środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 9.

Ten jego przewiercający na wylot wzrok... Nie mam pojęcia jak wytrzymam z nim cały dzień. Jestem w jego towarzystwie dopiero jakieś dziesięć minut, a już nerwowo skubię paznokcie i przygryzam wargę. Zawsze byłam taka przy chłopakach? Nie. Bo żaden z nich nie był, aż tak bardzo onieśmielający jak Zayn. Szybko wyciągnęłam z szafy mój czarny sweter i rzuciłam go na krzesełko, żeby móc swobodnie założyć buty. Zayn siedział na skraju łóżka i uważnie obserwował mój każdy ruch. Ugh, jak ja nienawidziłam tego, że zawsze miał taką pokerową twarz. Drań. Westchnął cicho i to była najbardziej szalona ekspresja, na jaką sobie pozwolił od momentu, kiedy tu wszedł.
- Przepraszam, uczyłam się wczoraj do późna i trochę zaspałam. - po części to prawda. Wiem jacy są biznesmeni. Okropnie niecierpliwi. Spotkałam ich aż za dużo w kawiarni. Teraz już wiecie, dlaczego jestem taka stereotypowa, jeśli chodzi o bogaczy. Wkurzają mnie. Spojrzałam w dół na swoje trampki. Boże, muszę sobie kupić nowe buty.
- Proszę się nie spieszyć, panno Greene. - wstał i ruszył w moją stronę. Podniósł z krzesła sweter i rozciągnął go przede mną. Nieśmiało odwróciłam się tyłem i wsunęłam ręce w rękawy. Zacisnęłam powieki, gdy poczułam jego dłonie na moich ramionach.
- Dzięki. - bąknęłam.
- Cała przyjemność po mojej stronie...Jak zwykle. - errrr.... jakże formalnie, jeszcze bardziej onieśmielająco.
Niepewnie odsunęłam się od niego i podeszłam do szafy. Gdy na niego spojrzałam, akurat przeglądał moje notatki, które zostawiłam na biurku. Wyglądał na zaintrygowanego. Nie ma tam nic ciekawego, dziwaku.
- Masz jutro egzaminy? - zapytał, nadal nie spuszczając wzroku z zapisanych kartek. Podniósł mój skoroszyt , wyraźnie rozbawiony stanem w jakim się znajdował. Był naderwany w kilku miejscach i pomazany w nieokreślone wzory. Musiałam jakoś zabić czas, kiedy wykładowcy jak nakręceni opowiadali o swoim nudnym życiu prywatnym. Krył też w sobie wiele wspomnień. Był ze mną od liceum i nie zamierzałam pozbywać się go w najbliższym czasie.
- Ugh, no. - odwróciłam się na pięcie, zamykając drzwi garderoby. Zaczęłam mu się uważniej przypatrywać, kiedy oceniłam, że w obecnej sytuacji wygląda na dość bezbronnego. Nie bardzo podobało mi się to, że grzebie w moich rzeczach. W sumie to i tak lepiej, niż w mojej bieliźnie. Zaczerwieniłam się, kiedy sobie o tym przypomniałam.
- Życzę powodzenia, panno Greene, jednakże oceniając po sporządzonych notatkach, jest pani bardzo dobrze przygotowana do uzyskania dyplomu z Filologii Angielskiej. - mrugnął do mnie i głośno zamknął zeszyt. Podskoczyłam, kiedy z trzaskiem upuścił go na blat biurka.
- Ty skończyłeś Anglistykę? - zapytałam, chociaż wcale nie chciałam.
- Nie. - wzruszył ramionami. Zmarszczyłam brwi, och..a to nowość.
- Ale...
- Przestań. - posłał mi spojrzenie typu nie-zadawaj-więcej-pytań. Momentalnie się zamknęłam. Cholera.
Wypuścił powietrze, jakby był poirytowany.
- Jesteś gotowa? - kiedy się odezwał, jego głos brzmiał już nieco łagodniej. Zdenerwowanie, które tak bardzo starał się ukryć, czaiło się już jedynie w jego tęczówkach.
Głośno przełknęłam ślinę i skinęłam głową.
- Tak. Chodźmy. - mruknęłam niepewnym tonem. Wyciągnęłam z portfela swoją kartkę kredytową i wsunęłam ją do tylnej kieszeni jeansów. Dziwne przeczucie wypełniło mnie od środka, a serce wyraźnie przyspieszyło. Czułam za sobą jego obecność, kiedy otwierałam przed nim drzwi. Chwycił za mój nadgarstek i odsunął dłoń od klamki. Zdałam sobie sprawę, że wstrzymuję oddech. Znowu poczułam ten ożywczy prąd emanujący z jego dotyku.
- Oddychaj, Victorio. - usłyszałam zaraz przy uchu i ciarki rozniosły się po całej długości kręgosłupa. Powoli otworzył przede mną drzwi, sięgając ponad moim ramieniem.
- Jestem wyznawcą zasady, że kobiety mają pierwszeństwo, panno Greene. - odsunął się  na bok i gestem wskazał mi wyjście. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie, ignorując jego palące spojrzenie. W ciszy szliśmy w dół, po schodach. Nie martwiłam się o to, że mogę się wywalić, bo wiedziałam, że Zayn jest tuż za mną. Ale ta cisza, err... nie, w ogóle nie była krępująca. Gdy dotarłam do ostatniego stopnia, rozejrzałam się wokół siebie, żeby zobaczyć, czy Amber już wstała, ale nigdzie jej nie było. Pewnie poszła już  do pracy.
Wyszliśmy przed dom i zauważyłam Mark'a czekającego już z parasolem, w razie gdyby zaczęło padać. Stał przy czarnym Audi SUV'ie i nie wydawał się ani trochę zniecierpliwiony, miał całkowicie pokerowy wyraz twarzy, co momentalnie skojarzyło mi się z Zaynem. Zaraz... czyj to samochód? I jak długo jest tutaj Mark? I nagle mnie olśniło... Cholera. Głupio mi, że musiał czekać na mnie na zewnątrz.
- On nas zawozi? - zapytałam, kiedy Zayn zamykał drzwi wejściowe.
- Tak. To jakiś problem? - chwycił mnie za rękę i powoli poprowadził w stronę samochodu. Próbowałam wycofać dłoń, ale on tylko zacieśnił uścisk. Przygryzłam dolną wargę, gdy znowu poczułam zdenerwowanie.
- Ugh, n..nie. Tylko...Ja..Pospieszyłabym się gdybym wiedziała, że tutaj czeka. - głęboko zaciągnęłam się powietrzem. Zayn popatrzył na mnie z góry, linia jego szczęki zarysowała się wyraźniej, a spojrzenie spochmurniało. Jego onieśmielające zdolności zadziałały perfekcyjnie, gdy spuściłam głowę i zawstydzona odwróciłam wzrok.
- Panno Greene, wydaje mi się, że Mark nie był jedyną osobą, która musiała czekać. - jego głos był o wiele spokojniejszy, niż mogłoby na to wskazywać rysy jego twarzy. Wyglądał na wkurzonego. Ups!
- Przepraszam... To twoje auto? - kiedy podniosłam na niego wzrok, uśmiechał się jak typowy nastolatek. Oczywiście, że jego. Och, chłopcy i te ich zabawki.
- Z całą pewnością, należy do mnie, panno Greene. - powiedział z dumą. Jaki skromny. No, chyba nie.
- Dzień dobry, panno Greene. - czemu czuję taką ulgę z faktu, że Mark będzie z nami?
- Cześć Mark. - uśmiechnęłam się do niego nieśmiało, kiedy formalnie witał się z Zaynem. Wymienili między sobą, jak zwykle, kiwnięcia głową.
Zayn otworzył przede mną drzwi i nie wahał się, chwycić mojej ręki, żeby pomóc mi wejść do środka. Przewróciłam oczami, kiedy wreszcie je za mną zamknął. Dobrze, że szyby były przyciemniane. Przynajmniej nie widział, jak się na niego gapię. Mark i Zayn rozmawiali między sobą. Po kilkusekundowej, tajemniczej konwersacji obaj ruszyli do auta. Wlepiłam wzrok w swoje splecione palce, kiedy Zayn wsiadł do środka. Jego przepiękny zapach momentalnie wypełnił wnętrze auta, zastępując woń odświeżacza powietrza.
- Victoria, przestań przygryzać tę wargę. To naprawdę bardzo rozpraszające. - jego głos był chłodniejszy, niż kilka chwil temu i widziałam jak marszczy czoło.
Głośno przełknęłam ślinę. Nie miałam pojęcia, że ją przygryzam. Zamknęłam oczy i założyłam pasemko włosów za ucho. Po chwili zaryzykowałam i spojrzałam na niego. Jego miodowo-brązowe oczy emanowały złością i irytacją, ale wyraz twarzy pozostawał niezmienny. Żaden, nawet najmniejszy mięsień mu nie drgnął. Tylko ten wzrok, taki żywy. Co chwilę wędrował z moich ust na oczy i tak na zmianę. Był na mnie zły? Po chwili odwrócił wzrok i zaczął wpatrywać się w mijające nas obrazy. Podpierał się łokciem o drzwi, palcami powoli pocierał swoje usta. Pragnęłam, żeby przestał. Jego usta są takie... Miękkie, ale też nieustępliwe, ale w tym samym momencie znowu takie delikatne. I ten lekki zarost na policzkach i linii szczęki, jest taki... atrakcyjny! Zauważyłam, jak kąciki ust zaczęły mu lekko drgać, ale uśmiech nie dotarł do jego oczu.
- Podziwiasz widoki? - Zayn spojrzał na mnie, a na jego twarzy wymalowało się czyste rozbawienie. Co? Teraz nagle jest wesoły? Zawstydzona, odwróciłam wzrok. Przyłapał mnie.
- Panno Greene, stać panią na tak wiele... - potrząsnął głową i z powrotem zaczął wyglądać przez okno, zostawiając mnie samą z rozmyślaniem nad jego zawiłymi zdaniami.
Co on właściwie miał na myśli? Jest taki pogmatwany. Wzdrygnęłam się, kiedy sięgnął po moją dłoń. Aż ciarki przebiegły mi wzdłuż kręgosłupa.
- Victoria? - posłał mi zdezorientowane spojrzenie. Dlaczego? - Masz zamiar odpowiedzieć na moje pytanie? - przekręcił głowę na bok.
Cholera, telefon mi dzwoni.
Odpięłam swój pas i lekko uniosłam się na siedzeniu. Włożyłam rękę do niemiłosiernie obcisłych jeansów i po kilku chwilach zmagań, wyjęłam komórkę.
- Hal...- urwałam i spojrzałam na Zayna. Jego oczy rzucały mi jakieś formalne wyzwanie. Przełknęłam ślinę. - Re, słucham? - poprawiłam się. Chłopak wyglądał na rozbawionego, ale szybko to ukrył, gdy przeniósł swój wzrok za widok za oknem. Wpatrywałam się w niego intensywnie.
- Re?
- No.
- Tu Amber. Jak tam twoja randeczka z Zaynem?
Zamknęłam oczy, wkurzyłam się i dałam temu upust poprzez ciche westchnięcie.
- Jesteśmy w samochodzie, Amber. - odwróciłam głowę i spojrzałam za przyciemnianą szybę. Zaczęłam się nerwowo chichrać, kiedy dotarła do mnie niezręczność sytuacji.
- Co tam robicie, co? - ale nachalna, no.
- Nic, co masz prawdopodobnie na myśli. - bąknęłam w odpowiedzi.
- Kłamczucha!
- Nie kłamię. - na mojej twarzy pojawił się grymas i zdałam sobie sprawę, że nie jestem sama w aucie. Przygryzłam wargę i znowu spojrzałam za okno.
- Cóż, dzięki panu Malikowi, musiałam wziąć twoją zmianę.
- Oczekujesz ode mnie przeprosin?
- Tak! Czekaj, nie. Od niego.
- Pogadamy później, Amber.. - rzuciłam niewyraźnie, przewracając oczami.
- Nie! Nie rozłącza...
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i już wtedy wiedziałam, że gdy tylko wrócę do domu, nie da mi żyć z tymi swoimi, niekończącymi się pytaniami. Westchnęłam, odkładając telefon na bok i spoglądając na Zayna. Wpatrywał się we mnie z góry. Zmarszczył brwi, na co w odpowiedzi głośno przełknęłam ślinę.
- Proszę cię, zapnij pas, Victoria. Nie chcę ryzykować, że coś ci się stanie. - jego głos był twardy.
Uparta jestem, wszyscy o tym wiedzą, więc zrobiłam to, co kazał, ale z wielką niechęcią i ociąganiem. Nienawidzę kiedy inni mówią mi co mam robić,a on wydawał się być wyraźnie rozbawiony moją postawą. Umościłam się wygodnie na swoim miejscu i zdałam sobie sprawę, że nadal mi się przypatruje.
- Podziwiasz widoki? - wymamrotałam, kiedy podniosłam na niego wzrok. Uniósł brew, a w jego oczach przemknął jakiś chłodny blask.
- Drażni się pani ze mną, panno Greene? - jego usta ułożyły się w mały uśmiech.
Nie odpowiedziałam. Odwróciłam wzrok i starałam się powstrzymać uśmiech, wdzierający się na moją twarz.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam. Ciekawość wzięła górę, gdy skanowałam budynki i ulice, które mijaliśmy. Nic nie wydawało się znajome. To tak, jakbyśmy znajdowali się w całkiem innym świecie. Okolica trochę przypominała mi Amerykę.
- Taka niecierpliwa, panno Greene. - uśmiechnął się pod nosem i wrócił wzrokiem za okno.
Westchnęłam. Jeden jedyny raz, chciałam żeby na mnie spojrzał, to on wtedy tego nie robił. Co za dupek.
- Panna Covenrty pokazała mi kilka twoich obrazów.
Gwałtownie odwróciłam głowę w jego stronę. Nasze oczy wpatrywały się w siebie intensywnie i wiele siły włożyłam w to, żeby nie przygryźć swojej wargi. Powoli przekręcił głowę w bok, skanując mnie uważnie.
- Pokazała ci moje prace! - odezwałam się nieco bardziej ekspresyjnie, niż miałam w zamiarze. Zayn zachował pokerową twarz, był spokojny, ale wydawało mi się, że na jego ustach zamajaczył uśmiech.
- Przeszkadza ci to, Victorio? - uśmiech stał się bardziej widoczny, kiedy przymrużyłam oczy.
- Nie. - bąknęłam - Po prostu nie lubię, kiedy ludzie oglądają moje grafiki. - spuściłam wzrok na swoje palce. Wstrzymałam oddech, kiedy lekko chwycił moją brodę i uniósł moją twarz do góry. Był tak blisko. Czułam się jakbym zaraz miała zemdleć. Odsunęłam się od niego i niepewnie zaciągnęłam powietrzem. Widziałam jak jego źrenice powoli się rozszerzają.
- Przestań. - spojrzał na moje usta, kiedy akurat zwilżałam je językiem - Przygryzać wargę.
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale tak się nie stało. Byłam odurzona jego zapachem. Ale to, co całkowicie wytrącało mnie z równowagi, to jego usta. Oczy całkiem już mu pociemniały, ale nagle zmarszczył brwi. Wyglądał jakby starał się nad sobą zapanować. Odsunął się powoli i wreszcie mogłam odetchnąć pełną piersią. Zaryzykowałam jeszcze jedno spojrzenie w jego kierunku, na szczęście był skupiony na czymś innym. Wyglądał jakby był czymś bardzo pochłonięty, linia jego szczęki mocno się zarysowała, a zmarszczka na jego czole pogłębiła, kiedy przygryzł swoją dolną wargę. Arghh... Ta warga. Teraz już rozumiem, co jest takiego frustrującego w jej przygryzaniu.
- Victoria, twoje dzieła są piękne. - odezwał się, ale jego głos był zimny i napięty.
Nie odpowiedziałam. Jego zmiany nastrojów, serio mnie zdumiewały. Nadal byłam pod wrażeniem jego wcześniejszego zachowania. Zmarszczyłam brwi, kiedy przypomniałam sobie, jaki jest gdy się złości.
- Wydaje mi się, że twoim ulubionym artystą jest Audrey Kawski.
Zachichotałam pod nosem, a dźwięk który temu towarzyszył, był daleki od atrakcyjnego śmiechu.
- Kawasaki. - poprawiłam go. Czemu sprawiło mi to tak wielką przyjemność? Właśnie poprawiłam Zayna Malika. Biznesmena. Nie mogłam nic poradzić na uśmiech, który bezlitośnie wkradał się na moje usta.
- Cieszę się, że panią rozbawiłem, panno Greene. - uśmiechnął się w ten swój piękny, pełny sposób, który tak rozpaczliwie zdążyłam pokochać. Żołądek wywrócił mi się na drugą stronę i z zawstydzonym uśmiechem, odwróciłam głowę. Samochód zatrzymał się przed wysokimi schodami, wiodącymi do ogromnego budynku. Był piękny. Schody znajdujące się wewnątrz budynku, również były widocznie z miejsca moich obserwacji. Ludzie znajdujący się w środku spoglądali przez okna, obserwując widoki Bradford. Jeśli dobrze widziałam, to budynek miał trzy piętra. Był cały ze szkła, nie licząc dziwnych krawędzi po bokach. Otoczony był czarnymi i szarymi budynkami. Jako jedyny wyróżniał się swoją bielą w tej dzielnicy.
- Będziemy w środku, Mark. - powiedział nieco formalniej Zayn. Wysiadł z samochodu, zostawiając mnie w jego wnętrzu. Ja też mam wyjść, czy co... Drzwi po mojej stronie otworzyły się, a Zayn wyciągnął dłoń w moją stronę. Kiedy miałam już możliwość, dokładnemu przyjrzeniu się budynkowi, zdałam sobie sprawę gdzie jesteśmy. Widziałam już kiedyś to miejsce. To znaczy na papierze. Nigdy nie miałam okazji zobaczyć go na własne oczy. Idziemy do muzeum sztuki? Chwyciłam dłoń Zayna. Bardziej byłam urzeczona ogromnym budynkiem, niż tym co robię. Nie zauważyłam wysokiego krawężnika na mojej drodze i - wkładając w to najmniej elegancji ile się tylko dało - prawie się o niego potknęłam. Prawie. Dzięki Zaynowi, który złapał mnie za przedramiona i pomógł zachować równowagę.
- Jaka gracja, panno Greene. - znowu się ze mną drażni. Wyrwałam rękę z jego uścisku i otrzepałam niewidzialny pył ze swojego swetra. Patrzył na mnie twardym wzrokiem, ale go zignorowałam.
- Wydaje mi się, że nie miałaś jeszcze okazji dzisiaj nic zjeść, Victorio. - chwycił mnie za nadgarstek i bez trudu pociągnął lekko w swoją stronę.
- Chodź. - mocniej złapał moją dłoń i poprowadził w stronę wejścia. Poddałam się i ruszyłam za nim. Wchodziliśmy po wysokich schodach w kompletnej ciszy. Bardzo mi to odpowiadało. Weszliśmy do przepięknego - jednak onieśmielającego - muzeum. Mężczyzna stojący przy wejściu skinął głową do nas obojga.
- Panie Malik, to przyjemność widzieć tu pana ponownie. - zaraz, to on go zna?
- Przyjemnie być tu znowu, Arnoldzie. - odpowiedział Zayn.
Mały uśmiech wymalował się na twarzy Arnolda, pogłębiając zmarszczki wokół jego oczu. Gdy tak na niego patrzyłam, przypomniał mi się Graham. Spojrzenie mężczyzny także miało w sobie to ciepło, kiedy spotkaliśmy się wzrokiem.
- Dzień dobry, panno Greene. - otworzyłam usta ze zdziwienia. Skąd on...Ugh.Kogo to obchodzi.
- Witam. - odpowiedziałam i zawstydzona odwróciłam wzrok, uśmiechając się lekko. W sumie cieszyłam się, że opuszczamy jego towarzystwo. Jestem dość zakłopotana, kiedy poznaje nowych ludzi.
- Malik! - podskoczyłam w miejscu, kiedy usłyszałam ostry ton Zayna. Spojrzałam na niego. Trzymał swój telefon przy uchu. Brzmiał na rozzłoszczonego, gwałtownie zatrzymał się w miejscu, co spowodowało, że niemal na niego wpadłam. Nie poruszył się, stał jak wmurowany. Serio, jak wmurowany. Wydawało mi się, że nic w tamtym momencie nie jest w stanie ruszyć go z miejsca. Nie patrzył na mnie, był zaaferowany rozmową, ale wciąż pewnie trzymał mnie za rękę. Z każdą sekundą jego uścisk się zacieśniał.
- Leigh, wydawało mi się, że wyraziłem się jasno... Nie obchodzi mnie to. . .  Odwołaj! - rzucił, a jego ostry głos rozniósł się echem po rozległym pomieszczeniu - Nie życzę sobie, otrzymywać żadnych telefonów, aż do dzisiejszego popołudnia. Proszę to potraktować jako ostrzeżenie, panno Williams. - wsunął telefon do kieszeni swojej kurtki i spojrzał na mnie z góry. Z trudem przełknęłam ślinę, gdy zmarszczył brwi.
- Chodź. - pospieszył mnie, kiedy ruszyliśmy wgłąb pomieszczenia. W środku było zimno i sterylnie. Dominowały biele i szarości, podłoga z jasno-karmelowego drewna, przepięknie kontrastowała ze ścianami. Kolorami wyróżniały się jedynie podwieszone pod - zbyt wysokim - sufitem aranżacje. Przeszliśmy przez dwie pary drzwi, które czekały na nas otwarte na oścież i znaleźliśmy się w nieco cieplejszym pomieszczeniu. Zapach świeżo smażonego bekonu i kiełbasek wypełnił moje nozdrza. Zaburczało mi w żołądku, a ślinianki w ustach podwoiły swoją pracę.
- Dzień dobry, panie Malik. - jak to jest, że wszyscy go znają? Przeniosłam wzrok na idealnie zadbaną blondynkę, która znalazła się przy nas. Formalna jak jasna cholera. Jej strój ukazywał długie nogi. Doskonałą figurę podkreślała obcisła spódnica z wysokim stanem. Zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu i wyglądała, jakby już wyrobiła sobie opinię na mój temat. Wróciła wzrokiem na Zayna i zaprosiła nas do kafeterii. Już jej nienawidziłam. Była zbyt wysoka i zbyt ładna.
Skinął głową i puścił moją dłoń, sięgając do swojej kieszeni. Wyciągnął, chyba swoją kartę kredytową, ale nie jestem pewna i podał jej.   Zmarszczyła brwi, ale szybko porzuciła ten grymas i poprowadziła nas wgłąb pomieszczenia, gdzie znajdowała się grupka rozproszonych uczniów. Towarzyszyło im kilku dorosłych. Zdziwiłam się, że jest tam tyle ludzi. Z powrotem skupiłam swoją uwagę na blondynie, która ręką wskazywała nam miejsce przy stoliku. Zayn ruszył do przodu i wysunął krzesło.
- Victoria. - czekał cierpliwie, aż usiądę, po czym zajął miejsce na przeciwko mnie.
- Mogę coś panu podać, panie Malik? - blondi odezwała się zbyt miękko. Halo? Ja też tu jestem! Zayn nie zwracał na nią uwagi. Nieprzerwanie wpatrywał się we mnie, na co po kilku sekundach zawstydzona odwróciłam wzrok.
- Dziękuję Emily, poproszę to co zwykle. Ale proszę zapytać Victorii. - spojrzałam na niego, kiedy usłyszałam swoje imię.
Blondyna łaskawie przeniosła swoją uwagę na mnie. Wyglądała na wkurzoną i poirytowaną, gdy tak wpatrywała się we mnie z góry. Uniosła jedną brew i już widziałam jej charakterek, po sposobie w jaki się zachowywała. Wcale nie darzyła mnie sympatią.
- Mogę ci coś podać? - zapytała i niemal czułam jad, sączący się z jej słów. Przygryzłam wargę i sięgnęłam po menu leżące na środku stołu. Straciłam apetyt, kiedy wyczuwałam na sobie palące spojrzenie Zayna. Uwolniłam dolną wargę spomiędzy zębów i spojrzałam na panienkę Emily, opuszczając menu z trzaskiem na stół. Ich twarze nawet nie drgnęły.
- Poproszę omlet. - bąknęłam.
- Omlet i Flat White. Coś jeszcze? - Emily wróciła wzrokiem na Zayna, nagle znowu uszczęśliwiona. To było niegrzeczne. Spojrzałam na Zayna, podparł się łokciami o rączki krzesła i lekko zmrużył oczy, wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Nie. - odpowiedział w końcu, odprawiając ją gestem ręki. Dałabym wszystko żeby wiedzieć, o czym myśli, bo nie przestawał się gapić.
- Mam coś na twarzy? - zapytałam, pocierając lekko swój policzek.
Próbował powstrzymać uśmiech, ale mu się nie udało. Ukazał mi białe rzędy swoich zębów, tym samym zdradzając swój wiek, który tak starał się ukryć. Och, jest taki przystojny.
- Nie, Victoria. Nie masz. - powiedział miękko.
- Omlet. - Och, cudnie. Blondi wróciła. Już zapomniałam jak ma na imię. Ale muszę powiedzieć, że pojawiła się stanowczo za szybko.
- Dzięki. - Nie, tak naprawdę wcale nie jestem ci wdzięczna.
- Panie Malik. - uśmiechnęła się do niego szeroko, ale nawet jej nie zauważył.
- Jak to możliwe, że ci wszyscy ludzie cię znają? - zapytałam, spoglądając w dół na swój omlet. Dość proste danie, ale wygląda smakowicie.
Wyprostowałam się na krześle i nabrałam do buzi pokaźną porcję. Zapomniałam, że Zayn przypatruje się każdemu mojemu najmniejszemu ruchowi. Boże, pewnie myśli, że zachowuję się jak jakiś prosiak.
- Jak? - uniósł brew, powtarzając część mojego pytania - Jestem właścicielem tego budynku.
Powinnam się tego spodziewać. Westchnęłam i oparłam się na krzesełku. Jest coś, czego on nie jest właścicielem?
- Panno Greene, powtórzę. Jestem właścicielem budynku, niczego więcej. Muzeum, samo w sobie, nie należy do mnie. - pociągnął łyk swojej kawy, nie spuszczając ze mnie wzroku. W ogóle, czy on kiedykolwiek spuścił ze mnie wzrok, kiedy byłam w jego towarzystwie?
- Więc... te dzieła i inne rzeczy? Też nie są twoje? - znowu napełniłam swoją buzię. Ten omlet jest mega dobry.
- Kiedyś były, ale je oddałem. Nie wydaje mi się, żeby moja matka darzyła sympatią artystów, których prace wisiały w moim salonie. - wyglądał na rozbawionego, ale starał się tego nie pokazywać. Co on ukrywa? Chcę wiedzieć.
- Jacy artyści, dokładniej? - przełknęłam zawartość ust i nabrałam kolejną porcję.
- Trina Merry. - uniósł jedną brew. Zmarszczyłam czoło i potrząsnęłam głową. Nie miałam pojęcia kto to taki.
- Emma Hack?
- Nadal nic.
Przekręcił głowę na bok i uśmiechnął się pod nosem.
- Guido Daniele?
Nie odezwałam się, ani słowem. Po prostu na niego patrzyłam. Kim, do chuja są ci artyści? Znowu się uśmiechnął.
- Pokaże ci kilka ich prac i wtedy, prawdopodobnie zorientujesz się co mam na myśli.

***

Każdy kolejny pokój był duży i przewiewny. Bez trudu bym się tam zgubiła, gdyby nie Zayn, kurczowo trzymający mnie za rękę. Pokazał mi kilka dzieł Vincenta Van Gogha, który odciął swoje ucho i sprzedał je prostytutce. Szurnięty drań. Czasem nawet nie miałam pojęcia na co patrzę, jak w przypadku obrazu Pablo Picassa. Jego malowidło wyglądało jak moje, kiedy miałam 9 lat. Z całą szczerością, umiałam malować lepiej od niego, po prostu nie przykładałam zbyt dużej uwagi do sztuki. To tylko takie hobby. Nie chciałabym w taki sposób zarabiać na życie, tym bardziej jeśli zmuszona byłabym obciąć swoje własne ucho. Nie ma mowy. Ale cóż, w gruncie rzeczy mi się podobało. Zayn poprowadził mnie do kolejnego pokoju. Spojrzałam na niego, a on wziął głęboki oddech, jakby starał się pozbierać. Otworzył przede mną drzwi i co przykuło od razu moją uwagę, to szara statua nagiego mężczyzny, ustawiona dokładnie w centrum pomieszczenia. Nie mogłam powstrzymać cichego chichotu. Zayn popatrzył na mnie z góry i zauważyłam, ze również jest rozbawiony.
- Panno Greene, nie rozumiem, co tu jest takiego śmiesznego. - uniósł brew. Czy ja słyszałam żartobliwy ton, czy mi się wydawało? Mam nadzieję, że tak. W środku nie było innych drzwi, poza tymi którymi weszliśmy. Zayn też to zauważył, albo już to wiedział. W każdym bądź razie, po raz pierwszy dzisiaj, dobrowolnie puścił moją dłoń. Byliśmy jedynymi ludźmi w pokoju, więc postanowiłam trochę się od niego oddalić. Moją uwagę przykuło jedno malowidło. Piękny czarno-biały wzór kwiatowy. Wyglądało to jak jakaś tapeta, nic poza tym. Na co ja właściwie patrzę? Pochyliłam się ku obrazowi, żeby przyjrzeć się z bliska. Może coś przeoczyłam? I faktycznie, kiedy tak wpatrywałam się w malowidło, zauważyłam kształt ludzkiego ciała ukryty pośród wzoru. 
- Emma Hack. - wyprostowałam się i wzięłam głęboki oddech. Jak mogłam zapomnieć o jego obecności. Zayn stanął obok mnie i skinieniem głowy wskazał na pracę wiszącą na ścianie.
- To to miałeś w salonie? - uniosłam brew.
Wzruszył ramionami.
- Nie to, mimo, że jest piękne. - spojrzał na mnie z góry i mrugnął okiem. Wsunął ręce w kieszenie spodni i zaczął spacerować wzdłuż pomieszczenia. Przyglądał się obrazom z taką gracją...
- Rozumiem, czemu twoja mama nie pochwalała widoku gołych kobiet w twoim salonie, Zayn.  - uśmiechnęłam się do niego, na co on uniósł jedną brew. Rozbawienie błysnęło na jego twarzy.
- Nadal rozmawiamy o sztuce, czy zmieniła pani temat, panno Greene? - drażnił się ze mną.
Zwalczyłam uśmiech, pchający się na moje usta i wróciłam wzrokiem na malowidła.
- To miałem w swoim salonie. - podeszłam do Zayna, kiedy stanął w miejscu. Wyprostował się. Jezu, był taki wysoki. Moje brwi zmieniły położenie o jakiś centymetr w górę, kiedy zaczęłam przyglądać się obrazowi. Był taki... żywy, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że to też fotografia. Skóra kobiety pokryta była farbą. Piękne wzory, na drobniutkim ciele. No w sumie nie dziwiłam się, że jego mama uznała to za niepokojące, gdy dostrzegłam jej odkrytą, prawą pierś. Kiedy podniosłam na niego wzrok, przyglądał mi się z uwagą. Pewnie znowu mam coś na twarzy.
- Malujesz? - uniosłam brwi i zaczęłam mu się przypatrywać. Odwzajemnił spojrzenie i po chwili zmarszczył czoło. 
- Podziwiam. To pozwala mi spokojnie pomyśleć. - przesunął się do kolejnej ekspozycji. Wlepił wzrok w malowidło i wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem.
- To obraz Triny Merry. Też miałem go u siebie. - chcę na niego w ogóle patrzeć? Znowu naga kobieta? Zayn zachichotał pod nosem widząc moje wahanie. - Chodź. Nie jest taki zły. - och, jeszcze raz ten piękny, pełny uśmiech.
Przez ten uśmiech, właśnie poddałam się i podeszłam do niego. To jego piękno mnie przyciągnęło. Spojrzałam na obraz i ... musiałam spojrzeć jeszcze raz. To jest prawdziwe, czy co?
- To ludzki motocykl. - popatrzył na mnie rozbawiony. Dlaczego?
- Coś mi mówi, że lubisz sztukę aktu.
- Sztukę, która jest unikalna, oczywiście. Nagie, kobiece ciało, jest tylko dodatkiem, Victorio.
- Niektórym przydałoby się nowe hobby. - bąknęłam i dopiero, gdy usłyszałam swoje słowa, zdałam sobie sprawę, że powiedziałam to na głos. 
- W rzeczy samej, Victorio. Niektórym by to wyszło na dobre. Chodź, pokażę ci moją ulubioną część. 
Ulubioną część? Ulubioną część czego? Kobiecej anatomii?
Wyprowadził mnie z pokoju krępującej nagości i gdy stanęliśmy przed windą, nacisnął guzik, żeby ją przywołać. Och, nie. Tylko nie winda. Gdy drzwi rozsunęły się przed nami, wyglądał na lekko spiętego.
- Panie przodem. - powiedział niewyraźnie. Zrobiłam krok do przodu i znalazłam się w środku. Rzuciłam okiem na panel z guzikami. Trzy piętra. Dobrze. Miałam rację. Wszedł za mną i nacisnął przycisk. Poczułam dziwną wymianę energii między naszymi ciałami, gdy drzwi się zamknęły. Mój oddech stał się nieregularny. Przygryzłam wargę i zdałam sobie sprawę, że mi się przygląda. Cholera!
- Victoria. - moje imię wydostało się z jego ust przez zaciśnięte zęby - Przestań. Wystawiasz na próbę moją samokontrolę. - linia jego szczęki zarysowała się wyraźnie, nagle drzwi z powrotem się rozsunęły. Och, wow. Szybko poszło.
Pokręcił głową i gestem ręki wskazał, żebym wyszła. Wzięłam głęboki oddech i poczułam, jak chwyta mnie za rękę. Pociągnął mnie do pomieszczenia i miałam wrażenie, że jak najszybciej chce mi pokazać tę swoją "ulubioną część". Rozejrzałam się wokół, ale wszystko wyglądało tak samo jak na dole. Weszliśmy do kolejnego pokoju, gdzie przed jakimiś drzwiami stała kobieta. Za nią poustawiane były pary butów. Mnóstwo par butów. 
- Kurwa. - szepnął niskim głosem Zayn i przewrócił oczami.
Kobieta wyprostowała się, gdy dostrzegła Zayna.
- Panie Malik, cóż za przyjemność widzieć pana tutaj. - wyglądała na zdenerwowaną i mówiąc szczerze, lekko przerażoną.
- Samantha, ile im jeszcze zejdzie? - zwrócił się do niej z pytaniem.
Spojrzała na swój zegarek i otworzyła drzwi za sobą. 
- Właśnie skończyli, panie Malik. - światło wydostające się z środka wypełniło pomieszczenie. Zaraz.. To lustrzany pokój? 
Nie przesadzając, blisko pięćdziesiąt osób wyszło z jego środka z uśmiechami i wyrazami uznania na twarzach. 
- Proszę zrobić przejście. Są tu też pozostali, czekający na wejście. - powiedziała podniesionym głosem Samantha. To znaczy wydaje mi się, że właśnie tak brzmiało jej imię. 
- Mówiła pani, że to ostatnia partia. - zwróciło się do niej jakieś dziecko, kiedy przeciskaliśmy się przez lukę między ludźmi. 
- Ta jest ostatnia, aktualnie tylko ci dwaj państwo mogą tam wejść. - Samantha spojrzała na dziecko z lekką irytacją. Matka - jak mi się wydawało - brzdąca, zmierzyła kobietę wymownym spojrzeniem, ale ona nie zdawała się tym przejmować. Trochę przypominała mi... mnie.
- Jak długo, panie Malik? - odwróciła się do Zayna. Na jej twarzy znowu wymalowały się wszelkie oznaki zdenerwowania. Wyglądam tak samo, jak ona, kiedy jestem w jego towarzystwie? Mam nadzieję, że nie. Usiadłam na krzesełku i zdjęłam swoje trampki. Zayn zrobił to samo. Nigdy wcześniej nie widziałam go w samych skarpetkach. Dobrze wiedzieć, że czasem zachowuje się normalnie.
- Zapukamy, kiedy będziemy chcieli wyjść. - otworzył przede mną drzwi, a z szczeliny między nimi, a framugą znowu wydostał się snop światła. Skrzywiłam się i weszłam do środka. Wszędzie widziałam tylko siebie. Podniosłam głowę, by spojrzeć na sufit. Znowu ja. Miliony mnie. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, kiedy zaczęłam się rozglądać. Zayn wszedł do środka. 
- Ale fajnie! - rzuciłam przeciągle, kiedy on również zaczął się rozglądać.
- Jeszcze nigdy nie zabrałem tu żadnej dziewczyny. -  zmarszczył czoło i wyglądał na lekko skonsternowanego.
- Pierwszy raz? - uniosłam brew, starając się zignorować potwora patrzącego na mnie z lustra. Usiadłam nie przestając kręcić głową na wszystkie strony. Spojrzałam w dół. Znowu ja. Usiadł obok i uważnie przypatrywał się mojej twarzy. 
- To pierwszy raz. 
- Cóż, w takim razie, jestem zaszczycona. - uśmiechnęłam się, na co odpowiedział tym swoim pięknym wyszczerzem zębów. Wstałam i zaczęłam przechadzać się po ogromnym pokoju. Odwróciłam głowę i zauważyłam jak bardzo jest spięty. Twarz mi się zaczerwieniła, ale nie od zawstydzenia. Tam po prostu było strasznie gorąco. Zaczęłam wachlować dłonią przed moją twarzą, żeby się nieco ochłodzić. 
- Chcę lustrzanego pokoju w swoim domu. - przerwałam nasz kontakt wzrokowy i z powrotem wróciłam do podziwiania. Miliony Zaynów wpatrywały się we mnie intensywnie. Telefon zaczął wibrować w mojej kieszeni, na co wywróciłam oczami. 
- Halo?
- Nie ...łączaj.. ię mi t..!
- Amber coś przerywa. Nie słyszę cię.
- Re! 
Spojrzałam na wyświetlacz, brak zasięgu. Rozłączyłam się i wsunęłam komórkę do kieszeni. Poczułam jego zapach, nawet zanim zorientowałam się, że jest przy mnie.  Stał tak blisko. Nie podniosłam wzroku. Jego kciuk lekko pociągnął za moją brodę, uwalniając dolną wargę. Nie chciałam na niego spojrzeć. Mój oddech znowu stał się nierówny. Serce zaczęło walić w oszałamiającym tempie. Kolana powoli uginały się pode mną, kiedy poczułam ciepło wzbierające w dole mojego brzucha. Zrobiłam krok do tyłu i w końcu spotkaliśmy się wzrokiem. Tak samo, jak wczoraj. Widziałam jak jego źrenice momentalnie się rozszerzają. Chłodna, onieśmielająca aura wzięła górę. Z trudem przełknęłam ślinę, a jego oczy powędrowały na moją szyję, obserwując jak przełykam swój strach. 
Zrobił krok w moja stronę, ale pierwszą reakcją, która przyszła mi do głowy, to odsunięcie się. Wyglądał na rozbawionego, ale z całą pewnością, jego oczy zdradzały poirytowanie. Powoli ściągnął z siebie skórzaną kurtkę i rzucił ją na ziemię. Zauważyłam jego wytatuowaną rękę. Zmarszczyłam czoło, bardziej rozproszona tuszem na jego skórze, niż jego ruchami. Nigdy, przenigdy nie pomyślałabym że ma tatuaże. Nigdy nie widziałam żadnego biznesmena z tatuażami. Ale...ugh... patrząc tak na niego teraz, wyglądał oszałamiająco. Nawet w najmniejszym stopniu nie wyglądał formalnie. Podniosłam na niego wzrok, a on przekręcił głowę na bok. Z każdą sekundą był bliżej mnie, ale tak ... powoli. Sukcesywnie robiłam małe kroczki do tyłu. Nagle chwycił mój nadgarstek i przyciągnął mnie do siebie. Głośno wypuściłam powietrze, ale nie odważyłam się zaczerpnąć kolejnego wdechu. Zamknęłam oczy, gdy pochylił się do mojej szyi. Silna ręka przyciągnęła mnie do jego twardej postawy ciała i musiałam trochę się natrudzić, żeby zachować równowagę. Czułam jak jego klatka unosiła się ciężko i tak samo opadała z każdym zaczerpniętym przez niego oddechem.
- Zatańcz ze mną. - szepnął, a jego głos spowodował eksplozję dreszczy w dole kręgosłupa. Podniósł głowę i spojrzał mi w oczy. Czułam się tak, jakby wpatrywał się prosto w moją duszę.
- Bez muzyki? - bąknęłam próbując wyswobodzić się z jego objęć, ale to zachęciło go tylko do zacieśnienia uścisku.
Umieścił moją lewą dłoń na swoim  ramieniu i chwycił za prawą. Jego ręka powędrowała wzdłuż mojej talii i zatrzymała się tuż nad zaokrągleniem mojego tyłka. Wzdrygnęłam się niekomfortowo. 
- Improwizacja, panno Greene. - zaczął się poruszać, a ja spuściłam wzrok na moje stopy. Och i jeszcze to podstępne odbicie. Ja nawet nie wiem jak się tańczy! Gdzie mam stanąć? Co robić? Zatrzymał się i uniósł moją brodę. 
- Re. Tutaj. - wskazał na swoje oczy - Patrz na mnie.
- Nie umiem tańczyć. - wyznałam cicho.
Zayn westchnął lekko i oplótł całą długością swojej ręki, moje ciało. Uniósł mnie do góry, bez najmniejszego trudu i po chwili zdałam sobie sprawę, że stoję na jego stopach. Chciałam z nich zejść, ale przytrzymał mnie w miejscu. Nasze ciała przylegały do siebie i czułam, że zaraz zemdleję od tego ciągłego dotykania. Znowu podjęłam próbę odsunięcia się, na co zmarszczył brwi i potrząsnął głową.
- Pozwól, że ci pokażę. - zmienił pozycję. Chwycił obie moje dłonie i oplótł je sobie wokół szyi. Swoje położył na mojej talii. Oddech miałam urywany, a on zdawał się to zauważyć.
- Oddychaj, Victorio. - uśmiechnął się i przysięgam, że w środku umarłam. Był taki piękny z bliska. Aż do tego momentu nie zdawałam sobie sprawy z tego, że się poruszamy. Mruczał pod nosem jakąś melodię i zdałam sobie sprawę, że jestem całkiem zrelaksowana, mimo jego przenikliwego wzroku.
- Jesteś o wiele piękniejsza w przybliżeniu, Victorio. - jego oddech odbił się od mojej twarzy, kiedy na niego spojrzałam. Albo ja jestem strasznie niska, albo on strasznie wysoki, bo moja boląca szyja już daje o sobie znać. Ale zaraz zdałam sobie sprawę z tego co powiedział. Zaczerwieniłam się i odwróciłam wzrok. Kątem oka zauważyłam nasze odbicie i niemal rozpłynęłam się na jego widok. Jego ciało spięło się, gdy podążył za moim wzrokiem i dostrzegł nas w lustrze. Jego ręce nadal jednak spoczywały na moim ciele. Lubi czuć kontakt fizyczny, wydało mi się to dziwnie-niepokojąco-bezpieczne. Właśnie tak podsumowałabym swoje przemyślenia na jego temat w danej chwili. 
- Przepraszam, nie przywykłam do tego całego dotykania i tym podobnych... - zamachałam rękami w powietrzu, chcąc coś zasygnalizować, ale jedyne co udało mi się wywołać to zdziwienie na jego twarzy. Przekręcił głowę w bok i zdjął dłonie z mojego ciała. Jego oczy znowu stały się chłodne, co spowodowało, ze ciarki wróciły do życia w dole mojego kręgosłupa. Odwróciłam się od niego i zaczęłam rozglądać się po otaczających nas lustrach, mając nadzieję, że to jakoś zmieni tor tematu. W odbiciu widziałam jak się do mnie zbliża. Położył dłoń na moim ramieniu. Po chwili stałam z nim już twarzą w twarz. Wszystko działo się tak szybko. Jego ciało przy moim. Ja stojąca przy ścianie. Nawet nie wiem, kiedy i jak się tu znalazłam. Dziwne przeczucie wypełniło moje ciało, kiedy jego twarz znalazła się na centymetr od mojej. Postawną sylwetką przytrzymywał mnie w miejscu, prawie dotykając mnie ustami.
- Dotykanie, jak to nazwałaś, jest tutaj stanowczym niedopowiedzeniem. - wpatrywał się we mnie intensywnie. Jego dłoń zsunęła się wzdłuż mojej talii, ale zatrzymał ją w miejscu, gdzie zaczynało się biodro. Zacisnął na nim  palce, a oddech uwiązł mi w gardle. - A ta warga, panno Greene. - spojrzał w dół na moje usta, po czym oblizał swoje - Przestań ją przygryzać. - palcem wskazującym przejechał po linii mojej szczęki. Zrobił to tak delikatnie, że aż przymknęłam oczy. 
- Taka niewinna. - szepnął, zostawiając mnie głowiącą się nad tym dziwnym zdaniem. 
- Panno Greene, nie ma pani pojęcia, w co się wplątała. - jego oczy były ciemne, gdy odsunął się ode mnie. Jego klatka unosiła się i opadała jakby właśnie skończył bieg. Mocno zacisnął szczękę. Jego ramiona były takie szerokie i napięte. Wszystko co najbardziej mnie w nim onieśmielało, w tamtym momencie wylewało się z niego hektolitrami. To był ten Zayn, którego zdążyłam poznać najlepiej. 
- Wychodzimy. - schylił się by podnieść swoją kurtkę i ruszył w stronę lustrzanych drzwi. Odwrócił głowę i spojrzał na mnie. Wciąż stałam jak wmurowana, byłam zszokowana jego wcześniejszym zachowaniem. Wyciągnął rękę w moim kierunku. - Chodź. 
Pospieszyłam do przodu i chwyciłam jego dłoń. Ścisnął ją lekko na początku, by po chwili znormalizować uścisk. Staliśmy tak w miejscu prze chwilę i zaczęłam zastanawiać się, czy zamierza zapukać. Zamiast tego całkiem odwrócił się w moją stronę. 
- Victoria, przepraszam za ten incydent w twoim pokoju, wczoraj, przed moim wyjściem. - przeprasza? Za co? Za całowanie? - To było głupie z mojej strony. Nie powinienem był tego robić. - zapukał w drzwi, zanim nawet zdążyłam wydusić z siebie słowo. Moje usta otworzyły się dokładnie w tym samym momencie co drzwi. 



89 komentarzy:

  1. pd 23 tu siedziałam i jedyne co robiłam to odświeżałam stronę. jutro będę wyglądać jak zombie, ale mniejsza. DOCZEKAŁAM SIĘ 9 *o*

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie siedze na tym blogu od 23 i czytam...wchodze w rozdzialy i jest nowy i powiedzialam "o kur*a nowy! Dzis nie pojde spzc!". XD opowiadanie jest wspaniałe a tłumaczenie bardzo bardzo dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  3. 23? Ja jestem tu o 1:26 XDD
    BOSKIE, WIEM, ŻE MASZ SWOJE ŻYCIE, SZANUJE TO, ALE CHCE NASTĘPNY!! BYŁOBY ZAJE-KURWA-BIŚCIE! XDD
    Pozdrawiam :')

    @AlexxOlaa

    OdpowiedzUsuń
  4. To się porobiło.;o
    LOL
    nie gadajcie,że on teraz nagle nie będzie chciał się z nią spotykać?;o
    Rozdział jest geeeeeniaaaaalny!:D
    Czekam na następny.;3
    Dziękuje,że tłmaczysz.;> xo
    @OMB_OMJ

    OdpowiedzUsuń
  5. nie podoba mi sie teb rodzial, troche sie rozczarowalam bo dlugo na niego czekalam, miejmy nadzieje, ze nastepny bedzie lepszy xxx

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaa ja tu liczylam na buzi buzi :) ale podoba mi sie :) juz nie moge sie doczekac kolejnego :) ale dam rade :) dzieki za tlumaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. adgklxesfkog boskie *____________* Wspaniały, fantastyczny, świetny, chcę więcej *0*

    OdpowiedzUsuń
  8. Bxoavdjx musze isc do szkoly xd Dobrz ze jescoś takiego jak 'Zapisz do odczytania offline' haha kocham mój telefo xd Ahh nie mg sie doczekać żeby przevzytać, super że jednak wczora dodałaś <3 Lot of love -A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o łał, nawet ja nie wiedziałam, że jest taka mozliwośc xD

      Usuń
  9. Na serio jej to powiedział? :/ wystraszył się? Nie rozumiem... Mam nadzieję ze jakoś jej to wyjaśni przy najblizszej okazji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zayn jest baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo skomplikowaną postacią w tym fanfiku :)

      Usuń
  10. Kochaaaaaaam to opowiadanie xD Świetne tłumaczenie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Swietny rodzial, zajebiscie tlumaczysz no normalnie kocham cie <3 a i kiedy nastepny ? ;3

    OdpowiedzUsuń
  12. Każdy kolejny rozdział jest po prostu lepszy od poprzedniego.^^
    Tłumaczysz po prostu genialnie.
    Ta historia jest niesamowita! *.*

    OdpowiedzUsuń
  13. JEZUJEZUJEZU. Oficjalnie i nieodwołalnie umarłam po przeczytaniu tego. Wszystko jest tu tak dziwnie i jakby łączy się wszystko w....pożądanie? Tak, chyba takie mam odczucia. Mam otóż jeszcze pytanie :) Kiedy nowy na DARK? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O kurcze jaki napięcie, tyle pytań, tyle emocji. Nie mam pojęcia co o tym myśleć.
    Opowiadanie super, nie mogę się doczekać następnego

    OdpowiedzUsuń
  15. Ugh... czy tylko ja tak mam, że przegryzam wargę, wtedy co Re?
    Świetne tłumaczenie. Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha nie jestem jedyna!!! Takk! XD do tego potrafie sie złapać na tym w szkole O_o

      Usuń
  16. Tłumaczenie jest genialne *_* Rozdział mnie zaciekawił, a szczególnie moment w którym mówi, że nie wie w co się wplątała :o / turn_to_light

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jako pierwsza zwróciłaś na to uwagę :)

      Usuń
    2. No wlasnie o co mu wtedy chodzilo? Mam nadzieje, ze to sie wyjasni w nastepnych rozdzialach ;)

      Usuń
  17. sdbljcnx/bjfcxchjvczhvlzvcx ugh to jest zajebiste:) kiedy next? :) xx

    OdpowiedzUsuń
  18. Najbardziej interesujące jest to że przygryzam wargę w tych samych momentach co Re xD

    OdpowiedzUsuń
  19. Svhdbhdehebjdbdjsbdibdidbdidbdiheidbridhrurhri !!!O.o

    OdpowiedzUsuń
  20. O rany kochana bo jest świetne!!!
    Jestem taka ciekawa co wydarzy sie dalej?? :***
    Kocham cie normalnie no i autorke oczywiscie też !
    <33

    OdpowiedzUsuń
  21. kslfaosfhaosfafasfaiofqfpa *__________________*

    kurwa, czego on przeprasza????? ten pocałunek w ostatnim rozdziale był taki jsgoagaowighawogiw a on tu gada że nie powinien -.-

    ogarnij się człowieku!!!!

    a rozdział wogóle kdnfLKSADONowoFffsdfsDV

    trochę się gubię w zachowaniu Zayna, ale to jest....takie...magiczne, troche dziwn, ale pociągające ;)


    @luvmynika


    + www.life-is-life-try-smile.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! :D

      Usuń
    2. jhgfrderftgyhujijuytfrderftgyujhyfrderfyhuj. AMEN! DZIĘkuję za komentarze :) xx

      Usuń
  22. umieram, ;o uwielbiam te napięcie między Re a Zaynem, ahgdrfdgd nie wytrzymuję już *.*

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten rozdział jest taki... Afnfdhfdhj, romantyczny, tajemniczy, cudowny, świetny, trzymający w napięciu! Boże! Nie spodziewałam się! I jeszcze ten taniec, a potem to dziwne zajście... <3
    Kocham cię, że wgl chce ci się tłumaczyć dwa wspaniałe opowiadania! Jesteś cudowna, wspaniała, kochana!!! Tak dalej=D
    Pozdrawiam Cię bardzooooooo mocnooooo!!! =D i oczywiście czekam na następny rozdział;)
    @Kiciaaa1D

    OdpowiedzUsuń
  24. NIE MAM NIC DO POWIEDZENIA..... ;)

    CZEKAM NA KOLEJNY ;D

    Dangerous Darkness

    OdpowiedzUsuń
  25. Omg! Jakie to jest zajebiste, choc nie ma tu zadnych scen...czytajac to serce mi prawie eksploduje <333 dziekuje za tlumaczenie ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie to opo ma to do siebie, ze w sumie nic się nie dzieje, ale cały czas czuć takie napięcię że japrdl xD

      Usuń
  26. to jest cudowne ! : 33 ... uwielbiam to czytać , świetnie to tłumaczysz i wgl ... Zayn jest taki zmienny ..a to mi sie w nim strasznie podoba

    OdpowiedzUsuń
  27. Super:-) Jesteś kochana że tłumaczysz pozdrawiam :-) :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. uwielbiam jak oni droczą się ze sobą <3 super, długi rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. o matko! warto było czekać! kocham ten rozdział! kocham ciebie za to że to tłumaczysz! <333

    OdpowiedzUsuń
  30. Kocham to opowiadanie *__* czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. MEGA !!!!!!!! Zajebiste !! czekam na następny ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  32. A mi sie właśnie podoba. I to batdzo, świetny rozdział. Choć utwierdza w przekonaniu jak podobny ten fanfic jest do 50sog to lubię to. Tłumaczysz swietnie, dziękuję <3
    @_Magda_M

    OdpowiedzUsuń
  33. Jaki ten rozdział cudowny *.*
    Ale za co on przeprasza kretyn? Więcej takich akcji Zayn, a nie jakieś przepraszanie ^.^
    Dziękuję. Już nie mogę się doczekać kolejnego :) x
    Buziaki <3

    @aania46

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heheheh xD wszyscy czekają na "akcję" o lol

      Usuń
  34. To napięcie mnie zabija... ♥

    OdpowiedzUsuń
  35. next plisss <3

    OdpowiedzUsuń
  36. Kocham cię ze to tłumaczysz <3

    OdpowiedzUsuń
  37. Warga mnie boli od jej ciągłego przygryzania ^^ To jest niesamowite - jeden rozdział, tyle emocji, tyle tajemniczości i uroku. To jest piękne.
    Dziękuję, że tłumaczysz <3
    Czekam na następny :*

    http://death-penalty-execution.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  38. Genialny ! Uwirelbiam jak sie ze soba drocza <3 Liczyłam na jakis pocalunek a tu Zayn ją przeprasza za to ze ja pocalowal w pokoju nie spodziewalam sie : / No nic czekam z nie cierpliwoscia na nn ♥

    OdpowiedzUsuń
  39. fksghafjhfkfbkhjsafvjkhsavfjksahfvshjkafvjksafvkjsahfvjksafvjksa szczerze sie jak głupia! kocham to opowiadanie! :D błaaagam o nowy rozdział:D

    OdpowiedzUsuń
  40. Nieeeeeee! Ten rozdział skończył się zdecydowanie za szybko i zawierał zdecydowanie zbyt małą liczbę zbliżeń między Zayn'em i Re :'( już nie mogę się doczekać następnego rozdziału i mam nadzieję, że nasza parka nieco się rozbryka xd liczę na Zayn'a i jego sexapil - oby zachęciły Re do podjęcia jakiegoś działania względem Zayn'a :D
    Ann :)xxx

    OdpowiedzUsuń
  41. czy on powiedział do niej Re? swedrftghyujkmwertyuixcvbn *.* boooooskie! następny proszę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HA! WIEM WŁAŚNIE! kjnhugytftghujikmjnhbgvfrtghyujik chyba nie chciał jej już badziej tresować tą "Victorią" xD

      Usuń
  42. Askjdfkdsfndskjfdsfnjhdbsssdsmfnhdsafndskjf. Świetnymegazajebistyjpdl!
    Chce więcej! <3 DODAJ JAK NAJSZYBCIEJ ♥

    OdpowiedzUsuń
  43. Mam wrażenie że niedługo poznamy złą stronę Zayna... tzn. mam wrażenie że on przeprasza bo nie chce jej pakować w jakieś problemy. Hhsisnakwbdidbszixbdis czekam na nn!!!

    OdpowiedzUsuń
  44. KOCHAM TO ! ale mogła byś dodawać częściej rozdziały :c :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam takiej możliwosci, poza tym 3dni to nie jest długo :)

      Usuń
    2. Chyba 5 dni, a to już trochę jest :( Biorąc pod uwagę fakt, że to opowiadanie jest genialne jak nie wiem co! <3

      Usuń
    3. nie zdarzyło mi się jeszcze dodać tu co 5dni, najwięcej to 4 i to tylko dlatego, że nie miałam Internetu, no ale skoro niektórym tak trudno to zrozumieć, to ja już się kłócić nie będę :) Pozdrawiam x

      Usuń
  45. właśnie skończyłam czytać trylogię 50 twarzy Greya i muszę powiedzieć ze te opowiadanie jest troche podobne . : ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podobne, poświęciłam temu całą notkę i nie chce wyjść na niemiłą, albo coś, ale to naprawdę frustrujące nadal czytać o tym komentarze soł, yea... :) pozdrawiam x

      Usuń
  46. Trochę mnie wkurza ten poważny Zayn! Rozdział niezły :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mi dla odmiany się całkiem podoba :) w ogole podoba mi sie całokształt jego postaci tutaj :)

      Usuń
  47. Awwwwh. *O* Ale co jest nie tak...? Zayn widocznie żałuje tego co zrobił ale za bardzo zależy mu na Re... Hm... Zdecydowanie chciałabym wiedzieć co dalej! :) Życzę weny. xx

    OdpowiedzUsuń
  48. proszę cię dodaj kolejny w piątek bo inaczej się zabije przez te emocje. awuhymuwgfmywergeukymfcgsuykgvmc.
    KOCHAM CIĘ ♥

    OdpowiedzUsuń
  49. omg.. boski rozdział..
    wgl uwielbiam takiego poważnego Zayna ahhh wgl ta zmiana jego zachowan omg aż mam ciary hahaha Niby nic się takiego nie dzieje a tu takie emocje że agfoaogfpgpsjdugogn bosh co bd ze mną przy prawdziwych akcjach haha <33

    kat.

    OdpowiedzUsuń
  50. Cudo, cudo, cudo <3 !!! Nie wiem co pisać więcej brak słów to jest GENIALNE !!
    Pozdrawiam Nats xoxo

    OdpowiedzUsuń
  51. Aaa! Kocham to <333 Boze juz widze co bd sie tam dzialo, klotnie I Wielkie powroty! I co chwile jakies dziewczyny....Serio "ona nie wie w co sie wplatala"xd. le to dobrze xx Zayn to taki sexsiak <333

    OdpowiedzUsuń
  52. Dziękuję :)
    Świetne.
    Pozostało czekać na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  53. jezuuu, to jest genialne *,*
    czekam z niecierpliwością na next <3
    jak to dobrze, że to tłumaczysz *,* wielbię cię ;dd

    OdpowiedzUsuń
  54. dawaj kolejny! :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  55. Nawet nie wiem, co mam napisac! Ten rozdzial jest moim ulubionym jak do tej pory. Czekam na next-a...

    ~Moly, xx

    OdpowiedzUsuń
  56. Ten rozdział jest taki zajebisty że normalnie niemogę No ale dlaczego on ją przeprasza!?
    Czy dodasz dziś rozdział proszę
    Ps. Uwielbiam Cb i twoje tłumaczenie masz naprawdę wielki talent :*

    OdpowiedzUsuń
  57. boziu, jak można przepraszać za pocałunek ?
    nsdbbbbbbbbbbeqwubxhg bo romantyczny Zayn w tańcu

    @loffe13

    OdpowiedzUsuń
  58. jak on może ?!?!
    nawet ja wstrzymuję oddech kiedy czytam co on robi :D
    to jest po prostu mega !!

    nie mogę uwierzyć, że ktoś potrafi tak świetnie pisać *.*
    ty tylko tłumaczysz, ale jestem ci za to bardzo wdzięczna :3

    @Mo_Love_1D

    OdpowiedzUsuń
  59. czytam i odczuwam to co Re, to dziwne, ale i przyjemne :D
    xoxo

    OdpowiedzUsuń