiało?
- Jest prawdopodobieństwo, że Zayn wywalił go z pracy. - wymamrotałam niewyraźnie.
- Jest prawdopodobieństwo?! Co? Czekaj, pogubiłam się trochę.
Och, nie powiedziałam jej? Niezła ze mnie przyjaciółeczka.
- Wszystko ci opowiem. Pamiętasz tę noc, kiedy powiedziałam Zaynowi o Devonie.
Uśmiechnęła się zadowolona z nie wiadomo czego.
- Tę noc kiedy zaliczyłaś...
Przerwałam jej momentalnie, ucinając dalsze wspomnienia wieczoru, kiedy pierwszy raz uprawiałam prawdziwy seks.
- Tak, właśnie wtedy. - zmarszczyłam czoło czerwieniąc się lekko.
- Wyluzuj trochę, Re. Tylko się droczę. - odparła Amber sadowiąc mnie na niskim stoliku po środku salonu - Mów dalej. - zachęciła.
- Nie miałam, kiedy wcześniej ci tego wszystkiego powiedzieć, bo wiesz, pakowanie, przeprowadzka, Ted. - jęknęłam sama do siebie.
- No, wszystko jest okej. Teraz mi zdasz relację. - zamachała zniecierpliwiona ręką dając mi znać, żebym przeszła do rzeczy.
Dobra już, spokojnie.
- Więc, Zayn pozbierał trochę informacji na temat Devona. Okazało się, że...
- Czekaj, to legalne? - Boże, kobieto! Dajże mi skończyć! Skarciłam ją w myślach i wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem, w każdym bądź razie, Zayn dowiedział się od swojego wyspecjalizowanego w tego typu rzeczach szpiega, że Devon pracuje jako menadżer w Malik Heritage Hotel w Kalifornii...
- Jakim cudem? Przecież to mógł być jakikolwiek inny Devon Anderson.
- Elena i Devon nadal są parą.
Ułożyła usta w kształt "o", po czym ponownie zamachała dłonią, dając znak, że mogę kontynuować.
- Następnego dnia, kiedy byliśmy w jego penthousie dostał telefon od swojego małego szpiega. Ten przekazał mu wszystkie informacje na temat tego całego gówna, którego dopuścił się Devon.
- Czyli?
- Miał jakieś sześć, chyba, asystentek. Zayn mówił mi, że je szantażował.
- Jak?
- Agh, Devon też robił małe sprawdzenie osób, które miał zamiar zatrudnić i pracę dostawały te, które miały jakieś plamy na życiorysie, sfałszowane CV, czy list polecający. Szantażował je tym w zamian za seks.
Amber wyglądała na kompletnie zaskoczoną.
- Co?!
- Wynagrodzenie w firmach Zayna jest naprawdę wysokie. Jest cholernie hojny, a Devon wykorzystywał to do własnych przyjemności. Kiedy tylko przyszło mu zatrudnić kogoś ponownie, zawsze najpierw sprawdzał przeszłość tej osoby, nadążasz?
Amber pokręciła głową.
- Dobra, inaczej. Składasz CV, masz jakąś wyboistą przeszłość na sumieniu, o której nie wspominasz w swoim CV, do tego potrzebujesz kasy. On cię zatrudnia, po czym szantażuje, żebyś uprawiała z nim seks. Jeśli się nie zgodzisz, zacznie rozpowszechniać o tobie niezbyt przyjemne informacje w efekcie czego stracisz pracę i hojne wynagrodzenie, które oferuje zatrudnienie u Zayna. Albo odejdziesz sama, bo nie wytrzymasz presji.
Amber powoli kiwnęła głową, próbując poskładać wszystkie informacje do kupy.
- Okej, więc jeśli zdecydujesz się zatrzymać pracę w zasadzie jesteś jego seks zabawką i zarabiasz kupę forsy. Jeśli nie zgodzisz się na seks, masz przejebane bo rozpowie wszystkim o twojej fatalnej przeszłości?
- No, i Zayn chciał z nim poważnie o tym pogadać, więc umówili się na spotkanie w Kalifornii.
- To po to poleciał z tobą do Ameryki, chciał się widzieć z Devonem. Teraz rozumiem, a zastanawiałam się po co on tam z tobą, jak ogon za psem... Okej, mów dalej.
- Wiesz jaka jestem uparta, no i raz była taka sytuacja, że bardzo chciałam coś zrobić. Jak chce coś zrobić to po prostu to robię, a zatrzymywanie mnie, czy zakazywanie jest tylko dla mnie dodatkową zachętą.
Amber skinęła głową z lekkim uśmiechem na ustach. Cały czas nawijała swoje blond loki na palec wskazujący.
- Zayn kazał mi zostać w penthousie, podczas gdy on będzie na tym spotkaniu z Devonem, a ja po prostu chciałam się stamtąd wydostać i być jak najdalej od Devona. Nie posłuchałam go i w końcu znalazłam się w holu głównym, rozmawiając z Eleną, po czym jeszcze na dokładkę pojawił się Devon.
- Widziałaś Devona! - szeroko otworzyła usta ze zdziwienia.
- No, widziałam kutasa, ale kompletnie zignorowałam jego obecność. Okazało się, że Zayn zdegradował go do stanowiska śmieciarza. Następnego dnia, kiedy już prawie wyjeżdżałam na lotnisko... Właściwie to nie bardzo pamiętam co się wydarzyło. Dopadł mnie i zaczął się do mnie przywalać, ale pojawił się Mark i go powstrzymał, no i potem jak spod ziemi, wyrósł Zayn. Wściekły jak cholera, zaczął gadać tym swoim mądrym językiem, zwolnił Devona no i teraz ten jest wkurwiony. Zayn ma dostęp do wyciągów z jego kart kredytowych i dowiedział się, że kupił bilet do Londynu. A teraz jeszcze ta dziwaczna notka! Zaczynam się denerwować.
Amber potarła moje plecy, co miało mnie chyba uspokoić.
- Oddychaj, mała. Wszystko będzie dobrze.
- Serio? Bo jakoś wszyscy mi to powtarzają, ale jest coraz gorzej! Nie powinnam była mówić Zaynowi o Devonie. - ukryłam twarz w dłoniach.
- Hej, Re! Słuchaj, Zayn wydaje się naprawdę opiekuńczy wobec ciebie. Pamiętaj, "my nie żałujemy, śmiejemy się i zapominamy". Bardzo dobrze, że powiedziałaś Zaynowi o tym dupku, to nie podlega dyskusji. Jesteś autorką swojej własnej książki. Nie możesz nic z niej wymazać.
Uśmiechnęłam się lekko zażenowana.
- Kiedy ty się zrobiłaś taka głęboko myśląca?
- Kiedy James zaczął mi pomagać przy przeprowadzce, bo ciebie nie było. - wzruszyła ramionami.
- Och, to prawda. On i te jego wywody. Dobra, mam w planach odwiedzić jeszcze znajomą. - dokończyłam z lekkim wahaniem. Cholera.
- Znajomą? - zapytała - Gdzie?
- Właściwie to znajoma Zayna jest w szpitalu, chciałam zobaczyć jak się ma. - uśmiechnęłam się lekko, a Amber podejrzliwie zmarszczyła brwi.
- Okej. - powiedziała nisko i powoli.
- Wezmę swoje nowe auto. - chwyciłam kluczyki ze stolika i ponownie posłałam jej uśmiech.
- Serio jesteś jakaś mega skomplikowana.
- Jej! Dzięki!
- Pamiętaj tylko, że jak coś, to wiesz gdzie mnie znaleźć. Jesteś ostatnio strasznie spięta, wyluzuj się trochę.
Skinęłam głową na odchodne, po czym usadowiłam się w drogim samochodzie. Podejrzewam, że jego równowartość odpowiadała cenie mojego domu. To cacko już znalazło drogę do mojego serca. Oklepany tekst, ale taka jest prawda. Wyglądało tak dystyngowanie i luksusowo, że wydawało mi się, że w ogóle do niego nie pasuję. Silnik zamruczał przywołując maszynę do życia, gdy przekręciłam kluczyk w stacyjce. Zaszokowało mnie to, jak cicho pracował w porównaniu z Roofie'm.
Z łatwością wycofałam samochód na główną drogę i skierowałam się prosto do szpitala. Łatwo rozpracowałam jak obsługiwać się radiem, więc po drodze słuchałam muzyki, do momentu, aż w pewnym momencie z głośników usłyszałam dzwonek telefonu. Co? Ktoś dzwoni? Tu jest telefon? W samochodzie? Spojrzałam na prostokątny wyświetlacz umieszczony w desce rozdzielczej, a kciukiem lekko nacisnęłam guzik z słuchawką na kierownicy. Dzwonek umilkł, a ja zmarszczyłam brwi skonsternowana.
- H..halo? - powiedziałam głośno, rozglądając się na boki.
- Victoria, dobrze znowu cię słyszeć. - jego magnetyzujący głos rozległ się po wnętrzu auta. Łał, już kocham ten samochód.
- Zayn?
- Hej. - jeśli dobrze mi się wydawało, to brzmiał, jakby się uśmiechał. Naprawdę tęskniłam za jego głosem. Wymienianie SMS'ów to nie to samo. Mimo wszystko nadal byłam na niego trochę wkurzona.
Powstrzymywałam się od uśmiechu.
- Hej.
- Co robisz? - zapytał, a ja wyobraziłam sobie jak przygląda mi się z kamiennym wyrazem twarzy.
- Umówiłam się ze znajomą.
- Jaką znajomą?
Moje oczy szerzej się otworzyły. Głośno przełknęłam ślinę.
- Ruby. - na kilka sekund zapanowała cisza.
- Domyślam się, że jedziesz swoim nowym samochodem?
Fiu! Momentalnie się zrelaksowałam. Było naprawdę blisko.
- Nowym, ekstremalnie drogim samochodem, tak, dzięki tobie.
- Nadal się na mnie złościsz? - zapytał.
- Tak.
Westchnął cicho.
- Kiedy będę mógł cię znowu zobaczyć?
- Nie wiem. Wydajesz się zawsze być zajęty. - wymamrotałam wjeżdżając na podziemny parking szpitala. Czułam się jakbym gadała sama do siebie.
- Teraz nie jestem zajęty.
- Ale ja jestem. - bąknęłam parkując auto, po czym sięgnęłam po swój portfel do jednej z kieszeni w desce rozdzielczej. Uwielbiam ten samochód! - Aaa... I Devon...
- Co z nim? - zapytał Zayn.
- Wysłał mi list. Było tam napisane "O wiele łatwiej jest wplątać się w tarapaty, niż się z nich wygrzebać". Wydaje mi się, że on jest w Londynie.
Na chwilę zapanowała cisza.
- To jakiś cytat?
- Możliwe.
- Gdzie jedziesz?!
Zamarłam. Co ja mam mu odpowiedzieć? Do sklepu, kupić kogoś, kto mnie pokocha?
- Muszę kończyć.
- Victo...
- Zayn, muszę lecieć. Przepraszam. - wiedziałam, że będę tego żałować, ale rozłączyłam się. Ostatnim razem, kiedy to zrobiłam wkurwił się nie na żarty. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak zareaguje teraz. Postanowiłam zostawić komórkę w aucie, bo wiedziałam, że nie przestanie wydzwaniać, zwłaszcza teraz, gdy nie odpowiedziałam na jego pytanie. Jego podejrzliwość będzie rosła pewnie z sekundy na sekundę i jak w końcu dojdzie do tego, że przyjechałam spotkać się z jego byłą kochanką wybije mi z głowy te jebnięte pomysły.
***
- Mogę jakoś pani pomóc? - tym razem w recepcji siedziała inna kobieta. Stałam przed nią niepewna siebie, a ona uśmiechała się ciepło. Od razu zauważyłam trochę szminki na jej zębach i nie mogłam oderwać od niej wzroku. Cały czas się na to gapiłam.
- Umm, Emma Donaldson.
- Ach, tak. Mogę prosić pani nazwisko?
Kurwa, jak mogłam o tym zapomnieć!
- Victoria Greene. - bąknęłam.
Spuściła wzrok na kartkę z listą osób, po czym uśmiechnęła się pogodnie.
- Tamtym korytarzem...
O, mój Boże! Moje nazwisko jest na liście!
- Dziękuję, wiem gdzie to. - przerwałam jej i pospiesznie ruszyłam w stronę pokoju Emmy. Gdy tam dotarłam, rzuciłam okiem przez małe okno do sali. Była sama, ale wyglądała już o wiele lepiej, niż gdy byłam tu po raz pierwszy. Wchodząc do środka czułam tylko zdenerwowanie i strach. I co ja jej mam niby powiedzieć? Mogłam lepiej przygotować się do tej rozmowy.
- Victoria? - jej głos brzmiał już lepiej i nawet uśmiechnęła się szczerze, ale widziałam ten drapieżny błysk w jej tęczówkach. Siniaki na jej twarzy lekko zbledły, a opuchnięte oczy, już nie straszyły tak swoimi rozmiarami.
- Cześć. - rzuciłam nieśmiało, stając przy jej łóżku. Wolałabym, żeby mówiła do mnie Re. - Przyszłam tylko zobaczyć... jak się czujesz. - wyjąkałam.
- Bardzo miło z twojej strony. - między jej idealnie wypielęgnowanymi brwiami dostrzegłam małą zmarszczkę zdradzającą jej konsternacje z powodu moich odwiedzin - Jesteś sama? - zapytała zaskoczona, zerkając ponad moje ramię. Spodziewała się kogoś?
Skinęłam potakująco. Przechyliła głowę w bok, a po chwili dostrzegłam, że zorientowała się jak sprawy wyglądają.
- Zayn nie wie, że tu jesteś, prawda?
Skrzywiłam się, jakby złapała mnie na gorącym uczynku z ręką w słoiku z ciasteczkami.
- Nie wie.
Uśmiechnęła się lekko.
- Och, Victoria. Na własne życzenie pakujesz się w niemałe kłopoty. Usiądź proszę, potraktujmy to jako niefortunny zbieg okoliczności. Ze mną jesteś bezpieczna.
Serio? Niepewnie obeszłam jej szpitalne łóżko i usiadłam na niewygodnym krześle. Byłam strasznie spięta i nie uspokoiłam się nawet na chwilę od momentu w którym tu weszłam.
- A teraz zdradź mi prawdziwy powód twojej wizyty. - jest tak samo dobra jak Zayn. Albo może ja po prostu jestem zbyt łatwa do rozszyfrowania. Ułożyłam usta w dzióbek po jednej stronie twarzy i nerwowo zaczęłam bawić się palcami. Chłodną dłonią oplotła moje rozedrgane palce i ścisnęła je lekko. Ona mnie dotyka?
- Jesteś bardzo zdenerwowana, nie ma się co stresować. - powoli przechyliła głowę w bok - Spokojnie. - jej głos mówił co innego, był oziębły, jakby jej słowa nie skrywały żadnej wartości.
Rozluźniłam swoje mięśnie, ale w duchu nadal siedziałam jak na szpilkach. Nawet nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Otworzyłam usta, ale nic się z nich nie wydostało.
- Zayn wydaje się bardzo cię lubić. - odezwała się, gdy zauważyła, że mi nie przychodzi to z łatwością.
Uniosłam jedną brew przyglądając jej się z zaciekawieniem, na co ona odpowiedziała tym samym.
- W takim razie okazuje to w dość zabawny sposób. - moja odpowiedź przykuła jej uwagę.
Lekko zmarszczyła czoło.
- Zgadzam się z tobą, Victorio, ale widziałam jak zachowuje się wobec innych. Ciebie traktuje inaczej, mimo że możesz mieć mylne wrażenie.
- Ja nie mam porównania, niestety. - niewinnie wzruszyłam ramionami.
- Ale ja mam. - zmrużyła swoje błękitno-niebieskie oczy - Zacznijmy od tego, że nigdy nie wplątałby się w aferę z panem Andersonem i nie przyprowadziłby cię tutaj, gdyby nie chciał mieć cię blisko siebie. Zależy mu na to tobie, ale boi się to przyznać.
Co?! Powiedział jej o Devonie?
- Wiesz o...
- Devonie? Tak. Zayn mówi mi wszystko. - przerwała mi w pół zdania.
Kolejny powód, żebym mogła do woli wściekać się na Zayna. Zacisnęłam usta w cienką linię.
- Domyślam się, że wiesz o tym co nas kiedyś łączyło. - powiedziała miękkim, ostrożnym tonem.
- Niezbyt wiele. - odpowiedziałam niepewnie. Szybko zmienia tematy.
- Więc jesteś ciekawa i chciałabyś dowiedzieć się czegoś więcej?
Zaczęłam wiercić się na krzesełku szpitalnym.
- Po to przyszłam. - wyznałam, a moje policzki momentalnie zapiekły od gorąca.
- W naszej wspólnej przeszłości nie ma nic nieodpowiedniego. Był kłopotliwym nastolatkiem. To już skończone, teraz po prostu się przyjaźnimy, a ja płacę za to dość wygórowaną cenę.
Poczułam ciarki pod skórą. Kłopotliwy nastolatek, z którym pierdoliłaś się na lewo i prawo.
- Nie wydawaj pochopnym sądów. - ostrzegła cicho - Do tanga trzeba dwojga, Victorio.
- Re. Po prostu mów mi Re. - bąknęłam pochłonięta własnymi myślami.
- Zayn jest niesforny. - szepnęła - Życzę ci powodzenia.
- Co?
- Wydaje mi się, że jesteś świadoma tego, że Zayn jest niezdolny do miłości.
Skinęłam głową.
- Nie trzymaj go zbyt krótko, bo wysmyknie ci się między palcami. Widziałam taki scenariusz już wiele razy.
Zmarszczyłam czoło, uwięziona sam na sam z moimi myślami. W pokoju zapanowała cisza, a Emma westchnęła pod nosem.
- Żałujesz tego romansu? - zapytałam cicho.
Przecząco pokręciła głową. Okej, to pojebane. Kiedy ponownie podniosłam na nią wzrok wydawała się nieco bardziej spięta. Zerkała ponad moim ramieniem. Odwróciłam się, by spojrzeć w kierunku, który przykuł jej uwagę i zamarłam. Czułam jakby wszystkie moje wnętrzności wydarły się z środka i leżały porozwalane po całej sali szpitalnej. Zayn stał kilka metrów ode mnie.
- Victoria? - przechylił głowę, wyraźnie zaskoczony moją obecnością - C..co ty tutaj robisz? - czy on się właśnie zająknął? Nie widziałam go do kilku dni. Jego włosy jak zwykle były seksownie poburzone i wyglądał jakby dopiero co urwał się z jakiegoś biznesowego spotkania.
- Re, tylko wpadła mnie odwiedzić. Szlachetnie z jej strony. - Emma odpowiedziała za mnie i po raz pierwszy byłam wdzięczna, że jestem w jej towarzystwie.
Uśmiechnęłam się, ale dość mało przekonująco, więc zaraz spuściłam głowę.
- Mogę z tobą porozmawiać? Na osobności? - Zayn wyciągnął swoją dłoń w moja stronę.
Cholera. Wstałam powoli i chwyciłam jego rękę.
- Trzymaj się. - bąknęłam do Emmy, a ona skinęła głową. Gdy wychodziliśmy uścisk dłoni Zayna lekko się zacieśnił, a ja od razu poczułam dreszcze rozchodzące się pod skórą. Nie byłam jednak pewna, czy to dobry znak. Zaprowadził mnie do małej poczekalni za rogiem i stanął ze mną twarzą w twarz, całkiem oniemiały.
- Myślałem, że umówiłaś się ze swoją znajomą. - jego nozdrza rozszerzyły się, gdy głęboko zaciągał się powietrzem.
- No tak.
- Jaką znajomą?! Emmą?! - wypalił.
- Po spotkaniu z Emmą miałam się zobaczyć z Ruby. - skrzywiłam się - Czemu tak bardzo przeszkadza ci to, że się z nią widziałam?!
- Bo ona... - zamilkł i przeczesał palcami swoje włosy - Okłamałaś mnie.
- Nie zmieniaj tematu!
- Nie takim tonem.
Posłałam mu wymowne spojrzenie, przepełnione irytacją.
- Przestań traktować mnie jak małe dziecko!
- To przestań się tak zachowywać.
Wpatrywałam się w niego szeroko otwartymi oczami.
- Nigdy z tobą nie wygram. - wyrzuciłam w górę swoje ręce w geście kompletnej rezygnacji.
Uśmiechnął się pod nosem, a triumf zawładnął jego wyrazem twarzy, co tylko dodatkowo przyprawiło mnie o wewnętrzny wybuch wściekłości.
- Jesteś seksowna, kiedy się złościsz.
Zmarszczyłam czoło.
- Jakież urocze spotkanie. - wymusiłam uśmiech, a pewny siebie uśmieszek zniknął z jego ust. Wyraz twarzy Zayna momentalnie stał się niemożliwy do odczytania.
- Niezłe przedstawienie, Victorio.
- Cieszę się, że ci się podoba.
Westchnął poirytowany.
- Po co tu przyjechałaś?
Nie odezwałam się.
- Odpowiedz mi. - rzucił ostrzegawczym, niskim głosem.
Wzruszyłam ramionami, zaplatając ręce na piersiach, a linia jego szczęki od razu stała się wyraźniejsza.
- Grosik za twoje myśli? - syknął przez zaciśnięte zęby.
- Powiedziałeś jej o Devonie. - zwinnie zmieniłam temat.
- Wiem o niej wszystko, a ona wie o mnie więcej, niż ktokolwiek inny. - odpowiedział ostrożnie, ledwo trzymając w ryzach swoją złość.
- Och, no i przez ciebie, ona wie także o mnie! Jeśli prosiłeś mnie tylko o zaufanie i szczerość...
- Szczerość, Victoria. - podniósł głos, uciszając mnie momentalnie - Jak mogę ci ufać, jeśli nie jesteś ze mną szczera? Okłamałaś mnie.
Moje usta ułożyły się w cienka, prostą linię, gdy zrobił krok w moją stronę.
- Nie masz nic więcej do powiedzenia? - szepnął - Nie waż się zaczynać umoralniających gadek o zaufaniu i szczerości, jeśli samej cię na to nie stać. Naprawdę chciałbym dać ci porządną nauczkę. Serio, przelecieć cię tak, że nie byłabyś w stanie ustać na własnych nogach. - jego głos był niski i przepełniony pewnie taką samą złością, która wypełniała moje wnętrze. Pewnie wcześniej, jego słowa, jakoś by na mnie wpłynęły, ale teraz byłam nieźle wkurzona.
- Najpierw naucz się kontrolować swoją złość, zanim jeszcze kiedykolwiek zdecydujesz się mnie dotknąć. - spiorunowałam go wzrokiem, na co zmarszczył czoło - Po prostu odpowiedz na moje pytanie. Co przede mną ukrywasz?!
Napięcie i zdenerwowanie było bardzo widoczne w jego tęczówkach, ale nadal zachowywał kamienny wyraz twarzy. Mocno zarysowana linia jego szczęki zdradzała zaciśnięte w złości zęby.
- Mówiłem ci już, Victoria. Nic. Mieliśmy romans. To już skończone. Ile razy mam ci to jeszcze powtarzać?
- To dlaczego tak bardzo zaniepokoiła cię moja wizyta u Emmy?!
- Bo ona jest manipulatorką! Nie dasz rady ograć jej w jej własnej grze, Victoria. Ona jest mądra. Doskonale wie po co tu przyjechałaś. Cokolwiek ci powiedziała, to było kłamstwo.
Co?
- Emma nic mi nie powiedziała. - odparłam cicho - Powtórzyła tylko to samo, co mówiłeś ty. - no i parę innych rzeczy.
Zayn zmarszczył brwi i gwałtownie przeczesał palcami swoje poburzone włosy.
- W takim razie, nie mam nic już więcej do dodania. - bąknął wyraźnie rozkojarzony.
Przygryzłam wargę i opuściłam wzrok na swoje nerwowo splecione palce. "Zależy mu na tobie, ale boi się do tego przyznać." Czyżby? Moja wizyta u Emmy nie przyniosła żadnych korzyści, a tylko zaostrzyła sprawę. Nie wierzyłam mu. Ponownie przeczesał swoje włosy palcami, po czym wyciągnął rękę, by chwycić moją dłoń, ale zawahał się w pół ruchu.
- Mogę cię dotknąć? - zapytał cichym, zdenerwowanym głosem.
Skinęłam głową, pochłonięta swoim własnym światem. Ciałem byłam z Zaynem, ale mój umysł był całkiem gdzieś indziej. Złapał mnie za przedramię i przyciągnął do swojego ciała, mocno oplatając w ciasnym uścisku. Pochylił swoją głowę wtulając twarz w moje włosy i głęboko zaciągnął się ich zapachem.
- Zawsze tak pięknie pachniesz, Victoria.
- Nadal jestem na ciebie zła. - bąknęłam.
Westchnął głośno, a ja poczułam jak jego klatka unosi się ciężko przy mojej piersi.
- Tak samo jak ja. - wyszeptał słodkim głosem, który bez wątpienia skrywał w sobie jakąś mroczność. Delikatnie przeczesał moje włosy, i jak się spodziewałam, chwilę później okropnie powoli i łagodnie, pociągnął za nie, zmuszając bym podniosła na niego wzrok. Jego oczy przepełnione były pożądaniem i złością.
- Jesteś strasznie frustrującą kobietą, Victoria.
- Masz zamiar mnie ukarać? - szepnęłam prawie niesłyszalnie.
- Och, tak. - odpowiedział równie cicho ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, który nawet nie tknął jego tęczówek.
Z trudem przełknęłam ślinę, a on odsunął się ode mnie.
- Powinnam już iść.
- Pójdę z tobą.
- Nie, dam sobie radę...
- Nie kłóć się ze mną i tak już przegięłaś. - chwycił mnie za dłoń i pociągnął w stronę wind. Cholera, windy!
- Zaparkowałam na podziemnym. - bąknęłam.
- Wiem. Mark widział twój samochód.
- Wiedziałeś, że tu jestem?
Odetchnął głęboko.
- Tak, ale nie spodziewałem się, że będziesz u Emmy.
Och.
Kciukiem delikatnie gładził mnie po knykciach moich palców, czekając na przyjazd windy. Kiedy wreszcie się pojawiła, czułam jakby moje serce odmówiło posłuszeństwa. Gestem ręki wskazał, że mam wejść pierwsza, a on podążył zaraz za mną. Gdy tylko metalowa płyta się zasunęła, znowu poczułam niepewność względem niego. Tak samo jak za każdym razem, kiedy znajdujemy się w jakimś małym pomieszczeniu. Przygryzłam wargę, a on przycisnął mnie do ściany. Podniosłam dłonie i oparłam je o jego tors, gdy wpił się we mnie ustami. Jego ręce wędrowały po moich bokach, aż wreszcie dotarł do ud i uniósł mnie w górę, na co instynktownie zaplotłam nogi na jego biodrach.
Przygryzł skórę mojej szyi, a ja z całych sił starałam się powstrzymać jęk, wbijając palce w jego ramię. Jego usta z powrotem naparły na moje wargi, gdy moja dłoń nieśmiało zsunęła się w dół jego torsu, zmierzając do dolnych partii jego ciała. Palcami delikatnie przejechałam po jego twardym członku, uwięzionym za materiałem ubrania. O, rety. Mruknął miękko w odpowiedzi na mój dotyk.
- Nie pogrywaj ze mną, Re. - warknął erotycznym głosem.
- Przepraszam pana. - odparłam uwodzicielsko.
Winda zatrzymała się, a Zayn poluzował swój uścisk wokół mojego ciała. Gdy moje stopy z powrotem dotknęły posadzki, metalowe drzwi akurat się rozsuwały. Chwycił mnie za rękę i poprowadził prosto do wyjścia, a potem ruszyliśmy w stronę mojego samochodu. Zayn wyglądał na zatroskanego.
- Gdzie masz telefon? - zapytał.
- Um, w aucie. - odpowiedziałam cicho.
- Zostawiłaś go tam specjalnie, żeby łatwiej było ci mnie ignorować?
- Przepraszam. - zaczerwieniłam się, ale znalazłam odwagę, by podnieść na niego wzrok. Bardziej był skupiony na moim aucie, niż na mnie. - Zayn?
- Co się stało z twoim samochodem? - wypalił.
- Co masz na myśli? - zmarszczyłam brwi i spojrzałam w kierunku w którym wpatrywał się Zayn. Moje oczy szerzej otworzyły się ze zdziwienia. Ktoś poprzebijał opony! - O, mój Boże... - szczęka mi opadła i aż poskoczyłam, gdy na parkingu rozległ się łoskot upuszczanego metalowego pręta.
- Tori! - kurwa mać! To Devon! Szedł powoli w moją stronę, a na jego twarzy wyryty był złowieszczy, wilczy uśmiech. Zayn ostrożnie chwycił mnie za dłoń, a ja z trudem przełknęłam ślinę. On jest jakiś popierdolony!
- Jak miło cię znowu widzieć. - zielone tęczówki Devona spoczęły na Zaynie. Cały czas uśmiechał się pod nosem, a ja marzyłam tylko o tym, żeby zetrzeć mu ten pewny siebie uśmieszek z twarzy. - I jeszcze Zayn. Jak, kurwa, słodko. - przewrócił oczami - Miło dostać taką ofertę od miliardera, co nie?
Zmarszczyłam czoło skonsternowana i zaskoczona.
- Co się tak dziwisz, skarbie? Oboje dobrze wiecie o czym mówię. - Devon zmrużył oczy wpatrując się w Zayna. - Podpisała już kontrakcik? - uśmiechnął się złowieszczo - Proszę pana?
Kurwa mać! On wie o kontrakcie?!
_____________________________________________________________
HELLURRR!
Kolejny rozdział pojawi się w poniedziałek :)
Mam nadzieję, że ten się podobał, trochę się w nim działo i muszę przyznać, że tłumaczyło mi sie go cudnie, bo lubię jak jest dużo dialogów. A KOLEJNY ROZDZIAŁ TO JUŻ W OGÓLE CYCKI URYWA MÓWIĘ WAM JUŻ SIĘ NIE MOGĘ DOCZEKAĆ, AŻ WAM GO PRZETŁUMACZĘ LULZ :D
Nie jestem już zabawna, więc idąc za radą Ali (tak czarnuchu do Ciebie mówię i to jest dowCIP o Tobie hłe hłe) napiszę po prostu żart o Murzynie, który wymyśliłam przed chwilą, ale jest prawdopodobieństwo, że wcale go nie wymyśliłam, tylko gdzieś słyszałam i teraz powtarzam, ale nie pamiętałam więc sobie go przywłaszczam lulz
ŻART:
- Co ma Murzyn długiego?
- Kartotekę.
xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Kochani, mówiłam Wam, że będę chciała żebyście napisali kilka słów dla Chanel a ja jej je przetłumaczę i jakoś ładnie poskładam w całość z uwagi na zbliżający się koniec Coldziaczka :) Zostały dwa rozdziały, więc pliska napiszcie w komentarzach co chcielibyście jej powiedzieć, postarajcie się o oryginalność i oczywiście swój podpis. Jeśli sobie życzycie możecie napisać of korz od razu po angielsku :)
Umówmy się, że będzie to można wysyłać do niedzieli, a ja potem podzielę się z Wami efektem końcowym, zanim wyślę go Chanel.
Aaaaa.... i mam zamiar na swoim osobistym blogu stworzyć FAQ (czyli najczęściej zadawane pytania), będzie to można znaleźć pod tym linkiem TUMBLAH.
To tyle na dziś, do poniedziałku! :) xx
Dziękuję za uwagę, czytała Krystyna Czubówna.


















