piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 10.

Nie odezwał się ani słowem, od momentu w którym wyszliśmy z lustrzanego pokoju. Był śmiertelnie cichy. Każdy pracownik, którego mijaliśmy został obdarzony zimnym spojrzeniem, albo wymownym grymasem, jeśli tylko próbował się do niego odezwać. Czułam się, jakbym to ja była powodem jego nagłego, chłodnego usposobienia. Ale co ja takiego zrobiłam? Powiedziałam coś nie tak?
Zmarszczyłam brwi, kiedy dotarliśmy do holu. Och, wychodzimy. Już? Zayn zatrzymał się w miejscu, gdy tylko dostrzegł Arnolda.
- Arnold. - odezwał się, ale jego głos był spięty. Jest zły?
- Proszę pana. - odpowiedział i skinął głową w stronę Zayna. Mi natomiast posłał pełne współczucia spojrzenie. Dlaczego?
- Gdzie jest Mark?
- Nie jestem pewien, proszę pana. - odpowiedział Arnold.
Zayn zacisnął usta w cienką linię i spojrzał na mnie po raz pierwszy odkąd zapanowała ta niezręczna cisza. Zwilżył językiem swoje wargi. Wstrzymałam oddech, gdy chwycił mnie za rękę. Arnold tylko zmarszczył czoło, ale szybko poprawił swoje rysy, kiedy Zayn posłał mu wymowne spojrzenie.
- Kurwa. - jego ton był ostry. Powiedział to na tyle cicho, że Arnold nie był w stanie usłyszeć, jednak wystarczająco głośno, żebym ja mogła się wzdrygnąć. Przygryzłam wargę, kiedy wolną ręką przeczesał swoje włosy.
- Miłego dnia, Arnold. - odezwał się w końcu w miarę normalnie Zayn.
- Również życzę panu miłego dnia. - odpowiedział Arnold i zwrócił się w moją stronę - Panno Greene, proszę na siebie uważać. - uśmiechnął się słabo, wyglądał na zaniepokojonego.
Miałam przeczucie, jakby mnie przed czymś ostrzegał. Tu nie chodziło tylko o to, że po prostu był dobrym człowiekiem. Jego słowa zmusiły mnie do głębszego zastanowienia się. Kiedy już miałam się odezwać, Zayn pociągnął mnie za rękę i z poirytowaniem wyprowadził przed muzeum. Poczułam na skórze powiew świeżego powietrza. Chciałam wiedzieć, dlaczego Arnold wyglądał na zatroskanego. Stanęłam w miejscu, na co Zayn odwrócił się w moją stronę i zmierzył mnie sfrustrowanym wzrokiem.
- Ach... - skrzywiłam się, kiedy jego rysy stały się ostrzejsze.
- Co?! - wyglądał na nieźle wkurzonego, więc starałam się patrzeć wszędzie, byle tylko nie na niego. Jezu... weź się uspokój psycholu.
- Ja..Um...Muszę skorzystać z ... Um... - wzięłam głęboki oddech i zaczęłam od nowa. Był poirytowany moją niemożliwością wysłowienia się - Sikać mi się chcę. To znaczy! Muszę skorzystać z toalety. - mentalnie przywaliłam sobie w twarz. Serio? Musiałam to palnąć?
Wyglądał jakby starał się powstrzymać uśmiech, ale zmarszczka na jego czole pogłębiła się. Nadal był psycholem.
- Zaprowadzę c... - odwrócił się w stronę wejścia, ale go zatrzymałam.
- Nie. - zdałam sobie sprawę, że zaprotestowałam zbyt szybko i zbyt gwałtownie. Przyglądał mi się podejrzliwie. Nerwowo miętosiłam w palcach końcówki moich włosów, ale to nie pomogło na moje zdenerwowanie. Nie umiem kłamać.
- Mogę iść sama. - próbowałam wysunąć dłoń z jego uścisku, ale on jakby nie bardzo chciał ją puścić. Moja kolej na marszczenie czoła.
- Zayn. - syknęłam. Zdobyłam się na odwagę i podniosłam na niego wzrok. Źrenice rozszerzyły mu się ze złości, ale po kilku sekundach odpuścił.
- Poczekam tutaj. - powiedział napiętym głosem.
- Nie, w porządku. Możesz zaczekać na mnie w samochodzie, kiedy już przyjedzie. - starałam się brzmieć najnaturalniej, co było niezmiernie trudne, czując na sobie, kryjące jakąś groźbę, spojrzenie.
- Victoria, po prostu wejdź do tego cholernego budynku. - jedną ręką przeczesał włosy, a w drugiej już trzymał swój telefon. Nie poruszyłam się przez kilka kolejnych sekund. Jego rozzłoszczony ton sprawił, że zaczęłam się cała trząść od wewnątrz.
To, że wyjął komórkę, uznałam za sygnał, że mogę się oddalić. Szybko znalazłam drogę do wejścia, nie wahając się ani chwili. Jego onieśmielająca aura jest dość niepokojąca. Nie mogłam przy nim normalnie oddychać, nie mówiąc już o myśleniu. Stanęłam w progu. Poczułam przypływ ulgi, kiedy znalazłam się w chłodnym pomieszczeniu.
- Wróciła pani, panno Greene?
Podskoczyłam lekko, kiedy usłyszałam Arnolda.
- Och, um... tak. Mógłbyś pokazać mi gdzie są toalety? - przygryzłam wargę, kiedy przekręcił głowę w bok. Nie rób tak, to za bardzo kojarzy mi się z Zaynem.
- Oczywiście. Tam po lewej. - wskazał ręką korytarz, na którego ścianie, jak byk wisiał znak "WC".
Nie. Zaprowadź mnie!
Spojrzałam za siebie. Zayn stał tyłem do mnie. Nadal przyciskał do ucha telefon. Jego napięte ramiona zdradzały, że ciągle jest poirytowany czymś o czym niestety nie miałam pojęcia. Wróciłam wzrokiem na Arnolda, serio wyglądał jakby bardzo mi czegoś współczuł.
- Uh.. Um.. Właściwie.. właściwie to, czy mógłbyś mnie tam zaprowadzić?
Wyglądał na zaskoczonego, ale z uwagi na jego dobre wychowanie nie usłyszałam odmowy.
- Oczywiście, panno Greene. - odpowiedział nieco skonsternowany, ale ukrył to pod ciepłym uśmiechem. Ruszyłam za nim korytarzem.
Przygryzłam wargę, starając się odpowiednio dobrać słowa. Miałam zamiar przepytać go, jak rasowy detektyw. Zbliżaliśmy się do celu, a moje serce waliło coraz szybciej. Muszę się go o coś zapytać, zanim moja szansa uleci w zapomnienie. Wzięłam głęboki oddech i zebrałam się na odwagę.
- Um, jeśli nie masz nic przeciwko, jeśli spytam...Skąd znasz Za..um, pana Malika? - podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Kącik jego ust, uniósł się lekko w półuśmiechu.
- Znamy się od bardzo dawna, panno Greene. - brzmiał formalnie, tak samo jak Zayn.
- Od jak dawna?
Arnold westchnął cicho.
- Wystarczająco długo, żeby wiedzieć, jaki jest naprawdę. - zatrzymał się i zdałam sobie sprawę, że znajdujemy się przed drzwiami damskiej toalety. Przygryzłam wargę, chciałam wiedzieć więcej.
- Wydaje mi się, że dotarła pani do celu...
Przerwałam mu nagle.
- Co masz na myśli mówiąc to jaki jest naprawdę? Czy on jest... - zawahałam się, szukając w głowie odpowiedniego przykładu, czegoś naprawdę złego - Jest jakimś dilerem narkotyków? - zmarszczyłam brwi.
Arnold uśmiechnął się i potrząsnął głową.
- Nie, panno Greene. Pan Malik nie ma powiązań z niczym nielegalnym. Jest dobrym człowiekiem. - wyglądał na lekko poddenerwowanego moim wypytywaniem. Byłam niemal pewna, że również podpisał NDA, ubezpieczające Zayna przed zdradzaniem poufnych informacji na jego temat. Kiedy już myślałam, że nasza rozmowa jest zakończona, on znowu się odezwał.
- Proszę po prostu być ostrożną, panno Greene. On nie ma złych zamiarów. Jest... - urwał, a wyraz jego twarzy zastygł w sposób, którego nie mogłam odczytać. Wyprostował się, a ja poczułam ciarki w dole kręgosłupa. Dlaczego się tak zachowuje?
- Jest co? - zapytałam.
- Victoria. - zamarłam.
No to już wiem dlaczego. Odwróciłam się bardzo powoli i zauważyłam Zayna, wpatrującego się we mnie z góry. Jego oczy błyszczały sfrustrowaniem. Linia jego szczęki, była mocno zaciśnięta, a włosy bardziej zmierzwione, od momentu, kiedy widziałam go po raz ostatni.
- Arnold. - Zayn kiwnął głową odprawiając mężczyznę.
Uporczywy wzrok wypalał dziurę w mojej skórze i miałam wrażenie, że zaraz się pod nim roztopię. Arnold odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę swoje stałego stanowiska, zostawiając mnie sam na sam, z tym kimś, kogo za cholerę nie nazwałabym teraz człowiekiem.
- Victoria, wydawało mi się, że chciałaś skorzystać z toalety. - kiedy się odezwał, ton jego głosu był niespodziewanie miękki.
- Nie mam pięciu lat. Nie musisz mnie sprawdzać. - odpowiedziałam zbyt napiętym głosem, niż miałam to w zamiarze. Wyprostował się w miejscu.
- Nikomu, sikanie nie zajmuje tyle czasu, Re. - Zmierzył mnie ostrym wzrokiem, akcentując wyraźnie słowo "sikanie". Dupek. - Następnym razem, kiedy postanowisz mnie okłamać, że idziesz do łazienki, tylko po to, żeby przesłuchać moją kardę pracowniczą, nie kłopocz się i zrób to przy mnie.
Kardę pracowniczą? To wyjaśnia, czemu zatrudnia tak wiele blondynek. Zaraz, ile słyszał z naszej rozmowy? Kurwa.
- Ja..
- Wystarczy. - zmarszczył brwi i odwrócił się na pięcie. Mam iść za nim? Bo jeśli mam być szczera, to wolałabym nie.
- Victoria, proszę cię. - spojrzał na mnie przez swoje ramię. Wyglądał na wkurzonego i chyba zmęczonego całą sytuacją. Słyszałam zdenerwowanie w jego głosie, które tak bardzo starał się ukryć pod płaszczykiem serdeczności. Westchnęłam i ruszyłam w jego stronę, marząc żeby chociaż na chwilę się wyluzował. Podał mi dłoń, którą z wahaniem chwyciłam. Nie zaczął iść, zamiast tego zrobił krok w moją stronę. Zapomniałam jak się oddycha, kiedy zrobił kolejny. Lekko ścisnął moją dłoń w swojej, a jego zapach obezwładnił wszystkie moje zmysły. Przytłaczająco górował nade mną swoim wzrostem. Pachniał dymem papierosowym i ... Zaynem. Westchnął cicho, gdy odwróciłam głowę, kiedy delikatnie kreślił palcami linię wzdłuż mojej szczęki. Uśmiechnął się lekko rozżalony i odsunął dłoń od mojej twarzy.
- Nie lubisz całego tego dotykania. Prawie o tym zapomniałem. Mój błąd, panno Greene.
Czekaj, czekaj... To dlatego zachowuje się tak chłodno? Obraził się, kiedy powiedziałam, ze nie jestem przyzwyczajona do dotykania i tak dalej? Czemu mnie to wkurzyło? Zmarszczyłam brwi i przygryzłam wargę. Na jego twarzy pojawił się grymas.
- Frustrujesz mnie z tym przygryzaniem wargi, Victorio.
Fuknęłam pod nosem i zaryzykowałam kolejne spojrzenie na jego twarz. Tym razem to on przygryzł wargę i doskonale wiedziałam, że się ze mną droczy. Odetchnął głośno, po kilku sekundach wpatrywania się w moje usta. Zmarszczyłam brwi, a on mocniej ścisnął moją dłoń, jakby w geście pocieszenia, albo upewniając się, że wciąż ją trzyma.
- Chyba powinniśmy już iść. - zrobił krok do tyłu i wyprostował się. - Chcę zabrać cię gdzieś, żeby móc uaktualnić pewne urządzenie, którego nawet przy najszczerszych chęciach, nie nazwałbym użytecznym.
- Co? - popatrzyłam na niego zdziwiona. O czym on znowu gada? Obserwowałam jak sięga do tylnej kieszeni spodni i wyciąga swój telefon. Wybrał numer i przycisnął komórkę do ucha, wpatrując się we mnie z góry.
- Mark, zmiana planów. Panna Greene i ja, pójdziemy pieszo. Jestem pewien, że przyda nam się odrobina świeżego powietrza. . . Dobrze. . . Oczywiście . . . Dziękuję. - rozłączył się, nie spuszczając ze mnie wzroku. Uśmiechnął się lekko i wyglądał na nieco rozbawionego. Te jego zmiany nastojów serio mieszają mi już w głowie.
- Znowu mam coś na twarzy? - zmrużyłam oczy, na co on przekręcił głowę na bok.
- Drażni się pani ze mną, panno Greene? - uniósł jedną brew - Chodź.

***

- Victoria, po prostu się uspokój. - sięgnął do swojej tylnej kieszeni i wyciągnął z niej czarny portfel, który widziałam już stanowczo zbyt wiele razy. Zamarłam, kiedy dostrzegłam cenę, migoczącą na małym ekraniku, przymocowanym do kasy fiskalnej. Kopara mi opadła. 800 funtów. Nie ma, kurwa, mowy. Nie mam zamiaru pozwolić mu kupić mi czegoś, czego i tak nie użyję. To głupie. 
- Nie! - spojrzałam na niego z czystym szokiem na twarzy, kiedy poirytowany zamknął oczy. Po chwili już patrzył na mnie z góry, starając się mnie uciszyć, ale nie miałam najmniejszego zamiaru się zamknąć.
- Mogę sobie na to pozwolić. Wszystko jest w porządku. - powoli otworzył swój portfel, a na jego twarzy pojawił się ten chłodny uśmieszek. To mu jeszcze sprawia przyjemność! Drań.
- Nie chcę tego! - rzuciłam. Popatrzyłam na faceta za kasą. Wyglądał na nieźle zmieszanego. Zayn odetchnął głęboko i zmierzył mnie palącym spojrzeniem. 
- Przestań się ze mną kłócić. 
Wyciągnął kilka banknotów, kiedy szybko chwyciłam go za rękę. 
- Zayn, ja tego nie potrzebuję. Mam swój telefon. - spiął się cały i spojrzał na mnie  góry.
- Malik Cell jest o wiele bardziej solidny, niż to, co nazywasz telefonem. Wiem, bo sam go stworzyłem.
- Zaraz... Ty jesteś Zayn Malik? - koleś za ladą szeroko otworzył buzię ze zdziwienia, wcinając się w naszą rozmowę, jak natrętna mucha.
- Tak mi się wydaje. - odpowiedział surowo Zayn. No i dobrze, przynajmniej nie tylko ja jestem wkurzona.
- Nie chcę Malik Cell! - zaprotestowałam znowu.
Facet po drugiej stronie zmarszczył twarz w wyrazie niezadowolenia, na co posłałam mu wymowne spojrzenie. 
- Chcesz jeszcze coś powiedzieć? - rzuciłam złośliwie w jego stronę.
- Ach, n..nie..proszę pani. 
Zayn wsunął palec w kieszeń moich spodni i przyciągnął mnie do siebie. W głowie zapanowała mi pustka, kiedy nasze ciała się dotknęły. Chłodny, nieprzyjazny uśmieszek zarysował się na jego ustach, kiedy zsunął dłonie po moich biodrach. 
- Powinienem udowodnić, to co mam na myśli, panno Greene? - mrugnął do mnie i włożył rękę do tylnej kieszeni moich spodni, wyciągając moją komórkę. Wstrzymałam oddech, gdy położył ją na blacie, by zaraz obok umieścić swój Malik Cell.
- Jak masz na imię, chłopcze? - zapytał.
- D..Daniel. - odpowiedział koleś.
- Daniel. - powtórzył powoli Zayn.
Znowu uśmiechnął się chłodno. Widziałam z jakim strachem w oczach, przełyka ślinę chłopak za kasą. Zaczął bawić się palcami i wiedziałam, że nie jest mu łatwo odnaleźć się w towarzystwie Zayna, który aktualnie pochylał się nad ladą, opierając swój ciężar ciała na łokciach. Ostrożnie poprawił obydwa urządzenia, umieszczając je w idealnej, równoległej do siebie pozycji. Cały czas wlepiał we mnie zimne oczy, do momentu, aż postanowił zaszczycić spojrzeniem Daniela. Chłopak zastygł w miejscu.
- Ile lat ma ten Alcatel? - zapytał Zayn. Wywróciłam oczami. Już wiem, gdzie zmierza. Jest tak samo uparty, jak ja.
- Um, opierając się na modelu, jakieś siedem lat. To znaczy, wtedy ten model pojawił się na rynku.
Było mi go szkoda, wyglądał na przestraszonego. 
- A teraz przejdźmy do Malik Cell, który ma, ile lat, Daniel? - Zayn pochylił się lekko w jego stronę, unosząc jedną brew.
- Ugh... 9 miesięcy, proszę pana. 
- W rzeczy samej. - uśmiechnął się do mnie.
- Wiem o co ci chodzi, Zayn... - zaczęłam niewyraźnie, ale mnie zignorował. 
- Jakie są plusy i minusy, tego konkretnego Alcatela? - Zayn otworzył mój telefon, ukazując wysłużoną klawiaturę. Zachichotał pod nosem, zanim podniósł na mnie wzrok i z trzaskiem zamknął klapkę.
- Alcatele znane są z tego, że wytrzymują dłużej, niż przeciętne komórki. Sieć bezprzewodowa, jednak, opóźnia ich działanie i zwalnia system. Aparat w nich jest straszny no i muszę przyznać, że to ogólnie rzecz biorąc, gówniany model. - Daniel wzruszył ramionami i momentalnie zdał sobie sprawę z tego, co przed chwilą wydostało się z jego ust. Zayn uśmiechnął się do niego, upewniając, że nie ma nic przeciwko jego doborowi słów. 
- A Malik Cell?
- Malik Cell, to tak jakby osobisty asystent. Bardzo przydatny, jeśli zawsze się gdzieś spieszysz, np. kiedy jesteś spóźniony. - Zayn spojrzał na mnie i uniósł jedną brew. Na jego buzi wymalował się ten śliczny, chłopięcy uśmiech.
- Naprawdę? - popatrzył na mnie z udawanym szokiem - Opowiedz mi więcej. - sarkazm w jego głosie, tylko podniósł poziom mojego wkurzenia.
- Cóż, dzięki tej dziecince, możesz połączyć się z siecią w każdym dowolnym miejscu. W samolocie, helikopterze, nawet na środku oceanu. Ma nieograniczony dostęp do Internetu i jest bardzo tani. Jest tak bezpieczny, że bez przeszkód można używać go podczas startu, lub lądowania samolotu. Wodoodporny, wstrząsoodporny, no i posiada olbrzymi ekran. Lista rzeczy, które możesz na nim robić jest nieskończona. Zabiłbym, żeby mieć jeden z nich. Zdecydowanie, jest wart każdego grosika.
Przygryzłam wargę i zdałam sobie sprawę, jaką jestem niewdzięcznicą. Ale nie chcę, żeby Zayn mi cokolwiek kupował. Wzięłam głęboki oddech i skupiłam wzrok na Zaynie. Zaśmiał się cicho i nie wydawał się w najmniejszym stopniu poruszony moim zachowaniem. Spojrzał na chłopaka za ladą i pokręcił głową.
- Brzmi przekonująco. Wezmę trzy. - powiedział i wyjął swoją kartę kredytową. Po raz kolejny, tak szeroko otworzyłam usta, że prawdopodobnie mógł zobaczyć moje migdałki. Ale nie tylko ja byłam zaskoczona. Facet za ladą też uniósł swoje brwi.
- Trz..trzy Malik Cell? - zapytał zdumiony.
- Tak, to jakiś problem, Danielu? - Zayn wyprostował się i przekręcił głowę na bok. 
- N..nie, proszę pana. Ja..ach...Życzy pan sobie 16, czy 32 gigabajty? - szok w jego głosie był doskonale słyszalny.
- Zayn, nie wydaje mi się, żeby to było konieczne. Czemu kupujesz trzy?
Zignorował mnie kompletnie, podając Danielowi kartę. 
- 64. Wszystkie trzy. 
- Oczywiście. Tylko pójdę po nie na zaplecze. - zmarszczył brwi i przeniósł wzrok z Zayna na mnie. Sekundę później zniknął w drzwiach na tyły sklepu. Podniosłam głowę i wlepiłam oczy w Zayna. 
- Zayn..
- Victoria, zarabiam dziesięć tysięcy funtów na minutę. 
- Nie potrzebuję nowego telefonu. Perfekcyjnie odpowiada mi ten, który mam teraz.
- Wolałbym żebyś miała coś nowszego.
- Za..
- Victoria, przestań. - spojrzał na mnie z góry, a ja zrobiłam krok do tyłu. Z powrotem skupił się na komórkach leżących na blacie. Chwycił moją i zdjął tylną klapkę. Wyjął moją kartę SIM i podał mi ją. Komórka Zayna zaczęła wibrować. Uniosłam głowę i zauważyłam, że Daniel zdążył już wrócić. Położył na ladzie trzy małe, białe pudełka. 
- Kurwa. - syknął Zayn i przycisnął telefon do ucha - Malik! - Daniel, aż podskoczył słysząc jego ostry ton. Zayn uniósł wskazujący palec, odwracając się i wychodząc na zewnątrz sklepu, zostawiając mnie z tą... osobą.
- Jest twoim chłopakiem? - zapytał Daniel. Brzmiał na lekko zatroskanego.
Zmarszczyłam brwi.
- Nie. To po prostu znajomy. 
Chłopak odetchnął z ulgą.
- To dobrze. Jest trochę straszny. 
Zachichotałam cicho. 
- Wiem co czujesz. - również się uśmiechnął i właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że jest całkiem przystojny. Jasno brązowe włosy zsunięte lekko na czoło, błyszczące, niebieskie oczy i przyjazny uśmiech. Ten uśmiech właśnie sprawia, że wygląda tak dobrze. Niezłe ciasteczko.
- Pochodzisz z Ameryki? - zadał mi kolejne pytanie.
- Um, no. Mieszkam tu już od jakichś czterech lat. - skinęłam głową i zdałam sobie sprawę, że szybciej ośmieliłam się w towarzystwie jego, niż Zayna. Dziwne. 
- Fajnie. Ja nigdy nie wyjeżdżałem z kraju, więc nie wiem jak tam jest. Hej, słuchaj. Wiem, że to całkiem nieprofesjonalne z mojej strony, ale masz naprawdę piękny uśm...
Urwał w momencie, kiedy poczułam jak ktoś chwyta mnie za łokieć. Poczułam jego zapach i już wiedziałam, kto to. Podniosłam wzrok na Zayna, jego rysy były wyraźnie zaostrzone. Nerwowo przygryzłam dolną wargę i posłałam przepraszające spojrzenie Danielowi. Ten trochę jakby pobladł.
- Piękny uśmiech. Z całą pewnością, Danielu. -  dokończył Zayn. Jego głos był niekomfortowo łagodny, wymuszony. Opiekuńczo oplótł mnie ramieniem. Próbowałam niepostrzeżenie wykręcić się z tego uścisku. 
Daniel wyglądał na zaskoczonego. Niepewnym ruchem odgarnął włosy ze swojej twarzy. Rozejrzał się na boki, po czym gestem ręki wskazał na towar leżący na blacie. Chyba miał nadzieję, że to odwróci od niego uwagę. 
- Ugh, to ostatnie trzy telefony z 64-gigabajtową pamięcią, jakie mamy na stanie, ale jestem pewien, że doskonale będą się sprawowały. - Daniel uśmiechnął się nerwowo, obracając w palcach kartę kredytową Zayna. Popatrzył na niego, jakby czekał na potwierdzenie. Zayn przechylił głowę na bok. Otwartą dłonią trzasnęłam się w czoło, kiedy przesunął plastikowym prostokątem po czytniku. No chyba se, kurwa jaja robisz.
- Masz więcej pieniędzy, niż rozumu. - bąknęłam, gdy Daniel pakował telefony do reklamówki.
- I co z tego? - Zayn wzruszył ramionami - Danielu. - jego ton wyraźnie się ochłodził, gdy chwycił torbę. Wyciągnął z jej środka jedno z zapakowanych urządzeń i z powrotem położył je na ladzie. - Ciesz się swoim nowym telefonem. 
Usta chłopaka ponownie otwarły się szeroko, ukazując jego szok. Wyglądałam tak samo. Czy Zayn przed chwilą...? Nie.... Co?!
- Mówisz serio?! - Daniel wyglądał jakby zaraz jego oczy miały wyskoczyć z orbit. Wyszczerzał je tak bardzo, że aż moje zaczęły boleć od tego widoku.
- Śmiertelnie poważnie. - Zayn przewrócił oczami i spojrzał na mnie z góry - Chcesz coś jeszcze?
Posłałam mu wymowne spojrzenie.
- Nie!
Jego uśmieszek obudził ciarki w dole mojego kręgosłupa. Po chwili chwycił mnie za rękę.
- W takim razie, panno Greene... Dziękujemy za poświęcony czas, Danielu. - uśmiechnął sie Zayn, ale ten uśmiech nawet nie tknął jego tęczówek. Chyba jest na niego wkurzony. Albo na mnie. Pomachałam do chłopaka za ladą, ale stał jak sparaliżowany. Zaczęłam się o niego martwić, ale zaraz mi przeszło.
Wyszliśmy ze sklepu w kompletnej ciszy. Mocniej ścisnął moją dłoń i potarł kciukiem knykcie, gdy Mark wyłonił się z czarnego SUV'a. 
- Panie Malik. - posłał Zaynowi niewzruszone spojrzenie, ale kiedy spojrzał na mnie, jego wzrok był o wiele przyjaźniejszy. 
- Mark. - zapytał Zayn, albo odpowiedział? Ugh... Nie rozumiem tych ich powitań.
- Dzień dobry, panno Greene. 
- Cześć Mark. - uśmiechnęłam się do niego i kątem oka zauważyłam, jak Zayn wykrzywia swoją twarz w jakimś dziwnym grymasie. Uśmiech momentalnie zniknął mi z buzi.
- Wszystko gotowe, Mark? - odezwał się Zayn, a jego głos zawisł w powietrzu wywołując nieprzyjemne napięcie. Spojrzałam na ochroniarza, który wydawał sie niewzruszony oschłym zachowaniem Zayna. Znowu jest na mnie zły?
- Tak, proszę pana. Panna Williams zostawiła pilną wiadomość. 
- Jak bardzo pilną, Mark?
Mark ułożył usta w dzióbek po jednej stronie twarzy, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy. Po chwili poczułam na sobie spojrzenie Zayna i miałam wrażenie, że w czymś przeszkadzam.
- Poufna informacja, proszę pana. 
Ałć! Nie no, w ogóle nie zabolało. 
- Poczekam w samochodzie. - bąknęłam i ruszyłam w stronę auta. Uścisk Zayna wokół mojej dłoni wzmocnił się, zatrzymując mnie w półkroku. Jego twarz była nie do odczytania, gdy otworzył przede mną drzwi. 
- Victoria. - formalnie skinął głową, zanim wsiadłam do środka - Weź to. - położył plastikową torbę na moich kolanach i spojrzał na mnie. Wierzchem dłoni dotknął mojego policzka. Jego dotyk spowodował, że oddech uwiązł mi w gardle. 
- Oddychaj. - szepnął ciepło i zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy, poczułam się dobrze w jego towarzystwie.
Odsunął się i zamknął drzwi, po czym odwrócił się do Mark'a. Ciekawa byłam o co chodzi. Wnioskując po postawie Zayna, to chyba coś złego. Wyglądał na poirytowanego. Potarł swoje czoło i odgarnął włosy do tyłu. Spojrzał przez ramię na mnie, albo na szybę samochodu. Nie wiem, czy mnie widział, czy nie. Mam nadzieję, że nie. Przyglądałam mu się. Miałam rację, że był zdenerwowany. Linia jego szczęki była wyraźnie zarysowana, brwi ściągnięte, a ramiona tak proste i napięte, że gdybym postawiła na nich szklankę z wodą, nie wylałaby się ani kropla. 
Powiedział coś do Marka, co ten przyjął skinieniem głowy. Boże, czemu nie umiem czytać z ruchu warg. Chwilę później Zayn już siedział obok mnie. Czułam jego niepokój, tak samo wyraźnie jak jego piżmowy zapach. Powoli przeniósł na mnie błyszczące oczy i zwilżył językiem usta. Spuściłam wzrok na splecione palce, kiedy zawładnęły mną nieprzyjemne dreszcze. 
- Chciałbym to powtórzyć, panno Greene. - jego głos był aksamitnie miękki i zdobyłam się na odwagę, żeby na niego spojrzeć.
- Wszystko w porządku? - ośmielałam się wiedzieć?
- Tak, panno Greene. Wszystko będzie w porządku. Muszę tylko wrócić do biura wcześniej niż zamierzałem. - wyglądał jakby miał poczucie winy. Zaraz, czy ja dobrze widzę? - Chcesz wybrać się gdzieś jeszcze? 
Daje mi wybór? 
- Um, nie. - przygryzłam wargę i zaczęłam bawić się zapięciem pasa bezpieczeństwa.
- Ta warga. Victoria. - rzucił z grymasem, na co zmarszczyłam brwi. 
- Przepraszam. - bąknęłam. Psychol.
Po podróży wypełnionej niemymi spojrzeniami i lekko żenującymi rozmowami, które powodowały przygryzanie przeze mnie wargi i jego sukcesywnym uwalnianiu jej z pomiędzy moich zębów dotarliśmy pod mój dom. Jak zwykle, drzwi po mojej stronie były zamknięte, więc siedziałam w środku i czekałam na Zayna. Otworzył je i wyciągnął dłoń w moją stronę. Byłam na tyle odważna, że jej nie wzięłam. Chwycił więc za mój nadgarstek i pomógł mi wysiąść. Nie było najmniejszych szans, żebym mogła cokolwiek zrobić sama. 
- Victoria. - zatrzymałam się i odwróciłam w jego stronę, z całych sił starając się nie wywrócić oczami. Rozbawienie błysnęło w jego tęczówkach, kiedy podniósł przed siebie plastikową torebkę. 
- Nie biorę tego. - wymamrotałam.
Potrząsnął głową i westchnął cicho. Zatrzasnął drzwi samochodu, głośniej niż zwykle i chwycił moją rękę. 
- Będziesz miała coś przeciwko, jeśli wejdę na kilka minut? - spojrzał na mnie wymownie i wiem, jakiej odpowiedzi oczekiwał.
- Jasne, wejdź. - czuj się jak u siebie w domu, psycholu.
Przygryzłam wargę, kiedy otworzył drzwi do mieszkania i gestem ręki wskazał, że mam wejść pierwsza. Ciekawe czy Amber jest? Ściągnęłam swój sweter i powiesiłam go na wieszaku koło wejścia. Zayn zrobił to samo ze swoją kurtką, kładąc torebkę na małym stoliku przy ścianie, ma którym zazwyczaj kładłam klucze. 
- Chcesz coś do picia? Mamy wodę, sok, herbatę, kawę..- uniosłam jedną brew, kiedy zauważyłam jak podnosi zdjęcie, na którym jestem z Amber. Wyglądał na wyraźnie zainteresowanego, aż sama zaczęłam przypatrywać się fotografii. Amber i ja uśmiechałyśmy się szeroko. Na twarzach miałyśmy rozsmarowany tort, wyglądałyśmy na szczęśliwe i beztroskie. Stała za mną i oplatała mnie rękami. 
- Wyglądasz tu tak młodo. - powoli odłożył ramkę na swoje miejsce i złapałam się na tym, że obserwuję jego puste ręce. Tatuaż. Wciąż nie mogę nadziwić się temu, że go ma. Kilka sekund zajęło mi zanim zdałam sobie sprawę z tego, ze stoi przede mną. Wyglądał na spokojnego. 
- Miałam wtedy 18 lat. - wyjaśniłam, przenosząc się w myślach do tamtego czasu. Spojrzał przez swoje ramię, z powrotem na zdjęcie. Miałam okazję, żeby jeszcze raz zerknąć na jego wytatuowaną rękę. 
- Lubisz tatuaże? - wyprostował przed sobą prawą rękę, dając mi tym samym lepszy widok. Przygryzłam wargę, kiedy zrobił krok w moją stronę. Pociągnął lekko za moją brodę, na co podniosłam na niego wzrok.
- Ile masz?  
- 29.
Podniosłam brwi ze zdziwienia. Wyglądało na mniej niż 29. 
- Mam więcej na swoim ciele, panno Greene. - co on ma z tym odpowiadaniem na moje niezadane pytania? Ale zaraz zaczęłam zastanawiać się nad tym, co powiedział. Innymi słowy, miał na myśli to, że musiałbym zobaczyć go nago. Na samą myśl się zaczerwieniłam, a kiedy spojrzałam na niego, dostrzegłam rozbawienie w jego oczach. 
- Panno Greene, myśli pani o mnie pod kątem erotycznym? 
Nigdy nie przestanie się ze mną droczyć. Kolor mojej twarzy jeszcze bardziej się pogłębił. Zdenerwowana, zaczęłam zakładać niesforne pasma włosów za ucho. Spojrzałam na jego drugą rękę i dostrzegłam znak Yin i Yang. Zaciekawiona przekrzywiłam swoją głowę na bok i pokazałam mu lewy nadgarstek. 
- Też mam tatuaż Yin i Yang. - bąknęłam.
- Zauważyłem. - powoli kiwnął głową. Jego oczy pociemniały, zrobiłam krok do tyłu, kiedy przekręcił głowę w bok.
- Uh, więc... Jesteś spragniony? - zapytałam starając się naprostować swoje myśli.
- Jasne, pójdę z tobą. 
Zmarszczyłam brwi i postanowiłam nie protestować. Jest za bardzo uparty. 
Poszedł za mną do kuchni i gdy tylko znaleźliśmy się w środku, oparł się o blat, uważnie obserwując każdy mój ruch.
- Soku? - wyciągnęłam opakowanie i żartobliwie uniosłam brew.
Uśmiechnął się i skinął głową.
- To będzie dość satysfakcjonujące, panno Greene. 
Odstawiłam karton na kuchenną ladę i otworzyłam szafkę wiszącą nad lodówką. Musiałam stanąć na palcach, bo nie mogłam dosięgnąć szklanek. Podskoczyłam w miejscu, kiedy poczułam, że Zayn stoi tuż za mną. Jego dłoń spoczywała na mojej talii, kiedy wpatrywał się we mnie z wyrazem zadowolenia na twarzy.
- Pozwól mi. - pochylił się, lekko pocierając torsem o moją rękę i sięgając, bez najmniejszego trudu, po dwie szklanki. Wręczył mi je po chwili z cwaniackim, chłopięcym uśmiechem. 
- Dzięki. 
- Cała przyjemność po mojej stronie, panno Greene. Cieszę się, że mogłem pomóc nieskoordynowanej. - zmrużyłam oczy, a on znowu pochylił się nad blatem, bacznie obserwując jak nalewam sobie soku. Sącząc go powoli, podniosłam wzrok znad brzegu szklanki i spojrzałam na niego.
- Przepraszam, też chciałeś? - zapytałam, starając się powstrzymać uśmiech. Jego oczy błysnęły w rozbawieniu. 
- Drażni się pani ze mną, panno Greene? - pochylił się ku mnie, przyglądając się moim ustom, kiedy przygryzłam ściankę szklanki. Wstrzymałam oddech, z wiadomych powodów, ale o dziwo, nie wydawał mi się już tak bardzo onieśmielający. Albo jeszcze. Wyjął szklankę z mojej dłoni i upił z niej łyk. Przycisnęłam palec do jej dna i podniosłam do góry. Napój wylał się po bokach jego ust, spływając na białą koszulę. Mokre stróżki zostawiły na niej żółty ślad, sprawiając że materiał przywarł do jego skóry. Przygryzłam wargę, kiedy odstawił szklankę na blat. Oblizał usta i wytarł je wierzchem swojej dłoni. Nie wyglądał na rozbawionego, był raczej nieźle wkurwiony. Jego rysy, na szczęście, nieco złagodniały, kiedy podniósł na mnie wzrok. 
- Przepraszam. Wiele razy słyszałam, że jestem dość nieskoordynowana. - przygryzłam wargę, a on popatrzył na mnie wymownie.
- Cóż, panno Greene. Jest więc prawdopodobieństwo, że może się pani stać krzywda w przeciągu kilku następnych minut. Szybko pani biega? - rzucił mi wyzwanie.
- Biega?
- Och, tak, panno Greene. Niech pani lepiej zacznie uciekać. 
- Drażni się pan ze mną, panie Malik?
- Jest pewna różnica... - wyprostował się i do tego czasu prawie zapomniałam jak onieśmielający może być.  Kiedy się odezwał... To był bardziej mrożący krew w żyłach szept. - Biegnij. 
Przygryzłam wargę  i odwróciłam się na pięcie w mgnieniu oka. Okrążyłam wysepkę kuchenną i szybko ruszyłam do salonu. Był tuż za mną, więc jako przeszkody użyłam kanapy. Odwróciłam się w jego stronę z szerokim uśmiechem na twarzy, dumna z tego jaką zaporę wybrałam. Intensywnie mierzył mnie wzrokiem, powoli zmierzając w moją stronę. Szybko obrałam przeciwny kierunek. 
- Nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać, Victorio. - uśmiechnął się rozbawiony, a ja poczułam jak wzbiera we mnie .... pożądanie. Jest taki przystojny. Spojrzałam na jego przemoczoną koszulę i właśnie wtedy zauważyłam kilka prześwitujących tatuaży na jego torsie. Przechyliłam głowę i zdałam sobie sprawę, że mnie rozprasza. Nie musiał nawet nic robić. Kurwa.
- Nie czas teraz na pogaduszki. - chwyciłam poduszkę z kanapy i rzuciłam w niego. Wbiegłam po schodach na górę i spojrzałam przez swoje ramię, by zobaczyć, czy jest blisko. Był. Cholera, szybki jest. Wdrapałam się na ostatni schodek i szybko wskoczyłam do małego gabinetu. Zaczęłam ciężko dyszeć. Po chwili doszłam do wniosku, że może się tam dostać dwoma wejściami. Jednym, tym którym weszłam ja i drugim, przez pokój Amber. Przygryzłam wargę i po cichu weszłam do jej pokoju. Pusto. Kurwa, gdzie on jest?
Zakradłam się do drzwi wychodzących na korytarz i wyjrzałam na zewnątrz. Tam też go nie było. Może jest w łazience? Zachichotałam sama do siebie. Czułam się jak małe dziecko. Drzwi do mojego pokoju były zamknięte, więc to to pomieszczenie obrałam jako mój kolejny cel. Najciszej jak umiałam, uchyliłam drewnianą powłokę i wślizgnęłam się do środka. Bezdźwięcznie zamknęłam za sobą drzwi, nie chcąc zdradzić miejsca mojej kryjówki. Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się do wnętrza pokoju, tylko po to, żeby dostrzec Zayna, stojącego na przeciwko mnie. Serce zaczęło bić mi szybciej, kiedy ruszył w moją stronę. Zrobiłam krok do tyłu i natknęłam się na drewnianą płytę. Och, jakież to wszystko znajome. 
- Victoria, jak miło, że przyszłaś. Chyba wisisz mi nową koszulę? - spojrzał w dół i lekko odciągnął materiał od swojej skóry - Taki sposób sprawiania, że ktoś jest mokry, nie jest moim ulubionym. - chwycił za moją brodę uwalniając wargę z pomiędzy moich zębów. Jego źrenice, tak samo jak wczoraj, rozszerzyły się i zamigotały dziwnym blaskiem, stały się chłodniejsze i czułam, że zaraz chyba dostanę zawału.  
- C..chcesz n..nową koszulę?
Zaśmiał się cicho i spojrzał w dół na moja klatkę. 
- Wydaje mi się, że nosimy inny rozmiar, panno Greene. 
Nie pierdol.
- Mój brat był u mnie parę tygodni temu i zostawił kilka swoich rzeczy. - zrobiłam krok w prawą stronę, uzyskując tym samym mały dystans między nami. Podeszłam do szafy i wzrokiem namierzyłam sportową torbę, którą zostawił mój brat. Wygrzebując ją z pomiędzy moim butów i ubrań, położyłam ją na łóżku i rozsunęłam. Wyjęłam z niej jedną z koszul, którą mój brat nazywał wabikiem na kobiety i rzuciłam Zaynowi. Wyprostowałam się i założywszy dłonie na biodra, zaczęłam przyglądać się chłopakowi. Rozciągnął ją przed sobą. 
- Dziękuję, Victorio. - podszedł bliżej mnie i położył koszulę na brzegu łóżka. Zerknął na otwartą torbę, potem znowu na mnie. Mrugnął jednym okiem i zwinnie przeciągnął materiał, przez swoją głowę. Szeroko otworzyłam usta ze zdziwienia, kiedy odkrył przede mną swój opalony tors. Mój Boże. Szybko odwróciłam głowę, starając się zająć czymś oczy, żeby tylko na niego nie patrzeć.
- Nie wstydź się. Jestem ci winien ten widok, za wszystkie te razy, kiedy widziałem cię półnagą. - ponownie puścił mi oko, kiedy na niego spojrzałam. Przeciągnął koszulkę mojego brata przez głowę. Z zachwytem obserwowałam jak jego mięśnie napinają się, kiedy przesuwał ją w dół swojej klatki. Uśmiech pojawił się na jego ustach, kiedy spotkaliśmy się wzrokiem. Wrzucił poplamioną koszulkę do kosza na pranie i spojrzał na mnie z góry. W najmniejszym stopniu nie wyglądał jak prezes. Wyglądał jak niezły skurwysyn. Materiał lekko opinał jego ciało, ukazując jego doskonałą budowę.
- Wyglądasz ostro. - momentalnie zawstydzona zakryłam usta. Co ja właśnie powiedziałam?!
Uśmiechnął się wyraźnie usatysfakcjonowany moimi słowami. 
- Ty też nie najgorzej, Re. - pochylił się i pocałował mnie w policzek. Jego ciemne oczy błyszczały zaledwie kilka centymetrów przed moja twarzą. Czułam między nami jakieś dziwne napięcie seksualne. Przygryzłam wargę, a on momentalnie pociągnął lekko za moją brodę.
- Przygryzę tę twoją wargę, Victoria, jeśli natychmiast nie przestaniesz. - wpatrywał się we mnie z góry. Zamknęłam oczy, żeby jakoś się pozbierać w środku. - Powinienem już iść. - wymamrotał.
Z trudem przełknęłam ślinę. Znowu to dziwne uczucie, że musi już iść. O co mi chodzi?
- W porządku. 
Odwrócił się i otworzył przede mną drzwi. Szliśmy w dół po schodach w kompletnej ciszy.
- Upiorę twoją koszulę. Mimo tego, że nie wiem nawet kiedy znowu cię zobaczę. - brzmiałam smutno. Jezu, co jest ze mną nie tak?
- Dziękuję, Victoria. Jestem pewien, że jeszcze się zobaczymy. Dopilnuję tego. - chwycił moją dłoń i pochylił się nieco, żeby ją pocałować. Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy miodowy odcień jego oczu, znowu się pogłębił. Wyprostował się i gestem ręki wskazał plastikową torebkę z telefonami. Kiedy się odezwał jego ton głosu, zdradzał, że nie ma zamiaru przyjmować odmowy.
- Jeden dla ciebie, drugi dla panny Coventry. - uśmiechnął się lekko. Kupił jeden Amber? A zastanawiałam się po co kupił trzy. No.. dwa.
- Nie, Zayn. Na serio. Weź to, nie potrzebujemy ich.
- Victoria. Po prostu go przyjmij. Serio. To cię nie zabije. 
- Nie chcę, żebyś mi cokolwiek kupował. - zmarszczyłam brwi i po raz pierwszy poczułam się tak pewnie, wobec tego co mam do powiedzenia. Chwyciłam torebkę i ruszyłam za nim, kiedy wyszedł na zewnątrz. Wyciągnęłam ją przed siebie.
- Weź to. 
Odwrócił się i zrobił krok w moją stronę. Uśmiech zamajaczył na jego ustach. Odebrał ode mnie pakunek i z powrotem ruszył do środka mojego mieszkania. Wszedł do salonu i położył telefony na kanapie. 
- Jesteś uparta. Podoba mi się to, tak samo jak tego nienawidzę. - zmrużył oczy przyglądając mi się uważnie. Spuściłam głowę i nagle poczułam się zawstydzona. Drań.
- Nic na to nie poradzę. - wzruszyłam ramionami.
- Panno Greene, lubię sprawować kontrolę. - spojrzał na mnie spod długich rzęs i ruszył w moją stronę. Przygryzłam wargę, kiedy nagle przyparł mnie do drzwi. Chwycił moją twarz w obie swoje dłonie, zmuszając mnie żebym spojrzała w jego płonące, zdeterminowane oczy. Westchnęłam głośno, a jego usta powędrowały w dół. Całował mnie. Mocno. Kilka razy nasze zęby otarły się o siebie. Jego język między moimi wargami. To wszystko działo się tak szybko. Czułam się lekko zmaltretowana. Ogarnął mnie strach, ale zniknął tak szybko jak się pojawił. Jego ręce przytrzymywały moje nadgarstki, tuż nad moją głową. Przygryzł moją dolną wargę i wypuścił ją z pomiędzy swoich zębów, zanim spojrzał na mnie z góry. Nie odsunął się, tak jak to miało miejsce wczoraj. Nie. Jego ciało przylegało do mojego i znowu poczułam to dziwne uczucie niepokoju, które pojawiło się wcześniej. Oboje z trudem łapaliśmy oddechy. Jego ciemny wzrok nieustępliwie nie opuszczał mojej twarzy. 
- Wpędzisz mnie do grobu, Victoria. - jego głos był surowy i ochrypły. Poruszyłam się w niekomfortowej pozycji, a drzwi lekko się uchyliły. Zayn puścił moje nadgarstki, chwytając kurtkę z wieszaka i odciągając mnie od otwierającej się drewnianej powłoki. 
- Och, hej! - Och, Amber! Spojrzałam na Zayna. Wyglądał na kompletnie opanowanego, jakby nic nie wydarzyło się zaledwie sekundy wcześniej. W ogóle nie wyglądał jakby się przed chwilą z kimś całował. Dupek. Nerwowo potarłam swoje czoło i założyłam za ucho pasemko włosów. Policzki piekły mnie z sekundy na sekundę coraz bardziej. Tym bardziej odkąd pojawiła się tu Amber. Popatrzyła na mnie drugi raz. Znałam już to spojrzenie.
- Victorio, chciałem ci podziękować za wspólnie spędzony dzień. Cieszyłem się każdą jego sekundą, wliczając w to nawet incydent z sokiem. - posłał mi porozumiewawczy uśmiech i nie mogłam się powstrzymać, więc odpowiedziałam tym samym.
- To był ciekawy dzień. Dziękuję, Zayn. - uśmiechnęłam się i sama się zdziwiłam, bo był to szczery uśmiech. On również rozciągnął swoje usta w uśmiechu i prawie słyszałam pisk Amber, kiedy dostrzegła jego piękno. Jego twarz nabrała codziennego wyrazu, gdy spojrzał na moją współlokatorkę. 
- Panno Coventry, mam prezent dla was obu. Proszę, otwórzcie go, gdy wyjdę. Zadzwonię do ciebie później, Re. - puścił mi oczko i otworzył drzwi.
- Pa, Zayn! - zawołała przeciągle Amber i zaczęła machać do niego radośnie.
- Na razie. - zarumieniłam się, kiedy zamknęłam za nim drzwi. 
Kurwa. Nie chciałam, żeby wychodził. 

86 komentarzy:

  1. Co to 0 komentarzy? Wtf

    OdpowiedzUsuń
  2. " - C..chcesz n..nową koszulę?
    Zaśmiał się cicho i spojrzał w dół na moja klatkę.
    - Wydaje mi się, że nosimy inny rozmiar, panno Greene.
    Nie pierdol." haha nie pier*ol xD ich pocałunek ncjsdkbfoan *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Umarłam, BOŻE, GENIALNY ROZDZIAŁ, szczerzyłam się jak głupia, co się ze mną dzieje...

    OdpowiedzUsuń
  4. mqjtp9pdmpwpt jaram się

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, wielkie dzięki za tłumaczenie tego <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooooo bozeee!!! rozdzial zajebisty :) Dziekuje ci z calego serca ze tak szybko dodalas i stracilas na to swoj cenny czas :)) a ten pocalunek oooo boze az nogi z waty mi sie zrobily :) ubustwiam gooo normalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też nie chciałam, żeby wychodził :C nawet nie chciałam żeby ten rozdział się skończył.
    Znów się pocałowali! Oh i ah.
    Tak, wgl czytałam ten rozdział chyba ponad godzinę bo ciągle coś ale i tak uważam, że jest wspaniały.
    A teraz nie mogę doczekać się kolejnego ! :)x

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha xD Genialny rozdział ! ;D Czekam na NN ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. WSPANIAŁE !!!<3

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja chce SEX ! :D ale to chyba kazdy na to czeka xd ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Btficctnicicvrvucddeetuiipplkhfdsaefchuikb *_______* omz <3 kocham cie za to tłumaczenie, czekam na nn -A.

    OdpowiedzUsuń
  12. boże boże boże KOCHAM TO <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow<3<3<3<3<3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  14. Oficialnie umarłam ! Nie odtrę do 11rozdziału... no żrtlowałam haha KOCHMA TO !

    OdpowiedzUsuń
  15. czekam na kolejny *.*

    OdpowiedzUsuń
  16. o kurwa ! sry ze sie tak wyraziłam... ale no KURWA! ja chce więcej, jeśli wiesz o co mi chodzi ;) boski Zayn.. lovki normalnie !cudo :))))))
    Kisses, Aly x

    OdpowiedzUsuń
  17. O kurde. Znowu ją pocałował. Awwwwwww <333333
    Dodaj szybko kolejny rozdział, bo nie wyrobię <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Bojcia ! Kocham ten rozdział ! Jest mega i chyba Re przestaje się go bać ! Boże ja chcę już kolejny. Wiem, wiem dopiero co przetłumaczyłaś ten, ale ja jestem nie cierpliwa i zachłanna. Chcę więcej, bo mnie po prostu roznosi!

    OdpowiedzUsuń
  19. Cudowne, tyle emocji czytając to omg jgdwgwMWM. ^o^ Mam nadzieje że kolejny rozdział szybko się pojawi :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Japierdole jak ja to kocham!!!! Zejde na zawal przez to xd

    OdpowiedzUsuń
  21. JA PIERDOLE, KURWA MAĆ. TEN POCAŁUNEK, OMG.
    MIEĆ TAKIEGO ZAYNA. ZEJDĘ NA ZAWAŁ PRZEZ TE OPOWIADANIE.
    OMFG, OMFG.

    OdpowiedzUsuń
  22. CHYBA UMARŁAM *_________________*
    DAJCIE MI TAKIEGO ZAYNA *___________*

    OdpowiedzUsuń
  23. OM !!!!!!! KOCHAM kocham kocham *___*
    zakochałam się <3

    OdpowiedzUsuń
  24. O MÓJ BOŻE! JAK JA UWIELBIAM TO OPOWIADANIE! SZYBKO DODAWAJ NASTĘPNĄ CZĘŚĆ!

    OdpowiedzUsuń
  25. asdfjhsfgbdgfhfg.... umieram! Zaynjebiste po porostu :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Boże jaki zajebisty !!!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Re jest taką cudowną fajtłapą, która mimo wszystko jest niezwykle uparta i pewna swoich racji. Uwielbiam ją! A Zayn, no cóż.. To po prostu Zayn, co tu więcej mówić. Ruchałabym. Jeszcze raz wielkie dzięki za tłumaczenie, nic tylko czytać i z niecierpliwością czekam na nowość! :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Ojejku. *_______________________* To takie przesłooooooooodkie i straaaaszne! Cudo,naprawdę cudo! :) Dziękuję za tłumaczenie. Życzę weny. xxx

    OdpowiedzUsuń
  29. No i teraz bez zadnego ale musze zmienic zdanie, ze ten rozdzial stal sie moim ulubionym i znajac mnie bedzie juz tak z kazdym kolejnym. Dziewczyno, jak ty tlumaczysz.. Profesjonalistka!

    (Wybacz, ze zawsze pisze bez polskich znakow, ale po prostu ich nie mam XD) Nie moge sie doczekac nexta.

    ~Moly, xx

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy czytam że Re przygryza warge to ja odruchowo robie to samo xd genialne tłumaczenie :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Boże! Cudoooooo! Jakie emocje i wgl ten pocałunek adghkhfbjbvfh!!! <3 to było takie fascynujące! Jesteś genialna, tak szybko dodałaś ten rozdział... Dziękuje!!! =D
    Czekam na kolejny=)

    OdpowiedzUsuń
  32. dfsahvfkhsvckjbvshdfahgasdahgcf <<< taka była moja reakcja :) xx

    OdpowiedzUsuń
  33. ajgajtpgjajtpga och ten pocałunek :-*:-*:-*
    ale czekaj tak go cholernie podnieca ze wprowadzi go do grobu czy jak
    haha jak zawsze cudo :-D

    OdpowiedzUsuń
  34. ajgajtpgjajtpga och ten pocałunek :-*:-*:-*
    ale czekaj tak go cholernie podnieca ze wprowadzi go do grobu czy jak
    haha jak zawsze cudo :-D

    OdpowiedzUsuń
  35. ♥♥♥ ♥♥♥ ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  36. Umarłam.
    Po prostu nie żyję..
    To jest boskie!
    Takie, że jhgujasrgdukfhv

    Dangerous Darkness

    OdpowiedzUsuń
  37. Umarłam...
    To jest csmnckjjcbkjc... i ten pocałunek *__*
    czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Jesteś świeta że tłumaczysz :-) A w dodatku tak szybko :-) Uwielbiam Cie :* a rozdzial genialny :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
  39. Jesteś wspaniała za to że to tłumaczysz i to w dodatku tak perfekcyjnie i szybko ;***
    Ten rozdział jest zdecydowanie moim ulubionym *__*
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na następny !!!!
    Nicol69

    OdpowiedzUsuń
  40. ja już nie wiem co się dzieje . Zayn jest taki tajemniczy , i te jego wahania nastroju, takie zmiany .. aaaw :D ale nie wiem o co chodziło Arnoldowi , że jaki on jest ... w sumie to sie domyślam ale poczekam :D mam nadzieje że szybko dodasz, kocham Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  41. asjdghfasfjlasjklas, świetny rozdział. Zayn mnie zabija hjgdfkaghasdgfjkgasdjkg

    OdpowiedzUsuń
  42. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa ghutrvhneunvfhbgyghc *_______________* uwielbiam to seksualne napięcie między Zayn'em a Re :D liczę na więcej w kolejnych rozdziałach <3
    Ann :)xxx

    OdpowiedzUsuń
  43. W KOŃCU, jgfi32o[rifqfgudhioqrfgio23erc2urio2u3 zaraz bedą sie seksić hahaha

    OdpowiedzUsuń
  44. OMG sedrftgyhujikedrftgyhujikrftgy boooooski *.*

    OdpowiedzUsuń
  45. Po raz kolejny nazwał ją Re :o! Świetny!
    Aksjdksnbfhdsfbhds. Kiedy kolejny rozdział?:>

    OdpowiedzUsuń
  46. nie komentuję tego, bo nigdy nie mogę oddychać czytając to, dzisiaj jednak mówię "napiszę coś" i jedyne moje zdanie na temat tego rozdziału to standardowe, wyrażające więcej niż tysiąc słów:
    jdhaskjfhabskjvahbkjcfvbasv hjab vkjahfhuajbfakjvhaujfhbav biauhdfjavbahjcfba kjawgbfajbcfa fcawjgfawkjdbwaf ahkjgajbv as fkwhadfakjsf asv uarfbwhjfbawsfhjbakjfa fnbgrfahjbfahjjfvahjfbahkjcfbahjfbnsdjvga cfajhgfbahkjmfbakjscfhaj *.*
    Alex :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Pozdrawiam cie z grobu

    OdpowiedzUsuń
  48. boże, Zayn mnie zabija. jestem coraz bardziej ciekawa co sie będzie dalej działo


    @loffe13

    OdpowiedzUsuń
  49. Gdzie mogę zamówić takiego Zayna?? *-*

    boskie

    kat.

    OdpowiedzUsuń
  50. http://www.harrystylesfanfiction.com/Story/7319/Let-Me-In/10/ Przetłumaczysz?

    OdpowiedzUsuń
  51. To jest takie kfjdbysjbfheiakbvsgshbnxhi *___*

    OdpowiedzUsuń
  52. Wszyscy piszą "nazwał ją Re", "nazwał ją Re" ... NAPRAWDĘ?! Nie zauważyliście nic ciekawszego w tym rozdziale?! Bo jak dla mnie to ociekał seksem *.*
    Dziękuję! Nie mogę się doczekać kolejnego!
    Buziaki <3

    @aania46

    OdpowiedzUsuń
  53. ajehbuibreui! chciałabym komentować wszystkie rozdziały,ale ja po prostu nie wiem co pisać z wyjątkiem "kqaqhbdjakwdb"
    To jest cudowne, ty jestes cudowna, najpierw Dark, teraz Cold, za którego jestem jeszcze bardziej wdzięczna, bo według mnie Zayn jest Bogiem sexu, no po prostu jestes wspaniała. Nie przejmuj się jakimiś hejtami, bo pewnie jakieś dziwne dzieci kierują je w twoją stronę.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, ale spoko, rozumiem, że tez masz zycie xD

    OdpowiedzUsuń
  54. ŁADA FAK? *-* <3
    @undermirrors

    OdpowiedzUsuń
  55. to jest genialne <3 uwielbiam Zayn'a gdy jest taki słodki , a zarazem zły ;)/ @likehotboy

    OdpowiedzUsuń
  56. Ten wyżej dobrze gada polać mu :D

    OdpowiedzUsuń
  57. Jaki fajny rozdział, achh zaynn. Śmiałam się i piszczałam podczas tego rozdziału. Jest genialny. Świetnie tłumaczysz i dziękuję Ci za to <3

    OdpowiedzUsuń
  58. Boooooze jak ja to kocham <333 Dziekuje Ci za to ze tlumaczysz, to musi byc bardzo trudne I czasochlonne;* DZIEKUJE <33333333333333333

    OdpowiedzUsuń
  59. O kurwa !!!!!!!!!!
    To było genialne!!! :***
    Skarbie uwielbiam to czytać
    i czuję że nigdy mi się nie znudzi mimo że czytam to chyba 3 raz <33333
    Kocham cię normalnie!!!!!!!!
    <33

    OdpowiedzUsuń
  60. Najlepsze: [...] Nie pierdol. Hahahaha, normalnie jebłam :D

    OdpowiedzUsuń
  61. Super rozdział
    był bardzo zabawny haha wydaje mu się że noszą ten sam rozmiar ,,Nie pierdol"

    OdpowiedzUsuń
  62. Można dzisiaj liczyć na nn? :) byłoby zajekurwabiscie :D

    OdpowiedzUsuń
  63. Brak słów żeby opisać ten i poprzedni rozdział <3 - Little Wing

    OdpowiedzUsuń
  64. kocham to <3 od początku rozdziału w mojej głowie tylko "pocałuj pocałuj kurde.... pocałuj pocałuj! no fuck" aż w końcu anckjanckanckja <3 czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  65. Nie ma mocnych na to opowiadanie. Boskość w najczystszej postaci. Gratulację,że podjęłaś się tłumaczenia tego opowiadanie dla mnie jest boskie tak samo jak dark:) Zresztą co ja się będę rozpisywała pewnie doskonale o tym wiesz, a jeśli nie to JESTEŚ ZAJEBISTA buziaki :)/ Wiku$

    OdpowiedzUsuń
  66. ja pierdole to jest zajebiste. Cieszę się że to przetłumaczasz :D

    OdpowiedzUsuń
  67. Hej! Czy to opko jest skończone czy autorka dalej pisze? Jeśli tak to ile jest już odcinków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile dobrze pamiętam to 40 ;)

      Usuń
    2. To fajnie będzie co czytać. A jest już skończone?

      Usuń
  68. O ja pierdole zaraz padnę na zawał *.* Ten rozdział jest zajebisty !!!! Bojciu jak ja kocham to opowiadanie i cieszę się, że rozdziały są dodawane w miarę szybko :D Już nie mogę się doczekać kolejnego <3
    Pozdrwiam Nats xoxo

    OdpowiedzUsuń
  69. Ile rozdziałuw ma to opowiadanie i czy jest skonczone?
    Ps. Jest wspaniale, uwielbuam cię
    Meeg

    OdpowiedzUsuń
  70. serce bije mi szalenie szybko *.*
    kocham to opowiadanie !! :D
    z rozdziału na rozdział jest coraz ciekawiej.. podoba mi się to !!

    @Mo_Love_1D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem tego samego zdania! :D
      xoxo

      Usuń
  71. Nie chcę nic mówić, ale to opowiadanie wpędzi mnie do grobu... Za dużo tych emocji. Tak samo jak w Darku. Muszę przyznać, że jesteś naprawdę niesamowitą tłumaczką. :)
    @TheIrishsWife

    OdpowiedzUsuń