piątek, 13 września 2013

Rozdział 34.

Nie rozmawiałam z Zaynem od trzech dni. Może był zbyt zajęty pracą, albo odwiedzaniem Emmy w szpitalu, nie wiem. Wysłał do mnie kilka wiadomości, ale były to dość lakoniczne SMS'y. Ja z kolei zajęłam się rozpakowywaniem rzeczy w nowym mieszkaniu, w czym skrupulatnie pomagała mi Amber. Wiedziała, że lepiej nie wspominać przy mnie o Zaynie, ale widziałam, że aż się pali, żeby wypytać mnie o to, co właściwie jest między nami. A nie było nic specjalnego.
Po naszym ostatnim pocałunku w ogóle nie mogłam zasnąć. Chciał wtedy zostać, ale gdybym się zgodziła, następnego dnia rano musiałabym zmierzyć się z bolącą waginą i kacem moralnym, że tak szybko uległam jego urokowi. Twardo obstawiałam przy swoim. Nie zgodziłam się by u mnie nocował. Nie bardzo wiedział jak ma zareagować na moją odmowę, ale z uwagi na to, że nadal byłam na niego wściekła postanowił nie naciskać. Poczułam się o wiele pewniej stawiając na swoim, ale gdy tylko zostałam sama pogrążyłam się we łzach, bo w głębi duszy chciałam go mieć przy sobie. Zayn jest samolubnym mężczyzną, a ja nienawidzę faktu, że zakochałam się w nim jak kretynka.
W głowie mi się już kręciło od tego całego natłoku myśli. Z pewnością za bardzo analizowałam pewne rzeczy. Obawiałam się lekko stanem Emmy i tym, jak intensywnie Zayn się nią opiekował. To znaczy, w jakimś tam stopniu, bo wiadomo jak to u Zayna jest z okazywaniem uczuć. Frustrowało mnie to, że ukrywa przede mną tak wiele informacji na temat związku z Emmą, ale nie mogłam na nim nic wymusić, bo był zbyt uparty. A może powinnam porozmawiać z Emmą? Ale sama, bez uporczywego odczucia, że stoi za mną popieprzony koleś, który patrzy na mnie spode łba, obserwując każdy najmniejszy ruch. Może faktycznie właśnie tak powinnam zrobić? Poza tym, ona i tak nie bardzo jest się w stanie ruszać, więc nie ma zagrożenia, gdy wymsknie mi się jakaś mała złośliwość. Muszę się tylko zastanowić nad tym jak daleko zajdzie ta rozmowa i ile Emma będzie łaskawa mi powiedzieć. No i ile z tego potem przekaże Zaynowi.
- Re! Przesyłka do ciebie. - usłyszałam z dołu krzyk Amber.
Było zbyt wcześnie. Warknęłam pod nosem i zwlokłam się z łóżka. Chwilę później stałam już przy drzwiach wejściowych. Listonosz uważnie skanował mnie wzrokiem od góry do dołu, a ja aż trzęsłam się z zimna. Koleś był dość niski, no może tylko kilka centymetrów wyższy ode mnie. Podstawił mi jakieś papiery do podpisania, co z ociąganiem w końcu zrobiłam, a on zaśmiał się pod nosem. Pewnie dlatego, że wyglądałam jak chodzące nieszczęście. Cóż, dopiero co wstałam.
- Um, proszę to po prostu przynieść. - wymamrotałam przecierając zaspane oczy i ziewając w międzyczasie.
- Eee, nie wydaje mi się, żeby ta przesyłka nadawała się do przechowywania w domu. - odpowiedział lekko rozbawiony.
- Co?
- Niech pani sama zobaczy. - uśmiechnął się wręczając mi kluczyki.
Kurwa, co?! Kluczyki do samochodu?!
- Och, to też jest dla pani. Jakiś chłopak, twierdzący, że jest pani starym znajomym prosił bym to pani przekazał. - wzruszył ramionami z przepraszającym wyrazem twarzy podając mi list - Nie powinienem tego robić, to niezgodne z procedurami, bo nie został nadany oficjalnie, ale gość wyglądał całkiem serdecznie i chyba mu zależało, więc...
- Dzięki. - rzuciłam nie bardzo zwracając uwagę na to co mówił. Ściągnęłam skarpetki i wyszłam przed dom. Na naszym nieproporcjonalnie małym podjeździe stał matowo-czarny Saab 2013 PhoeniX. Jeden rzut okiem i wiedziałam od kogo jest ta "przesyłka". Kurier zagwizdał głośno, wyrażając tym samym zachwyt nad autem, co pewnie zrobiłby każdy mężczyzna.
- Ślicznotka... Lepiej będę się już zbierał. Trzymaj się, kochaniutka.
- Taa... - bąknęłam nadal w półśnie - Ty też się trzymaj, kochaniutki. - zaakcentowałam ostatnie słowo i ruszyłam z powrotem do domu, gdzie przywitała mnie Amber zbierająca szczękę z podłogi. Och, cudnie.
- Zayn kupił ci ten samochód? - zapytała z szaleńczą ciekawością wyglądając przez okno.
Zaspana kiwnęłam głową i skupiłam się na liście, który trzymałam w rękach.
- To też od niego?
Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem. Pewnie tak. - rozdarłam kopertę i wyciągnęłam z środka kartkę. Kluczyki razem z niepotrzebnym papierem powędrowały na stolik. Zaczęłam czytać, a Amber przez cały czas uparcie zaglądała mi przez ramię.


Kurwa mać!
- Devon?! - Amber po raz kolejny zbierała koparę z podłogi - Skąd on, do chuja, wie gdzie mieszkamy?! To znaczy, gdzie ty mieszkasz?
- Nie wiem?! To nie zostało nadane na poczcie, Devon dał to temu listonoszowi. Tak chyba mówił ten koleś...
- O co mu chodzi z tymi tarapatami?! Myślałam, że już dawno pozbyłaś się go ze swojego życia. 
Nie odpowiedziałam.
- Co się stało w Ameryce? - zapytała podpierając rękę o biodro i unosząc wymownie brwi. Tryb bezwzględna jędza w pełni aktywowany. - Co tak nagle znowu go do ciebie przywiało?
- Jest prawdopodobieństwo, że Zayn wywalił go z pracy. - wymamrotałam niewyraźnie.
- Jest prawdopodobieństwo?! Co? Czekaj, pogubiłam się trochę.
Och, nie powiedziałam jej? Niezła ze mnie przyjaciółeczka.
- Wszystko ci opowiem. Pamiętasz tę noc, kiedy powiedziałam Zaynowi o Devonie.
Uśmiechnęła się zadowolona z nie wiadomo czego.
- Tę noc kiedy zaliczyłaś...
Przerwałam jej momentalnie, ucinając dalsze wspomnienia wieczoru, kiedy pierwszy raz uprawiałam prawdziwy seks. 
- Tak, właśnie wtedy. - zmarszczyłam czoło czerwieniąc się lekko.
- Wyluzuj trochę, Re. Tylko się droczę. - odparła Amber sadowiąc mnie na niskim stoliku po środku salonu - Mów dalej. - zachęciła.
- Nie miałam, kiedy wcześniej ci tego wszystkiego powiedzieć, bo wiesz, pakowanie, przeprowadzka, Ted. - jęknęłam sama do siebie.
- No, wszystko jest okej. Teraz mi zdasz relację. - zamachała zniecierpliwiona ręką dając mi znać, żebym przeszła do rzeczy. 
Dobra już, spokojnie. 
- Więc, Zayn pozbierał trochę informacji na temat Devona. Okazało się, że...
- Czekaj, to legalne? - Boże, kobieto! Dajże mi skończyć! Skarciłam ją w myślach i wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem, w każdym bądź razie, Zayn dowiedział się od swojego wyspecjalizowanego w tego typu rzeczach szpiega, że Devon pracuje jako menadżer w Malik Heritage Hotel w Kalifornii...
- Jakim cudem? Przecież to mógł być jakikolwiek inny Devon Anderson.
- Elena i Devon nadal są parą. 
Ułożyła usta w kształt "o", po czym ponownie zamachała dłonią, dając znak, że mogę kontynuować.
- Następnego dnia, kiedy byliśmy w jego penthousie dostał telefon od swojego małego szpiega. Ten przekazał mu wszystkie informacje na temat tego całego gówna, którego dopuścił się Devon.
- Czyli? 
- Miał jakieś sześć, chyba, asystentek. Zayn mówił mi, że je szantażował.
- Jak?
- Agh, Devon też robił małe sprawdzenie osób, które miał zamiar zatrudnić i pracę dostawały te, które miały jakieś plamy na życiorysie, sfałszowane CV, czy list polecający. Szantażował je tym w zamian za seks.
Amber wyglądała na kompletnie zaskoczoną.
- Co?!
- Wynagrodzenie w firmach Zayna jest naprawdę wysokie. Jest cholernie hojny, a Devon wykorzystywał to do własnych przyjemności. Kiedy tylko przyszło mu zatrudnić kogoś ponownie, zawsze najpierw sprawdzał przeszłość tej osoby, nadążasz? 
Amber pokręciła głową.
- Dobra, inaczej. Składasz CV, masz jakąś wyboistą przeszłość na sumieniu, o której nie wspominasz w swoim CV, do tego potrzebujesz kasy. On cię zatrudnia, po czym szantażuje, żebyś uprawiała z nim seks. Jeśli się nie zgodzisz, zacznie rozpowszechniać o tobie niezbyt przyjemne informacje w efekcie czego stracisz pracę i hojne wynagrodzenie, które oferuje zatrudnienie u Zayna. Albo odejdziesz sama, bo nie wytrzymasz presji.
Amber powoli kiwnęła głową, próbując poskładać wszystkie informacje do kupy.
- Okej, więc jeśli zdecydujesz się zatrzymać pracę w zasadzie jesteś jego seks zabawką i zarabiasz kupę forsy. Jeśli nie zgodzisz się na seks, masz przejebane bo rozpowie wszystkim o twojej fatalnej przeszłości?
- No, i Zayn chciał z nim poważnie o tym pogadać, więc umówili się na spotkanie w Kalifornii.
- To po to poleciał z tobą do Ameryki, chciał się widzieć z Devonem. Teraz rozumiem, a zastanawiałam się po co on tam z tobą, jak ogon za psem... Okej, mów dalej. 
- Wiesz jaka jestem uparta, no i raz była taka sytuacja, że bardzo chciałam coś zrobić. Jak chce coś zrobić to po prostu to robię, a zatrzymywanie mnie, czy zakazywanie jest tylko dla mnie dodatkową zachętą.
Amber skinęła głową z lekkim uśmiechem na ustach. Cały czas nawijała swoje blond loki na palec wskazujący. 
- Zayn kazał mi zostać w penthousie, podczas gdy on będzie na tym spotkaniu z Devonem, a ja po prostu chciałam się stamtąd wydostać i być jak najdalej od Devona. Nie posłuchałam go i w końcu znalazłam się w holu głównym, rozmawiając z Eleną, po czym jeszcze na dokładkę pojawił się Devon.
- Widziałaś Devona! - szeroko otworzyła usta ze zdziwienia.
- No, widziałam kutasa, ale kompletnie zignorowałam jego obecność. Okazało się, że Zayn zdegradował go do stanowiska śmieciarza. Następnego dnia, kiedy już prawie wyjeżdżałam na lotnisko... Właściwie to nie bardzo pamiętam co się wydarzyło. Dopadł mnie i zaczął się do mnie przywalać, ale pojawił się Mark i go powstrzymał, no i potem jak spod ziemi, wyrósł Zayn. Wściekły jak cholera, zaczął gadać tym swoim mądrym językiem, zwolnił Devona no i teraz ten jest wkurwiony. Zayn ma dostęp do wyciągów z jego kart kredytowych i dowiedział się, że kupił bilet do Londynu. A teraz jeszcze ta dziwaczna notka! Zaczynam się denerwować. 
Amber potarła moje plecy, co miało mnie chyba uspokoić. 
- Oddychaj, mała. Wszystko będzie dobrze. 
- Serio? Bo jakoś wszyscy mi to powtarzają, ale jest coraz gorzej! Nie powinnam była mówić Zaynowi o Devonie. - ukryłam twarz w dłoniach.
- Hej, Re! Słuchaj, Zayn wydaje się naprawdę opiekuńczy wobec ciebie. Pamiętaj, "my nie żałujemy, śmiejemy się i zapominamy". Bardzo dobrze, że powiedziałaś Zaynowi o tym dupku, to nie podlega dyskusji. Jesteś autorką swojej własnej książki. Nie możesz nic z niej wymazać.
Uśmiechnęłam się lekko zażenowana.
- Kiedy ty się zrobiłaś taka głęboko myśląca?
- Kiedy James zaczął mi pomagać przy przeprowadzce, bo ciebie nie było. - wzruszyła ramionami.
- Och, to prawda. On i te jego wywody. Dobra, mam w planach odwiedzić jeszcze znajomą. - dokończyłam z lekkim wahaniem. Cholera.
- Znajomą? - zapytała - Gdzie?
- Właściwie to znajoma Zayna jest w szpitalu, chciałam zobaczyć jak się ma. - uśmiechnęłam się lekko, a Amber podejrzliwie zmarszczyła brwi. 
- Okej. - powiedziała nisko i powoli.
- Wezmę swoje nowe auto. - chwyciłam kluczyki ze stolika i ponownie posłałam jej uśmiech.
- Serio jesteś jakaś mega skomplikowana. 
- Jej! Dzięki! 
- Pamiętaj tylko, że jak coś, to wiesz gdzie mnie znaleźć. Jesteś ostatnio strasznie spięta, wyluzuj się trochę. 
Skinęłam głową na odchodne, po czym usadowiłam się w drogim samochodzie. Podejrzewam, że jego równowartość odpowiadała cenie mojego domu. To cacko już znalazło drogę do mojego serca. Oklepany tekst, ale taka jest prawda. Wyglądało tak dystyngowanie i luksusowo, że wydawało mi się, że w ogóle do niego nie pasuję. Silnik zamruczał przywołując maszynę do życia, gdy przekręciłam kluczyk w stacyjce. Zaszokowało mnie to, jak cicho pracował w porównaniu z Roofie'm. 
Z łatwością wycofałam samochód na główną drogę i skierowałam się prosto do szpitala. Łatwo rozpracowałam jak obsługiwać się radiem, więc po drodze słuchałam muzyki, do momentu, aż w pewnym momencie z głośników usłyszałam dzwonek telefonu. Co? Ktoś dzwoni? Tu jest telefon? W samochodzie? Spojrzałam na prostokątny wyświetlacz umieszczony w desce rozdzielczej, a kciukiem lekko nacisnęłam guzik z słuchawką na kierownicy. Dzwonek umilkł, a ja zmarszczyłam brwi skonsternowana.
- H..halo? - powiedziałam głośno, rozglądając się na boki.
- Victoria, dobrze znowu cię słyszeć. - jego magnetyzujący głos rozległ się po wnętrzu auta. Łał, już kocham ten samochód.
- Zayn?
- Hej. - jeśli dobrze mi się wydawało, to brzmiał, jakby się uśmiechał. Naprawdę tęskniłam za jego głosem. Wymienianie SMS'ów to nie to samo. Mimo wszystko nadal byłam na niego trochę wkurzona.
Powstrzymywałam się od uśmiechu.
- Hej.
- Co robisz? - zapytał, a ja wyobraziłam sobie jak przygląda mi się z kamiennym wyrazem twarzy. 
- Umówiłam się ze znajomą. 
- Jaką znajomą? 
Moje oczy szerzej się otworzyły. Głośno przełknęłam ślinę.
- Ruby. - na kilka sekund zapanowała cisza.
- Domyślam się, że jedziesz swoim nowym samochodem?
Fiu! Momentalnie się zrelaksowałam. Było naprawdę blisko.
- Nowym, ekstremalnie drogim samochodem, tak, dzięki tobie.
- Nadal się na mnie złościsz? - zapytał.
- Tak.
Westchnął cicho.
- Kiedy będę mógł cię znowu zobaczyć?
- Nie wiem. Wydajesz się zawsze być zajęty. - wymamrotałam wjeżdżając na podziemny parking szpitala. Czułam się jakbym gadała sama do siebie.
- Teraz nie jestem zajęty. 
- Ale ja jestem. - bąknęłam parkując auto, po czym sięgnęłam po swój portfel do jednej z kieszeni w desce rozdzielczej. Uwielbiam ten samochód! - Aaa... I Devon...
- Co z nim? - zapytał Zayn.
- Wysłał mi list. Było tam napisane "O wiele łatwiej jest wplątać się w tarapaty, niż się z nich wygrzebać". Wydaje mi się, że on jest w Londynie. 
Na chwilę zapanowała cisza.
- To jakiś cytat? 
- Możliwe.
- Gdzie jedziesz?!
Zamarłam. Co ja mam mu odpowiedzieć? Do sklepu, kupić kogoś, kto mnie pokocha?
- Muszę kończyć. 
- Victo...
- Zayn, muszę lecieć. Przepraszam. - wiedziałam, że będę tego żałować, ale rozłączyłam się. Ostatnim razem, kiedy to zrobiłam wkurwił się nie na żarty. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak zareaguje teraz. Postanowiłam zostawić komórkę w aucie, bo wiedziałam, że nie przestanie wydzwaniać, zwłaszcza teraz, gdy nie odpowiedziałam na jego pytanie. Jego podejrzliwość będzie rosła pewnie z sekundy na sekundę i jak w końcu dojdzie do tego, że przyjechałam spotkać się z jego byłą kochanką wybije mi z głowy te jebnięte pomysły.

***

- Mogę jakoś pani pomóc? - tym razem w recepcji siedziała inna kobieta. Stałam przed nią niepewna siebie, a ona uśmiechała się ciepło. Od razu zauważyłam trochę szminki na jej zębach i nie mogłam oderwać od niej wzroku. Cały czas się na to gapiłam.
- Umm, Emma Donaldson. 
- Ach, tak. Mogę prosić pani nazwisko? 
Kurwa, jak mogłam o tym zapomnieć!
- Victoria Greene. - bąknęłam.
Spuściła wzrok na kartkę z listą osób, po czym uśmiechnęła się pogodnie. 
- Tamtym korytarzem...
O, mój Boże! Moje nazwisko jest na liście! 
- Dziękuję, wiem gdzie to. - przerwałam jej i pospiesznie ruszyłam w stronę pokoju Emmy. Gdy tam dotarłam, rzuciłam okiem przez małe okno do sali. Była sama, ale wyglądała już o wiele lepiej, niż gdy byłam tu po raz pierwszy. Wchodząc do środka czułam tylko zdenerwowanie i strach. I co ja jej mam niby powiedzieć? Mogłam lepiej przygotować się do tej rozmowy.
- Victoria? - jej głos brzmiał już lepiej i nawet uśmiechnęła się szczerze, ale widziałam ten drapieżny błysk w jej tęczówkach. Siniaki na jej twarzy lekko zbledły, a opuchnięte oczy, już nie straszyły tak swoimi rozmiarami. 
- Cześć. - rzuciłam nieśmiało, stając przy jej łóżku. Wolałabym, żeby mówiła do mnie Re. - Przyszłam tylko zobaczyć... jak się czujesz. - wyjąkałam.
- Bardzo miło z twojej strony. - między jej idealnie wypielęgnowanymi brwiami dostrzegłam małą zmarszczkę zdradzającą jej konsternacje z powodu moich odwiedzin - Jesteś sama? - zapytała zaskoczona, zerkając ponad moje ramię. Spodziewała się kogoś?
Skinęłam potakująco. Przechyliła głowę w bok, a po chwili dostrzegłam, że zorientowała się jak sprawy wyglądają.
- Zayn nie wie, że tu jesteś, prawda? 
Skrzywiłam się, jakby złapała mnie na gorącym uczynku z ręką w słoiku z ciasteczkami. 
- Nie wie.
Uśmiechnęła się lekko.
- Och, Victoria. Na własne życzenie pakujesz się w niemałe kłopoty. Usiądź proszę, potraktujmy to jako niefortunny zbieg okoliczności. Ze mną jesteś bezpieczna.
Serio? Niepewnie obeszłam jej szpitalne łóżko i usiadłam na niewygodnym krześle. Byłam strasznie spięta i nie uspokoiłam się nawet na chwilę od momentu w którym tu weszłam.
- A teraz zdradź mi prawdziwy powód twojej wizyty. - jest tak samo dobra jak Zayn. Albo może ja po prostu jestem zbyt łatwa do rozszyfrowania. Ułożyłam usta w dzióbek po jednej stronie twarzy i nerwowo zaczęłam bawić się palcami. Chłodną dłonią oplotła moje rozedrgane palce i ścisnęła je lekko. Ona mnie dotyka? 
- Jesteś bardzo zdenerwowana, nie ma się co stresować. - powoli przechyliła głowę w bok - Spokojnie. - jej głos mówił co innego, był oziębły, jakby jej słowa nie skrywały żadnej wartości.
Rozluźniłam swoje mięśnie, ale w duchu nadal siedziałam jak na szpilkach. Nawet nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Otworzyłam usta, ale nic się z nich nie wydostało. 
- Zayn wydaje się bardzo cię lubić. - odezwała się, gdy zauważyła, że mi nie przychodzi to z łatwością.
Uniosłam jedną brew przyglądając jej się z zaciekawieniem, na co ona odpowiedziała tym samym. 
- W takim razie okazuje to w dość zabawny sposób. - moja odpowiedź przykuła jej uwagę.   
Lekko zmarszczyła czoło.
- Zgadzam się z tobą, Victorio, ale widziałam jak zachowuje się wobec innych. Ciebie traktuje inaczej, mimo że możesz mieć mylne wrażenie. 
- Ja nie mam porównania, niestety. - niewinnie wzruszyłam ramionami.
- Ale ja mam. - zmrużyła swoje błękitno-niebieskie oczy - Zacznijmy od tego, że nigdy nie wplątałby się w aferę z panem Andersonem i nie przyprowadziłby cię tutaj, gdyby nie chciał mieć cię blisko siebie. Zależy mu na to tobie, ale boi się to przyznać. 
Co?! Powiedział jej o Devonie?
- Wiesz o...
- Devonie? Tak. Zayn mówi mi wszystko. - przerwała mi w pół zdania.
Kolejny powód, żebym mogła do woli wściekać się na Zayna. Zacisnęłam usta w cienką linię.
- Domyślam się, że wiesz o tym co nas kiedyś łączyło. - powiedziała miękkim, ostrożnym tonem.
- Niezbyt wiele. - odpowiedziałam niepewnie. Szybko zmienia tematy.
- Więc jesteś ciekawa i chciałabyś dowiedzieć się czegoś więcej?
Zaczęłam wiercić się na krzesełku szpitalnym. 
- Po to przyszłam. - wyznałam, a moje policzki momentalnie zapiekły od gorąca.
- W naszej wspólnej przeszłości nie ma nic nieodpowiedniego. Był kłopotliwym nastolatkiem. To już skończone, teraz po prostu się przyjaźnimy, a ja płacę za to dość wygórowaną cenę.
Poczułam ciarki pod skórą. Kłopotliwy nastolatek, z którym pierdoliłaś się na lewo i prawo.
- Nie wydawaj pochopnym sądów. - ostrzegła cicho - Do tanga trzeba dwojga, Victorio.
- Re. Po prostu mów mi Re. - bąknęłam pochłonięta własnymi myślami.
- Zayn jest niesforny. - szepnęła - Życzę ci powodzenia.
- Co?
- Wydaje mi się, że jesteś świadoma tego, że Zayn jest niezdolny do miłości. 
Skinęłam głową.
- Nie trzymaj go zbyt krótko, bo wysmyknie ci się między palcami. Widziałam taki scenariusz już wiele razy.
Zmarszczyłam czoło, uwięziona sam na sam z moimi myślami. W pokoju zapanowała cisza, a Emma westchnęła pod nosem. 
- Żałujesz tego romansu? - zapytałam cicho.
Przecząco pokręciła głową. Okej, to pojebane. Kiedy ponownie podniosłam na nią wzrok wydawała się nieco bardziej spięta. Zerkała ponad moim ramieniem. Odwróciłam się, by spojrzeć w kierunku, który przykuł jej uwagę i zamarłam. Czułam jakby wszystkie moje wnętrzności wydarły się z środka i leżały porozwalane po całej sali szpitalnej. Zayn stał kilka metrów ode mnie.
- Victoria? - przechylił głowę, wyraźnie zaskoczony moją obecnością - C..co ty tutaj robisz? - czy on się właśnie zająknął? Nie widziałam go do kilku dni. Jego włosy jak zwykle były seksownie poburzone i wyglądał jakby dopiero co urwał się z jakiegoś biznesowego spotkania. 
- Re, tylko wpadła mnie odwiedzić. Szlachetnie z jej strony. - Emma odpowiedziała za mnie i po raz pierwszy byłam wdzięczna, że jestem w jej towarzystwie.
Uśmiechnęłam się, ale dość mało przekonująco, więc zaraz spuściłam głowę. 
- Mogę z tobą porozmawiać? Na osobności? - Zayn wyciągnął swoją dłoń w moja stronę.
Cholera. Wstałam powoli i chwyciłam jego rękę. 
- Trzymaj się. - bąknęłam do Emmy, a ona skinęła głową. Gdy wychodziliśmy uścisk dłoni Zayna lekko się zacieśnił, a ja od razu poczułam dreszcze rozchodzące się pod skórą. Nie byłam jednak pewna, czy to dobry znak. Zaprowadził mnie do małej poczekalni za rogiem i stanął ze mną twarzą w twarz, całkiem oniemiały.
- Myślałem, że umówiłaś się ze swoją znajomą. - jego nozdrza rozszerzyły się, gdy głęboko zaciągał się powietrzem.
- No tak. 
- Jaką znajomą?! Emmą?! - wypalił.
- Po spotkaniu z Emmą miałam się zobaczyć z Ruby. - skrzywiłam się - Czemu tak bardzo przeszkadza ci to, że się z nią widziałam?! 
- Bo ona... - zamilkł i przeczesał palcami swoje włosy - Okłamałaś mnie.
- Nie zmieniaj tematu!
- Nie takim tonem. 
Posłałam mu wymowne spojrzenie, przepełnione irytacją. 
- Przestań traktować mnie jak małe dziecko!
- To przestań się tak zachowywać.
Wpatrywałam się w niego szeroko otwartymi oczami.
- Nigdy z tobą nie wygram. - wyrzuciłam w górę swoje ręce w geście kompletnej rezygnacji.
Uśmiechnął się pod nosem, a triumf zawładnął jego wyrazem twarzy, co tylko dodatkowo przyprawiło mnie o wewnętrzny wybuch wściekłości.
- Jesteś seksowna, kiedy się złościsz.
Zmarszczyłam czoło.
- Jakież urocze spotkanie. - wymusiłam uśmiech, a pewny siebie uśmieszek zniknął z jego ust. Wyraz twarzy Zayna momentalnie stał się niemożliwy do odczytania.
- Niezłe przedstawienie, Victorio. 
- Cieszę się, że ci się podoba. 
Westchnął poirytowany.
- Po co tu przyjechałaś?
Nie odezwałam się.
- Odpowiedz mi. - rzucił ostrzegawczym, niskim głosem.
Wzruszyłam ramionami, zaplatając ręce na piersiach, a linia jego szczęki od razu stała się wyraźniejsza. 
- Grosik za twoje myśli? - syknął przez zaciśnięte zęby.
- Powiedziałeś jej o Devonie. - zwinnie zmieniłam temat.
- Wiem o niej wszystko, a ona wie o mnie więcej, niż ktokolwiek inny. - odpowiedział ostrożnie, ledwo trzymając w ryzach swoją złość.
- Och, no i przez ciebie, ona wie także o mnie! Jeśli prosiłeś mnie tylko o zaufanie i szczerość...
- Szczerość, Victoria. - podniósł głos, uciszając mnie momentalnie - Jak mogę ci ufać, jeśli nie jesteś ze mną szczera? Okłamałaś mnie.
Moje usta ułożyły się w cienka, prostą linię, gdy zrobił krok w moją stronę.
- Nie masz nic więcej do powiedzenia? - szepnął - Nie waż się zaczynać umoralniających gadek o zaufaniu i szczerości, jeśli samej cię na to nie stać. Naprawdę chciałbym dać ci porządną nauczkę. Serio, przelecieć cię tak, że nie byłabyś w stanie ustać na własnych nogach. - jego głos był niski i przepełniony pewnie taką samą złością, która wypełniała moje wnętrze. Pewnie wcześniej, jego słowa, jakoś by na mnie wpłynęły, ale teraz byłam nieźle wkurzona. 
- Najpierw naucz się kontrolować swoją złość, zanim jeszcze kiedykolwiek zdecydujesz się mnie dotknąć. - spiorunowałam go wzrokiem, na co zmarszczył czoło - Po prostu odpowiedz na moje pytanie. Co przede mną ukrywasz?!
Napięcie i zdenerwowanie było bardzo widoczne w jego tęczówkach, ale nadal zachowywał kamienny wyraz twarzy. Mocno zarysowana linia jego szczęki zdradzała zaciśnięte w złości zęby. 
- Mówiłem ci już, Victoria. Nic. Mieliśmy romans. To już skończone. Ile razy mam ci to jeszcze powtarzać?
- To dlaczego tak bardzo zaniepokoiła cię moja wizyta u Emmy?!
- Bo ona jest manipulatorką! Nie dasz rady ograć jej w jej własnej grze, Victoria. Ona jest mądra. Doskonale wie po co tu przyjechałaś. Cokolwiek ci powiedziała, to było kłamstwo.
Co?
- Emma nic mi nie powiedziała. - odparłam cicho - Powtórzyła tylko to samo, co mówiłeś ty. - no i parę innych rzeczy. 
Zayn zmarszczył brwi i gwałtownie przeczesał palcami swoje poburzone włosy. 
- W takim razie, nie mam nic już więcej do dodania. - bąknął wyraźnie rozkojarzony.
Przygryzłam wargę i opuściłam wzrok na swoje nerwowo splecione palce. "Zależy mu na tobie, ale boi się do tego przyznać." Czyżby? Moja wizyta u Emmy nie przyniosła żadnych korzyści, a tylko zaostrzyła sprawę. Nie wierzyłam mu. Ponownie przeczesał swoje włosy palcami, po czym wyciągnął rękę, by chwycić moją dłoń, ale zawahał się w pół ruchu.
- Mogę cię dotknąć? - zapytał cichym, zdenerwowanym głosem.
Skinęłam głową, pochłonięta swoim własnym światem. Ciałem byłam z Zaynem, ale mój umysł był całkiem gdzieś indziej. Złapał mnie za przedramię i przyciągnął do swojego ciała, mocno oplatając w ciasnym uścisku. Pochylił swoją głowę wtulając twarz w moje włosy i głęboko zaciągnął się ich zapachem. 
- Zawsze tak pięknie pachniesz, Victoria. 
- Nadal jestem na ciebie zła. - bąknęłam.
Westchnął głośno, a ja poczułam jak jego klatka unosi się ciężko przy mojej piersi. 
- Tak samo jak ja. - wyszeptał słodkim głosem, który bez wątpienia skrywał w sobie jakąś mroczność. Delikatnie przeczesał moje włosy, i jak się spodziewałam, chwilę później okropnie powoli i łagodnie, pociągnął za nie, zmuszając bym podniosła na niego wzrok. Jego oczy przepełnione były pożądaniem i złością. 
- Jesteś strasznie frustrującą kobietą, Victoria. 
- Masz zamiar mnie ukarać? - szepnęłam prawie niesłyszalnie.
- Och, tak. - odpowiedział równie cicho ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, który nawet nie tknął jego tęczówek.
Z trudem przełknęłam ślinę, a on odsunął się ode mnie.
- Powinnam już iść.
- Pójdę z tobą. 
- Nie, dam sobie radę...
- Nie kłóć się ze mną i tak już przegięłaś. - chwycił mnie za dłoń i pociągnął w stronę wind. Cholera, windy!
- Zaparkowałam na podziemnym. - bąknęłam.
- Wiem. Mark widział twój samochód. 
- Wiedziałeś, że tu jestem? 
Odetchnął głęboko.
- Tak, ale nie spodziewałem się, że będziesz u Emmy.
Och.
Kciukiem delikatnie gładził mnie po knykciach moich palców, czekając na przyjazd windy. Kiedy wreszcie się pojawiła, czułam jakby moje serce odmówiło posłuszeństwa. Gestem ręki wskazał, że mam wejść pierwsza, a on podążył zaraz za mną. Gdy tylko metalowa płyta się zasunęła, znowu poczułam niepewność względem niego. Tak samo jak za każdym razem, kiedy znajdujemy się w jakimś małym pomieszczeniu. Przygryzłam wargę, a on przycisnął mnie do ściany. Podniosłam dłonie i oparłam je o jego tors, gdy wpił się we mnie ustami. Jego ręce wędrowały po moich bokach, aż wreszcie dotarł do ud i uniósł mnie w górę, na co instynktownie zaplotłam nogi na jego biodrach.
Przygryzł skórę mojej szyi, a ja z całych sił starałam się powstrzymać jęk, wbijając palce w jego ramię. Jego usta z powrotem naparły na moje wargi, gdy moja dłoń nieśmiało zsunęła się w dół jego torsu, zmierzając do dolnych partii jego ciała. Palcami delikatnie przejechałam po jego twardym członku, uwięzionym za materiałem ubrania. O, rety. Mruknął miękko w odpowiedzi na mój dotyk.
- Nie pogrywaj ze mną, Re. - warknął erotycznym głosem.
- Przepraszam pana. - odparłam uwodzicielsko.
Winda zatrzymała się, a Zayn poluzował swój uścisk wokół mojego ciała. Gdy moje stopy z powrotem dotknęły posadzki, metalowe drzwi akurat się rozsuwały. Chwycił mnie za rękę i poprowadził prosto do wyjścia, a potem ruszyliśmy w stronę mojego samochodu. Zayn wyglądał na zatroskanego.
- Gdzie masz telefon? - zapytał.
- Um, w aucie. - odpowiedziałam cicho.
- Zostawiłaś go tam specjalnie, żeby łatwiej było ci mnie ignorować?
- Przepraszam. - zaczerwieniłam się, ale znalazłam odwagę, by podnieść na niego wzrok. Bardziej był skupiony na moim aucie, niż na mnie. - Zayn?
- Co się stało z twoim samochodem? - wypalił.
- Co masz na myśli? - zmarszczyłam brwi i spojrzałam w kierunku w którym wpatrywał się Zayn. Moje oczy szerzej otworzyły się ze zdziwienia. Ktoś poprzebijał opony! - O, mój Boże... - szczęka mi opadła i aż poskoczyłam, gdy na parkingu rozległ się łoskot upuszczanego metalowego pręta. 
- Tori! - kurwa mać! To Devon! Szedł powoli w moją stronę, a na jego twarzy wyryty był złowieszczy, wilczy uśmiech. Zayn ostrożnie chwycił mnie za dłoń, a ja z trudem przełknęłam ślinę. On jest jakiś popierdolony!
- Jak miło cię znowu widzieć. - zielone tęczówki Devona spoczęły na Zaynie. Cały czas uśmiechał się pod nosem, a ja marzyłam tylko o tym, żeby zetrzeć mu ten pewny siebie uśmieszek z twarzy. - I jeszcze Zayn. Jak, kurwa, słodko. - przewrócił oczami - Miło dostać taką ofertę od miliardera, co nie? 
Zmarszczyłam czoło skonsternowana i zaskoczona.
- Co się tak dziwisz, skarbie? Oboje dobrze wiecie o czym mówię. - Devon zmrużył oczy wpatrując się w Zayna. - Podpisała już kontrakcik? - uśmiechnął się złowieszczo - Proszę pana?
Kurwa mać! On wie o kontrakcie?!

_____________________________________________________________
HELLURRR! 
Kolejny rozdział pojawi się w poniedziałek :) 
Mam nadzieję, że ten się podobał, trochę się w nim działo i muszę przyznać, że tłumaczyło mi sie go cudnie, bo lubię jak jest dużo dialogów. A KOLEJNY ROZDZIAŁ TO JUŻ W OGÓLE CYCKI URYWA MÓWIĘ WAM JUŻ SIĘ NIE MOGĘ DOCZEKAĆ, AŻ WAM GO PRZETŁUMACZĘ LULZ :D
Nie jestem już zabawna, więc idąc za radą Ali (tak czarnuchu do Ciebie mówię i to jest dowCIP o Tobie hłe hłe) napiszę po prostu żart o Murzynie, który wymyśliłam przed chwilą, ale jest prawdopodobieństwo, że wcale go nie wymyśliłam, tylko gdzieś słyszałam i teraz powtarzam, ale nie pamiętałam więc sobie go przywłaszczam lulz


ŻART: 
- Co ma Murzyn długiego?








- Kartotekę. 

xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

Kochani, mówiłam Wam, że będę chciała żebyście napisali kilka słów dla Chanel a ja jej je przetłumaczę i jakoś ładnie poskładam w całość z uwagi na zbliżający się koniec Coldziaczka :) Zostały dwa rozdziały, więc pliska napiszcie w komentarzach co chcielibyście jej powiedzieć, postarajcie się o oryginalność i oczywiście swój podpis. Jeśli sobie życzycie możecie napisać of korz od razu po angielsku :) 
Umówmy się, że będzie to można wysyłać do niedzieli, a ja potem podzielę się z Wami efektem końcowym, zanim wyślę go Chanel. 
Aaaaa.... i mam zamiar na swoim osobistym blogu stworzyć FAQ (czyli najczęściej zadawane pytania), będzie to można znaleźć pod tym linkiem TUMBLAH
To tyle na dziś, do poniedziałku! :) xx
Dziękuję za uwagę, czytała Krystyna Czubówna. 


wtorek, 10 września 2013

Rozdział 33.

Mark cierpliwie czekał w terminalu przylotów Heathrow. Wyglądał nieskazitelnie, jak zwykle. Czarny, dopasowany garnitur, biała koszula i cienki, czarny krawat. Głośno przełknęłam ślinę i ruszyłam w jego stronę.
- Cześć Mark. - uśmiechnęłam się zmieszana, a on skinął głową uśmiechając się lekko, ale przyjaźnie.
- Dzień dobry, panno Greene. - odpowiedział formalnie.
Uśmiech powoli zszedł z mojej twarzy.
- Proszę cię, mów mi Re.
- Oczywiście, Re. Mogę wziąć twój bagaż?
- Dziękuję, dam sobie radę.
Zmarszczył czoło i przez chwilę wyglądał na zagubionego, jakby nie wiedział jak ma na to zareagować. Przygryzłam wargę, a on poprowadził mnie w stronę  wyjścia, gdzie czekało już na nas znajome, czarne Audi SUV. Mark szybko otworzył przede mną tylne drzwi i odebrał ode mnie walizkę. Podczas gdy ja mościłam się na wygodnym siedzeniu, on pakował moje rzeczy do bagażnika. Zamknął drzwi po mojej stronie i w ułamku sekundy wskoczył na miejsce kierowcy.
Jechaliśmy w kompletnej, ale przyjemnej ciszy przez centrum Londynu. Posępna pogoda oddawała mój nastrój. Tak jak bardzo chciałam już zobaczyć Zayna, tak bardzo się denerwowałam. Jeśli nadal jest na mnie zły, to jestem w niemałych tarapatach. Byłam bliska, by poprosić Marka, żeby zabrał mnie z powrotem na lotnisko, żebym mogła wrócić do Mamy. Albo, co było bardziej realistyczne, powiedzieć mu, żeby odstawił mnie do mojego nowego domu, gdzie pewnie czekała na mnie Amber. Tęskniłam za nią.
Samochód zwolnił, a nas otoczyła ciemność. Zatrzymał się przy wjeździe na parking podziemny i pomógł mi wysiąść z auta. Odprowadził mnie do windy i gdy już stałam w jej środku, czekając na zasunięcie się płyty, Mark zastopował ją dłonią i zwrócił się do mnie.
- Przyniosę twoje bagaże na górę. - powiedział ciepłym tonem.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się w odpowiedzi, a on wystukał kod na panelu windy. Gdy ta zaczęła się powoli zamykać, zasalutował, a ja wybuchnęłam cichym chichotem na jego widok. Dzięki niemu lekko się rozluźniłam, ale gdy zdałam sobie sprawę z jaką prędkością porusza się winda, zaczęłam znowu czuć się niepewnie. Jechała zbyt szybko. Nie mogłam się ruszyć. Stałam w miejscu jak sparaliżowana. Rozległ się dźwięk oznajmiający dotarcie na docelowe piętro, a po chwili moim oczom ukazały się szerokie i wysokie, mahoniowe drzwi. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do nich, po czym bardzo powoli je uchyliłam.
Serce podskoczyło mi do gardła i nie mogłam wydusić z siebie głosu, co dopiero mówić o poruszeniu się. Po krótkiej wewnętrznej walce, zrobiłam kilka kroków do przodu i zamarłam w pół ruchu, gdy ciężka powłoka za mną się zamknęła. Jego zapach całkowicie rozproszył moje poczucie pewności, kolana mi zmiękły, gdy tylko wdarł się w nozdrza. Wnętrze wyglądało tak, jak je zapamiętałam. Rozejrzałam się wokół siebie i dostrzegłam niewielkie obrazy, z którymi już byłam zaznajomiona. Przede mną były trzystopniowe, mahoniowe schodki prowadzące do głównej części przestronnego salonu. Postać, w idealnie skrojonym garniturze, stała przy olbrzymim na całą ścianę oknie i gwałtownie przeczesywała swoje włosy palcami. Odwrócił się powoli i stanął twarzą do mnie. Wyobrażałam sobie jak to mogłoby wyglądać. Ja biegnąca prosto w jego rozłożone ramiona, a on ciasno oplatający mnie w talii w powitalnym, ciepłym uścisku. Nie ruszyłam się, nie mogłam. Nadal się na mnie złościł?
Cieszyłam się, że go widzę. Naprawdę się cieszyłam, ale nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
- Porozmawiamy później, Daniel. - wymamrotał do słuchawki, a ja tylko na dźwięk jego głosu, jakoś cudownie się uspokoiłam. Zdjął marynarkę ze swoich szerokich ramion i przewiesił ją przez oparcie jednego z krzeseł jadalnianych. Chwilę później powędrował tam też jego krawat.
Zayn odłożył swoją komórkę na stół i ruszył w moją stronę. Seksowny, pewny siebie, onieśmielający i z tego co zdążyłam zauważyć, nieźle wkurzony. Z przyzwyczajenia zrobiłam krok w tył, a determinacja na jego twarzy sprawiała, że z trudem łapałam kolejne oddechy. On też wyglądał na zatroskanego. Coś się stało? Czemu wygląda tak niepewnie? Linia jego szczęki była wyraźnie zarysowana, a z ciemnych oczu biło czyste pragnienie. Jego włosy były strasznie poburzone, pewnie dlatego, że przeczesywał je niezliczoną liczbę razy w nerwowym geście. Och, kocham jego włosy!
Momentalnie przyciągnął mnie do swojego ciała i przycisnął do najbliższej ściany. Oplótł moje włosy o swoją dłoń i powoli pociągnął za nie, zmuszając mnie bym podniosła głowę. Wszystko działo się tak szybko, że z trudem łapałam oddech, gdy oderwał się od moich ust. Chęć, potrzeba, desperacja, złość, nie wiem co właściwie wyczułam w tym pocałunku, ale byłam wyraźnie oszołomiona. Powtórzył swój ruch, językiem zgłębiając tajniki wnętrza moich ust.
Odsunął się lekko, ale nadal pozostawał bardzo blisko mnie. Jego tors ciężko unosił się przy moim ciele. Oparł swoje czoło o moje, ale ciągle wyczuwałam jego napięcie, które sprawiało, że również ja nie czułam się zbyt komfortowo.
- Coś nie tak? - zapytałam, gdy tylko udało mi się odzyskać oddech.
Potrząsnął głową. Och, brawo, Re. Musiałaś wypalić z jakimś beznadziejnym pytaniem.
- Cieszę się, że cię znowu widzę. - szepnął. Jego głos był zdenerwowany i na tyle chłodny, że ciężko było mi uwierzyć w prawdziwość jego słów.
- Ciągle się na mnie złościsz? - starałam się brzmieć na pewną siebie, ale to było dalekie od rzeczywistości.
- Nawet nie masz pojęcia. - odparł gorzko.
Głośno przełknęłam ślinę.
- Przepraszam. - powiedziałam zawstydzona. Spuściłam wzrok, bo jego ciemne, onieśmielające oczy były zbyt dużym wyzwaniem. Wolałam stać z nisko zwieszoną głową, niż mierzyć się z jego karcącym spojrzeniem. Palcem wskazującym powoli przejechał po linii mojej szczęki, a gdy dotarł do podbródka uniósł go lekko do góry, podnosząc moją głowę. Wpatrywał się we mnie z góry swoimi przenikliwymi tęczówkami, na co wzdrygnęłam się lekko.
- Nie musisz przepraszać. - powiedział zbyt przymilnym tonem. Zmarszczył brwi, gdy w pomieszczeniu rozległ się dźwięk jego wibrującego telefonu, porzuconego na stole w części jadalnej. Rzucił wzrokiem w tamtą stronę, po czym ponownie spojrzał na mnie, wzdychając gardłowo.
- Idź na górę, do swojego pokoju. - polecił.
Do mojego pokoju?!
- Pierwsze drzwi po prawej. - po tonie jego głosu, wiedziałam, że to nie była prośba, tylko rozkaz. Nie miałam innej możliwości, więc ruszyłam w stronę schodów.
Przez kilka sekund stał jeszcze przy ścianie, gdzie chwilę wcześniej zawzięcie się całowaliśmy, podczas gdy ja wbiegałam po schodach, jakby goniło mnie stado rozwścieczonych byków. Z desperacją chciałam jak najszybciej opuścić tę ogromną przestrzeń i dostać się na górę, gdzie chociaż przez chwilę mogłam pobyć sama. Weszłam do środka pokoju, który mi wskazał i zdałam sobie sprawę, że to właśnie tutaj po raz pierwszy braliśmy wspólny prysznic. To było jakoś w zeszłym tygodniu? Nie mogę sobie przypomnieć. Wnętrze było pięknie zaaranżowane. Podobnie jak w salonie, było tu duże okno sięgające od podłogi do samego sufitu, ukazujące zapierający dech w piersiach widok na Londyn. Musi lubić te swoje widoki. Usiadłam na brzegu miękkiego łóżka, zdejmując swoje buty. Zdecydowałam się zadzwonić do Amber. Nie odebrała jednak, więc wysłałam jej wiadomość.


Nacisnęłam "wyślij" i sekundę później dobiegł mnie dźwięk zamykanych drzwi, a po nim odgłos kroków. Prawie fizycznie wyczuwałam jego chłodną aurę, ale postanowiłam udawać, że go nie widzę. Skasowałam dopiero co wysłaną wiadomość chwilę przez tym, gdy Zayn wyjął mi telefon z dłoni i rzucił go gdzieś za siebie. Pierwsza myśl to jak poważne szkody wywołał w mojej komórce ten upadek, ale zaraz przypomniałam sobie, że przecież to Malik Cell i pewnie gówno zrobione jest z jakiegoś tytanu.
Nie chciałam na niego spojrzeć. Uparcie wpatrywałam się w swoje nerwowo splecione palce. Zdawałam sobie sprawę z tego, że przygryzam wargę, ale byłam zbyt zestresowana. Nie miałam pojęcia co ma zamiar zrobić tym razem. Palcem wskazującym powoli przejechał po linii mojej szczęki, po czym uniósł moją twarz do góry, delikatnie chwytając za podbródek. Ciemny wzrok Zayna spoczął na mojej szyi, gdy z trudem przełknęłam ślinę. Zauważył moje zdenerwowanie i sam nieco się zrelaksował.
- Oddychaj. - szepnął i łagodnie pogłaskał mnie po policzku. Chwilę później lekko pociągnął za moją brodę, uwalniając dolną wargę spomiędzy zębów. 
- Wykończysz mnie z tym przygryzaniem wargi, Victoria. 
Ugh, nie lubię go takiego. Zrobiłabym wszystko, żeby tylko przestał zachowywać się w ten sposób. Nie znałam tego człowieka, który stał przede mną, ale wiedziałam czego chce i wiedziałam, że chce tego natychmiast.
- Masz ochotę się pobawić? - czarny humor zabłyszczał w jego tęczówkach, które rozświetlone były pożądaniem.
Pobawić?!
Powoli skinęłam głową, ale to nie było wystarczająco przekonujące ani dla niego, ani nawet dla mnie samej. Pragnęłam go, ale nie wtedy kiedy zachowywał się tak jak teraz. Wzięłam głęboki oddech i odepchnęłam od siebie wszystkie ponure myśli. W ułamku sekundy rzuciłam się na niego, w tamtym momencie już nic mnie nie obchodziło.
Nasze usta spotkały się w mgnieniu oka. Był zaskoczony moim nagłym wybuchem, ale zareagował szybko odpowiadając na moje ruchy. Oplótł mnie ramionami i chwilę zajęło mi, zanim zdałam sobie sprawę, że leży na mnie, przyciskając mnie do łóżka. Skupiłam się tylko na nim, odcinając się od reszty świata, gdy jego usta żwawo wędrowały w dół mojej szyi. Całował, lizał, czasem przygryzał moją skórę, a to wszystko odbijało się i rozchodziło echem po moim podbrzuszu. Na pewno zostanie mi kilka śladów, jeśli wessie się w moją skórę odrobinę mocniej.
Ściągnął swoją koszulę zaraz po tym, jak pozbawił mnie mojej i od razu w oczy rzucił mi się jego nowy tatuaż. Jego widok rozproszył mnie na moment, ale wróciłam do rzeczywistości zaraz, gdy poczułam jego usta na swoim ciele. Odpiął mój stanik, kierując się pocałunkami w dół mojego brzucha. Zrobiło mi się zimno, ale szybko okrył mnie swoim ciałem. 
Zaczęłam się trochę niecierpliwić, kiedy bardzo powoli rozpiął guzik moich jeansów i rozsunął suwak. Zwinnym ruchem pozbył się moich spodni, a ja zostałam już tylko w majtkach. W jego oczach błyszczał głód, śmiałość i niepohamowana dzikość, gdy delikatnie przywarł ustami do mojego znamienia, powodując wybuch dreszczy rozchodzący się po całym ciele.
- Nie masz pojęcia, jak długo na to czekałem. - wyszeptał Zayn, a moje hormony i biedne serce od razu zaczęły wariować.
- Jak bardzo cię pragnąłem.  - kontynuował, zostawiając mokre pocałunki tuż nad moją kobiecością. Wiłam się pod nim, błagając by zrobił coś więcej. Wygięłam biodra w górę, prosząc o najmniejszy choćby dotyk, ale on tylko uśmiechnął się pod nosem i przycisnął moje ciało z powrotem do materaca, napierając dłonią na moje biodro. 
- Jest pani tak bardzo niecierpliwa, panno Greene. - robił z tego prawdziwą ucztę.
Przygryzłam wargę, gdy pochylił się nade mną, by pocałować mnie w usta, ale sekundę później rozległo się pukanie do drzwi. Nie wiedziałam kto był bardziej wkurzony, Zayn czy ja. Irytacja na jego twarzy wzrosła widocznie, gdy niemal fizycznie zaczęłam odczuwać jego budującą złość.
- Kurwa. - warknął pod nosem. 
Podniósł się i podszedł do drzwi. Ja w tym czasie chwyciłam jego koszulę i weszłam do łazienki, zanim jeszcze zdążył je otworzyć. Wyjrzałam zza rogu, obserwując jak seksowny Zayn z nagim torsem i cholernie sfrustrowanym nastrojem wita Marka w mniej niż przyjazny sposób. Ten jednak wydawał się obojętny jak zwykle.
- Jakiś problem? - zapytał Zayn wyraźnie poirytowany.
- To pilne. Pańska matka czeka na pierwszej linii. - odpowiedział Mark kompletnie spokojnym i pewnym siebie głosem. Odwrócił się i odszedł, a Zayn podążył zaraz za nim. Naciągnęłam na siebie koszulę Zayna i wyszłam do pokoju, po drodze zbierając z podłogi mój telefon. A gdzież on polazł? W takim momencie? Ekran mojej komórki zamigotał, oznajmiając przyjście nowej wiadomości od Amber.


Uśmiechnęłam się lekko, ale zaraz zostałam wyrwana ze swojego świata, przez Zayna, który z powrotem pojawił się w pokoju. Wyglądał na przejętego. Ubrany był w białą koszulkę,czarną skórzaną kurtkę i jeansy, tego samego koloru. Poruszał się bardzo szybko. Schylił się i chwycił moje spodnie, rzucając je w moją stronę. 
- Zakładaj. Wychodzimy.
Co?! Trochę się pogubiłam. O co tutaj chodzi?
- Już, Victoria. - posłał mi karcące spojrzenie.
- Co się dzieje? - zapytałam.
- Nieważne! Pospiesz się po prostu. - gwałtownie przeczesał swoje włosy palcami, nie spuszczając przy tym wzroku z ekranu swojego telefonu.
Zmarszczyłam czoło naciągając na siebie jeansy. Zaczęłam odpinać jego koszulę, którą założyłam w między czasie, ale powstrzymał mnie, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę drzwi. Mam iść bez stanika i w jego koszuli? Zayn wręczył mi moje vansy, a ja zaczęłam niepokoić się coraz bardziej. Dobrze, że chociaż o moich butach pamiętał. 
- Dzięki. - bąknęłam, ale pomógłby mi, gdyby przestał mnie za sobą ciągnąć, może wtedy miałabym możliwość ich założenia. 
Milczenie przeciągnęło się, aż do momentu, gdy siedzieliśmy już w aucie. Nie byłam pewna, czy ponowić swoje pytanie, ale strasznie wkurzało mnie to, że był taki zdenerwowany i pochłonięty czymś, o czym nie wiedziałam. Co się, do kurwy nędzy, dzieje?!
- Możesz mi powiedzieć o co chodzi? - wymamrotałam poirytowana.
Westchnął głośno i pokręcił głową. Przewróciłam oczami w odpowiedzi i skupiłam się na widoku za oknem. Patrząc na ulice Londynu, które mijaliśmy, coś przyszło mi na myśl. Jedziemy do szpitala? Cholera jasna! Ktoś miał wypadek? Co się stało? Tak wiele pytań, na które nie mam szans uzyskać odpowiedzi.
Samochód zatrzymał się w miejscu, a Zayn momentalnie z niego wyskoczył. Też chciałam otworzyć swoje drzwi, ale kurwa były zamknięte. W końcu Zayn łaskawie postanowił mi je otworzyć i wyciągnął w moją stronę dłoń, żeby pomóc mi wysiąść. Nie przyjęłam jej i zsunęłam się z wysokiego siedzenia o własnych siłach. Popatrzył na mnie z lekkim rozbawieniem i irytacją w jednym, po czym chwycił moją rękę i ścisnął ją lekko, prowadząc mnie w kierunku wejścia głównego do szpitala.
Kobieta w średnim wieku, siedząca za biurkiem w recepcji, zaczęła mierzyć wzrokiem Zayna od góry do dołu. Zaczerwieniła się, gdy podeszliśmy bliżej i posłała nam krótki, ciepły uśmiech.
- Mogę państwu jakoś pomóc? - zapytała drżącym głosem.
- Na którym oddziale leży Emma Donaldson? - rzucił szybko Zayn.
Emma?! Co?! Stałam tam z lekko rozchylonymi ustami wpatrując się tępo w Zayna. Nie usłyszałam nic więcej z ich wymiany zdań, bo byłam zbyt zszokowana. Cóż się stało Emmie?!
- Dziękuję. - bąknął zdenerwowany Zayn i nawet na mnie nie patrząc, pociągnął mnie w stronę wind. Staliśmy w środku, otoczeni dziwaczną muzyczką, a między nami nie było nawet najmniejszego przepływu energii, którą wyczuwałam zazwyczaj. Nic. Oboje byliśmy za bardzo skupieni na swoich własnych myślach, żeby zainteresować się sobą nawzajem. Emma? W szpitalu? Mimo, że bardzo jej nie lubię, mam nadzieję, że wszystko z nią w porządku.
Metalowe drzwi rozsunęły się, a my znaleźliśmy się w środku pomieszczenia wypełnionego zabieganymi ludźmi. Pielęgniarki chodziły to w jedną, to w drugą stronę z naręczami aparatury do mierzenia rytmu serca, defibrylatorami i torebkami wypełniony krwią dla pacjentów. Na jakim oddziale my właściwie jesteśmy? Przy recepcji siedziała kobieta, a nad nią stał jakiś mężczyzna, oboje uważnie wpatrywali się w monitor komputera przed sobą. Widziałam rosnące poirytowanie Zayna, był wkurzony faktem, że ktoś ośmiela się go ignorować. Tamta dwójka w sumie wyglądała jak para, ale nieważne. Po kilku sekundach Zayn złapał mały dzwonek stojący na drugim końcu lady i potrząsnął nim złośliwie i uporczywie, po czym odrzucił go na swoje miejsce. Posłałam mu schmurzone spojrzenie.
Dwójka ludzi za blatem popatrzyła na nas z poczuciem winy i jakby lekko zszokowana jego nagłym, kompletnie zbędnym wybuchem. O co mu chodzi?!
- Och, przepraszam najmocniej. Mogę w czymś po..- zaczęła dziewczyna, ale Zayn przerwał jej wpół zdania.
- Emma Donaldson. Gdzie ona jest? - syknął przez zaciśnięte zęby.
Jezu, weź się uspokój.
- Pan jest z rodziny? - zapytał mężczyzna stając w obronie swojej koleżanki.
Usta Zayna ułożyły się w cienką linię.
- Mogę prosić pańskie nazwisko? - powiedziała łagodnie kobieta.
- Zayn Malik. - rzucił zniecierpliwiony.
Z jakiejś teczki wyciągnęła zapisaną kartkę papieru, ale nie udało mi się nic z niej odczytać.
- Przykro mi, proszę pana. Pańskie nazwisko nie figuruje na liście odwiedzających. - odparła w końcu.
- Proszę sprawdzić jeszcze raz! - Zayn momentalnie spiorunował ją wzrokiem, na co nawet jej opiekuńczy towarzysz wydał się lekko przestraszony. Zawahała się i podniosła wzrok na swojego kolegę, który w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami. Biorąc głęboki oddech opuściła z powrotem wzrok na kartkę, a po chwili nieśmiało spojrzała na Zayna.
- Przepraszam faktycznie...
- Gdzie jej pokój? - przerwał jej rozdrażniony.
- Trzecie drzwi po prawej, wzdłuż tego korytarza po lewej stronie. - odpowiedziała momentalnie, wskazując dłonią kierunek. Zachowywała się jakby była jakimś szeregowym, a Zayn jej dowódcą. Popatrzyła na mnie przepraszająco.
- Proszę pani, mogę prosić, ugh... nazwisko?
- Ona jest ze mną. - wciął się Zayn swoim chłodnym i poważnym głosem.
- Nie, w porządku. Po prostu posiedzę w poczekalni...
- Och, nie. Nie posiedzisz. - uniósł jedną brew i posłał mi wymowne spojrzenie. Ścisnął moją dłoń i przyciągnął mnie bliżej swojego ciała. 
- Będę w poczekalni. Ich możesz sobie zastraszać ile wlezie, ale ja nie mam zamiaru tego tolerować. - wyszeptałam surowym tonem, wyszarpując swoją dłoń z jego uścisku.
- Nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości, Victoria. - rzucił ostrzegawczo.
Momentalnie przeszły mnie ciarki, gdy dotarły do mnie jego słowa. Głośno przełknęłam ślinę, a on chwycił mnie za rękę, kciukiem lekko pocierając knykcie moich palców, po czym zwrócił się w stronę dwójki zszokowanych lekarzy za biurkiem. 
- Ona jest ze mną. 
- Przykro mi, proszę pana. Potrzebuję jej nazwiska... - zaczął oponować mężczyzna, ale Zayn już ciągnął mnie za sobą w kierunku pokoju Emmy. Po co chce, żebym z nim szła?! Czym ja się tak przejmuję? Wszystko z nią w porządku? Moje nerwy były całkiem w strzępach.
Spojrzałam przez małe okienko do sali, gdzie leżała Emma. Nie byłam w stanie rozpoznać posiniaczonej i zakrwawionej osoby, która tam leżała. O, mój Boże. Co się stało? Miała zabandażowaną głowę, a jej oczy były strasznie opuchnięte. Jedną z rąk miała w gipsie. Zaczęłam się o nią martwić, poczułam się nawet lekko winna, nie wiem czemu.
Weszłam do środka, czując się jak grzesznik w kościele. Głos uwiązł mi w gardle. Zayn szedł ciągnąc mnie za sobą, a jedyne co czułam, to chęć ukrycia się za jego sylwetką.
- Emma? - jego głos był miękki, wypełniony bólem. Zbliżyliśmy się na tyle, że byłam w stanie w całej okazałości zobaczyć jej poszkodowane ciało.
- Zayn? - odparła słabo. Łatwo było poznać, że nawet próba mówienia sprawia jej ogromną trudność i ból.
- Jestem tu, Emma. 
- Och, Zayn. - jęknęła z wdzięcznością, a jej głos niemal przypominał zranione zwierzę. Moje własne serce mnie zdradziło. Poczucie winy i współczucie, tylko to wtedy zaprzątało moją głowę. Co jej się, kurwa, stało?
- Co się stało? Powiedz mi. Kto ci to zrobił? - zapytał łagodnie Zayn. Usiadł na krześle obok łóżka i delikatnie chwycił jej dłoń, a ja poczułam nagłe ukłucie zazdrości.
- T..Taylor. - wymamrotała z trudem.
Co?! Jej były mąż, Taylor? Pobił ją?!
Powoli i w wyraźnych bólach przechyliła głowę na bok i spojrzała na mnie. Jeden z jej policzków pokryty był opatrunkami, natomiast drugi znaczyły okropne, purpurowe siniaki. 
- Victoria? - lekko zmarszczyła brwi, siląc się na uśmiech. Od samego patrzenia mnie bolało, proszę przestań się uśmiechać.
- Cześć. - odparłam cicho, niepewnie i z pewnością niezdarnie.
Zayn spojrzał na mnie ponad swoim ramieniem i znowu poczułam się, jakbym przerywała im jakieś osobiste spotkanie. 
- B..bardzo miło z twojej s..strony, że przyszłaś. - wyszeptała ochryple. Serce ściskało mi się na samą myśl o jej stanie. Jej niebieskie oczy pozbawione były wyrazu i codziennego blasku. Nie umiałam jednak odgonić od siebie wizji dłoni Zayna, którą delikatnie oplatał jej palce. Nie odpowiedziałam jej nic, zamiast tego po prostu się uśmiechnęłam. Nie miałam w sumie innego wyboru.
- Zabije go, kurwa. - warknął Zayn.
- Nie. - rzuciła błagalnie Emma.
- Czemu niby nie?! Kurwa! Popatrz na siebie, Emma! Zdajesz sobie sprawę z tego, gdzie jesteś? - wybuchnął, mimo wszystko starając się zachować niski ton. Wolną dłonią przeczesał gwałtownie swoje włosy.
Nie mogłam dłużej znieść ich widoku, więc odwróciłam się na pięcie, ale tak szybko jak to zrobiłam, tak szybko zostałam powstrzymana przez Zayna. Kurwa mać!
- Gdzie idziesz? - spiorunował mnie wzrokiem, a ja zamarłam w miejscu.
- Odetchnąć świeżym powietrzem. - pisnęłam cicho.
Zmarszczył czoło. 
- Weź ze sobą Marka. 
Przewróciłam oczami tak wymownie, że chyba sięgnęły najwyższych podwoi niebios.
- Ale..
- Przestań, Victoria. 
Popatrzyłam na niego, a potem skupiłam swój wzrok na Emmie. 
- Uważaj na siebie. - bąknęłam, a ona uśmiechnęła się w odpowiedzi. Zayn popatrzył na mnie poirytowany. Do kurwy nędzy! Cóż zrobiłam nie tak tym razem?! Wkurzona wyszłam z pokoju, zostawiając ich samych. Byłam bliska napadu furii. Minęłam poczekalnię, gdzie miałam siedzieć i ruszyłam prosto do wind. Chwilę później stałam już przed budynkiem szpitala, ciesząc się chłodną, londyńską bryzą. Zrelaksowałam się, ale tylko na moment. Nawet nie wiedziałam, gdzie jest Mark.
Zadzwoniłam do Amber. Odebrała po kilku sygnałach, a ja byłam bliska tego, żeby całkiem się rozkleić. 
- Re! - krzyknęła ożywiona i wyraźnie uszczęśliwiona. Od razu poprawił mi się humor, ale nadal przejmowałam się Emmą, Zaynem i tymi jego pierdolniętymi nastrojami.
- Amber? 
- Re? - jej ton natychmiast uległ zmianie. Teraz brzmiała na zatroskaną i zaciekawioną. Och nie, jestem aż tak oczywista? - Co się dzieje?
- Nic. - jestem tylko przytłoczona tym wszystkim - Tęsknię za tobą.
- Ja za tobą też, Skarbie. 
- Co robisz? - zapytałam.
- Rozpakowuję się. Gdzie ty jesteś? Słyszę jakieś samochody. 
- Jestem w szpitalu.
- O kurwa! Co się stało? Wszystko w porządku? Co się sta...
- Ze mną wszystko dobrze. Chodzi o um... znajomą Zayna. - kopnęłam kamyk leżący na chodniku i ruszyłam wzdłuż ławek ustawionych przed wejściem.
- A z nim wszystko okej?
Strasznie mnie wkurwia. 
- Tak, ma się dobrze. 
- Brzmisz na przybitą. - powiedziała cicho - Jesteś pewna, że wszystko w porządku?
- Tak. - odpowiedziałam krótko. Gula w moim gardle zaczęła rosnąć i nie wiedziałam jak długo jeszcze będę w stanie powstrzymać się od płaczu. - Zadzwonię do ciebie później. - mój głos się załamał, dając jej idealną wymówkę do zaczęcia wypytywania na temat czemu płaczę i czy płaczę. Rozłączyłam się szybko unikając dalszej rozmowy.
Schowałam twarz w dłoniach, próbując zapanować nad rozszalałymi myślami. Chciałam wrócić do domu i zobaczyć się z Amber, ale oczywiście Zayn miał inne plany. Ma już kontrolę nad wszystkim co robię?! Kurwa, potrzebuję czasu żeby ochłonąć, bo wciągnęłam w to wszystko za dużo emocji. Po chuj mnie tu ze sobą przywlekł?! Po co ja tutaj? Duszę się przez niego!
- Re. - podskoczyłam, gdy zobaczyłam Marka stojącego przy moim boku, wyciągającego w moją stronę chusteczkę. Uśmiechnęłam się smutno, gdy poczułam piekące łzy w kącikach oczu i wzięłam ją od niego. 
- Dziękuję. - zakwiliłam ocierając mokre strużki spływające po moich policzkach. Byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów. Zaczęłam łkać niekontrolowanie, gdy doszłam do momentu, w którym nie byłam już w stanie zapanować nad moim głosem. Moja klatka unosiła się ciężko i opadała, gdy głęboko zachłystywałam się powietrzem. Dlaczego tak ryczę? Nawet nie pamiętam powodu tego całego płaczu.
Po kilku minutach wreszcie się uspokoiłam, ale nadal lekko się jąkałam. Mark kręcił się w pobliżu, ale cały czas miał na mnie oko. W pewnej chwili zamarł w miejscu i zniknął gdzieś w głębi parkingu, co nieco mnie zdziwiło.
Ktoś zajął miejsce tuż obok mnie. Bazując na pięknym zapachu tego popierdolonego, przystojnego mężczyzny, to musiał być Zayn. Postanowiłam nie zwracać na niego uwagi. Nawet nie spojrzałam w jego stronę. Po tym krótkim załamaniu nerwowym byłam nieźle wkurwiona. Poirytowana zaplotłam ręce na piersiach, ale na szczęście wykazał się inteligencją i nie próbował mnie dotknąć. No i dobrze.
- Będziesz mnie teraz ignorować? - zapytał. Och, niespodzianka! Nadal jest zły!
- Ciężko cię ignorować, kiedy się tak zachowujesz. 
- Co to ma niby znaczyć? Patrz na mnie, kiedy ze mną rozmawiasz, Victoria. - wymamrotał.
Nie posłuchałam go, zamiast tego wstałam i ruszyłam w stronę zaparkowanego Audi SUVa. Mark czekał już przy samochodzie i akurat otwierał dla mnie drzwi. 
Wdrapałam się na siedzenie i przysunęłam najbliżej swoich drzwi, jak tylko mogłam, gdy Zayn mościł się na siedzeniu obok. 
- O co chodzi? - zapytał.
- Naprawdę nie mam ochoty na rozmowę. 
Westchnął pod nosem, gdy Mark siadał właśnie na miejscu kierowcy. Było mi go szkoda. On codziennie musiał znosić zachowanie Zayna. 
- Prosto do domu, Mark. 
- Właściwie... - zamilkłam, kiedy Zayn popatrzył na mnie z góry z całkowicie kamiennym wyrazem twarzy - Chcę jechać do siebie do domu. 
- Dlaczego?
- Bo dawno nie widziałam Amber. - odgryzłam się poirytowana. 
Nie sprzeciwił się, więc odetchnęłam z ulgą. Na serio spodziewałam się jakiejś kłótni. 
- Mark, do domu Victorii, proszę.
- Tak jest, proszę pana.
- Dowieziemy twój bagaż najszybciej jak to będzie możliwe. - powiedział, jak mi się wydawało, urażony Zayn.
Krótka podróż do mojego domu przebiegła w kompletnej ciszy. Widziałam jak niepewny był, za każdym razem kiedy spoglądał w moją stronę. Chciał coś powiedzieć, ale tego nie zrobił, co przyjęłam z wyraźną ulgą. Gdy dotarliśmy pod mój dom, Zayn otworzył przede mną drzwi, ale tym razem nie wyciągnął do mnie ręki. Pewnie wiedział, że i tak zignoruję jego gest. Zamiast tego lekko podtrzymał mnie za łokieć, a ja od razu poczułam znajome ciarki rozchodzące się pod skórą, wywołane jego dotykiem.
- Dzięki. - bąknęłam. Niespodziewanie chwycił moją dłoń i podszedł ze mną do drzwi wejściowych. Gdy się zatrzymaliśmy, odwrócił się w moją stronę, a ja wstrzymałam oddech.
- Powiesz mi co cię męczy? - zapytał z obojętnym wyrazem twarzy, ale jego oczy przepełnione były napięciem. Wyglądał na zmartwionego.
- Byłoby miło, gdybyś uprzedził mnie, że to Emma jest w szpitalu. Po prostu się tego nie spodziewałam. - wymamrotałam.
Przeczesał dłonią swoje włosy i westchnął głośno.
- Przepraszam. Powinienem był ci powiedzieć. 
- No, powinieneś. - zmarszczyłam brwi i zaczerpnęłam głęboki oddech - Wszystko z nią w porządku?
Skinął głową, ale wyglądał jak mały zagubiony chłopiec po środku pustyni. 
- Jest jednak coś jeszcze... Płakałaś. Dlaczego? 
- Skąd wiesz? - moje usta znowu zaczęły żyć swoim własnym życiem, nie kłopocząc się brakiem przyzwolenia mojego mózgu.
- Zdradziły cię oczy, Victoria. Powiedz mi, dlaczego? - delikatnym gestem pogładził mnie po policzku, po czym założył za moje ucho pasemko włosów. 
Niepewnie przygryzłam dolną wargę.
- Twoja złość, Zayn.. To przytłaczające, ja... - zamilkłam próbując znaleźć odpowiednie słowa. 
- Wiem. - potrząsnął głową sfrustrowany. - Przepraszam. Minęły dwa dni, Victoria. Potrzebuję cię.
Chyba chciałeś powiedzieć, że potrzebujesz seksu.
- Jestem tu Zayn. Jestem dokładnie przy tobie i na razie nigdzie się nie wybieram. - rzuciłam lekko poirytowana - Muszę iść.
- Nie, czekaj. - chwycił mnie za rękę, ale zawahał się, gdy tylko rozchylił usta, żeby coś powiedzieć. Zamiast tego, oplótł obiema dłońmi moją twarz i pocałował mnie żarliwie. Zachwiałam się lekko na nogach, ale przycisnął mnie do swojego ciała, pomagając złapać równowagę. Jak przy pomocy czarodziejskiej różdżki, o wszystkim zapomniałam. Tak jakby rzucił na mnie jakiś magiczny urok! Całkowicie mu się poddałam i chciałam jeszcze więcej. Jak on to robi?! Chciałam się sprzeciwić, ale nie byłam w stanie. Należałam do niego, a on należał do mnie. Nie przeszkadzało mi, że to tylko chwilowe. Wszystkie wady zostały mu zapomniane. 

________________________________________________________
JOŁ ŁARAP JEA!
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ W PIĄTEK. 
Nie wiem co mam napisać więcej, gdyż nic się nie dzieje w fandomie i nuda i nawet nie chce mi się nic wymyślać głupkowatych żartów, ani nic...... :/ 
Cóż, więc pozdrawiam, mam nadzieję, ze się podobało i takie tam :) 
C'YA. DO PIĄTKU. 

   

sobota, 7 września 2013

Rozdział 32.

Przypominam tylko, że kursywa to wspomnienie :)
____________________________________________________

Usłyszałam jakiś słaby dźwięk. Może to moja komórka? Mam nadzieję, że nie, bo byłam zbyt zmęczona, żeby się nawet ruszyć. Sygnał jednak nie ustawał i po dłuższej chwili postanowiłam jednak odebrać telefon. Sięgnęłam na szafkę nocną i chwyciłam brzęczące urządzenie. Od razu oślepiła mnie jasna poświata bijąca od wyświetlacza. Skrzywiłam się lekko, westchnęłam głośno i przycisnęłam telefon do ucha. Momentalnie się wybudziłam, gdy usłyszałam głos dzwoniącego.
- Obudziłem cię? - jego charakterystyczny akcent wyrwał z sennego otępienia moje ciało i wszystkie zmysły, budząc stado motyli w moim brzuchu. Nikomu jeszcze nie udało się w tak krótkim czasie przywołać mnie do życia z mojego snu, który bardziej podobny był do jakiejś śpiączki. Tylko on był w stanie sprawić, że byłam taka szczęśliwa i to zaraz po przebudzeniu. Jego głos.
Zayn.
- Um, tak, ale nic nie szkodzi. - przygryzłam wargę sięgając do włącznika lampki stojącej na szafce nocnej. 03:32. Ło, serio było wcześnie, za wcześnie.
- Przepraszam Victoria, zapomniałem o różnicy czasu. - odparł lekko rozbawionym, nie wiem czym, głosem. No jasne, że zapomniał. 
Ziewnęłam w odpowiedzi i z powrotem opadłam na wysłużone łóżko, uśmiechając się do siebie. Przypomniałam sobie jego beztroskie, chłopięce zachowanie chwile przed tym, gdy wybrał się w podróż powrotną do Londynu. A z czego ja się tak cieszę? Nigdy nie byłam pierwsza do wstawania, nienawidziłam, gdy ktoś przerywał mi mój błogi sen. 
- Jesteś w domu?
- Byłem przed chwilą. Mam trochę pracy w biurze. 
- Już pracujesz? - zapytałam zdziwiona.
- Staram się jak tylko mogę. 
Och, on robi sobie kiedykolwiek jakieś przerwy, kiedy mnie z nim nie ma?
- Muszę przyznać, jesteś pracusiem. Jestem pełna podziwu. - zażartowałam.
- Kiedy o tobie myślę, strasznie się rozpraszam. 
- Rozpraszasz? - ja mogłabym powiedzieć to samo - W takim razie, powinien pan wracać do pracy, Panie Malik.- rzuciłam zaczepnie i przygryzłam wargę. Och, Boże... Czułam się jak jakaś zakochana gówniara.
- Panno Greene, muszę pani przypominać kto tutaj jest szefem? - momentalnie zachłysnęłam się powietrzem, ale po chwili przypomniałam sobie, że ostatnimi czasy Zayn lubi pożartować. Właściwie brzmiał jakby się ze mną droczył, jakbym go czymś rozbawiła. 
- Z pańskimi szczegółowo wyklarowanymi karami, jestem w pełni świadoma kto jest tutaj szefem, proszę pana. - odparłam takim samym tonem jak on. Powstrzymałam się od chichotu, przygryzając dolną wargę, a gdy usłyszałam jak bierze głęboki oddech, niemal podskoczyłam z podekscytowania. 
- A ja jestem w pełni świadomy, że właśnie przygryzasz wargę, mam rację? 
- Nie. - prychnęłam sarkastycznie, uwalniając dolną wargę spomiędzy zębów. Skąd on może wiedzieć?
- Wiesz jak to na mnie działa. - szepnął ochryple.
Och.
- Jesteś sama? - wypalił nagle.
- Jasne, że jestem sama, jest wpół do czwartej nad ranem. - przewróciłam oczami.
Zamilkł na chwilę.
- Chciałabym, żebyś tu była. - wymamrotał.
Głośno przełknęłam ślinę. Nie bardzo pomaga mi uporać się z moimi uczuciami.
- A ty, jesteś sam? - zapytałam zawstydzona.
- Tak. I marzę o tym, żeby wziąć cię właśnie na moim biurku, Victoria. Ale niestety, wydaje mi się, że seks przez telefon będzie musiał wystarczyć. 
O, mój Boże! Co?! Chce uprawiać seks przez telefon? A co ja mam do cholery niby mówić?
- Oddychaj. - odezwał się Zayn, a w jego głosie usłyszałam nutę podniecenia.
- Jeszcze nigdy nie robiłam tego przez telefon. - bo jestem beznadziejna i niedoświadczona.
- Nie przeszkadza mi to. Powiedz mi, co masz na sobie? - zapytał.
Przygryzłam wargę zerkając na moją przydużą koszulkę. Och tak, Zayna na pewno to podkręci. Zanim zdążyłam otworzyć usta, żeby się odezwać, usłyszałam jakiś przytłumiony głos w tle, po drugiej stronie rozmowy. Coś jak Leigh, mówiąca przez jakiś głośnik. 
- Może wrócimy do tego kiedy indziej? - powiedziałam, gdy Zayn odchrząknął cicho.
- Bardzo podoba mi się ten pomysł, panno Greene. Mam ważne spotkanie z panem Niocholasem Cowellem. - och, wrócił biznesmen. Wydęłam usta niezadowolona.
- Och, w porządku, um... - co mam mu jeszcze powiedzieć? "Miłej zabawy"? - Powodzenia. - przewróciłam oczami. O, mój Boże, to było głupie.
Nie odezwał się przez kilka sekund, ale po chwili w końcu podziękował i szepnął.
- Przesłałem ci kontrakt mailem. Nara, Maleńka. - jego słowa sprawiły, że mój żołądek zaczął wykonywać jakieś dziwne manewry, łącznie z fikołkami.
Westchnęłam pod nosem i włożyłam telefon pod poduszkę, próbując ponownie zasnąć. Moja myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół Zayna i tego co wydarzyło się w przeciągu tego tygodnia. 
Jeśli zacznę teraz myśleć o tym kontrakcie, to chyba zwariuję. Co ja mam robić? Jest za wcześnie na tego typu rzeczy. Ludzie się na serio na coś takiego godzą? To się zdarza w normalnym życiu? Nawet nie chciałam poznać odpowiedzi. To legalne? Wzruszyłam ramionami. Za dużo myślę na ten temat.
A może nie? Zaczęłam zastanawiać się, czy znajdę coś na ten temat w internecie. Szybko chwyciłam swojego laptopa z biurka i z powrotem wskoczyłam pod ciepłą pościel, czekając aż urządzenie się uruchomi. Co ja właściwie chcę znaleźć? A może powinnam poszukać jakichś informacji o Zaynie? Przecież to nic złego. Nie chodzi o to, że mu nie ufam, tylko po prostu, dobrze byłoby upewnić się z kim właściwie negocjuję związek seksualny. 
Siedziałam i wpatrywałam się w migający na monitorze kursor. Zamarłam w miejscu widząc logo e-maila, skaczące po ekranie i oznajmiające nową wiadomość od Zayna. Zignorowałam ją. Jeszcze nie teraz.
Zaczęłam od jego imienia. Zayn Malik. Nic specjalnego jednak się nie pojawiło. Zero. Null. Pustka. Nada. Jedyne czego się dowiedziałam to, że jest ambasadorem UNICEFu i posiada jeszcze kilka mniejszych, bądź większych hoteli i firm, których nazwy obiły mi się o uszy, ale ze względu na moje postrzeganie ludzi bogatych, postanowiłam je ignorować. Mimo wszystko to, co Zayn zrobił dla ludzi w Afryce, było bardzo inspirujące i hojne, biorąc pod uwagę sumę jaką im przekazał. Dlaczego nie powiedział mi, że jest ich ambasadorem?!
Pokręciłam głową i jednak zdecydowałam się na przeczytanie maila. Nie wiem czemu, ale strasznie się denerwowałam.


***

Reszta dnia przebiegła mi dość szybko. Mój ojczym, Dan, wrócił z pracy wcześniej tego ranka, dobrze było go znowu zobaczyć. Mój brat pracował, więc umówiłam się z Mandy na małe zakupy. Miałam nadzieję, że one odwrócą moją uwagę od tego nieszczęsnego kontraktu. Nie miałam kontaktu z Zaynem od momentu, kiedy zadzwonił do mnie nad ranem. Głównie dlatego, że postanowiłam go ignorować z powodu tej umowy. Dzwonił już kilka razy, ale nie odbierałam, zdecydowałam się w końcu wyłączyć telefon. Ten kontrakt był jakby wołaniem do przebudzenia. Zayn nie jest jakimś romantycznym bohaterem, który swoją miłością zmiecie mnie z ziemi. To sekspert wolący zatyczki analne i wibratory, zamiast mieczy. 
Ale przecież nie mogłam ignorować go przez cały czas.
Mam już dość. Gdybym nawet spróbowała odjeść, to przecież będę tęsknić za nim jak cholera. Sam jego głos sprawia, że czuję się szczęśliwa. To, że od czasu do czasu zdarzało mi się myśleć o nas jak o prawdziwej parze, zdawało mi się tylko coraz bardziej żałosne. Jasno powiedział, że nie jest zdolny do miłości, więc po ja się w ogóle staram? Sama się proszę o zawód miłosny.
- Wiesz, że gapisz się na gazetę Forbesa już od jakichś dziesięciu minut? - prawdopodobnie dlatego, że na jej okładce jest Zayn, z podpisem "Młody i Niebezpieczny Miliarder". Westchnęłam pod nosem i przeniosłam wzrok na Mandy.
- Sorry, znalazłaś to czego chciałaś? - wymamrotałam zmęczona - Ja zapłacę.
- Czekaj, to Zayn?! Och, ma naprawdę ładne oczy. - przerwała mi wyraźnie rozkojarzona.
Była bardziej zainteresowana okładką gazety, niż ubraniami które trzymała w ręku. Momentalnie pociągnęłam ją za rękę, odciągając od stojaka z gazetami. Ruszyłyśmy do kas, gdzie już fałszywie uśmiechała się do nas brunetka. 
- To wszystko? - bąknęła sprzedawczyni, na co Mandy skinęła głową. Jeszcze raz przeczesała wzrokiem wszystkie rzeczy, które dla siebie wybrała. 
- 79 dolarów i 90 centów. - zajrzałam do portfela i wyjęłam na ladę studolarówkę. 
- Reszta też należy do ciebie. Przyda ci się. - uśmiechnęłam się ciepło do mojej siostry wręczając jej torbę z ubraniami i pieniądze. Mandy przyglądała mi się uważnie, niemal wypalając dziurę w mojej twarzy, swoim ciekawskim wzrokiem. 
- Co?! - prychnęłam.
Mandy zatrzymała się w półkroku i zmarszczyła czoło. 
- Wyglądasz na zdenerwowaną. - wymamrotała.
- Sorry, wszystko jest okej. Jesteś głodna? Ja jestem, chodź, zjemy coś. - przyspieszyłam, starając się znaleźć jakąś kawiarnię. Moja siostra szła tuż za mną, lekko zdziwiona moim nagłym wybuchem. Cholera, co jest ze mną nie tak?!
- Możemy iść do Blue Cafe? Mają tam te dobre...
- Taa, jasne, prowadź. - przerwałam jej w połowie zdania.
Dziewczyna posłała mi dziwne spojrzenie, ale zaraz ruszyła w stronę Cafe Blue, czy jakkolwiek to się nazywało. Centrum handlowe było ogromne, a do tego jego Mandy co jakiś czas zatrzymywała się przy swoich znajomych, żeby się przywitać, czy uciąć krótką pogawędkę. W końcu, dotarłyśmy do kawiarni. Mandy zajęła się zamówieniem, więc kiedy poszła do lady, ja wyjęłam na stolik swój telefon i włączyłam go. Momentalnie zaczęły napływać wiadomości od Zayna i Amber.
Jako pierwszego, otworzyłam SMSa od Amber, przyjaciółki zawsze na pierwszym miejscu, tak? 


Odpisałam zdając jej małą relację z tego co zdarzyło się w przeciągu ostatnich 24 godzin, pomijając oczywiście temat kontraktu i informacji o wylocie Devona do Londynu. Wzdrygnęłam się w duchu, kiedy sobie o tym przypomniałam. Nienawidzę Devona. Wysłałam jej wiadomość i zobaczyłam jeszcze trzy SMSy od Zayna, pięć nieodebranych połączeń i jedną wiadomość na poczcie głosowej. Wszystkie z pytaniami typu: "ignorujesz mnie?", "przeczytałaś kontrakt?". 
Zaczynał działać mi już na nerwy, więc lekko roztrzęsioną dłonią podniosłam komórkę do ucha, by wysłuchać jego wiadomości. 
"Byłoby miło z twojej strony, gdybyś miała włączony telefon, gdy będę chciał się z tobą skontaktować. Z jakiegokolwiek powodu zdecydowałaś się mnie ignorować, proszę, miej chociaż przyzwoitość wysłać mi SMSa z wiadomością gdzie jesteś, Victoria. Devon nadal jest w Ameryce, co mnie niezmiernie martwi. Nie umiem radzić sobie z tego typu uczuciami, ani ich kontrolować. Zadzwoń do mnie."
Martwi się o mnie. Wzruszyłam ramionami i niepewnie wybrałam jego numer. Odebrał momentalnie, pierwszy sygnał nie miał nawet szansy wybrzmieć do końca. Aż do tej chwili nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymuje oddech. Proszę, nie złość się. Proszę, nie bądź zły.
- Victoria. - jego głos był łagodny, przyjazny i taki ciepły. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie jest zły?
- Hej. - bąknęłam nieśmiało.
- Hej.
- Przepraszam, nie ignorowałam cię. Po prostu potrzebowałam trochę czasu na przemyślenie paru spraw. 
Odetchnął z ulgą.
- Martwiłem się o ciebie. 
- Wszystko u mnie w porządku. - uśmiechnęłam się lekko i utkwiłam swój wzrok w Mandy, która akurat zajmowała miejsce na przeciwko mnie. 
- Jak ci mija dzień? - zapytał.
Głośno przełknęłam ślinę.
- Dobrze. Jestem z moją siostrą. A jak tam spotkanie z panem Nicholasem Cowellem?
- Bardzo owocne. Zadzwonię do ciebie później, Victoria. Twoja siostra mogłaby być lekko zaniepokojona, słysząc jednostronną rozmowę, której temat chciałbym poruszyć. 
Zachichotałam pod nosem i poczułam się tak, jakbym prawie mogła zobaczyć jego uśmiech. Zrobiłabym wszystko, żeby tylko móc go teraz zobaczyć.
- Okej. Och, czekaj! Devon ciągle jest w Ameryce? - wymamrotałam.
- Tak, Victoria. W Kalifornii. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję. 
- Dziękuję.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Nara, Maleńka. 
Rozłączyłam się z uśmiechem na twarzy. Mandy przyglądała mi się cały czas skonsternowana, zdziwiona, zaciekawiona? Pewnie ja też tak wyglądam, kiedy przebywam w obecności Zayna.
- Zamówiłam na wynos, bo chwilę temu napisała do mnie Mama. Mamy wracać do domu. - wyjaśniła Mandy, a ja skinęłam tylko głową. Nie bardzo mnie to interesowało. Chciałam po prostu wrócić do domu.
Chwilę później do naszego stolika podeszła kelnerka z zamówieniem. Odebrałyśmy od niej zapakowane jedzenie i ruszyłyśmy w drogę powrotną, nowiuśkim samochodem, który pożyczył mi Zayn. Nie zatrzymam go, nie ma takiej mowy. Ale całkiem przyjemnie się go prowadziło, muszę przyznać. Przypomniałam sobie o Roofie'm. Stęskniłam się za nim. Tamten samochód sprawiał, że wszędzie czułam sie jak w domu. 
- Możesz podrzucić mnie jutro do szkoły? Tym samochodem?  - zapytała Mandy, wyjmując zakupy z tylnego siedzenia auta. 
- Musisz się wszystkim tak popisywać? - wymamrotałam otwierając przed nią drzwi wejściowe do domu. 
- No tylko spójrz. To taki fajny wóz. Warto się nim chwalić. Proszę! Tylko jutro! - rzuciła błagalnym tonem. Ugh! Przestań błagać. Zamilkłam na chwilę i poczułam wibrację w kieszeni. Wyjęłam swój Malik Cell i zauważyłam nową wiadomość od Zayna.


- Dobra, zawiozę cię Mandy. - rzuciłam lekko rozkojarzona, zmierzając prosto do swojego pokoju. Pytania, które przewijały się w mojej głowie były dość bezpośrednie, ale było ich tak dużo, że nie wiedziałam od czego mam zacząć. Nie lepiej byłoby to przedyskutować osobiście? Argh, walić to. 






Westchnęłam głośno. Od tego wszystkiego zaczęła mnie boleć głowa.


Telefon zawibrował ponownie i spodziewałam się wiadomości od Amber, ale tym razem również był to Zayn.


Dlaczego on nie może być po prostu normalny?! Czemu nie może wywalić tego kontraktu do śmieci i spróbować być ze mną w jakimś normalnym związku? Tylko tego chcę. Ale ta jego wiadomość. "Jeśli ci to nie odpowiada, nie podpisuj i każde z nas pójdzie swoją własną drogą.". Wcale mi to, kurwa, nie odpowiada, ale nie chcę żeby odszedł. Możemy wymyślić coś innego? Albo chociaż spróbować?
Wzdrygnęłam się na dźwięk głosu mojej Mamy, wołającej mnie na lunch. Zamknęłam oczy i nacisnęłam "wyślij". Pozbyłam się wszystkich moich myśli, upychając je w koszu, dokładnie tam, gdzie wyląduje moje serce, jeśli zdecyduję się nie podpisywać kontraktu.


W ogromnym zamyśleniu podniosłam z talerzyka swojego croissanta. Moją głowę okupowały tylko myśli związane z tym kontraktem, no ale przecież taki też miałam plan, prawda? Może gdybym zgodziła się na to, żeby Zayn został nie stresowałabym się aż tak i byłabym trochę szczęśliwsza. Takim oto sposobem cały czas byłam rozkojarzona i nie mogłam nawet skupić się na rozmowie z własną matką. 
- Tori? Victoria? - aż podskoczyłam, gdy moja Mama użyła mojego pełnego imienia. Popatrzyłam na nią skonsternowana, bo nigdy tego nie robiła.
- Wszystko w porządku, Skarbie?
- Tak, dlaczego pytasz? - uśmiechnęłam się lekko, próbując przekonać zarówno ją, jak i moją siostrę, że nic nie zaprząta moich myśli. Chwyciłam szklankę z chłodną wodą i upiłam orzeźwiającego napoju.
- Nawet nie tknęłaś swojego chleba bananowego, kochanie, a przecież tak bardzo go lubisz. - kobieta przechyliła głowę w bok, przypatrując mi się ze współczuciem.
Z poczuciem winy spuściłam wzrok na zimny już chleb, który został mi podany jakieś 10 minut temu. 
- Nie bardzo jestem głodna, Mamo.
- Nie zjadłaś nic odkąd wyjechał Zayn, Tori. Musisz jeść. Samo picie ci nie wystarczy. - odparła tonem, którego używają tylko matki. Była zła, ale starała się zachować spokój. 
- O, mój Boże! Mamo! Skoro już mowa o Zaynie, to widziałyśmy go na okładce Forbesa. - niemal krzyknęła Mandy, uśmiechając się szeroko do Mamy.
- Forbesa? - uniosła jedną brew i wróciła wzrokiem na moją siostrę - Imponujące. - dodała po krótkiej chwili, ale wiedziałam, że wcale nie jest pod wrażeniem. Bardziej było jej mnie szkoda. Zakochałam się w miliarderze. Zayn owinął mnie sobie wokół palca i już bałam się tego, co stanie się, gdy mu się znudzę. Moja Mama ma już wyrobie zdanie na temat tych, którym tak dobrze się powodzi, a głównym tego powodem jest to, że kiedyś też zadłużyła się w jakimś bogatym gościu. Raz opowiedziała mi tę łzawą historyjkę zanim położyłam się spać. 
Jaka matka, taka córka. 
Moja sytuacja była chyba jednak trochę inna, bo nie wydaje mi się, żeby związki seksualne odbywały się także w czasach jej młodości. Obsypywał moją Mamę prezentami i całym tym luksusem, aż wreszcie zdała sobie sprawę, że niewiele ma to wspólnego z prawdziwą miłością. 

"Chodziło tylko o pożądanie i luksusowy tryb życia. Im więcej czasu spędzaliśmy razem, tym bardziej miałam go dość. On był jak huragan, a ja byłam tylko mżawką. Miłość może całkiem ogłupić dziewczynę, Tori. A pieniądze są najlepszym przyjacielem mężczyzny. Taka kombinacja nie wróży nic dobrego i prowadzi zazwyczaj do autodestrukcji. To dzieje się, gdy najmniej się tego spodziewasz. A kiedy potrzebujesz go najbardziej, ani się obejrzysz i już go nie ma."

- Rozmawiałaś dzisiaj z Zaynem, Tori? - zapytała moja Mama, wyrywając mnie z zamyślenia.
- No..
- I co tam u niego? - kontynuowała powoli mieszając swoją herbatę.
- Wszystko dobrze. Pracuje, jak zwykle.

***

Zadaniem dnia, było dla mnie tylko wstać. Po tym, jak podrzuciłam Mandy do szkoły i około dwudziestu nastolatków obśliniło mój samochód, miałam już dość. Cieszyłam się wyjeżdżam, ale mimo to będę tęsknić za Mamą i jej opowiastkami o bogatym chłopaku, z którym się kiedyś spotykała. Próbowała wepchnąć mi do głowy stereotypowe schematy o ludziach, którym się dobrze powodzi, ale postanowiłam nadal patrzeć na wszystko z otwartym umysłem.
Gdy wróciłam ze szkoły Mandy, wskoczyłam do domu tylko na chwilę. Zabrałam swoją walizkę i Adama i postanowiłam wyciągnąć go jeszcze na małą kawę. Oświadczył, że przyjeżdża do Londynu w przyszłym tygodniu. Jestem prawie pewna, że to właśnie wtedy Amber wraz ze swoimi braćmi, Jeremy'm i Taylerem lecą na Cypr. Biedny Adam.
Gdy wróciłam do domu, szybko pożegnałam się z Mamą i Danem. Zostawiłam również mały liścik i naszyjnik dla Mandy. Pamiętałam, że nie mogła oderwać od niego wzroku, kiedy mijałyśmy sklep jubilerski. Dzięki nadmiernej hojności Zayna i tego, że oddał mi pieniądze za bilety lotnicze, mogłam pozwolić sobie również na zakup diamentowego naszyjnika dla Mamy. 
Adam patrzył na mnie z szeroko otwartą buzią, gdy wyjmowałam walizkę z bagażnika, po czym wręczyłam mu kluczyki. Będę tęsknić za tym autkiem, ale postanowiłam oddać je Adamowi. Był taki szczęśliwy, gdy powiedziałam że może go zatrzymać, że prawie wyrosły mu skrzydła. Ciekawe tylko, co na to Zayn. Ostatni raz przytuliłam mojego brata i skierowałam się do sali odlotów. Wręczyłam bilet odprawiającemu i w sumie nawet się tego spodziewałam, zostałam poprowadzona do osobnej sali, a z niej już do prywatnego samolotu Zayna, który tylko czekał, aż wsiądę na pokład. Cały czas rozmyślałam nad tym co stało się poprzedniego wieczora. Mam nadzieję, że nie był bardzo zły.
Ten cały kontrakt działał mi na nerwy i nie umiałam pozbyć się go z mojej głowy. Ostatnia rozmowa z Zaynem nie skończyła się tak, jakbym sobie tego życzyła. Zapytałam go o Emmę i o to, jak zaczął się ich romans. Chciałam tylko wiedzieć coś więcej o ich przeszłości i o tym, czemu Zayn tak dziwnie postrzega związki i seks. Nadal wzdrygałam się na samą myśl, że mięli romans. Nie chciał mi nic powiedzieć! Czemu? Podczas gdy cały czas naciskałam, by uzyskać od niego jakąś odpowiedź, mój poziom frustracji wzrósł tak bardzo, że miałam ochotę zacząć się na niego drzeć, ale sie powstrzymałam. Przysięgam, że się powstrzymałam.

Odebrałam telefon poirytowana, zdenerwowana i lekko wściekła. Nie odezwałam się, milczałam czekając na niego. 
- Victoria? - zaczął głosem oddającym moje emocje.
- Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?! - bąknęłam.
- Bo nie muszę opowiadać ci o swoich prywatnych sprawach i życiu osobistym. Już chyba ci to mówiłem. 
Zamachnęłam swoją ręką w powietrzu.
- To działa w obie strony! Zdaje mi się, że ja zdradziłam ci swój największy sekret!
Westchnął poirytowany.
- Tak, tylko, że zrobiłaś to z własnej, nieprzymuszonej woli.
Zaczerpnęłam głęboki oddech, w myślach odliczając do trzech.
- To nie fair!
- Życie nie jest fair, Victoria. 
Przewróciłam oczami. 
- Jeśli wszystkim czego ode mnie oczekujesz jest szczerość i zaufanie, to czemu jak nie mogę wymagać tego od ciebie?
- Ufam ci, i jeśli dobrze sobie przypominam, to zawsze byłem z tobą szczery. 
- Nie byłeś szczery w temacie Emmy.
- Byłem, Victoria. Ale nie zdradzę ci żadnych informacji o naszej przeszłości. Przestań być uparta i daj już spokój.
- Ja chcę tylko wiedzieć.
- Re.
Westchnął ponownie i warknął gardłowo. 
- Ty i ja nie mamy nic wspólnego z Emmą. Ona jest już przeszłością. Jest tylko dobrą znajomą. Odpuść.
- Powiem ci, że kurewsko trudno jest odpuścić w zaistniałej sytuacji. - odparłam niskim głosem.
- Sama to sobie, kurwa, utrudniasz, Victoria. - wypalił przez zaciśnięte zęby.
- Jest szansa, ze powiesz mi kiedykolwiek?
- Nie! - syknął, a jego złość odbiła się echem nawet w moim pokoju - Musisz to przeboleć!
Fuknęłam poirytowana i rozłączyłam się. Po prostu się rozłączyłam. Byłam taka wściekła!
Dlaczego nie pozwala mi poznać ich przeszłości? Przecież nie może być, aż tak zła. Nic nie będzie już gorsze od tego popierdolonego kontraktu. Telefon zaczął wibrować w mojej dłoni, a gdy spojrzałam na wyświetlacz, zobaczyłam identyfikator Zayna. Odrzuciłam połączenie i wróciłam do pakowania swojej walizki, ale po chwili brzęczenie rozległo się ponownie. Wiadomość. Właściwie dwie. Zanim zdecydowałam się je otworzyć, odetchnęłam głęboko i przysiadłam na skraju łóżka. 




~~~~~~~

Obudziłam się, gdy blond stewardessa poinformowała mnie o lądowaniu. Cholera jasna! Już jesteśmy w Londynie? Wyjrzałam przez małe okienko obok mnie, i dostrzegłam powoli powiększające się miasto pod nami. Tak. To bez wątpienia Londyn. Serce zaczęło mi bić szybciej. Jedyne o czym myślałam, to to w jaki sposób będzie zachowywał się Zayn, kiedy się ze mną zobaczy. Będzie bardzo zły? To czekanie i niepewność przyprawiało mnie o mdłości.

____________________________________________________________
Hej, sorry, za zwłokę. Wynikły nieoczekiwane problemy. 
Niestety moja siostra się rozchorowała, ale nie chcę wchodzić w szczegóły.
Postaram się jakoś Wam wynagrodzić to czekanie.
I dziękuję wszystkim za miłe słowa na tt i przepraszam
tych, którzy niezamierzenie poczuli się urażeni. 
Po prostu jestem trochę zdenrwowana sytuacją i martwie się o młodą, więc... 
Oks. C'ya <3 
a i jeszcze niespodzianka KLIKAJĄC MASUJESZ ZAYNA PO JAJKACH.